Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

Dziś moi Drodzy mozolnie, każdy wersik z dużej literki i z rymem, czyli zaciężna klasyka.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  graphics CC0

 

 

Człowiek z ciężkim plecakiem
Wkracza w dystrykt Roztocza
Traperem grubego buta
W spadziste ruchome zbocza
Oko zielony błękit
Morzem nieba firana
Obrasta orędziem paproci
W leśnych pagórków szykanach

 

Tu szumy i szypoty
Szturmują ucho trampa
A w Tanwi bystrych potokach
Układa rzeczna kanwa
Karki garbate muldy
Floresy krętych wąwozów
Zarosły powojem warżek
W beteldres – ostrogą wrzosu

 

Storczyków motyle skrzydła
Niczym sukienki rusałek
Muskają ci ludzkie stopy
Cyklamenowym szalem
I wiją niczym ustrój
Wężowy Eskulapa
Surowa monokultura
Bliższa ciału niż szata

 

Od synklin kredowych skał
Kształtu nabiera dolina
Kopułą z brązowych kani
W leśne ustronie wrzyna
A człowiek podąża dalej
Upaja rzeźbą natury
Niebieskie oko na niebo
Drabiną do samej góry

 

Brokatem pożywia Urania
Muza nietuzinkowa
Powoje kwieciste w nieboskłon
Porywa plastyka kultowa
Zakrada na firmament
Zabełta przestrzeń z zielenią
I tlenią się zmysły człowieka
I lessy się w lazur tlenią

 

W poroże zgrabnego jelenia
Stukają kanciaste gwiazdy
A srebrny rogal księżyca
Blaskiem lśni Protoplasty
Gdzieś głośno tokuje cietrzew
Wysoko podnosi głowę
Pstry lirowaty ogon
Zarzucił wachlarzem w dąbrowy

 

W pas kłania przy drodze brzoza
Szumem wtóruje do pieśni
A gardło śluzem obeszło
Od flegm z zielonkawej pleśni
Zaś człowiek podąża dalej
Butami lustruje łono
Pod stopą drży salamandra
Czarna jak winogrono

 

Amarantowe plamki
Na ciele torfiastej kępy
Jaszczurcza improwizacja
Tuż obok suplementy
Tańczą świerki i graby
Kotłują skrzydlate ptaki
Melodią kształcą tu dzioby
Słońce w kolorze nijakim

 

Jastrząb kpi z krzyżodzioba
W grzędach z dębów i olszy
Gdzieś człowiek w cieniu się chowa
Śmie ptasim trelem zatoczyć
W torfiastym czarnym bagnisku
Głodna poluje rosiczka
Morale, jak polski fiskus
Wszystko pakuje do pyszczka

 

Ów szczwany insektożerca
Owadzi okrasza wdzięk smakiem
Już legat spisała pszczoła
Na miękkim pokładzie bagien
Zielone liryczne łąki
Nad Wieprzem wtuliły we mgły
Zapachną naręczem kwiatów
To specjał aczkolwiek zbyt mdły

 

Patrz – człowiek zahacza o cypel
Tu z woli zacnych waszmościów
Na wyspie po środku stawu
Wybudowano kościół
Styl jego oręduje
Modzie późnego baroku
I Jana Nepomucena
Jest aktem to święte lokum

 

Tu ongiś ordynat Zamoyski
Utworzył wielki zwierzyniec
Przy dworku myśliwskim wypasał
Sarny i dzikie świnie
Otoczył siedlisko fosami
Odgrodził zgrabnym parkanem
Tu w bramy kopytem stukały
Niewyrośnięte tarpany

 

Białe drewniane chatynki
Pokryte słomą lub gontem
Pachną pieczonym pyrem
Podczas Zielonych Świątek
Kilimy na elewacjach
Grzeszą kwiecistym morem
I człowiek przechodząc obok
Zachwyca ogrodów wzorem

 

Bez przerwy migrują chrząszcze
Pod miasto z nazwy - Szczebrzeszyn
Z uporem młodego maniaka
Przyroda wypręża popiersie
Przepychem barwnego folkloru
Bezwstydnie chełpi wyżyna
Od chałup w małym Bliżowie
Po cerkiew spod Szczebrzeszyna

 

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie, nie... krytykował nie będę, myślę - u ciebie nie ma powodu, po prostu tak się jakoś ułożyło, że mijamy się w komentarzach, czyli ok, świetnie, jeszcze raz dziękuję za lajeczka, miłego popołudnia ci życzę. 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • A Lema nagra zszargana Mela?
    • gdzieś w Polsce               Na portalu poetyckim największą fikcją nie jest metafora. Największą fikcją jest wiek. PESEL zostawia buty przed drzwiami. Czas wisi na wieszaku jak stary płaszcz. Metryka udaje, że nie zna hasła. On „Wieczny_Poeta_42”. Brzydki jak noc bez latarni i bez refundacji. Twarz jak źle złożone origami, które ktoś próbował wygładzić żelazkiem z filtrem upiększającym. Uśmiech przegrany z grawitacją. Powiek nie domyka już romantyzm, tylko reumatyzm. Zmarszczki układają się w mapę, z której dawno wycofano młodość. W opisie: „Dziki wilk z temperamentem wulkanu.” Wilk wyje do księżyca. Księżyc ma kształt tabletki nasennej i termin ważności do końca miesiąca. Ona  „NamiętnaWiosna27”. Rocznik elastyczny jak jej deklaracje. Dłonie jak wyschnięte koryto rzeki, która pamięta powódź z epoki Gomułki. W awatarze skrzydła, zachód słońca, róż w kolorze "wieczna młodość”. W rzeczywistości zachód przychodzi szybciej niż słońce. Pod wierszem o przemijaniu zaczyna się spektakl. - Gdzie jesteś, mój płomieniu? - Lecę do ciebie, pantero nocy! Pantera szlifuje pazury pilnikiem do pięt. Wilk ostrzy kły o bułkę z masłem i protezę. -  Do twoich ust chciałbym zajść jak pielgrzym… - Rozchylam skrzydła tylko dla ciebie… Skrzydła trzeszczą jak parkiet w sanatorium. Usta, suche jak pergamin konstytucji, szukają Coregi jak prawdy o sobie. - Rozpalasz mnie jak sierpień w Toskanii! Toskania kończy się na balkonie z widokiem na śmietnik i sąsiada w podkoszulku z poprzedniego ustroju. - Jesteś moją młodością! Słowa mają w sieci plastikowe kości, nie łamią się, nawet gdy są puste. Młodość ma siedemdziesiąt dwa lata i kartę seniora. On pisze: "Mam w sobie dzikość.” Ma. Dziko rosnące brwi i cholesterol bez kagańca. Ona: "Przy tobie czuję się jak dziewczyna.” Dziewczyna z rocznika, który pamięta czarno-białą telewizję i smak oranżady w proszku. W komentarzach tropiki. W rzeczywistości polar i termofor z doświadczeniem. - Leżę i drżę, myśląc o tobie… Drży. Ale to tylko powiadomienie o niskim stanie baterii w rozruszniku serca. - Zabiorę cię w świat namiętności! Świat zaczyna się przy kanapie, kończy na pilocie i ma zasięg do lodówki. A jednak piszą. Serduszka płoną jak fajerwerki w sylwestra, który pamięta trzy dekady wstecz. Emotikony eksplodują. Zmarszczki wylogowują się z twarzy. Czas dostaje bana. Miłość w trybie online nie ma zapachu skóry tylko zapach plastiku i kurzu z klawiatury. Wiek znika. PESEL milczy. Metryka udaje literówkę. On - origami z filtrem. Ona - filiżanka z odpryskiem, która wciąż chce być porcelaną z wystawy. Ale w sekcji komentarzy są Boginią i Wilkiem. Panterą i Wulkanem. Skrzydłami i Ogniem. Kochają się bezwstydnie między przecinkiem a kropką, między jedną dawką a drugą, między „ach” a „och”, między aktualizacją systemu a przypomnieniem o lekach. Bo tam nikt nie ma lustra. Nikt nie ma zmarszczek. Nikt nie ma lat. Jest tylko płomień. I klawiatura. A rano, zanim słońce obnaży kurz na monitorze, Bogini idzie do apteki po młodość w żelu i promocję dwa w cenie jednego. Wilk smaruje kręgosłup maścią na bohaterstwo i udaje, że to blizny po walce. Patrzą w swoje odbicia w wygaszonym ekranie. Czarny monitor oddaje twarz bez filtra. Bez skrzydeł. Bez wulkanu. Bez tropików. Kiedy ekran gaśnie. Czas wraca jak komornik po zaległe lata. I tylko oczy na chwilę są naprawdę młode. Bo w świecie, który już ich skreślił, tylko klawiatura mówi do nich "kocham”. Bo czekają na wieczór, by znów stać się bogami w systemie Windows. Tam zmarszczki są błędem renderowania. Tam serce ma nieograniczoną pamięć RAM. Tam czas nie ma dostępu administratora. Tam wiek jest tylko ustawieniem prywatności.      
    • A i bard opowie, że Iwo podrabia
    • Nie ufam ludziom, którzy siedzą w sieci. Związane oczy i rozum spętany. W duszach pustostan pełen smrodu śmieci. Wyblakłe serca bez szansy przemiany. Sieć jest macochą, która karmi kłamstwem. Poi nalewką z jabłek robaczywych. I szumi we łbach od sztucznych procentów. Pękają zmysły od wrażeń nieżywych. Stawiam pytanie: ile mam wolnosci? Prostuję skrzydła nad zamęt się wznoszę. Na zawsze Bożej oddana Miłości. Wolność bez złudzeń o to Boga proszę. Tam gdzie ikonki Przez ej-aj stworzone Lica gładzone idealnie piękne. Fałszywe słowa diabelstwem sycone. Panowie męscy I panie ponętne. Nie ufam wcale I ufać nie będę. Chociaż mi diabli nogi podstawiają. Idę swą drogą i to całkiem pewnie. Sieć mnie nie spęta pozostanę skałą.  
    • Amator bez jaj. Zebro, tama!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...