Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

≈<1>≈

Małpa wchodzi na drzewo wiedzy. W połowie wysokości, zyskuje pełną świadomość. Pragnie więcej. Wyjada z korony wszystkie rozumy. Po chwili wystaje ponad ostatnie gałęzie, by stwierdzić, że jest czubkiem. Drzewo znika. Małpa spada.

  

 

≈<2>≈

Kukułka pragnie być inną. Wyprzedzić swoją epokę. Być nawet niezrozumiałą dla współczesnych. Nie podrzuca jajek do obcych gniazd. Wychowuje swoje dzieci, darząc miłością. Gdy odpowiednio podrastają, zadziobują matkę na śmierć. Wstydzą się odmieńca.

 

  

≈<3>≈

Podczas audiencji u króla, stańczyk rzecze:

– Mój najjaśniejszy pan, strasznie zaniemógł w chorobie.

– No co ty błaźnie gadasz –– mówi wesoło król.

– Spójrzcie o smutno zgromadzeni. Korona wirusa, błyszczy złowieszczo. Przebiła sklepienie najjaśniejszej czaszki.

 

  

≈<4>≈

Umiłowane dziecko wchodzi do kuchni. Na podłodze kwili cała chmara, małych pociesznych diabełków. Są związane w pęczki. Obok leży laubzega.

– Mamo, po diabła nam one?

– Będą kopytka na obiad. Te co lubisz najbardziej.

 

  

≈<5>≈

Podajemy komunikat. Proszę zachować spokój. To tylko turbulencje

– To dlaczego coś z zewnątrz nas obserwuje?

Podajemy komunikat. Właśnie przelatujemy nad wyspą Czaszki. Złapał nas King Kong. To znany żartowniś. Za chwile powinien puścić.

 

  

≈<6>≈

Matka z synkiem spacerują w lesie. Słyszą uroczy szum rzeki, nad którą zwisają solidne gałęzie.

Nagle widzą płynące zwłoki. Dziecko rzecze radośnie:

– Mamo! To tak jak mnie uczyłaś. Co ma płynąć, nie powisi.

 

  

≈<7>≈

Chłopiec jest paskudnie poobijany. Podchodzi starsza kobieta.

– Dziecko biedne. Skąd te siniaki?

– Mama mi kazała wyrzucić paskudny bumerang, ale on…

– A łaj –– wrzasnęła kobieta.

– Niech pani lepiej stąd idzie. Będę próbował do skutku.

 

  

≈<8>≈

– Kochanie spójrz! Ta zgrabna, młoda, ładna sąsiadka, biega goła po balkonie.

– Takim małym?

– Takim małym. Dlatego tak zerkam, by widzieć jak sobie radzi.

– Hmm… a na innym biega starsza babcia. Też goła.

– Wierzę.

 

  

≈<9>≈

Ale tyś żółta, cytryno – powiedziała czerwona ze złości marchew.

Tak, tak – dodała zzieleniała, też ze złości, nać pietruszki.

A ty pyra, czemu nie wyzywasz?

Ona spoczęła na laurach –– ledwo wydyszały, przygniecione liście bobkowe.

 

  

≈<10>≈

Na pustym stadionie stoi człowiek i czegoś szuka. Podchodzi drugi i pyta ciekawie:

– Czego facet szukasz?

– Zgubiłem puste miejsce.

– Zgubiłeś co? Przecież masz wokół, pustki od cholery.

– Dlatego tak mi trudno odnaleźć moją.

 

  

≈<11>≈

Dzisiaj mam problem. Niby go widzę, a niby nie. Przyznam, że sytuacja dziwna. W końcu to mój najlepszy przyjaciel. Głupio mi, ale delikatnie pytam:

– Mów do cholery, gdzie jesteś?

– Jestem zamknięty w sobie.

 

 

≈<12>≈

Na podwórku został zmiażdżony pies.

A było to tak.

Gospodarzowi przywieziono omyłkowo, przyczepę kamieni.

Obdarowany wrzasnął zatrwożony, gdy ujrzał prezent nie dla niego.

– Ludzie! Czy was zupełnie porąbało. Psu na budę to potrzebne.

 

  

≈<13>≈

Modlił się żarliwie:

– Panie Boże, czy mógłbyś osłodzić moje życie. Błagam. Takie jest gorzkie.

Prośba została wysłuchana.

Lecz człowiekowi było mało.

– Czy mógłbyś jeszcze bardziej osłodzić? Proszę.

Znaleziono go martwego. Utopionego w miodzie.

 

  

≈<14>≈

Budzi go wnerwione tykanie. Zegar wyznaje, że czas go dręczy. Właściciel zanosi biedaka do zegarmistrza. Ten wysysa czas i wypluwa do śmieci. Wyssany umiera. Stracił to, co stanowiło jego istotę. Jest zwykłym mechanizmem.

 

 

≈<15>≈

Pewnemu nieznośnemu dziadkowi, co bliźnich gnębi, wypada sztuczna szczęka. Pech chce, że pies ją przegryza, a dziadek nagle umiera i zostaje wpiekłowzięty. Tam jest płacz i zgrzytanie… owszem, tak… ale nie dotyczy dziadka.

 

  

≈<16>≈

Garnek o zardzewiałych uszach, lecz dobrodusznym wnętrzu, zobaczył kiedyś durszlak.

– Jakiś ty biedny, durszlaku. Cały podziurawiony.

Po chwili wszystkie dziurki pozatykał czymkolwiek.

W nocy przyśnił mu się niedźwiedź. Do dzisiaj nie wie dlaczego.

 

  

≈<17>≈

Mała smutna dziewczynka, stoi przy grobie matki ze swoim tatą. W końcu nie wytrzymuje i mówi:

– Mamo, tyle razy powtarzałaś, że jestem twoim aniołkiem. To dlaczego nie zabrałaś mnie ze sobą do nieba?

 

  

≈<18>≈

Postanawia, że będzie skrupulatnie wypełniać dziesięć przykazań. O niczym innym nie myśli. Chce wypełnić, co postanowił. Spożywa mało posiłków. Ciało słabnie szybko. Chudnie bardzo. Niestety. Przez swoją obsesje, przeoczył jedno przykazanie: nie zabijaj.

 

  

≈<19>≈

W piekarni, ciepłej i przytulnej, przeważnie zapach chleba odwiedza nosy piekarzy. Dzisiaj czuć inny zapach. Pieczonego mięsa. Wydostaje się z gorących pieców. Miał biedak pecha. Wnerwił paskudnie kolegów, gdy akurat byli bardzo głodni.

 

   

≈<20>≈

Rolnik przy nadziei, że mu unia dopomoże w potrzebie, występuje o wspomożenie.

Ale masz ci los. Dociekliwy urzędnik, chce wiedzieć dosłownie wszystko. Pyta ciekawie:

– A co wy będziecie na tym polu uprawiać?

– Seks.

 

  

≈<21>≈

Jedno z mieszkań. Ktoś podskakuje niecierpliwie i w końcu pyta:

– Kochanie! Kiedy wreszcie wyjdziesz z ubikacji, bo mnie się chce.

– Skoro się tobie chce, to chodź biegusiem do mnie. Majtki mam już spuszczone.

 

 

 

Edytowane przez Dekaos Dondi (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Dark_Apostle_ Ten wiersz byłby świetnym wstępem do mrocznego opowiadania grozy. 
    • "Surrealistyczna podróż" /Przerwa między atomami/   Rozszczelnia się nagle tkanka dnia, niepostrzeżenie, bez zbędnego echa. To nie koniec, to tylko prześwit, gdzie grawitacja przestaje pytać o imię. Jesteśmy z wszystkim co posiadamy, w tej szczelinie, której nie widzą oczy, niesieni prądem, co nie zna brzegów, ku pieśniom, co rodzą się z ciszy.   Nie trzeba krzyku, by pękła szklana ściana powietrza. Wystarczy oddech, miękki jak mech na skraju lasu, gdzie czas nie ma zegarka i nic nie musi się zdarzyć. Rozluźnij dłonie. Pozwól, by niepokój spłynął jak kropla deszczu po szybie, którą noc przemywa oczy.   Tam, gdzie jesteś,  i tu, gdzie ja trzymam rytm, niebo ma ten sam odcień spokoju. Wystarczy być. Bez ciężaru oczekiwań, w tej krótkiej pauzie między jednym a drugim uderzeniem serca. Geometria tęsknoty rozpuszcza się w błękitnym kwadracie.   Punkty bez powrotu stają się liniami, które nie pytają o cel. Pamięć to tylko kurz wirujący w snopie światła, które nie ma źródła. Przesiewamy milczenie przez gęste sita, aż zostanie tylko to, co nieważkie. Słowa to tylko cienie ryb płynących pod taflą nieistniejącego jeziora.   Wszystko jest echem, które zapomniało, kto je wywołał. Jesteś kolorem, którego nie ma na palecie. Czekaniem, które przestało liczyć minuty. Pustka nie jest brakiem, jest tylko najczystszą formą obecności. Rozpryskują się galaktyki pod powiekami, atomy tańczą walca w próżni między myślami.   Jestem pyłem, który śni o byciu słońcem, podczas gdy kręgosłup staje się osią świata. Nie ma góry, nie ma dołu, tylko nieskończone "teraz" rozciągnięte na ranie czasu. Cisza wybuchła supernową w pokoju. Wypijam mrok zamiast herbaty, czując na języku smak miedzi i gwiezdnego wiatru.   Wszystkie mosty stały się horyzontem zdarzeń. Nie szukaj mnie w słowach. Szukaj mnie w przerwie między atomami, tam, gdzie muzyka sfer gra solo na nerwach. Jesteśmy tylko wibracją w wielkim nic, które jest wszystkim.   Zegar wykrwawia się białą farbą na podłogę, z której wyrastają szklane żyrafy o oczach z bursztynu. Twoje imię, wymawiane wspak, zamienia się w klucz do drzwi, których nie ma. Śpimy na grzbietach wielorybów płynących przez piaski pustyni, podczas gdy nasze sny szyją ubrania dla wiatru.   Wszystko jest już napisane w powietrzu, zanim pomyślisz, że w ogóle jesteś. Zgaś światło wewnątrz myśli. Słyszysz? To tylko my, stajemy się światłem, zanim zdążymy o tym zapomnieć.   -Leszek Piotr Laskowski 
    • @KOBIETA Żartujesz  Jeśli tak odebrałaś przepraszam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Nie pierwsza mówisz, że  mam idiotyczne żarty.  Pozdrawiam 
    • @KOBIETA Och,cóż za odbiór.  Jeśli tak odebrałaś przepraszam.  Kobiece czytanie intencji... to spory problem 
    • @Jacek_Suchowicz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...