Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedy przyjdą

(podziękowania dla Władysława Broniewskiego gdziekolwiek teraz jest)

13-04-2012

 

Kiedy przyjdą rozwalić dom,
ten w którym mieszkasz, w Polsce,
gdy zasłonią swe twarze i nocą
kolbami w drzwi załomocą,
gdy wyważą je łomem z trzaskiem
i gdy ruszą do przodu z wrzaskiem -
ty ze snu podnosząc skroń,
nie idź do drzwi.
Schowaj broń!
Ciało swe chroń!
Szkoda krwi!

Opublikowano

@Romuald  Oczywiście wiem, do jakiego wiersza Autor nawiązuje i w jakich okolicznościach powstał tamten wiersz, ale ja pomyślałam o czym innym... Już jakiś czas temu mówiło się w naszym kraju o wprowadzeniu obowiązkowych szczepień dla dorosłych ludzi na coś tam... Teraz, po tym jak zaserwowano nam Covid-19, pewnie będą takie obowiązkowe szczepienia w wielu krajach. I dobrze, jeżeli uchronią nas przed chorobami, ale obawiam się, że system będzie coraz bardziej ograniczał nam nasze prawa, a może nawet pewnego dnia ktoś w nasze "drzwi załomocze" i chcemy czy nie, powołując się na prawo wstrzyknie nam "coś tam"... Jak widzisz, Twój wiersz zatrzymał... ;)

Dobrego dnia :)

Opublikowano

@CafeLatte

Dziękuję za ciekawy komentarz. Napisałem ten wiersz 8 lat temu pod wpływem powtarzających się doniesień medialnych, że grupa antyterrorystów w kominiarkach kilka razy pomyłkowo wtargnęła do czyichś mieszkań, wyłamując drzwi, powalając na ziemię znajdujących się tam ludzi i zadając im ból, a w jednym przypadku nawet łamiąc komuś ząb. Sprawcy tych wydarzeń nie ponieśli odpowiedzialności karnej, bo poszkodowani nie byli w stanie ich rozpoznać. Ale jak mogli ich rozpoznać, skoro mieli zasłonięte twarze?

 

Niewątpliwie totalitarna władza potrafiłaby uczynić znacznie więcej. Mogłaby nas nie tylko przymusowo szczepić, ale też nam coś "wszczepić". Implanty z zaawansowanymi technologicznie chipami to nie jest science-fiction, to obecnie jest już całkowicie realna perspektywa. Ilość informacji zawarta w takim chipie byłaby nieporównywalnie większa niż w zwykłym dowodzie osobistym, więc władza mogłaby wiedzieć o nas wszystko i to w dodatku zdalnie, bez zbliżania się do nas. Jeśliby połączono to z technologią podobną do 5G, tylko jeszcze trochę bardziej udoskonaloną, to może lepiej nawet nie myśleć, co jeszcze mogłoby się stać.

 

Bez względu na to, czy chodzi o wielkie korporacje i systemy bankowe czy o pojedynczego człowieka, takiego jak główny bohater filmu Zanussiego Eter, są na tym świecie siły, których celem i sensem istnienia jest władza nad innymi. Jednak to, czy osiągną swój cel, zależy od tego, czy im na to pozwolimy.

 

Pozdrawiam.

Opublikowano

@Romuald  Czy im na to pozwolimy... ? Obawiam się, że w obecnej sytuacji niewiele możemy. I tutaj przypomniał mi się fragment Apokalipsy św. Jana mówiący o tym, że nikt nie będzie mógł niczego sprzedać, ani niczego kupić jeżeli nie będzie miał na czole lub dłoni znamienia Bestii... Nie, żebym jakoś namiętnie wierzyła w przepowiednie, ale "znamię Bestii" dziwnie pasuje mi do wspomnianego chipa... Jeżeli kiedyś zostanie wprowadzony obowiązek posiadania chipa ( a jak nic będzie ), to rzeczywiście człowiek, który nie będzie go miał zostanie wykluczony, nie będzie mógł załatwiać żadnych spraw urzędowych, a nawet kupować, czy sprzedawać... Kontrola totalna jednostki, człowieka, a nawet wpływanie za pomocą odpowiedniej technologii na pracę jego mózgu, zachowanie... No nie brzmi to zbyt fajnie...

Dziękuję i również pozdrawiam :)

Opublikowano

@CafeLatte

Myślę, że żadna władza nie jest w stanie całkowicie podporządkować sobie ludzi. Uważam, że gdyby Włosi solidarnie i jednomyślnie nie dali przyzwolenia na działanie mafii, to nie mogłaby ona zaistnieć. Jednak wielu przedstawicieli tego narodu wolało zamiast tego udać się do „ojca chrzestnego” z jakimś prezentem pod pachą, pocałować go w rękę na znak szacunku i poprosić o opiekę. Jedność i solidarność ludzi ma potężną moc nawet wtedy, gdy może wyrażać się tylko wspólną myślą.

 

Nawet jeśli władza zdołałaby nas zniewolić fizycznie, kontrolować nasze ciała i umieścić w nich chipy, to nie była by w stanie podporządkować sobie w pełni naszych umysłów, bo myśl jest z natury wolna. Nie wszyscy są podatni na inżynierię społeczną, zależy to od poziomu ich świadomości. Ci, którzy się takim socjotechnicznym zabiegom poddają, w rzeczywistości na te działania przyzwalają. Jeśli ktoś nie chce być manipulowany, to zawsze znajdzie w sobie moc, aby się temu oprzeć. Myślę, że pogląd, iż za pomocą odpowiedniej technologii można wpływać na mózg i sterować ludźmi jakby byli robotami, jest tylko częściowo prawdziwy, a w dużej mierze jest bardziej fantazją niż prawdą. Świadomość nie jest funkcją mózgu – ona istnieje nawet wtedy, gdy mózgu już nie ma. Mózg jest tylko transformatorem, przekaźnikiem, interfejsem łączącym materialne ciało z czymś, co jest poza nim samym, z polem świadomości, które niektórzy nazywają duszą.

 

Ten fragment Apokalipsy jest rzeczywiście bardzo zastanawiający. Ja również nie wierzę bezkrytycznie w przepowiednie, ale naczytałem się ich trochę i muszę powiedzieć, że niektóre z nich dziwnie pasują do czasów, które teraz nadchodzą, na przykład to, co mówił na temat przyszłości franciszkanin ojciec Andrzej Czesław Klimuszko. Powiedział co prawda niewiele, ale jego przepowiednia, chociaż tragiczna dla trzech narodów (Włoch, Francji i Niemiec), jest dobra dla Polski, przewiduje jej rozkwit i dominującą rolę w Europie.

Jedną z najstarszych przepowiedni dotyczących losów Polski, przypuszczalnie pochodzącą z XV lub XVI wieku, jest czterowiersz napisany w języku łacińskim, którego autorstwo niektórzy przypisują Nostradamusowi:

 

Quando Marcus Pascham dabit
et tum Gallus ter cantabit,
totus mundus vae clamabit
et Polonia triumphabit”.

 

Pozdrawiam i życzę pogody ducha w tym trudnym dla nas wszystkich okresie pandemii.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka     Alu.   super, że jesteś bo ja bardzo lubię znac Twoje zdanie o tym co piszę.   teraz już znam.   dziękuję.   milość to nie tylko serduszka - masz oczywiscie rację.   to rozedrganie całej struktury mikro świata.   czasem chaos tak ogromny, ze przekracza granice i biegnie w dal.   poza horyzont.   dziękuję Alu :)    
    • @Marek.zak1 mam nadzieję że ta zgoda dotyczy obojga płci
    • @Marek.zak1 Chodzą pogłoski że pewien aktor grający pana Michała jest wyjątkowo przez los obdarzony, ja nie wiem nie widziałem;)))
    • Rzecz się dzieje na Niwie w Nowym Targu wszyscy znają ten dom, ma czerwone firanki opiekunki są piękne jędrner i młode  starzy górale też potrzebóją mieć taki dom   Obok, Wacek Krynta postawił sie tyz, z myślom:  jak mnie dzieci wygnajom to tu przyjdem som. duzo hawira, pikne żeźbienia pisały: ,,Dom spokojnej starości, zaprosomy gości"   Że pomysł chwycił to wcale nic nie powiedzieć Chłopy z okolicy zaczeły w kolejce siedzieć  zapisy przyjmuje surowa Wacławowa Żona,  Nic to wcale nie przestrasy jurnego Górola.   Stasek Wełna sie dostoł bo dzieciska przepłaciły za duzo alimentów rozfurgoł na niziny wściekły sie dzieci i tak mu rozgodać  próbujom: Ociec idzcie se chocioż do dziewczynek łobok zamiast dzieci robicie Krtakuskom i Polkom.   Stasek sie troske dla formy krygowoł coby myślały ze sie bez tej piknej idei jakosik wśród chłopów uchowoł spotkoł tam kumpla dobrego, jesce z Jarmaku, Juzka Chudego. Juzuś tyz ześ sie dostoł? Matkości kochano, Mordo!   A dostołech sie, łot piędziesiątki sumennie zbierołech nie myś se Stasek ze ino ciebie stać bo mnie tyz, a k.... jak! Juzuś, przyjacielu to my teroz se pożondnie  pogrondzimy! Stasek, godom Ci jak ino bedom siły, ani dnia nie puscym.... moze sie udo kopyrtnońć z miłości a nie jak bidoki z choroby i złości!   Juzuś ty ześ łep, kruca fuks mom takie zióła, pockoj ze nic nie bój ze sie, domy se rady, cosik sie przychandluje  nie Ty som mos tu taki pikny plon, kopyrtnońć se z miłości.  Pon Bócek tak to piknie ustawił ze ta pompka w piersiach  cosik tam jesce sie staro a na tom nizyj to ziółkamik podziałom.   Stasek, Ty stary krucafuks pieronie, co jo byłbym bez ciebie...!? Jo Cie tys poratujem, godom Ci, dzieciska moje mi łobiecały śliwke  Mają pozbierać na łogrutku i nocom przywieź, postawimy se na brzysku małom butke i se nastawimy trunku, śwagier młotsy nawiezie łogórków.  Godom Ci biedzie sie przepiknie umierało!!! Józuś! Stasek! I se w ramiona wpadli i zacyni marzyź o tych zza płotu piknych a na koniec pełni wdzięczności dla gramotnego Górola Z Habówki, rzekli: Pobłogosłow Panie Bócku Wacka Krynte za te idee co mioł przepikne!!                
    • @Berenika97 Tak, to duży paradoks, a abstrahując od jakości przećwiczyłem go ponad tysiąc, jeśli nie już dwa tysiące razy :)) Osobiście też uważam, że akurat wolno jest artystom narzekać :) @Starzec No mnie się wydaje, że absolutną i totalną przesadą jest kłócenie się z kieszeniami :)) Pzdr. M. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...