Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kochani moi. Jutro zaczynamy coroczne Igrzyska 50 na 50. Zasady wszyscy znają. Z uwagi jednak na to, że są to Igrzyska Jubileuszowe, wprowadziliśmy pewne zmiany. Coś w rodzaju niespodzianek. Nie mogę oczywiście wyjawić na czym będą polegać, bo sami chyba przyznacie, że cóż to by były za niespodzianki. Pragnę jedynie powtórzyć, że zabijanie pozostałych uczestników, nie jest zabronione, ale też nie wskazane dla własnego dobra. Nie macie się niszczyć nawzajem, lecz walczyć z różnymi przeciwnościami. A sami rozumiecie. Im mniej uczestników, tym większa szansa ze zaatakują któregoś z was.

 

Oczywiście, żeby być zupełnie uczciwym, powiem też, że wszystko może się potoczyć zupełnie inaczej. Uczestnictwo jest dobrowolne. Nikt was nie zmuszał. Niestety, ilość biorących udział – z uwagi na trudne przygotowania w sensie technicznym – została ograniczona do: dziesięciu. Na dzień dzisiejszy nie możemy sobie pozwolić na więcej urozmaiceń. A zatem można domniemać, że Igrzyska zakończą się w tym samym dniu, późnym popołudniem. Jeszcze zdążą państwo obejrzeć ulubiony serial. Relacja będzie rzecz jasna na żywo. Chciałbym jeszcze uprzedzić pytanie: kto zostanie zwycięzcą Jubileuszowych Igrzysk? Odpowiadam: tym razem nie wiem. Dziękuję za uwagę.

 

                                                              <Dziesięciu - Start>

 

Stoją na krawędzi urwiska. W dole płynie rzeka. Wzburzona jak ciemna cholera. Goni ich jeszcze gorsza bestia. Jest coraz bliżej. Muszą podjąć jakąś decyzję. Wiedzą, że możliwości jest ograniczona ilość. Rzeka prawdziwa, bestia też… lub jedno i drugie halucynacją. Albo też jedno prawdziwe a drugie nie. Jeżeli skoczą a rzeki nie będzie, to śmierć pewna. Z drugiej strony, bestia może być nieprawdziwa. To po co mają skakać. Decydują, że poczekają. Zostają rozszarpani. A rzeki tak naprawdę nie ma. O dwóch mniej.

 

                                                                <Zostaje ośmiu>

 

Nie ma już wiele sił. Ledwo się trzyma wystającej gałęzi. Nie wie, czy przepaść pod nim jest prawdziwa, czy tylko złudzeniem. Zaczyna mu brakować wiary w siebie. Pot zalewa oczy. Chyba prawdziwy. Nagle słyszy kroki. Widzi czyjeś nogi. To uczestnik igrzysk. Chce go uratować. Mówi, że ma się puścić gałęzi a złapać jego, to go podciągnie. Niestety, dłoń wiszącego trafia w próżnie. To tylko halucynacja uczestnika. Nie spada długo. Przepaść okazuje się nieprawdziwa. Dostał kolejną szansę.

 

                                                           <Nadal zostaje ośmiu>

 

Zaplątany w jakieś kłębowiska drutów i metalowych odpadków, patrzy na wszystkie strony. To chyba jakieś złomowisko. Nie może się wydostać. Krew z pokrwawionych nóg, niewiele się różni od wszechobecnej rdzy. Nagle słyszy niepokojące dźwięki. Po chwili widzi kawalkadę niewielkich pojazdów. Na każdym z nich leży poziomo piła mechaniczna. Wystają poza krawędź i są włączone. Prawie dokładnie w połowie jego wysokości. Zbliżają się coraz głośniej. Nie może uciec. Zauważa stare metalowe drzwi. Z wielkim wysiłkiem, kładzie je przed sobą. Pierwsza piła przechodzi przez obydwie przeszkody. Drzwi okazały się halucynacją odczuwalną. Tak samo jak świszcząca piła. Oddycha z ulgą. Obraz kolejnych pił go przenika. Kłębowisko drutów się poluźnia. Może uciec. Nie czyni tego. Jest rozluźniony. Musi odpocząć od strachu. Powspominać miłe chwile spędzone wśród przyjaciół. Ostatnia jest prawdziwa. Przecięty na pół, zaprzestaje rozmyślań.

 

                                                              <Zostaje siedmiu>

 

Pozostali wiedzą, ilu zostało. To ich trochę niepokoi. Przypominają sobie, że gościu mówił o niespodziankach. Jakby mało ich tutaj. No nic. Nie mogą stąd uciec. Możliwość odwrotu, była na początku. Z własnej woli podjęli wyzwanie. Maszerują w lesie. Jest ich czworo. Przez niektóre drzewa mogą przechodzić, a przez inne nie. To normalka w tym świecie. Obawiają się jedynie: niespodzianki. Co tu jeszcze może być nie tak. Póki co nic się nie dzieję. Jakby na półkolonie przyjechali. Niosą w rękach potężne, kolczaste maczugi. Są jak najbardziej prawdziwe. A przynajmniej sprawiają takie wrażenie. Nagle zupełnie niespodziewanie, widzą przed sobą ogromnego tygrysa. Chyba ich nie widzi. Stoi do nich tyłem. A co będzie jak się odwróci. Wolą dmuchać na zimne. Podbiegają do niego i tłuką maczugami po pręgowanej dupie. Narzędzia przenikają obraz. Siadają spoceni. Kolejna halucynacja. Tygrys się odwraca. Jego przednia połowa jest jak najbardziej rzeczywista. Mieli pecha. Gdyby było odwrotnie, to tygrysi zad by ich nie rozszarpał. Kawał kota rozrzuca kawałki ciał po okolicy. Przed śmiercią zakosztowali niespodzianki, tak samo jak część zwierzaka ich.

 

                                                              <Zostaje czterech>

 

Płyną wzburzoną rzeką. Łódka jest raczej prawdziwa. Lasy po obu stronach, nie wiadomo. Dostrzegają na brzegu krokodyle. Bestie wchodzą do wody. Płyną w ich kierunku. Nurt jest wartki. Spycha ich w kierunku wodospadu. Czy jest prawdziwy, czy też dalej popłyną poziomą rzeką. Podłużne sylwetki są bardzo szybkie. Otaczają ich prawie ze wszystkich stron. Widzą przerwę między nimi. Tam gdzie wodospad. Nie mogą jednak sprawdzić, czy jest to rzeczywistość, która by dała jakąś szansę na ocalenie. Szum spadającej wody wzrasta nieustannie. Niestety, nie ma wodospadu. Przenikają obraz, płynąc dalej rzeką. Krokodyle rozwalają łódkę. Są z krwi i kości, lecz ludzie myślącym hologramem. Uczestnicy oglądają całe zajście z brzegu. Odczuwają ulgę. Póki co żyją.

 

                                                         <Nadal zostaje czterech>

 

Biegną co sił w nogach, w środku rozległego pola, o kształcie koła. Jest otoczone wysokim murem. Mają nadzieją, że ściana okaże się halucynacją a pościg się zmęczy. Goni ich bardzo dziwaczny widok. Płonące dzikie świnie. Wybiegają z nor wygrzebanych w ziemi. Słońce akurat zachodzi, więc widok z góry jest niesamowity. Tylko niestety trochę niebezpieczny dla uciekającej czwórki. Nie wiedzą, czy bestie są prawdziwe, ale wolą zakładać, że tak. Dobiegają do ściany. Kolejna niespodzianka. Gęsty obraz. Coś między rzeczywistością a halucynacją. Zaczynają się przeciskać, jak przez luźne ciasto. Widzą ściany od środka. Są w świecie, w którym jeszcze nikt nie był. Nie doceniają tego. Mają co innego z tyłu. Świnie są prawdziwe, ale nie wszystkie. Wchodzą za nimi do gęstego tunelu. Tu już zupełnie nie wiadomo, co jest rzeczywistością a co złudzeniem. Uciekinierów pełzająco ścigają złowieszcze chrząkania, z jeszcze bardziej złowieszczych ryjów. Wystające kły dźgają ich po tyłkach. Na końcu tunelu widać światło. Może zdołają się wykleić na zewnątrz.

 

Gdzieś w innym decydującym wymiarze, ktoś naciska losowo przycisk. Zostają wszyscy razem uwięzieni i zaczynają umierać i zdychać, w świecie, w którym jeszcze nikt nie umarł i nie zdechł.

 

                                                                      <   ?   >

 

Igrzyska relacjonuję państwu w czasie teraźniejszym, ale właśnie w tej chwili, ktoś wyciąga wtyczkę od tzw: projektora, który rzuca mój obraz. Zanikam. Jako halucynacja nie mam nic do gadania. A może wszyscy...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...