Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kolejne  losów  wyroki

pozostawiają  zderzeń  ślad

wokoło  obojętny  świat

z  pięknym  natury  urokiem

 

życiorysów  treść  to  bilans

na  liście  planów  i  zdarzeń

oraz  niespełnionych  marzeń

nie  zawsze  szczęśliwym  bywasz

 

liczyć  się  musi  z  tym  człowiek

inni  lepiej  pamiętają

w  głowie  jak w  zanadrzu  mają

błędy  które  przetrwają  wiek

Opublikowano

hmm, zdaje się, że strzeliłem sobie w kolano, bo prawdę mówiąc pomyślałem, że te "piękne" inwersje,

to celowy zabieg - tak dla śmiechu. Wywołany, przez analogię tym tematem:

https://poezja.org/utwor/174613-beka-z-dopełniaczówek

 

Wychodzi na to, że można się "głupio" pomylić, lub inaczej - brzydko zażartować.

Chyba, że to teraz Ty wpuszczasz mnie w maliny

- bo jeśli tak, to muszę pogratulować, udało Ci się, na całego ;))

Niemniej przepraszam, pozdrawiam jeszcze raz.

PS

Jakby co, jest jeszcze jedna:

zamiast  na  liście  planów można  na planów liście. :)

 

 

Opublikowano

Dzień  dobry,

 

tak  się  składa, że  nikt  nikogo  nie  zmusza  do 'chodzenia w  gości'.

Szczególnie  gdy  jest  się  tak  przekonanym o  swojej, jedynej i wyjatkowej   racji.

W  dodatku  nie  przestrzegając  podstawowych  zasad  grzeczności...

 

Czyżby  znane  przysłowie o gościu, który  nie  należy  do  świata  zwierzęcego? 

To  pytanie  o mile  widzianych  gości  i śmieci  na  dywanie.

Pozdrawiam.

  @Paweł Artomiuk

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...