Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

graphics CC0

-

 

Analiza wiersza K.K. Baczyńskiego pt. „Samotność”.


Samotność” O! nie jestem człowiekiem: huczy noc nade mną.
Płomień mój jak anioły odchodzące w ciemność.
Ogromne, całe w blasku sine piętna czasu
jak odrzucone w wieczność pokolenia głazów.
O! nie jestem człowiekiem. Koła nieboskłonów
trzeszcząc suną przeze mnie ziemią ocaloną.
Ocaloną? Czas taki: tak dawno; już nie wiem,
już nie pomnę, kto ziemię tak odcisnął w niebie,
wiem tylko żem zgubiony, o, ten czas bez ludzi
to bez twarzy zwierciadło, które z wolna studzi
jakieś płomienie mroczne, kształty w siebie zbiera,
i ja w nim bez odbicia, i ja w nim umieram.
O,, dajcie mi spojrzenie, przywróćcie choć przyśpiew
żuków w lwiej paszczy, choć do oczu liście
mi przyłóżcie, bym poznał jeden nerw nie ciemny
i jeden kolor żywy i nie nadaremny.
Nie ma ludzi. To tylko tragiczność tak krzepnie
w pomniki fantastyczne rosnące beze mnie
i poza mną rosnące. Wzrok ich jak zasłona
i za grzech pierworodny odjęte ramiona.
O, daj mi ten grzech poznać. Nikt na mnie nie woła.
O, daj mi choć szatana poznać, lub mi daj anioła.
0, wróć mi czyn przedwieczny lub milczenie wróć mi,
abym człowiekiem chodził między tymi ludźmi,
których pamiętam jeszcze i których ujrzałem
w widzeniu ostatecznym. Niech się staną ciałem.
A ja spośród ciemności widzę tych, co niosą
swoje stopy przez ogień i przechodzą boso
po tych zgliszczach pożogi, którą sami wznieśli
i której na ramionach wątłych [nie] unieśli.
A ja spośród ciemności tych widzę, co bluźnią,
bo na zmartwychpowstanie przybyli za późno,
i tych, co ściąwszy serce czyjeś jak kwiat ciszy
płaczą z ognistej studni, gdzie ich nikt nie słyszy.
I czuję na swych oczach dłonie potępione,
co niewiarę i ciemność na dzieci włożyły
i tych, którym starczyło do pół-zbrodni siły,
a cały grzech przez wieki niosą na ramionach.
A ja spośród ciemności. 0, ja nie człowiekiem,
ja tylko głosem bożym zbawionym od piekieł,
któremu – odciętemu od ust wzdętych nieba –
czynów boskich nie stało, a ludzkich nie trzeba.


29 IV 1942 r.

Autor: Krzysztof Kamil Baczyński.



 

Analiza:

 

Krzysztof Kamil Baczyński to poeta naznaczony piętnem nazistowskiego totalitaryzmu. Młody ambitny człowiek z pokolenia Kolumbów. Głębokie tradycje patriotyczne wyniósł z domu. Jego ojciec był żołnierzem Legionów Polskich i tajnym oficerem tzw. „Dwójki” WP. Uczęszczał do elitarnego gimnazjum, angażował z rówieśnikami w działalność patriotyczną, to młodzież Szarych Szeregów i Grup Szturmowych, młodzi polscy patrioci wychowani w poszanowaniu i kulcie dla Ojczyzny. Organizacje te brały udział w obronie suwerenności Polski, głównie zajmowały się sabotowaniem Niemców okupujących Stolicę, finalnie brał udział w Powstaniu Warszawskim 1944. Baczyński należy do pokolenia literatów urodzonych około roku 1920, (urodziny Baczyńskiego 22.01.1921 r), ich młodość przypada na okres II Wojny Światowej. Liryka tego pokolenia nacechowana pierwiastkiem patriotycznym nawiązuje koncepcyjnie do wzorców romantycznych i charakteryzuje licznymi odwołaniami do postaw irracjonalnych również do przekazów biblijnych – między innymi do spełnionych i niespełnionych wizji Apokalipsy, świadomie i bezpośrednio kierunkując treści i przekaz emocjonalny na bunt przeciw okupantowi. Cechy: Liryczna analiza dziejów ludzkości i roli jednostki w świecie napiętnowanym hitlerowskim totalitaryzmem. Poezja nacechowana cierpieniem, kolorem krwi, wymiarem bezradności i okrutnej samotności jednostki, w dziejowej martyrologii uciemiężonego Narodu polskiego. W wierszu „Samotność” wojenna rzeczywistość standardowo zdominowała świat widziany oczami podmiotu lirycznego (jak się domyślamy to obraz zanotowany w pamięci samego poety) – płomienie, palby wystrzałów, blask, oraz nadciągające z nieba zagrożenie można odczytać jako poetycki szkic nocnego bombardowania Stolicy – przez Luftwaffe. Notabene poeta w tym czasie często doświadczał niemieckich nalotów. W wierszu Baczyński użył wyrazistych środków stylistycznych. To: anioły odchodzące w ciemność, blask, hucząca noc, płomienie – poeta świadomie buduje klimat grozy i ogólnej bezsilności. Cytat: „ten czas bez ludzi to bez twarzy zwierciadło, które z wolna studzi jakieś płomienie mroczne, wiem tylko żem zgubiony, o, te, kształty w siebie zbiera, i ja w nim bez odbicia, i ja w nim umieram” wyraża marazm egzystencji młodzieży warszawskiej. Widzimy świat ludzi skomunikowanych w bólu, również tych którzy zadają cierpienie, nazistowskich okupantów (Niemców), Baczyński porównuje tę rzeczywistość do zwierciadła ono studzi płomienie – może to wygasające leje po bombach, lub płonące mieszkania, albo – zimne już gruzowiska? Wydaje się że, wiersz to przesuwające się klatka po klatce emisje wystraszonych twarzy, symboliczne lustro w treści wiersza nie oddaje odbicia samego poety – on wyraźnie przeczuwa i widzi swój koniec. Wiersz napisany w 1942 roku , (a więc na 2 lata przed jego śmiercią). Baczyński zginął w Powstaniu Warszawskim 4 sierpnia 1944r. W wieku 23 lat, tu w dalszym etapie utworu poeta tęskni za czasem wolności i miłości, za normą ukojenia duchowego. Chciałby ponownie usłyszeć „przyśpiew żuków”, ujrzeć kolorowe liście, doświadczyć okiem barw po wielu miesiącach spędzonych w wojennym szczurzym mieście bez koloru. Baczyński introwertycznie cierpi, lecz stopniuje opis, w świadomości realizacji przekazu dla przyszłych pokoleń, gwałty i przemoc przeplatają ze sobą blokując respons dla marzeń o normalności. Oto człowiek w poczuciu własnego odczłowieczenia, niespełniony, w pragnieniach osobistych – pisze przecież: „daj mi ten grzech poznać. Niech na mnie nie krzyczy”– może to być śmielsze odwołanie do braku doświadczenia w wymiarze miłości erotycznej, o której każdy statystyczny młody człowiek snuje refleksje, nostalgia za przyrodą, unerwieniem liścia przyłożonego do oczu, lub paralela do koncepcji zaświatów, jako enklawy gdzie przebywają ciała i dusze jego przyjaciół – tych co zostali zamordowani. Dlatego poeta ma w planach zostanie szatanem albo aniołem, dla niego nie jest istotne – kim, byle tylko spotkał swoich bliskich w zaświatach. Jakże tragiczna relacja, Baczyński spisuje na straty „tych co bluźnią bo na zmartwychwstanie przybyli za późno” – oto obraz ludzi którzy spieszyli innym na ratunek, lecz nie zdążyli. Przeklęta wizja śmierci miesza się z troską o tych co przeżyli, rozpaczających, o rannych i upokorzonych, pogrążonych w żałobie, sumuje z normą wszechobecnego kalectwa przyjmując niespotykane dotąd w historii rozmiary katastrofizmu cywilizacyjnego. Baczyński nie potrafi już sobie poradzić. Kolejny cytat: „Nie ma ludzi”. Dawni przyjaciele, rodzina, znajomi – teraz zamieniają się w pomniki, powstające wskutek „krzepnięcia tragiczności”.’ Ludzie zerkają przez „zasłonę”, nie mają ramion, zostały odjęte „za grzech pierworodny”, to bezpośrednie odwołania biblijne oraz komparatystyczny opis apokalipsy Stolicy. Podmiot idzie, ogląda zgliszcza zbombardowanej Warszawy, spogląda coraz dalej i głębiej, „lewituje w stanach podświadomych”, odbiera bodźce somatyczne – jest mu niedobrze, mdli go, lecz idzie dalej – a może zmierza – prosto na cmentarz?, ( to reakcja na stres Warszawa przypomina cmentarzysko po bombardowaniu) – w metamorfozach podświadomych dokonuje uosobienia pomników, (to rok 42)- jest tu niedokładne odniesienie do tablic zdobiących groby zmarłych, być może wizja odbić w płytach nagrobnych ludzi martwych za życia – to metafora, ” pomniki fantastyczne rosnące beze mnie i poza mną rosnące”– twierdzi Baczyński, pomniki – obrazy ludzi realnych, obojętnych na zło – wskutek wojennej traumy, umartwionych duchowo podmienionych w zombi, zatraconych w swym człowieczeństwie, tych którzy stali się nikim i niczym – zerem biologicznym, tych co są poniżeni, klinicznie epatują trupim odium, z sercem z kamienia współistotni, pozbawieni nadziei, zimni, nastawieni tylko na przeżycie albo na krótką śmierć. Oto kolejne epitafia, kamienny twór epoki. Ziemia NN–ów. Gazy, a w 44 roku będą – już tylko kanały – wybuchnie Powstanie Warszawskie. To jest samotność nie do zniesienia. I stąd pewnie taki a nie inny pomysł na tytuł tego wiersza. Ta tytułowa samotność przytłacza czytelnika dojrzałą myślą filozoficzną w opisie totalitarnej epoki, zagląda nam w duszę oczami poety, i głęboko poniewiera ludzkim sumieniem.

 

przez: Tomasz Kucina

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Tomasz Kucina @Jacek_K A od kiedy istnieje tylko jedna i słuszna interpretacja wiersza, zwłaszcza, że w tym przypadku jak w mało którym innym nie było to nigdy zweryfikowane u samego źródła?! Momentami ma się wrażenie jak czyta się ów wiersz, że bardziej od samotności pasuje tu tytuł bezsilność. Z drugiej jednak strony czuć też tą wewnętrzną szamotaninę z samym sobą i ten upór co pcha człowieka do przodu z nadzieją na lepsze jutro.

Zdarzało mi się napisać wiersz, tekst o pojedynczej tragedii i zawsze te próby pogrążały mnie na moment w niemałym bólu i właśnie w stanie tej wyżej wspomnianej bezsilności. Samo wyobrażenie wojny i świadomość tego, że ludzie żyli tą tragedią dzień w dzień i na tyle długo, że wydawać by się mogło, że tak już jest i będzie, że to normalne, zwyczajne w myśl zasady człowiek jest w stanie przywyknąć do wszystkiego, sprawia, że paraliżuje mnie niemoc i przerażenie. Wojna dla mnie, to te rewiry świadomości gdzie nawet najlepiej wyćwiczona empatia zawsze mówi pas, moja się poddaje i leży w bezsilności rozłożona na łopatki.

 

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja wyraźnie już ustaliłem, że nie podejmuje z tobą krytycznych dyskusji, zwłaszcza po twojej zdecydowanie zbyt rozciągniętej  w czasie dyskusji pod moim wierszem pt. "Dostojne greckie miasto". Chciałbym ci tylko zakomunikować, że ta interpretacja została oceniona dobrze w zacnym gronie recenzentów.  Krytyka dla samej krytyki. Twoja percepcja w odbiorze tego utworu mnie nie interesuje, masz prawo do własnych analiz, ja nie mam zamiaru do tego się odnosić szerzej. Napiszę tylko króciótko, że dość kuriozalna (moim zdaniem) próba porównania tego bardzo poważnego wiersza do (skądinąd przecież dobrej) ale jednak tylko KOMEDII z Grzegorzem Brzęczyszczykiewiczem (i panem E. Karewiczem) w roli nieco absurdalnej jest raczej nie na miejscu?, chyba że chcesz rozpętać 3 wojnę światową, (żart!). Dalszy komentarz z moiej strony mija się z celem. Informuję też że Polacy jednak w okopach i na barykadach Warszawy rozmawiali ze sobą po polsku a nie po niemiecku - i nie przykładali liści do oczu żeby nie widzieć Niemców, nie - chcieli ich dobrze widzieć i celnie w nich mierzyć zwłaszcza póżniej w 1944 roku. Nie próbuj też dokonywać podświadomych poróżnień w stosunkach polsko - żydowskich (bo są one według mnie WZOROWE) używając przy okazji tejże interpretacji a przede wszystkim samego Baczyńskiego do budowania co najmniej podświadomych antagonizmów narodowych. Jak pewne wiesz powstanie w Getcie Warszawskim wybuchło 19 kwietnia 1943 roku, a wiersz napisany w 1942 roku. Trudno więc przyjąć, że sam poeta miał tu na myśli samo powstanie (skoro chronologicznie jeszcze nie wybuchło), nie widzę też powodu, by mieszać treść utworu z tak ważnym i historycznym momentem w dziejach Stolicy jakim było Powstanie w Getcie. Chyba dokonując takiego nieuzasadnionego porównania albo nadbudowy znaczenia utworu - naraziłbym się na brak szacunku dla tego zacnego Narodu. . Na szczęście ja nie mam z twoimi komentarzami nic wspólnego. Pzdr, i milczę.

 

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Każda analiza interpretującego utwór  jest w pewnym zakresie psychoanalityczną deskrypcją, poezja ma zakres subiektywny, interpretujący wiersz ma też prawo do subiektywnej oceny inaczej mielibyśmy do czynienia z reportażem albo zimną analizą faktów historycznych. A już cytuję ...

 

To sformułowanie: "tak jak teraz", jest grubą nadinterpretacją. Moja analiza nie miała i nie ma nic wspólnego z obecną rzeczywistością (współczesną), skoro takie absurdalne budujesz paralele interpretacyjne to znaczy, że to ty jesteś tu pdsychoanalitykiem w dodatku podróżującym w czasie o jakieś jak rozumiem blisko 80 lat. To tyle z mojej strony.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nic nie udowadniam. Opisałem własną interakcje z wierszem, to pan z nią się nie zgadza? Ja już skończyłem. Ditto, czyli jak wyżej...mój komentarz,  więc po co pańskie kolejne dopiski? Przecież nie świadczą o jakimś kompleksie i mam nadzieję prowokacji. Porównania tejże analizy do współczesności z pana strony wjątkowo nie na miejscu. Bo treść analizy nic wspólnego z obecnymi czasami nie ma. Nie żyjemy przecież w stanie wojny. Pan kluczy interpretacyjnie w mojej interpretacji. Ja odniosłem się do tych sugestii, w pana wrażenia po przeczytaniu wiersza nie wchodzę, a wiersz zinterpretowałem jak go czuję rozumiem i tak jak wspomniałem zostało to docenione, że pan inaczej sumuje treść utworu - przyjąłem do wiadomości. Więcej nic dla lepszego pańskiego samopoczucie nie potrafię uczynić. Ubolewam.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

"Zombi" - to porównanie moje odautorskie dla wyrażenia marazmu sytuacji i zaplanowanym przeniesieniem na język ludzi czytających ten tekst współcześnie, jeżeli tego pan nie odczytał poprawnie - to sumiennie dopowiadam.

 

To nie jest wiersz o koronawirusie i czasach współczesnych a Baczyński nie był jasnowidzem w zakresie czasów współczesnych. Tym bardziej moja analiza nie może mieć nic wspólnego z obecną sytuacją - ile razy mam jeszcze pana w tym względzie uświadamiać? Moi pradziadkowie, dziadkowie byli drastycznie doświadczeni przez okupantów, więc proszę nie podejmować ze mną dyskusji w tym zakresie, bo nie mam ochoty na taki konfesjonalizm rodzinny. O wierszu i mojej analizie tego tekstu napisałem też wszystko co potrafię. Analizy nie zmienię - bo nie ma powodu. Proszę o uwolnienie mnie z tej dyskusji. Ja szanuję pańskie zdanie. Dobranoc.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Po co mi pan o tym opowiada? Czy ta interpretacja wiersza raptem i aż - z czasów okupacji - i odnosząca się do lat czterdziestych dwudziestego wieku ma coś wspólnego z oceną sytuacji epidemiologicznej w Polsce? Odpowiadam: NIE. Ja wszystkich lekarzy, pielęgniarki, policję, armię, wojska obrony terytorialnej, pograniczników, służby, naukowców, wolontariuszy każdego pokroju i autoramentu, wszystkich ludzi dobrej woli, także rząd RP, władzę ustawodawczą - każdą, i wykonawczą - prezydenta RP,  oraz ludzi empatycznie podchodzących do sytuacji szanuję niezmiernie! Ale o pańskich politycznych fantazjach proszę nie wypisywać tu - pod tą interpretacją wiersza znanego poety? Bo robi pan krzywdę jemu, mnie jako analizującemu wiersz i przede wszystkim samemu sobie. To jest tak proste jak budowa cepa.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Żenada. To nie jest instrukcja obsługi cepa - tylko analiza wiersza. Uśmiecham się doceniając pańską "psychoanalizę" w uporządkowaniu technologicznym małowspółczesnego urządzenia ale znanego dobrze moim pradziadom i dziadom. Dobranoc

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeżeli widzi pan chęć wyrażenia pozytywnych ambicji i rzekomego kunsztu w obliczu drastycznych przeżyć samego poety w wyniku bombardowania jego własnego miasta, dzielnicy i wszechobecnej śmierci bliskich mu osób, przyjaciół, sąsiadów, rodziny,  i sugeruje pan, że w tym  momencie pisał trzynastozgłoskowcem tylko po to by wyrazić podziw dla Mickiewicza  i dla zaspokojenia własnych ambicji twórczych - a tragedia była jedynie tłem małoistotnym i konieczną nadbudową albo środkiem docelowym - do ambicjonalizmów twórczych i zimną metodologią opisową - TO GRATULUJĘ. Informuję pana, że pokolenie Baczyńskiego gruntownie wykształcone i zawsze w odniesieniu do tradycji romantycznych w krwioobiegu miało zakodowane klasyczne podstawy warsztatu poetyckiego. Pan taki wiersz trzynastozgłoskowy pisałby długo, dla poety pokroju Baczyńskiego choć bardzo młodego to była bułka z masłem. Niestety rzeczywistość go otaczająca nie była bułeczką posmarowaną masełkiem i o tym Baczyński nam opowiada, a nie o Mickiewiczowskich egzaltacjach czy tym bardziej współczesnych koronawirusach i polityce. Miasto było szczurze, bo równali je z ziemią okupanci. A czasy późniejsze Powstania Warszawskiego spotęgowało dramatyzm sytuacji. Szacunek dla ofiar powinien być normą - a nie powodem krytyki dowolnego interpretatora wiersza. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie utożsamia się ze zgodą na marazm czasów mu współczesnych - z sytuacją uciemiężonego polskiego narodu i mieszkańców Stolicy, nie identyfikuje się z cierpieniem jako istotą wszechobecności. Cierpi i buntuje jednocześnie, popada w egzystencjonalny katastrofizm. Dziwisz mu się? Przecież wyżej tłumaczyłeś, że myśli o trzynastozgłoskowych mickiewiczowskich mesjanizmach. Tak jest tu mesjanizm ale w apokaliptycznej wizji cywilizacyjnej. To koniec epoki i wojna światowa. Ogarnij.

 

Mesjanizm a bycie Mesjaszem to dwie różne sprawy. 

 

Baczyński pisze, cytuję:

 

A ja spośród ciemności. 0, ja nie człowiekiem,
ja tylko głosem bożym zbawionym od piekieł,
któremu – odciętemu od ust wzdętych nieba –
czynów boskich nie stało, a ludzkich nie trzeba.

 

Ten "odczyn" Mesjasza ma tu charakter utrapieńczy a nie zbawieńczy. Poeta jest odcięty od ust wzdętych nieba, boskich czynów mu nie dane było doświadczyć (nie stało), bo dramaturgia rzeczywistości i dekadencja powszechna mieszkańców stolicy go przeraża. 

 

Jeżeli to jakiekolwiek "wesele" to raczej w wojennym dziele absurdów i w trawestacji utopii tych dziejów.

Odpowiedz sobie sam jakim i czego symbolem jest chochoł w "Weselu" u Wyspiańskiego.

 

Jest symbolem wegetacji, zgubnej tradycji, idei odłożonej ku przyszłości.

 

Taki jest ten wiersz. Opisuje nam wegetatywną rzeczywistość wojennej Warszawy, zgubna tradycja jest tu w zakresie braku jej praktycznej realizacji w życiu społecznym Warszawy, bo Polacy są ofiarami agresji i nie mogą realizować własnych tradycji, faktycznie więc tak jakby jej nie było, idea odłożona na przyszłość wdrożona jest tylko w troskę o przeżycie albo alternatywnie w modlitwie o szybką śmierć. To jest tragedia głęboko analityczna pokiereszowanego człowieka, a nie mesjanistyczne bajdurzenie o staffowskich "snach o potędze", czy autorefleksja trzynastozgłoskowa mickiewiczowska -  w zachwycie i peanie poetycko-demiurgicznym. To trauma. A epitety "szczurze", "zombi", "trupie odium" są tylko moim wyrazem interpretacji wyłożonej na język współczesny - czytelny (moim zdaniem trafnie i w sposób zaplanowany). 

 

 

 

Jak ja nie rozumiem wiersza, to ty po prostu użalasz się nade mną zbyt drastycznie. Chyba niepotrzebnie. Ta polityka ci w głowie i wdrożenie treści koniecznie ku współczesności, i pewnie dlatego tak ci się komentarze układają. Nie tędy droga - w dobrej wierzę i trosce o ciebie piszę te słowa. 

 

Idź spać bo późno, potem będziesz miał do mnie pretensje, że się nie wyspałeś, i skończ z tym "panem", bo mnie się udzieliło. Cze!

 

  •  
Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

O czym mi pan tu wypisujesz? To jest prosta subiektywna relacja młodego chłopca, bardzo wrażliwego, patrioty, wychowanego w poczuciu odpowiedzialności za Ojczyznę z pokolenia Kolumbów, który zginął na barykadach Powstania Warszawskiego w 1944 roku, a wiersz dotyczy roku 1942 i nalotów luftwaffe na Warszawę. Grzebiesz pan teraz w historii i dopasowujesz pan dowolne fakty do całkiem romantycznego (w sensie ekspresyjnego) i apokaliptycznego wiersza dwudziestoletniego patrioty. Tak można dopasować dokładnie dowolny fakt historyczny do treści wiersza. Zawiodły mesjanistyczne i buńczuczne komparacje to zaczyna się naginanie historii do treści wiersza, który opowiada o autentycznej tragedii młodzieży żyjącej w czasach totalitarnych. Trudno żeby tak wrażliwy człowiek jak Baczyński w tak dramatycznej sytuacji nie przewidywał możliwości swojej śmierci. To był lęk pokoleniowy dodatkowo "podrasowany" i to brutalnie lękiem o ukochaną Basię - wkrótce żonę - w 1942 (dwa miesiące po fakcie napisania tego wiersza) - wzięli ślub. Czy człowiek bez lęku o życie bierze ślub w warunkach wojennych, czy raczej to jest podyktowane obawą o życie? To pytanie retoryczne. Odpowiedzi już nie oczekuję. Stąd te fragmenty wiersza o liściach kolorowych, i marzeniach na normalne jutro - proszę pana.

 

Gdyby tak było w istocie dlaczego Baczyński pisze tak jeszcze raz przytoczę zacytowany przez pana fragment:

 

A ja spośród ciemności tych widzę, co bluźnią,
bo na zmartwychpowstanie przybyli za późno,
i tych, co ściąwszy serce czyjeś jak kwiat ciszy
płaczą z ognistej studni, gdzie ich nikt nie słyszy.

 

Tutaj masz pan czas dokonany jest "przybyli" - pytam gdzie przybyli? Kto wtedy udzielił nam pomocy? Nikt, ani wcześniej ani później. To "ci" ludzie (tu w treści wiersza) przybyli za późno na zmartwychwstanie, ci których wśród ciemności widzi Baczyński - zatem swoich kolegów, koleżanki, i innych mieszkańców Warszawy - BO PRZECIEŻ NIE ANGLIKÓW CZY FRANCUZÓW - którzy na Polskę się wypięli - pisząc kolokwialnie? Nawet jeżeliby Baczyński w istocie ubolewał nad decyzją Francji i Anglii w sprawie polskiej to w żaden sposób nie przeczy jego traumie i celności mojej analizy wiersza - wręcz to podkreśla proszę pana. 

 

Zapewne, hehehs, jak pańska wykładnia Wyspiańskiego wyżej i ambicjonalne dopasowanie go do wiersza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i tego  "Chochoła" o którym pan wcześniej wspomniał w kontekście tego wiersza i włożenia mu w dłoń "złotego rogu" o którym pan wspomniał jako symbolicznego zawezwania do walki Kolumbów jak zrozumiałem na barykadach Warszawy. Kolumbów nie musisz pan motywować Baczyńskim - Oni to zrobili - ruszyli w bój o Stolicę i w 1942 roku i później w PW44. To "Warszawskie Dzieci"!  Tyle tylko, że to nie "Chochoł" w "Weselu" Wyspiańskiego operuje "złotym rogiem" tylko WERNYHORA - jako symbol z obrazu Matejki. A Jasiek schylając się po czapkę z pawich piór "złoty róg" zgubił. "Chochoł" w "Weselu" -  jest natomiast symbolem  tego o czym napisałem w poprzednim którymś z kolei komentarzu - a mianowicie - Jest symbolem wegetacji, zgubnej tradycji, idei odłożonej ku przyszłości.  I TAK WŁAŚNIE DOPASOWYWUJE SOBIE PAN DOWOLNE SYMBOLE I FAKTY DO WŁASNYCH ANALIZ - MOJEJ ANALIZY TEGO WIERSZA. 

 

Nic dodać nic ująć. Kończę, bo to prowokacja.

 

 

 

Ta literówka istotnie jest powodem pańskiej głębokiej analizy tego mojego podsumowania wiersza o tytule "Samotność" gratuluję ambicji i wrażliwości. Pa!

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

O! nie jestem człowiekiem. Koła nieboskłonów
trzeszcząc suną przeze mnie ziemią ocaloną.
Ocaloną? Czas taki: tak dawno; już nie wiem,
już nie pomnę, kto ziemię tak odcisnął w niebie,
wiem tylko żem zgubiony, o, ten czas bez ludzi
to bez twarzy zwierciadło, które z wolna studzi

 

A co tu jest do zrozumienia? "o!" - To morfem, wyrazek o szczególnym znaczeniu emocjonalnym. to marzenie o "ocaleniu" - "o ziemi ocalonej" - w treści wiersza. Dalej poeta dopytuje "ocaloną?" - i tutaj jego wątpliwości przybierają oblicze faktów. pisze Baczyński "czas taki - tak dawno już nie pamiętam - już nie pomnę" czyli nie ma tu Mesjaństwa, jest za to apokaliptyczna wizja rzeczywistości a brak tej wolności jest oddalony w czasie -aż do niepamięci. Klasyczna trauma w opisie.  Poeta pyta dalej : "kto ziemię tak odcisnął w niebie" - niebo jest symbolem katastroficznych nalotów - to jest "niebo" więc proste skojarzenie z samolotami i agresją z powietrza. Konstatuje dalej: "wiem tylko, żem zgubiony" to chyba ewidentna rola dekadenta, czyli w tym wypadku młodego człowieka kontestującego rzeczywistość a nie buńczuczna rola mickiewiczowskiego demiurga.

 

Jeżeli obarcza pan Baczyńskiego (przypominam Żołnierza Szarych Szeregów) i uczestnika w Powstaniu Warszawskim - notabene, było ono demonstracją przeciwko zaangażowaniu się Sowietów w wyzwolenie Warszawy, czego zresztą nie zrobili, bo czekali na drugim brzegu Wisły przyglądając się długo tragedii miasta -  do komunistycznego rewolucjonisty o którym pan wspomina -  to chyba z tym się zgodzić nie mogę. Nie oceniam roli i sensu Powstania Warszawskiego, ale na pewno jest to powstanie Największych młodych patriotów w naszej historii. I wolę decyzji pozostawiam w ich rękach. To była potrzeba wyższego rzędu. Potrafię sobie to wyobrazić.  

 

Wystarczy proszę pana. To nie są analizy merytoryczne do treści, raczej ferment w natłoku wyimaginowanych szczegółów z historii - z pańskiej strony . Nie sądzę by ludzie którym na głowę lecą bomby lub w szańcach deliberowali o Wyspiańskim, trzynastu zgłoskach z Mickiewicza, o rozbiorach, Anglikach czy Francuzach, myśleli o przeżyciu, o dniu dzisiejszym, klasyczne carpe diem, tym bardziej młody dwudziestojednoletni poeta, planujący i realizujący wkrótce ślub z ukochaną Barbarą Drapczyńską, która przecież trafiona odłamkiem szkła zginęła jak jej mąż w Powstaniu - we wrześniu 1944 pod gmachem Teatru Wielkiego - to nie był teatr - ale fakt.. Każdy wiersz jest zawsze w wymowie subiektywnej, subiektywna też jest i rola komentujących. Każdy ma własną wrażliwość i w niej się angażuje, tego nie zmienimy. 

 

p,s. Ślub Baczyńskich odbył się 3 czerwca 1942 roku w Kościele na Solcu chyba o godzinie 10tej. Nie wiem jak pan liczy? Wiersz z kwietnia 1942 roku. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Poemat Serce jak obłok powstał w 1941 roku. Krzysztof Kamil Baczyński zadedykował go matce, jednak odpisy zaczęły wkrótce krążyć wśród znajomych poety. Według jednej z relacji, to właśnie lektura tego wiersza skłoniła Barbarę Drapczyńską do nawiązania znajomości z Baczyńskim. Ale wiersz "Samotność" o którym tu mowa powstał w kwietniu 1942 roku i raczej nie jest erotykiem. Przykro mi. A ślub Baczyńskich w terminie - jak wyżej. 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiersz "Samotność" jest opisem traumy z nalotów Luftwaffe na Warszawę. Wiersz jest rozciągnięty w czasie, w ogóle dotyczy bombardowań. Przecież w czasie sumowały się jego dramatyczne doświadczenia. Pierwsze naloty jak je określano "dywanowe" na Warszawę były już w 1939 roku. Wiersz jest opisem zdemolowanej Warszawy, czy ty to chcesz w ogóle zauważyć? W 1942 roku Baczyński bierze ślub z Drapczyńską, (wiersz też powstał w 1942) - tłumaczę przecież, że musiało to być spowodowane obawą o życie o przyszłość, przecież nie bierze się często ślubu w czasach wojennej rzeczywistości - chyba że wymaga tego jakaś szczególna okoliczność, moim zdaniem decyzja tych dwojga młodych ludzi wynikała z lęku ich egzystencji. Dlaczego poeta marzy, dlaczego poeta traumatyzuje opis, dlaczego cierpi, dlaczego użwa apokaliptycznych znaczeń, bo ma te obawy. Po ludzku je ma.Ten wiersz doskonale przecież o tej traumie pokoleniowej opowiada. I w tym kontekście wyraziłem się co do jego roli. To jest dedykowane do pokoleń, a życie i tło związku stanowi tu ścisłą integrację z otaczającą tych dwojga sytuacją - takich rzeczy nie powinienem panu tłumaczyć. 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Proponuję zakończmy drobną różnicę zdań. Nie ja panu wrogiem ani pan moim. Dokonałem analizy wiersza, utwór napisany w czasach wojennych, dotyczy przeżyć i doświadczeń poety z roku 1942 i Warszawy widzianej w jego oczach i sytuacji dotyczącej agresora którym były wtedy nazistowskie Niemcy.

 

Ponieważ praktycznie cały czas ciągnie mnie pan za język to muszę jasno napisać tutaj o światopoglądach Baczyńskiego i jak to się przełożyło na jego sytuację w czasach wojny.

 

Otóż permanentnie odnosi się Szanowny Pan do poglądów poety jeszcze sprzed czasów wojny. To prawda oscylowały one wokół idei socjalistycznych, nie widzę w tym nic dziwnego. Różne wtedy były drogi rozumienia rzeczywistości. Sam Piłsudski zaliczał się przecież do tradycji PPSu, a dziś stoi w panteonie prawicy. 

 

Baczyński przed wojną był socjalistą, to  prawda sympatyzował z ruchem trockistowskim, należał nawet do ZNMS "Spartakus", był jego przewodniczącym w pewnym okresie. Osobiście  nie mam z tym problemu, tym bardziej że nigdy nie miałem na pieńku z ludźmi o bardziej lewicowych poglądach - choć wolę konserwatyzm z lekkim (podkreślam lekkim skrętem na prawo). [tak tylko na marginesie o sobie - bo podejrzewam że próbuje mnie pan ustawić w pewnej gablotce światopoglądów - oczywiście tylko w kontekście do wyłożonej przeze mnie analizy tego wiersza Baczyńskiego - nie warto nie jestem niczyim wrogiem, i na nikogo smyczy nie chodzę - wszystkie światopoglądy szanuję, zawsze tak było, i rozumiem szeroki zakres oceny rzeczywistości za dobro demokracji - a tą recenzję napisałem bez podtekstów okołopolitycznych, tym bardziej bez odniesień do współczesności do której to pan tu się (moim skromnym zdaniem) - niepotrzebnie odniósł, od polityki stronię - nie oznacza to że nie mam poglądów, bo mam].

 

Powracając do Baczyńskiego. Musi pan wiedzieć (jestem o tym przekonany), że poeta niedługo po inwazji Niemiec na Polskę radykalnie zmienił poglądy i przeszedł wewnętrzną przemianę. Co prawda nie sympatyzował z endecją ale od poglądów socjalistycznych się oddalił, był także zadeklarowanym antysemitą, no i słowo klucz - był członkiem Armii Krajowej. We wczesnej młodości należał przecież do Grup Szturmowych Młodzieży Szarych Szeregów, do jednej klasy uczęszczał z Alkiem Dawidowskim, Tadkiem Zawadzkim "Zośką", "Rudym" czyli Jankiem Bytnarem. Znamy ich z "Kamieni na szaniec" i akcji przeciwko okupantom - w realu. Ta przemiana duchowa o której tu piszę jest faktem bardzo znanym w środowiskach artystycznych, poetyckich jak i wśród historyków, a o patriotyzmie Baczyńskiego uczy się w szkołach. Budowanie więc przez pana otoczki wokół poety o rzekomych rewolucjonistycznych zapędach jest po prostu niesmaczna. Bo któż mógłby uwierzyć, że członek AK mógłby być socjalistycznym - optymistą czy oglądać świat okiem rewolucji i sympatii do komunistów.

 

Poza tym zapewne wie pan, że zaraz po Powstaniu, komunistyczna bezpieka rozpoczęła poszukiwania Baczyńskiego, po prostu w tamtych strukturach nie wierzono, że chłopak zmarł w początkach Powstania i sądzono, że się ukrywa przed konsekwencjami za działalność w AK.

 

Dlatego twierdzę, że pańskie zdanie nie ma uzasadnienia. Zakończmy dyskusję - bo zmusza mnie pan dosłownie kolejnym lapidarnym - oszczędnym słowem - w coraz to nowszym komentarzu - do tłumaczenia poglądów Baczyńskiego, nie miałem takiego zamiaru, bo dokonałem raptem analizy wiersza, który jest w istocie i faktach kompendium przeżyć poety w okupowanej Warszawie. Moja analiza jest sprawiedliwa, i jeszcze raz podkreślam nie ma nic wspólnego z paletą światopoglądów. Jeszcze raz podkreślę - dla mnie wielowymiarowość w ocenie świata jest niemal świętością - i bardzo sobie to cenię.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Zgodnie z najnowszym raportem międzynarodowym dotyczącym Covid19 a opublikowanym wczoraj, będziemy żyć z wirusem do 2022, bez szczepionek i z masowymi zgonami. Niedługo się wszystkiego dowiemy od samego K.Baczyńskiego :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...