Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Częstochowska Czarna Madonna – jeden z najbardziej znanych w kraju wizerunków Matki Bożej namalowano wzorując się na twarzy najbardziej znanej polskiej świętej, królowej Polski Jadwigi Andegaweńskiej. Teoria ta zdobywa coraz więcej zwolenników, a gdyby została bezspornie udowodniona, stałaby się nie lada sensacją. A to ze względu na to, że do dzisiejszych czasów nie zachował się żaden wizerunek królowej. Poza królewską pieczęcią urzędową, na której postać, a szczególnie twarz Jadwigi jest trudna do określenia Na prawdziwość tej tezy wskazuje wiele przesłanek i poszlak.

Zapyta ktoś, jak to możliwe, skoro jasnogórski obraz Czarnej Madonny powstał na początku piętnastego wieku, zaś Jadwiga nie żyła już od ponad trzydziestu lat. Nie mogła więc nieznanemu dziś z imienia, najprawdopodobniej włoskiemu lub niemieckiemu artyście, użyczyć swojej twarzy.

Jadwiga Andegaweńska, jedna z najbardziej fascynujących postaci w polskiej historii objęła wawelski tron, jako dziesięcioletnie dziecko. Początkowo w jej imieniu rządzili polscy arystokraci, jednak w miarę dorastania zyskiwała coraz więcej wpływu na sprawy królestwa, aż do momentu całkowitego usamodzielnienia.

Była prawnuczką Elżbiety Łokietkówny, królowej Węgier, pełnoprawnym polski królem. To dzięki zerwaniu związku małżeńskiego z Wilhelmem Habsburgiem, zawartego proforma w dzieciństwie, uratowała Polskę przed zagrożeniem krzyżackim, przyczyniła się do chrztu i chrystianizacji Litwy oraz dużej części Rusi i zmieniła in plus losy tej części Europy.

Jadwiga zawarła małżeństwo w wieku dwunastu lat. Jednak proszę się nie oburzać, w średniowieczu przyjęto uważać kobietę w takim wieku za dojrzałą, zdolną do samodzielnego życia. Dla chłopców granica pełnoletniości wynosiła czternaście lat.

Dzięki poświęceniu młodej królowej nasz kraj wkroczył w okres tzw. Złotego wieku, który trwał do czasu odejścia ostatniego króla z dynastii Jagiellonów. Za zerwanie zaręczyn z Wilhelmem Jadwiga zapłaciła olbrzymim upokorzeniem. Jej niedoszły maż, natychmiast po wyjeździe z Krakowa, rozpoczął niespotykanych rozmiarów kampanię dyfamacyjną swojej niedoszłej żony.

Dzięki austriackiej propagandzie w całej Europie o młodziutkiej królowej mówiono jako o prostytutce, bigamistce, kobiecie rozwiązłej, choć żadne z tych oskarżeń nie było prawdą. Na jej temat pisano setki ohydnych paszkwili i oszczerstw. Musiała się z tym zmagać całe życie. Ta opinia wpłynęła też prawdopodobnie na jej związek małżeński z Jagiełłą, który wobec królowej pozostawał do końca jej życia nieufny.

Jadwiga zasłynęła, jako władczyni wrażliwa na losy poddanych, pełna empatii, niosąca pomoc potrzebującym. Dzięki jej autorytetowi przyłączono do Polski Ruś, potrafiła też ułagodzić stosunki z krzyżakami, które za jej życia kształtowały się poprawnie. Zmarła tuż po porodzie w opinii świętości w 1399 roku w wieku dwudziestu pięciu lat. Swój majątek zapisała w testamencie najstarszej polskiej uczelni, Akademii Krakowskiej. Została kanonizowana przez Jana Pawła II w 1997 roku.

W momencie śmierci Jadwigi istniało kilka jej wizerunków. Wiadomo, że dwa znajdowały się w wawelskiej katedrze, zaś jeden obraz był w dyspozycji dworu austriackiego. Z biegiem lat wszystkie one zaginęły. Współcześnie historycy nie potrafią dokładnie odtworzyć jej prawdziwego wyglądu.

Interesująca jest też historia częstochowskiej ikony Matki Boskiej słynącej cudami i łaskami, która kojarzona jest z klasztorem paulinów na Jasnej Górze od samego momentu jego powstania. Na temat obrazu powstały rozmaite legendy. Jedna z nich głosi, że Władysław Opolczyk przywiózł ikonę z Rusi, którą przez pewien czas władał, a faktycznie pochodziła z Bizancjum i była własnością rzymskiego cesarza Konstantyna Wielkiego. Malarzem miał być sam Łukasz ewangelista, który namalował Matkę Boską na deskach pochodzących ze stołu z domu rodziców Maryi.

Tak faktycznie częstochowski obraz pochodził z Neapolu, a na Węgry przywiozła go Elżbieta Łokietkówna. Odziedziczyła go w spadku jej synowa, a następnie podarowała księciu polskiemu Władysławowi Opolczykowi. I w ten sposób trafił na Jasną Górę.

Nie wiadomo jak wyglądał naprawdę ten obraz. Na początku piętnastego wieku jasnogórski klasztor zaatakowali czescy Husyci wraz z polskimi renegatami. Przedmiotem ich pożądania nie był jednak religijny obraz, ale jego złote obramowanie wielkiej wartości, wysadzane kamieniami szlachetnymi. Ramy skradziono, a obraz przy okazji uległ zniszczeniu. Zachowały się tylko trzy deski i fragmenty płótna z oryginalnymi skrawkami nimbów otaczających głowę Maryi.

Paulini zwrócili się o pomoc w renowacji obrazu do Władysława Jagiełły, pod którego opieką znajdował się ich klasztor. Tak faktycznie nie było już czego reaktywować, bowiem Czarną Madonnę trzeba było namalować od nowa. W średniowiecznej Polsce nie było to takie proste.

Król sprowadził malarzy z Wiednia, a wraz z nimi najprawdopodobniej portret Jadwigi, który był dotychczas w posiadaniu Wilhelma Habsburga. Badacze przyjmują też inną wersję, jakoby do namalowania Czarnej Madonny wykorzystano jeden z wizerunków Jadwigi, znajdujący się przy jej grobie na Wawelu. Sporządzony został w związku z planowaną kanonizacją, która wtedy nie nastąpiła.

Wizerunek głowy wykonali zagraniczni mistrzowie, zaś pozostałą cześć obrazu jacyś nieznani artyści polscy, prawdopodobnie krakowscy.

Pora, żeby przedstawić poszlaki, które świadczą, że nowy portret Jasnogórskiej Pani powstał w oparciu o ówcześnie istniejący portret Jadwigi.

Otóż płaszcz i suknię Czarnej Madonny zdobią heraldyczne lilie wywodzących się z Francji Andegawenów. Jadwiga posługiwała się takimi samymi za czasów panieńskich. Portret młodziutkiej Jadwigi był w wyłącznym posiadaniu jej niedoszłego męża Wilhelma Habsburga. Druga poszlaka jest taka, że czas renowacji jasnogórskiego obrazu jest tożsamy z czasem rozpoczęcia starań o kanonizację Jadwigi (około 1430 roku), co może świadczyć że również na wawelskim dworze istniał jakiś nieznany obraz przedstawiający królową Polski, sporządzony do celów kultu.

Zafascynowany tą historią rozpoczynam własne badania na ten temat.

 

 

Korzystałem z tekstów:

Zygmunt Holcer, Czy mamym podobiznę świętej Jadwigi królowej Polski.

Kamil Janicki, Damy polskiego imperium.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jestem za tym żeby udowodniono tę hipotezę, to by potwierdziło moje przekonanie, że święte obrazy są czystym bałwochwalstwem, bo nikt nie wie jak wyglądała Maria matka Jezusa, ani jak wyglądał Jezus. W związku z czym na każdym obrazie przedstawiającym Jezusa bądź Maryję, może być namalowana twarz dowolnej osoby, a kto wie do ilu świętych obrazów mogła być modelką np. jakaś nierządnica w której zakochał się malarz, twórca świętego obrazu. Był taki przypadek w historii sztuki, kiedy malarz portretował jako świętą wyrzuconą z zakonu za rozpustę zakonnicę, w której był zakochany...Dobrze, że walczysz o uznanie tej hipotezy, że to nie Matka Boska pozowała do obrazu, bo na zdrowy rozsądek to naprawdę mało prawdopodobne. 

Co więcej, powiem ci Bogumile, że gdyby ponad wszelką wątpliwość udowodniono, że to nie Maria matka Jezusa we własnej osobie pozowała do obrazu, byłoby to świetnym argumentem przemawiającym za tym, że domalowanie jej tęczowej aureoli nie jest żadnym przestępstwem. Powiem ci na ucho, że nawet mi po głowie chodzą obrazy przedstawiające "matkę boską", do których chciałbym żeby mi pozowała dziewczyna z Ukrainy pracująca w sklepie nocnym, miałbym naprawdę ubaw po pachy, gdybym mógł dożyć dnia, w którym ludzie zaczną się do nich modlić, to by było naprawdę zabawne. A ona ma twarz, która by pasowała do świętego obrazu. Nawet miałem na myśli, żeby je zatytułować: Matka Boska Olejna (jako że malowana farbami olejnymi) i Matka Boska Kolejna (jako że byłaby namalowana w następnej kolejności), a do obu obrazów miałaby pozować ta sama modelka. :)

Edytowane przez Jan Paweł D. (Krakelura) (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Jan Paweł D. (Krakelura) Chyba się nie zrozumieliśmy, albo ja się nieprecyzyjnie wyraziłem. Ja nie staram się dowodzić, że na jakichkolwiek obrazach są postacie oryginalnych osób, jak np. Matka Boska, co było np. w legendzie o Łukaszu Ewangeliście, tylko tego, że kopia obrazu jasnogórskiego wykonana po zniszczeniu nie była wykonana zgodnie z włoskim oryginałem, jak informują źródła, ale że została wykonana według podobizny twarzy królowej Jadwigi.

 

Co do wizerunków Maryi, czy Jezusa, jak piszesz, że ich nie znamy. Otóż znamy. Bardzo dobrze wygląd Matki Boskiej "Pięknej Pani" opisały choćby dzieci z Fatimy, czy dwie dziewczynki z Gietrzwałdu, o czym pisałem w jednym z tekstów wcześniej.

 

Z kolei wizerunek Pana Jezusa powstał na podstawie wizji św. Faustyny. Na ile są one zgodne z oryginałami nie mnie oceniać.

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Bogumił Nie, masz rację, Jezus urodził się w Europie, miał jasną skórę, jasne włosy i niebieskie oczy., ideał ubermenscha. Widzę, że Jezus o ciemnej karnacji i semickich rysach, jest trudny do zaakceptowania? Wizerunek nie przedstawia konkretnej osoby, ale typ etniczny jaki występował w tamtym rejonie, powstały na skutek adaptacji do warunków środowiskowych. Mało prawdopodobne jest aby Jezus wyglądał tak jak ten wyobrażony na obrazach w naszym kręgu kulturowym. Był Żydem, o ciemnej karnacji, wyglądał bardziej jak dzisiejsi uchodźcy. :)))

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) ja nie muszę nic akceptować, bo Jezusa widziała święta Faustyna, i opisała go dość dokładnie szanowny Janie.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Obraz Jezusa Miłosiernego należy do najbardziej znanych w historii Kościoła i we współczesnym świecie wizerunków Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Jest to obraz niezwykły nie tylko z tego względu, że jest najbardziej upowszechniony, ale przede wszystkim dlatego, że jego współautorem jest sam Pan Jezus, który właśnie w takiej postaci ukazał się Siostrze Faustynie w celi płockiego klasztoru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia 22 lutego 1931 roku i według tej wizji polecił namalować swój obraz. Wieczorem, kiedy byłam w celi – relacjonuje to wydarzenie w „Dzienniczku” – ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. (…) Po chwili powiedział mi Jezus: „Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie” (Dz. 47).

Obraz powstał więc z woli samego Jezusa.  Jest znakiem i zarazem wizualną syntezą całego orędzia o Bożym miłosierdziu, które przekazał przez św. Siostrę Faustynę, gdyż z jednej strony przypomina objawioną na kartach Pisma Świętego tajemnicę miłosiernej miłości Boga do człowieka, wzywa do kształtowania chrześcijańskiej postawy ufności wobec Niego i miłosierdzia względem bliźnich, a także spełnia rolę naczynia do czerpania łask, które zostało obdarzone przez Jezusa wieloma obietnicami. Z ufną modlitwą przed tym obrazem połączoną z uczynkami miłosierdzia względem bliźnich związał Jezus obietnicę ogólną wszelkich łask i doczesnych dobrodziejstw (jeśli one są zgodne z wolą Bożą), a także obietnice szczegółowe: łaski zbawienia, dużych postępów na drodze chrześcijańskiej doskonałości i łaskę szczęśliwej śmierci.

Pierwszy obraz Miłosierdzia Bożego powstał w pracowni wileńskiego artysty Eugeniusza Kazimirowskiego pod okiem Siostry Faustyny w 1934 roku. Od tego czasu powstało wiele różnych wersji wizerunku Chrystusa Miłosiernego malowanych według wizji Siostry Faustyny, które są w kościołach, kaplicach całego świata. Szczególne miejsce w tej ikonografii i kulcie Miłosierdzia Bożego zajmuje łaskami słynący obraz z kaplicy klasztornej Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie-Łagiewnikach. Na nim bowiem spełniły się słowa Jezusa: Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie (Dz. 47), choć nie był to ani pierwszy obraz malowany pod okiem Siostry Faustyny, ani pierwszy obraz w kaplicach jej Zgromadzenia. Ten wizerunek Chrystusa cieszy się niezwykłą czcią wiernych, słynie wieloma łaskami, a jego kopie i reprodukcje można spotkać wszędzie, na wszystkich kontynentach świata.

@Jan Paweł D. (Krakelura)

Nazywany jest „Apostołem Fatimy” oraz „czwartym wizjonerem”. To w znacznej mierze dzięki jego rozmowom z trojgiem pastuszków w 1917 roku kilkanaście lat później Kościół wydał decyzję o uznaniu nadprzyrodzoności wydarzeń w Fatimie.

Ks. Manuel Formigao od września do listopada 1917 roku przeprowadził kilkanaście wywiadów z Łucją, Hiacyntą i Franciszkiem a także ich krewnymi, które zostały opublikowane po raz pierwszy dziesięć lat po tych portugalskich objawieniach, a dziś w całości wydało je krakowskie Wydawnictwo AA pod tytułem „Fatima w relacjach naocznego świadka”. Czego dowiadujemy się z wywiadów ks. Formigao z dziećmi z Fatimy?

Objawieniami w Fatimie ks. Manuel Formigao zaczął się interesować we wrześniu 1917 roku, w czasie piątego objawienia, w którym dyskretnie uczestniczył, prawdopodobnie wykonując polecenie swoich zwierzchników. 
W sierpniu 1917 roku dzieci nie mogły 13 dnia miesiąca udać się do Cova da Iria na spotkanie z Matką Bożą, bo burmistrz wywiózł je do wioski Vila Nova de Ourém – jak tłumaczył – z jednej strony chciał nie dopuścić do rozprzestrzeniania się wymysłu małoletnich, a z drugiej wypytywał je o tajemnice, która powierzyła Łucji Matka Boża. Ten fakt wywołał skandal w całej Portugalii. O wydarzeniach w Fatimie zaczęły pisać krajowe gazety. Sprawa stała się głośna a maryjne objawienia trojga pastuszków jeszcze bardziej popularne, co miała potwierdzić sama Matka Boża 19 sierpnia w czasie objawienia w Valinhos – tak wynika z relacji Joao Marto, brata Franciszka i Hiacynty, który był świadkiem tamtego zdarzenia. Chcąc zbadać sprawę, do Cova da Iria na 13 września, dzień kolejnego objawienia, przyjechał ks. Manuel Formigao. Wówczas, bardzo sceptycznie nastawiony do rzekomych objawień, dzieci oczekujące na spotkanie z Matką Bożą obserwował wtedy ze znacznej odległości.

27 września przyjechał ponownie, by już porozmawiać na temat objawień z dziećmi. Ks. Manuel Formigao przeprowadził z dziećmi z Fatimy (z każdym osobno i przy świadkach) łącznie kilkanaście rozmów. Spotykał się z nimi jeszcze w czasie trwania objawień (27 września i 11 października), tuż po ich zakończeniu (13 października, o godzinie siódmej wieczorem) a także później (19 października) i po blisko miesięcznej przerwie – ostatnie wywiady pochodzą z 2 i 3 listopada 1917 roku.
Ks. Formigao wypytuje dzieci o zgoła nieistotne szczegóły, ale w ten sposób zdaje się sprawdzać autentyczność wydarzeń i prawdomówność dzieci.

Jak wyglądała Matka Boża?

Franciszek nie ma wątpliwości, że widział Matkę Bożą – jako jedyny z trojga nie słyszał, co Ona mówi. Wg relacji chłopca Maryja nadchodzi szybko, od Wschodu, i zatrzymuje się nad dębem (Łucja mówi, że nie widzi skąd przychodzi Matka Boża, bo pojawia się nad dębem). Odchodzi w stronę punktu na niebie, gdzie wschodzi słońce.. Ma na sobie białe szatę (ze złotymi zdobieniami) i płaszcz, który okrywa całą postać od głowy. Ręce trzyma złożone, jak do modlitwy; trzyma różaniec z białych paciorków. Dzieci dopytywane też są jakiego koloru jest łańcuszek i krucyfiks różańca – zgodnie odpowiadają, że białego. „Nigdy nie widziałem nikogo piękniejszego od Niej” – powie Franciszek.

Hiacynta do opisu Matki Bożej dodaje złoty pasek wokół talii, który spływa aż do krawędzi szaty. Dziewczynka zwraca też uwagę, że Maryja nie ma butów – jej stopy są bardzo blade, że sprawiają wrażenie, jakby miała białe skarpetki. Co ciekawe, Łucja twierdzi, że Maryja nie ma paska na szacie, ale za to dostrzega małe złote kolczyki, których nie widziało rodzeństwo Marto. W drugim wywiadzie Łucja szacuje, że Matka Boża wygląda na piętnastoletnią kobietę.

Wszystkie dzieci twierdzą, że Maryja ani się nie uśmiechała, ani nie płakała, ale była poważna.
Łucja mówi, że w czasie widzenia opuszcza wzrok, bo blask bijący od Maryi ją razi. Dziewczynka przyznaje także, że za pierwszym razem chcieli uciekać, bo się przestraszyli, ale Maryja powiedziała, żeby się nie bali, że nie zrobi im nic złego. Odpowiedziała Łucji, że przychodzi z nieba, ale nie powiedziała kim jest – obiecała to zdradzić w czasie ostatniego objawienia.

Objawienia są różnej długości. Na ogół trwają krócej niż odmówienie części różańca. Łucja zapamiętała – podobnie Hiacynta i Franciszek, że Matka Boża odchodziła odwrócona plecami. Najpierw zniknęła Jej głowa, potem reszta ciała. „Ostatnie, co widziałam, to Jej stopy” – mówiła ks. Formigao Łucja.

W pierwszym wywiadzie ks. Formigao pyta Łucję o jej maryjne objawienia z ubiegłego roku. Dziewczynka kategorycznie zaprzecza. Dopiero w kolejnych rozmowach przyzna, że na objawienia Matki Bożej „przygotował” ją Anioł Pokoju. To te wcześniejsze objawienia sprawiły, że wydarzenia z maja 1917 roku Łucja chciała zachować w tajemnicy, bo bała się, że zostanie skarcona przez rodziców. W rzeczywistości rodzina Łucji o tym, że Matka Boża objawiła się w Cova da Iria dowiedziała się od rodziny Marto.

Prośby i obietnice Matki Bożej

W czasie pierwszego wywiadu Hiacynta zdradza ks. Formigao o co Maryja prosiła – aby codziennie odmawiali cząstkę różańca (Łucja doda, że w intencji pokoju na świecie a w późniejszych wywiadach doprecyzuje, że chodzi dokładnie o zakończenie wojny). Dzieci tę prośbę realizują modląc się wspólnie.

Łucja zdradza też modlitwę, którą Maryja prosiła odmawiać po każdej tajemnicy różańca: „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, uwolnij dusze w czyśćcu cierpiące, a zwłaszcza te najbardziej opuszczone”.

Wg relacji Łucji, w czasie ostatniego objawienia Matka Boża powiedziała, że jest Królową Różańca Świętego. „Mówiła, że ludzie powinni się nawrócić; mówiła, żeby nie obrażali już więcej Pana Jezusa, ponieważ jest nieustannie obrażany, żeby modlili się cząstką różańca i prosili o wybaczenie grzechów. Powiedziała też, że wojna skończy się już dzisiaj i żebyśmy niebawem oczekiwali powrotu naszych żołnierzy (…). Mówiła jeszcze, że pragnie, aby zbudowano Jej kapliczkę w Cova da Iria (pod wezwaniem Królowej Różańca Świętego)”.

W czasie czwartego przesłuchania – 19 października Łucja poprawiła się, że nie chodziło o „żołnierzy”, ale o „wojskowych”. Ks. Formigao dopytywał jeszcze o to, jak należy interpretować słowa Matki Bożej o zakończeniu wojny, skoro po 13 października stoczono kolejne bitwy. Łucja nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Ksiądz próbuje doprecyzować czy chodziło o zakończenie wojny w dniu 13 października czy raczej w najbliższym czasie. Łucja wtedy przyznaje, że nie jest pewna, co Matka Boża dokładnie jej powiedziała; mogła Ją też źle zrozumieć.

Ks. Formigao w czasie rozmów z dziećmi pytał je także o pieniądze, które ludzie składali w miejscu objawień. Według Łucji, Matka Boża prosiła, żeby dzieci przygotowały dwa przenośne ołtarzyki i zaniosły je do kościoła. Część pieniędzy miała być przeznaczone na ołtarzyki i rozpowszechnianie kultu oraz na święto Królowej Różańca, a druga część na pomoc w wybudowaniu nowej kaplicy.

Już od czerwcowego objawienia Łucja pytała Matkę Bożą o to czy uzdrowi konkretnych ludzi – dziewczynka na spotkania z Maryją przynosiła intencje ludzi, którzy ją o to prosili. Pytana o to przez ks. Formigao konsekwentnie powtarzała, że Matka Boża zawsze odpowiadała, że „niektórzy z nich zostaną uzdrowieni, ale nie wszyscy, że jedni nawrócą się, a inni nie”. 

Podczas ostatnich rozmów w listopadzie obie dziewczynki wyznały jeszcze, że Łucja pytała Matkę Bożą czy pójdą do nieba. Maryja miała dać pozytywną odpowiedź dotyczącą Łucji i Hiacynty. Zapytana o Franciszka powiedziała, że „musi się jeszcze dużo modlić, odmawiając różaniec”.

Tajemnica

Już w pierwszej rozmowie z ks. Formigao Łucja mówi, że Maryja przekazała jej tajemnicę, której nie może nikomu zdradzić. Dziewczyna milknie i wydaje się zmieszana na pytanie czy nie może jej zdradzić nawet swojemu spowiednikowi. Ks. Formigao nie nalega na odpowiedź.

Jak mówi Hiacynta w czasie drugiego wywiadu, tajemnica została objawiona przez Matkę Bożą w czerwcu. Słyszały ją obie z Łucją. Ponieważ dziewczynki nie mogą jej zdradzić, ks. Formigao chce się przynajmniej zorientować czego ona dotyczy:

– Czy dotyczy ona tego, że staniecie się bogaci?
– Nie.
– Czy może tego, żebyście zawsze byli dobrzy i szczęśliwi?
– Tak. To dla dobra nas wszystkich.
– I żebyście kiedyś trafili do Nieba?
– Nie.
– Nie możesz ujawnić tajemnicy?
– Nie mogę.
– Dlaczego?
– Ponieważ Matka Boża powiedziała, żeby nikomu nie mówić.
– A gdyby ludzie dowiedzieli się treści tajemnicy, byliby zmartwieni, smutni?
– Tak.

Podobny charakter ma wywiad z Franciszkiem:

– Nie powiesz, bo boisz się Łucji? Boisz się, że cię zbije, tak?
– Nie.
– Więc dlaczego nie powiesz? Ponieważ to grzech? Dlatego, że jest to dobre dla waszych dusz, twojej, Hiacynty i Łucji?
– Tak.
– I dla duszy księdza proboszcza?
– Nie wiem.
– Gdyby wszyscy się dowiedzieli, czego dotyczy tajemnica, byłaby to smutna wiadomość?
– Tak.

W żadnej rozmowie z ks. Formigao Łucja nie potwierdziła, że wiadomość o tajemnicy zasmuciłaby ludzi. Dziewczynka konsekwentnie milczała na wszystkie pytania dotyczące tajemnicy.

Objawienia Pana Jezusa i św. Józefa

Poza Matką Bożą Różańcową w czasie objawienia 13 października dzieci widziały także św. Józefa i Dzieciątko Jezus (dzieci wiedziały, że do takiego objawienia dojdzie z zapowiedzi Matki Bożej z 13 września). Tylko Łucja widziała potem także Pana Jezusa błogosławiącego ludzi, a na koniec Maryję, „która wydawała się być Matką Bożą z Góry Karmel”.

Ks. Formigao wypytywał o szczegóły. Łucja mówiła, że po tym, jak Matka Bożna zniknęła znad dębu, postacie pojawiły się „u stóp słońca”. Dzieciątko Jezus było „malutkie”, wyglądało jak roczne dziecko. Znajdowało się na kolanach św. Józefa. Hiacynta i Franciszek potwierdzą wiek Dzieciątka, ale powiedzą, że stało ono obok św. Józefa; dopytywane są nawet, po której stronie – zgodnie odpowiedzą, że po prawej.

Cud słońca

W czasie wrześniowego objawienia Matka Boża zapowiedziała, że 13 października „sprawi, aby wszyscy uwierzyli w Jej objawienia”. W rozmowach z ks. Formigao wszystkie dzieci zgodnie potwierdzają, że po tym, jak Matka Boża zniknęła 13 października miał miejsce „cud słońca” – słońce, niczym ognista kula, zaczęło się obracać dookoła.

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) ja wierzę objawieniom Matki Boskiej w Gietrzwałdzie, Fatimie i innych miejscach. Żaden naukowiec nie potrafi obalić ich prawdziwości, a wszystkie okoliczności na zdrowy rozum wskazują, że są prawdziwe w stu procentach. Przykro mi. Nie znasz tych spraw, więc nie możesz się kompetentnie wypowiadać, a ja badałem, choćby objawienia gietrzwałdzkie. 

 

W Fatimie cud Słońca, przepowiedziany przez dzieci kilka miesięcy wcześniej potwierdziło kilkadziesiąt tysięcy osób, które go widziały. Bardzo mi przykro, ale nikt nie zaprzeczył tym zdarzeniom.

Opublikowano

Żaden naukowiec nie potrafi obalić ich prawdziwości, jak i nikt nie jest w stanie jej potwierdzić. Są niefalsyfikowalne i nieweryfikowalne, zatem nie są problemem nauki. Masz rację, Jezus urodził się niebieskookim blondynem o jasnej skórze, w miejscu gdzie tacy ludzie się nie rodzili, ze względu na warunki naturalne, ale Jezus był wyjątkiem, żeby podkreślić, że jasna skóra i niebieskie oczy są lepsze od ciemnej skóry i ciemnych oczu :))) To że ktoś coś widzi to jest fakt, ale natura tego zjawiska jest zawsze dyskusyjna. Ja również widziałem wiele dziwnych rzeczy :) Wiesz ile jest technik wprowadzających umysł w taki stan żeby widzieć różne niesamowite rzeczy: narkotyki psychodeliczne, specjalny sposób oddychania, medytacja, głodzenie się, brak snu... nie wspominając o sugestiach indywidualnych i zbiorowych, oraz chorobach psychicznych. Słabe masz argumenty, bo genetyka, archeologia i kulturoznawstwo potwierdzają, że ludzie w tamtym czasie i miejscu wyglądali tak jak wyglądali :)

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) Akurat w tamtym miejscu byli ludzi z tylu kręgów kulturowych, że domniemywanie jak wyglądał Jezus to tylko domniemywanie. Pewnie wyglądał jak typowy Żyd z plemienia Dawidowego. A objawienie są fatimskie, czy gietrzwałdzkie można bardzo łatwo zweryfikować. I nie były mistyfikacją. A że nauka nie potrafi im zaprzeczyć, to znaczy, że to jest g. a nie nauka Janie.

Przeanalizuj sobie jak przebiegały wydarzenia w Fatimie, poczytaj o cudzie Słońca, przeanalizuj. Nie namawiam Cię do złego. Na spokojnie, w wolnym czasie. Dojdziesz do takich samych wniosków, jak każdy kto te sprawy poznał.

 

 

Pozdrawiam

Opublikowano

@Bogumił Ani zaprzeczyć, ani potwierdzić. Nauka za to potrafi podać przyczyny podobnych wizji, neurologiczne, i biochemiczne :) Ta gówno warta nauka potwierdziła, że to Ziemia krąży wokół Słońca a nie odwrotnie :) Ale masz rację, Jezus narodzi się powtórnie, w Polsce, w tradycyjnej, katolickiej i białej rodzinie, i będzie czarny. A ja powiem Ci o czymś, jako dziecko miałem sen, śnił mi się Jezus, dobrze pamiętam ten sen pomimo upływu lat, i w tym śnie wyglądał bardzo podobnie do tego wizerunku jaki stworzyli naukowcy, tylko rysy miał odrobinę delikatniejsze, i ciut dłuższe włosy, ale nie tak długie jak ten z obrazów. Nie przypominał tego z naszych wizerunków. Milczał i patrzył mi głęboko w oczy. Skąd taki sen?

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) tyle, że Twojej wizji nijak nie da się potwierdzić empirycznie, a objawienia gietrzwałdzkie czy fatimskie jak najbardziej. Taka różnica Pawle. Poczytaj sobie o nich i dopiero zabieraj głos.

Pozdrawiam

 

 

Opublikowano

@Bogumił Ale jak nie znajdziesz argumentu, który by obalał prawdziwość mojej wizji, to jest to g.wno a nie argument :) Ja Ci tylko mówię o tym co nauka twierdzi na temat najbardziej prawdopodobnych cech wyglądu Jezusa, i ma na to dobre argumenty. Wszelkie wizje i objawienia są wątpliwe i są jedynie kwestią wiary., a nie nauki. Nauka może jedynie wyjaśnić jakie biochemiczne procesy zachodzące w mózgu stoją za podobnymi zjawiskami.  Znane są przypadki zbiorowych halucynacji i sugestii, to jest ludzki umysł i jeszcze dużo o nim nie wiemy. Dla mnie prywatnie, najpiękniejszy Jezus jakiego ktokolwiek mi przedstawił to Jezus o twarzy Wiliama Defoe. Nie potrzebuję tych fatimskich ani innych objawień i fajerwerków.

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) Cud jak sama nazwa wskazuje, jest niewytłumaczalny, tak jak wskrzeszenie Łazarza, czy nagłe przywrócenie komuś wzroku, niewidomemu od urodzenia. Faktem jest tylko to, że dzieci poinformowały, że cud się wydarzy dokładnie podczas ostatniej wizyty szóstej Pięknej Pani, żeby inni ludzie tam obecni mogli im uwierzyć. I się wydarzył Pawle. Skąd jakieś małe dzieci 7,9,10 lat mogły to przewidzieć. To nie byli kapłani egipscy przewidujący zaćmienie Słońca. I cud się wydarzył. Ludzie dostali znak, a co z tym znakiem niektórzy robią, to już ich sprawa.Zresztą i inne rzeczy, o których mówiły wówczas dzieci się spełniło.

 

 

@Jan Paweł D. (Krakelura) z kolei przy objawieniach gietrzwałdzkich na miejsce sprowadzono psychiatrów, bodajże trzech, w tym Niemca, żeby nie podejrzeń, że jakieś stronnicze opinie, dziewczynki trzymano oddzielnie w różnych miejscach, a po objawieniach zeznawały podobnie. Wcześniej nie miały możliwości uzgadniania ze sobą treści zeznań. Poczytaj sobie to. 

Opublikowano

@Jan Paweł D. (Krakelura) a jakie miałeś wówczas obserwatoria ponad sto lat temu To chyba napisałeś pół żartem:))) Poza tym to był cud właśnie. Chyba nie przypuszczasz, że Słońce wyrwało się nagle z orbity. Cud polegał właśnie na tym, że ludzie coś widzieli. I to takiego, że się przestraszyli, że Słońce na nich spada. Jeśli Bóg jest wszechmogący, to bez problemu robi takie cuda, poza znanymi nam prawami fizyki. Jeszcze raz. Ja nie rozstrzygam, jak to się stało, że Słońce wirowało i spadało, ale to, że dzeci przewidziały to zdarzenie kilka miesięcy wcześniej i że widziało je kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Objawienia miały miejsce w Cova da Iria, i tylko tam ukazywała się dzieciom Piękna Pani, i tylko tam ludzie widzieli cud i w pobliskich wioskach. Nikt nie przepowiadał, że będzie na całym świecie to samo widoczne.

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Przysiadł raz pan Trzmiel wesoło na hyzopie Pyta się go mucha: Co tu robisz chłopie? Taka jest już moja rola, Że zapytam zioła, pola A ty nadal siedzisz w klopie?   *zdjęcie własne, hyzop też, trzmiel przygodny ;)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • „Propagandą do płoci”   Konspiracją słów płotkami są znów, więc im mów i mów to, co słyszeć chcą.   Czaruj jego i ją, wyborów amoki. Co chcesz, to ci damy — płyną słów potoki.   Wszystko posiadamy! Potok frazesów nęci, przyciąga i chęci, podpływają ich setki.   Płot z boku potoku, skaczą w etykietki, w afiszy natłoku i już tkwią w błocie.   Płocie przy płocie, odbija płot płocie, wpadają do błota — płaci płoci głupota.   — Oto i ciemnota! Potoki nie dla płoci, nurt bystry ochoci — lecz on nie dla płoci!   Płot przy płocie stoi, w bilbordach błądzi. Potok płynie dalej, prawdy nie osądzi.   Mąci woda przy brzegu, płocie tłoczą się w błocie. Nurt omija płycizny, nie płynie przy płocie.   Pomrze płoci krocie w partyjniackim błocie. Polityka nie dla płoci, ale mocno je ochoci.   Kto odważy się zrozumieć, ten wypłynie ponad płoty. Kto za frazes tylko chwyta, wpada w błota kłopoty.   Leszek Piotr Laskowski
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - miło że z nutką tajemnicy  - dzięki za czytanie -                                                                                               Pzdr. Witaj - oczywiście poprawiłem - dziękuje za to że ładny i ciepły -                                                                                                                 Pzdr.słonecznym rankiem. Witam - dziękuję serdecznie za to że owe podglądanie to lekcja doceniania  chwil -                                                                                                                                                   Pzdr.uśmiechem. @Sylwester_Lasota - @Poet Ka - dziękuję serdecznie - 
    • Takie tam podsumowanie moich życiowych poszukiwań:)   "Prawda".   Prawda nie ma jednej twarzy, prawda Ci się nie przydarzy, bo nie możesz jej pominąć i w niepamięć swą odpłynąć.   Prawda nie ma sztywnej formy, nie dąży do żadnej normy, jest trwaniem po wieki wieków, na nią nie ma dobrych leków.   Bo cóż by ją zwalczyć mogło, na równowagę pomogło... Nie ma mnie bez otoczenia i wzajemnie – akt scalenia...   Jesteśmy sobie pisani, jednym pędzlem malowani na świadomości ekranie... Świat ma me wieczne oddanie,   wdzięczność za to, że być mogę, choćby wbijany w podłogę, wirem nicości wkręcany w niepewności mroczne stany.   Nic nie zburzy mej miłości do tej świętej zależności, jesteśmy tu zawsze razem, jesteś moich snów wyrazem.   Mym warunkiem, przeznaczeniem, towarzyszem, moim cieniem, kolorem tęczy na niebie, jesteś w radości i w gniewie.   Wszechświat kocha różnorodność, w nią obraca swoją płodność. Prawda to ja, Prawda to Ty, Prawda to My – nic poza tym. :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Głośne, metaliczne odgłosy dobiegają z różnych metalowych części zgromadzonych żałobników. Stoją przygnębieni pod ciemnymi chmurami, a z metalowych dupereli wypływa smutny smar. Niektórzy rdzewieją już nieco w strugach deszczu, ale z uwagi na szacunek dla bohatera imprezy Don Śrubem zwanym, nie odchodzą lub odjeżdżają.      Płoszą jednocześnie wygłodniałe kruki. Przyleciały biedne z nadzieją w czarnych skrzydłach, że jednak nie schowają, zostawią delikwenta na wierzchu i będą mieć wydziobożerkę. Po chwili jednak, mając zdeformowane dzioby o twarde niby ciała, odlatują zdegustowane i zawiedzione, zostawiając tylko echa krakania, które po chwili umiera.     Natomiast główny sprawca zamieszania, umarł podobno już kilka dni temu, a właściwie został zmiażdżony z namiętnym łoskotem przez zazdrosną lokomotywę starego typu, buchającą zakochaną parą. To jednak wersja oficjalna tudzież romantyczna, dla ciekawskich dziennikarzy. Teraz omawiany czeka spokojnie pośród zgromadzonych, na włożenie do zardzewiałej ziemi rdzą znamienitych przodków.      Niestety. Nic nie zostało z jego wspaniałego, proporcjonalnego wyglądu o przystojnych, gładkich trybikach, kółkach wszelakiej maści, migających światełkach i pewnym podłużnym szczególe do wycieku smaru. A tak się nim szczycił i przyciągał różne zauroczone metalowice z powabną żelazną szczeciną. Zebrani mogli tylko ze smutkiem we wizjerach, oglądać ten cały bajzel, niepodobny już tak bardzo do nich.      Tylko najbliższa rodzina znała od uczynnych sygnalistów, prawdziwą przyczynę tego całego galimatiasu, w który ich najbliższy trybom został zmieniony. A przyczyna była banalna. Chciał ich po prostu odwiedzić z daleka, a że teleportacja jeszcze była w drucianych powijakach, to jak łatwo można było przewidzieć, nastąpiła awaria teleportera i na stacji docelowej został ponownie złożony nie tak jak trzeba. I to bardzo nie tak.     Jeszcze bardziej wtajemniczeni metalicznie zgrzytali rodzinie w aluminiowe ślimaki i bębenki, że ktoś tak dla wesołości, czyli dla ołowianych jaj, przed teleportacją włączył opcje→AI, czyli Alternatywną Instrukcję – ponownego złożenia. I wyszło jak wyszło.    * – Babciu. Przestań zgrzytać i sikać po dziadku smarem, tylko mnie posłuchaj – rzekł blaszany wnuczek w smutnej ciszy, że aż zgromadzeni, błysnęli złowrogo poświatą wizjerów. – Możemy oddać dziadka na złom. Po co zakopywać. Za uzyskane przychody, skonstruujesz sobie nowego. Nawet z lepszym prętem. Co ty na to, babciu?     – Nie wódź mnie na pokuszenie blaszany łobuzie – tym razem zazgrzytała babcia, zakochanym trybikiem. – Jam już w węglarce zakochana. Poza tym wnuczku, trza myśleć racjonalnie. Ma pełno opału na ślicznych, wklęsłych wdziękach.      – Ależ babciu. Skoro tak rozumujesz to wiedz, że tej zimy, nie ma być zimy. Możesz być śmiało dziadkowi wierna. Nawet po śmierci.      Nagle wszyscy usłyszeli złowieszczy, acz oczekiwany, chociaż nie przez wszystkich, zgrzyt słowny:    – Do zardzewiałej śrubki. Bierzcie się do roboty, pieprzone roboty. Z miłości do was to mówię. Tak mnie poskładajcie, bym wyglądał, jak za życia.     – Drogi mężu – zazgrzytała babcia. – Ty się wreszcie zdecyduj. Czyś żyw, czy nie. Węglarka czeka. Muszę wiedzieć, jak sobie życie wytrybować.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...