Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pragnę zatoczyć koło z cieniami
nad wykutą głową, gdzie przysiadły kruki.
Ulewie zabrakło blasku za oknem
a przed nim i zanim staną twarze
usta, ku pamięci, zdmuchną świeczkę.

 

Nas jeden duszek z dymu
może rozpalić i rozdzielić ludzi
pomnożyć, przetworzyć wspomnienia
gdy łzy, niby deszcz, spadną z nieba.

 

Dlatego pragnę mówić posągowi
z wieczornym winem przy papierosie
żeby otarł już krople, bo niszczą
bo nie ma w tym serca...

 

,,A ten popiół to, sam wiesz, pożądliwość."
 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Po co twój drugi komentarz? Cóż on wnosi? Ma zaznaczyć twoją wyższość? Nie musisz odpowiadać, bo pewnie i tak będzie to komentarz z nacechowaniem protekcjonalnym. Lub wręcz przeciwnie, po tym co napisałem będziesz udawać zupełnie normalnego rozmówcę, który szanuje wypowiedź innej osoby. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Przepraszam, ale ten wiersz się nie klei, zdania budowane tak, że ciężko się połapać kto, co, gdzie przysiadło, co zatacza i z kim, kto trzyma wino i papierosa... posąg? peel? Domyślam się, że peel, ale...

 

A można by zwyczajniej i bardziej po polsku:

 

Dlatego pragnę powiedzieć posągowi,

pijąc wieczorne wino i paląc papierosa,

...

 

I już by było klarowniej, ale jak sobie życzysz.

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) Do tej pory uważałem, że słowo jest jednak trochę plastyczne, a tym bardziej w poezji i niektóre sprawy można budować na domyśle, jakby świadomie wskazując dwuznaczność ;)

Najbardziej nie lubię czytania poezji jak biuletynu informacyjnego, ale najwidoczniej taka technika też jest praktykowana 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

W takim razie chciałbym odesłać ciebie do paru innych moich wierszy. Ale na to, wydaje mi się, nie poświęcisz już swojego czasu.

 

Opublikowano

@Nieznajomy Niewidzialny Zdziwisz się, bo poświęciłem. Ale wracając do tego, czy jest to wiersz o względności tego co małe i wielkie, bo skoro z frazy wynika, że to pomnik z winem stoi przy papierosie... to czy to jest czymś istotnym dla przekazu zawartego w utworze? Czy coś by się zmieniło gdyby ta fraza była skonstruowana inaczej? Czy ta dwuznaczność tego co przy czym stoi ma znaczenie? Czy jest po prostu źle skonstruowana? Bo może o to Ci chodziło... Ale jakoś to nie wynika z całości utworu, a przynajmniej dla mnie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dobrze, rozważę to w przyszłości.

A @umbra palona swoim ,,bełkotem" wraca chyba do czasów podstawówki. Ja już nawet nie próbuję odpisywać, żeby jeszcze bardziej nie rozjuszyć panny, ale nad ranem spostrzegawcze oko z pewnością się uśmieje ;) 

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) Z tym winem i papierosem  to po prostu odnosiłem się do pierwszej strofy, jak i całego absurdu, na którym wiersz bazuje. Nie ustalono jeszcze przecież dokładnie, czy to peel'owi jest bliżej do bycia posągiem, czy posąg występuje tylko jako symbol,  do którego peel postanawia przemówić. Wiem, wiersz nie jest przejrzysty i na pewno jeszcze wiele lat zajmie mi, aby jakoś doszlifować mój styl pisania, ale to chyba dobrze, że są jakieś błędy. Na pewno da się też u mnie doszukać jakichś plusów, może właśnie chodzenie nieutartymi ścieżkami, choć i klasyczne formy u mnie czasami występują (a czasami celowo je zaburzam). 

W tym układzie słów jest jeszcze po prostu moje poczucie dobrego smaku, a jak widać, różnimy się trochę w jego odczuwaniu. Nie uważam, że wiersz traci, gdy pozamieniam parę słów tak, że nie są one zrozumiałe na pierwszy rzut oka. Wręcz przeciwnie, ja często w takich właśnie ,,nieoczywistych" miejscach zamieszczam coś bardzo ważnego, a czasami nawet ciut zabawnego, jeśli się dotrze do sedna, lub powiąże to z odpowiednim kontekstem.  I tak tutaj, moje wyczucie podpowiadało mi, że jeśli ktoś będzie miał ,,otrzeć krople", to naprawdę fajnie by było, gdyby nie było pewności co do tego, czy to peel ociera krople, czy może posąg.

 

Przepraszam za moją zagmatwaną składnię w odpowiedzi, ale zazwyczaj o tej godzinie już dawno leżę w łóżku i oglądam bajki ;)

Pozdrawiam i dzięki za zwrócenie uwagi, nie chciałem być kąśliwy, tylko ta umbra palona trochę mnie zirytowała. Dobrej nocy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...