Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W lesie na ranem jest cicho i spokojnie. Prawie jak w kostnicy. Szczególnie, że ów las jest oddalony od miasteczka o tyle samo, co miasteczko od lasu. W tych rejonach jest to zjawisko nagminne i nikt się temu nie dziwi. Między jednym a drugim, rozpościera się znacznych rozmiarów łąka. Zieloność z lekka faluje jak przytłumione bałwany rozbijające się o ścianę drzew. Gdzieś tam w górze śpiewa skowronek. W jego skrzydełkach migoczą złociste promienie, niczym struny harfy. Nutki muzyki tańczą cancana na krawędziach łopoczących piórek. Słońce akurat wschodzi. Dłonie horyzontu pchają ognistą kulę do góry, przepychając przez białe pierzaste chmurki. Trochę lejącego żaru przecieka przez palce. Poranek jest taki sam jak zwykle.

 

Fragment runa leśnego jakby się poruszył. Rzeczywiście! Spod liścia wychodzi mysz. Ruszając wąsami biegnie kawałek. Musi znaleźć coś do jedzenia. Nakarmić swoje potomstwo. Na pewno się niecierpliwią biedne maleństwa. Są bardzo głodne. Nagle staje jak sparaliżowana. Wąsy też, tyle że w poziomie. Wokół siebie wyczuwa ruch. Widzi jakieś szare kształty. Zbliżają się. Wolniutko i metodycznie. Nie ma gdzie uciec. Atak jest błyskawiczny. Nawet nie zauważa, że przestała być myszą. Ciało jest inne. Bezużyteczne dla niej. Jak kawałek czegoś. Po jakimś czasie młode zdychają z głodu.

 

– Kochana córeczko. Dzisiaj mamusia i tatuś zabierze ciebie na spacer do lasu. Cieszysz się?

– A smartfona mogę wziąć?

– W żadnym wypadku. Masz od tego odpocząć. Przyrodę pooglądać. Ptaszków posłuchać. Tym bardziej, że pójdziemy przez naszą ulubioną łąkę.

– A Łąkowe Bydlę mogę wziąć?

– Oczywiście. Pójdzie z nami. Czy ty koniecznie musiałaś wybrać dla małego pieska, takie imię? Nie mogłaś innego?

– To tak specjalnie na wesoło. Bo on taki zupełnie nie jest. Rozumiesz mnie?

– A… no… rozumiem cię. No dalej. Zakładaj buciki. Tatuś już przed domem drepci. Jak zawsze niecierpliwy.

– My kobiety mamy z nim tylko skoranie. No nie mamusiu?

– Święta prawda.

 

Idą przez łąkę jak zwykle gęsiego. Najpierw mama, później córka z Łąkowym Bydlęciem, a na końcu ojciec, który ciągle marudzi, że idą za wolno. Słońce grzeje niemiłosiernie. Dziewczynka jest na tyle mała a trawa na tyle wysoka, że może zgodnie z tradycją ślizgać ręce po falujących źdźbłach. Często powtarza, że to tak, jakby duże zielone zwierzę głaskała. Łąka jest sporych rozmiarów. Do lasu jeszcze kawałek, chociaż poszczególne drzewa, można już w miarę dokładnie rozpoznać. Mama ma duży słomkowy kapelusz na głowie, a córka białą chusteczkę. Tatuś nie ma nic, bo on zawsze tak ma, że nie da sobie powiedzieć, żeby coś na głowę założyć.

 

– Mamo, tato spójrzcie! Na tamte drzewa! Zdejmują swoje płaszczyki!

– Gdzie? Na które? – mama zerka gdzie córka wskazuje. – Aha, widzę. Co tam się dzieje?

– Jak to nie widzicie? – odzywa się ojciec. – Kora z drzew schodzi.

– Jak to schodzi?

– Patrzcie uważnie. Nie odpada, tylko… schodzi. Niedługo połowa pni będzie goła.

 

Faktycznie. Za chwilę jest tak jak przypuszczali. Nagie pnie stoją bezwstydnie w oddali oraz w ziemi. Zauważają jeszcze coś dziwnego. Od strony drzew zaczyna się przemieszczać w ich kierunku, jakby brązowawy falujący wąż. Szybuje nisko nad trawą, lecz czasami się w niej chowa. Z daleka to wygląda w ten sposób, jakby dziwna wstęga zbliżała się do nich coraz szybciej. Nie wiedzą co mają robić. Uciekać, czy stać. Już wiedzą co to jest. Nie mylą się ani trochę. Postanawiają jednak uciekać. Biegną coraz szybciej. Do końca łąki jeszcze spory kawałek. Ale gdzie pewność, jak daleko będzie ich ścigać. A może przemknie obok. Skąd mają to wiedzieć?

 

– Mamo, tato zaczekajcie! Łąkowe Bydle biegnie w kierunku tego czegoś. Musimy po niego wrócić.

– Żadnego wracania. To jest coraz bliżej.

– Rozdwaja się – krzyczy ojciec. – Jedno nas goni, drugie chyba się kieruje, gdzie pobiegł pies.

– Pal licho psa. Widać już skraj łąki. Może przestanie i zawróci.

 

Nie przestało. Fala drzewnej kory jest coraz bliżej. Tworzą się okalające pasma. Słyszą z tyłu chroboczący szelest. Trawa się ugina pod ich ciężarem. Każdy skrawek osobno mało waży. Ale ich jest tysiące. Wszędzie wokół.

 

– Nie mamy już gdzie uciekać.

– Może nic się nie stanie. A jeżeli nas wcale nie zaatakują?

– Mamo! Widzę mojego pieska.

– Gdzie?

– No tam. Jest podrzucany w górę jak boja na morzu. Pojawia się i znika. Coś z nim nie tak. Ma dziwny kolor. Nie taki swój.

– Zasłońcie chociaż oczy. Nie ma sensu uciekać. Nie mamy gdzie.

 

Następne drzewa są ogołocone. Posiłki przybywają. Gdyby spojrzeć z góry, to można by dojrzeć falujące smugi, podążające w to samo miejsce. Do celu, którego należy unicestwić i wykorzystać. Na wszelki ratunek jest już za późno.

 

Atak jest bardzo precyzyjny. W różne części obiektu jednocześnie. Trzy do likwidacji zostały. Przynajmniej na dziś. Dolatują ze wszystkich stron. Wyglądają nie groźnie. Jak kawałki zwykłej kory. Ale jak są blisko celu, rozdwajają swoje ciała. Dopadają najpierw ubrania, rozszarpują i wgryzają się do wewnątrz a następnie wycofują. Z gołym ciałem mają mniej problemu. Szczególnie z dziecięcym. Kawałek który ugryzą, zamienia się w ich ciała. Jest drzewną korą. Rodzina cierpi niemiłosiernie. Są jeszcze żywi, ale ich ciała przerabiane są na coś innego. Przeobrażenie postępuje bardzo szybko. Właśnie jeden wgryzł się w oko. Natychmiast zamieniło się w drzewny pył. Nie są przystosowane do tego, żeby zmieniać rzeczy nieożywione. Tylko żywe. W ten sposób się rozmnażają. Nie wiedzą skąd uzyskały takie właściwości, będąc na zwykłych drzewach. Pamiętają jedyne dziwny rozbłysk na niebie. Muszą doprowadzić do tego, żeby było ich więcej. Aż zawładną całą planetą. Póki co zrobiły co do nich należy. Test wykonały poprawnie. Mogą wrócić na miejsce, skąd przybyły. Pnie będą trochę grubsze, bo jest ich więcej. Ale stanowczo za mało, żeby można zauważyć różnicę. To tylko cztery obiekty. W tym dwa nie duże. Muszą poczekać na... większy test.

 

*

– Naszych sąsiadów coś nie widać. No powiedz sama. Oni to mają forsę. Tak się mogą rozjeżdżać. Widocznie jej mąż jest skory do zarabiania pieniędzy.

– No sama nie wiem. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.

– A wiesz sąsiadko, że na skraju łąki złoty ząb znalazłam?

– Co ty ty nie powiesz? Poszłaś do jubilera?

– No wiesz! Nie jestem złodziejką. Położyłam w domu na parapecie. Za oknem od strony ulicy. Może ktoś się zgłosi. Wtedy przymierzę, czy pasuje. No przecież byle komu nie oddam.

– A ja słyszałam, że jakieś postrzępione ubrania znaleziono. Ale tak wyglądały, że trudno się było domyślić, co to w ogóle jest. Przeżute wszystko doszczętnie. Już je spalono, z tego co wiem. W końcu jesteśmy atrakcją turystyczną.

– Aż tak sobie nie pochlebiajmy. To nie uchodzi. Mamy już swoje lata.

 

*

 

No dalej dzieci! Wychodzić z autobusu. Nie po to ta wycieczka, żebyście siedziały wewnątrz, wpatrzone w te swoje pudełka. Spójrzcie! Z tamtych dwóch już wszystkie dzieci wysiadły. No dalej dalej, ruszać się. Ustawcie się czwórkami. O tak jest super. Zobaczcie jaka ładna duża łąka. A jakie cudowne drzewa na horyzoncie. Słusznie zachwalano nam to miejsce, mówiąc, że jest wyjątkowe. Sami widzicie, jak tu jest. To istny raj na ziemi. Zachwycajcie się póki możecie a ja z wami. Druga taka okazja, może nam się nie przytrafić.

 

*

 

Podajemy obszerny komunikat, o aktualnej sytuacji. Blokowanie informacji nie ma najmniejszego sensu. Już i tak wszyscy wiedzą. Kororyjki zaatakowały nas świat. Są wszędzie i jest ich dużo. Naprawdę bardzo dużo. Wojsko dokłada wszelkich starań, żeby to cholerstwo zniszczyć. Naukowcy też prowadzą odpowiednie badania. Ale sytuacja jest piekielnie trudna. Wydają się niezniszczalne. Ich ciała mają wygląd kory drzewnej, ale można przypuszczać, że raczej korą nie są. To jakiś nieznany nam materiał. Nawet kilku tonowy głaz, nie zdołał ich zatrzymać. Wybrzuszyły się natychmiast, zrzucając go z siebie. Z tysięcy siebie. Prosimy w miarę możności pozostawać w domu. Nie wychodzić na ulicę. Póki co siedzą w pobliskim lesie. Pnie drzew są bardzo grube. Prawie się stykają ze sobą. Z niektórych wycieka krew. To tylko dowód na to, ile już żywych istnień pochłonęły. Drzewa są jedyne, których wnętrz nie zmieniają. Widocznie czerpią z nich siłę. Ale przecież nie można wyciąć wszystkich lasów. Zresztą podejście do drzewa z zamiarem wycięcia, jest bardzo niebezpieczne. Na pewno zaatakują. Będą bronić źródła swojej siły.

 

W każdej chwili mogą ruszyć przez miasto, w poszukiwaniu nowych drzew. Proszę pamiętać: wszystko co ugryzą, zamienia się w korę lub miał tego typu. One to natychmiast przerabiają na swoje odporne ciała. Dostajemy informacje z innych miast. Także z zagranicy. Niektóre wyglądają jak drewniane skanseny. Gdyby to była zwykła kora, to by się wszystko rozleciało. Lecz owe miasta zaczynają swoją wędrówkę. Wszystko się dzieli na małe paskudne: Kororyjki. W wielu miastach panika jest ogromna. Szczególnie tam, gdzie atak nastąpił niespodzianie. Ludzie wyglądają dziwacznie i zarazem potwornie z tymi kawałkami w swoich ciałach. Jedno wielkie kłębowisko drzewno – ludzkie. Na dodatek potrafią się dzielić, na jeszcze mniejsze. To musi być bardzo bolesne. Najgorsze jest to, jak już wspomniałem, że są odporne na wszystko. Na początku nie potrafiły przerabiać ciał nieożywionych. Teraz wykształciła się gorsza odmiana. Żarłocznych mutantów. Wchłaniają i przerabiają wszystko.

 

Trudno przewidzieć, jak to się skończy. To jest gorsze od wody i ognia. Strzelanie do nich nie ma żadnego sensu, bo tylko je powiększa, wzmacniając ich siłę. Niektórzy przypuszczają, że być może kierowane są przez jakiś Wielki Mózg, lub coś w tym rodzaju. Tak jak to jest na filmach. To nie jest film, niestety! To się dzieje naprawdę! A nawet gdyby taki mózg istniał, to gdzie go szukać i w jaki sposób zniszczyć. O cholera! Tu gdzie jesteśmy robi się ciemno. Dotykają okien. Szyby już nie istnieją. Zbliżają się...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ostatnia strona jest śliczna  Naprawdę  I taka delikatna 
    • @hollow man   "Guma turbo i młodość za sobą" - jednym zdaniem cały bilans przeminięcia. Uderza mnie ta próba schowania się - za Facebookiem, za równaniami, za precyzją matematyczną. Jakbyś szukał schronienia przed koniecznością bycia sobą. Ale potem przychodzi ta prawda - podmiot się stwarza, nie jest z góry dany. I ten obraz Kriszny przed podziałem - moment czystego istnienia, zanim słowa wszystko skomplikują. Wiersz o ucieczce i o niemożności ucieczki jednocześnie.
    • Obiecałam pewnej osobie, że wrzucę tu coś z mojej prozy. Oczywscie, jak to ja, nie dotrzymałam terminu owej obietnicy, lecz myślę, że... no, mniejsza. Dziś przedstawiam jedno z moich opowiadań. Jedno z pierwszych, stanowiące fundament mojej dalszej twórczości. Może ktoś wyłowi w nim to, co czyni obecną mnie — mną.                                Sklep pana Kumara       „Odpowiedź na każde pytanie. Za jedyne 3 funty!” – głosił szyld sklepiku w jednej z wąskich londyńskich uliczek. Zatrzymałem się i spojrzałem przez witrynę na regały. Zajmowały je szklane kule, wypełnione czymś przypominającym fioletową mgiełkę; kły pomalowane na jaskrawe kolory; egzotyczne instrumenty, fiolki, wyszczerbione szklanki, szpetne bibeloty i pluszowy Cerber z czerwonymi oczyma.     Zastanawiałem się, po jakie licho ktoś miałby kupić cokolwiek z tej osobliwej kolekcji. Chociaż... ciotka Judy z pewnością sprawiłaby sobie takiego pluszowego Cerbera. Ta kobieta miała półkę pełną obrzydliwych pluszowych kotków nad równie obrzydliwą pluszową kanapą.     Moje spojrzenie jeszcze raz powędrowało do szyldu. „Odpowiedź na każde pytanie. Za jedyne 3 funty!” – odczytał w mojej głowie głosik entuzjastycznego spikera.     Dzwoneczki zadźwięczały, gdy chwilę później wszedłem do środka. Drewniany parkiet skrzypiał. Sklep był o wiele większy, niż mogłoby się wydawać, a…     Spod sufitu, na srebrych łańcuszkach, zwisał gigantyczny krokodyl.    Przeszedłem kilka kroków, wciąż unosząc głowę (coś mówiło mi, że podbrzusze krokodyla może zaraz rozświetlić wbudowana w nie żarówka), potem się rozejrzałem.  Otaczały mnie przedmioty o różnych kształtach, kolorach i fakturach. Jedną ścianę zapełniały zdobione ramy entomologiczne z motylami., Na kamiennym postumencie, w przeszkolej kopule, znajdował się szkielet strusia. U stóp postumentu stała tabliczka z napisem: „Nie przeznaczone na sprzedaż”.     Znad lady spoglądał na mnie sprzedawca. Miał starannie utrzymany wąs, krótkie siwe włosy i okulary lenonki, które pomniejszały mu oczy.    Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, aż w końcu przypomniałem sobie o języku w gębie:    – Dzień dobry.    – Dzień dobry. Nazywam się John Kumar.    Żaden sprzedawca, ani wcześniej, ani później, mi się nie przedstawił, toteż moja twarz musiała zdradzić zdziwienie.   Machnął ręką.    – I tak pewnie nie zobaczymy się już nigdy więcej, więc dlaczego nie mielibyśmy się sobie przedstawić? – spytał.   Wzruszyłem ramionami.    – Lucas Logan.    – I czego tu szukasz, Lucas?    – Nie wiem – odparłem. – Tak tylko… się rozglądam.    Uśmiechnął się.    – Czyli już jesteś w mniejszości.    Nie do końca zrozumiałem, o co mu chodziło, ale również się uśmiechnąłem.    – Ten szyld... co on oznacza? – odezwałem się.    Pan Kumar zdjął lenonki, chuchnął na szkła, i znów je założył.     – No… oznacza tyle, że odpowiem za każde twoje pytanie za jedyne 3 funty.    – Naprawdę?    – Tak.    – Dlaczego wywiesił pan taki szyld, a nie na przykład…nie wiem… „Gabinet osobliwości Johna Kumara”?    – Każdy widzi te, jak to ładnie ująłeś, osobliwości przez witrynę. A kto wiedziałby, że odpowiadam na każde pytanie? I to za – zachichotał – jedyne 3 funty?    – A więc, gdybym dał panu te 3 funty…    – Odpowiedziałbym na 5 pytania. Tak. Na jakikolwiek temat, zgodnie z prawdą.    – Czyli nie na każde – wytknąłem. – Tylko na 5.    – Na 5 za opłatą, na resztę za darmo.    – A czym się różnią te za opłatą od tych za darmo?    – Te pierwsze, to takie, nad którymi ludzie muszą się trochę zastanowić. A te za darmo… cóż, jestem sprzedawcą. Nie mogę pobierać opłat za pytania: „Czy ten pluszowy Cerber ma moc odganiania złych dusz?”, nie sądzisz?    – Ktoś naprawdę o to zapytał?    – Nie, to akurat zmyśliłem.    Zanim zorientowałem się co robię, wyciągałem już portfel z kieszeni kurtki. Podszedłem do lady i wręczyłem panu Kumarowi 3 funty.    Schował pieniądze do kieszeni.     – Zgubiłem kluczyk do kasy – wyjaśnił poufałym szeptem. Po czym dodał: – Zastanów się dobrze. Odpowiem na 5 twoich pytań. Nigdy się nie mylę.    – Odpowiem na 5 twoich pytań – powtórzyłem. – Tak powinno pisać na szyldzie.    – Być może. Ale mniejsza o to. Zastanów się.    – Co mam zrobić, żebym być szczęśliwy?     – Najpierw musisz być nieszczęśliwy.    Mina mi zrzedła.    – A co mam zrobić, żebym był bogaty?    – Najpierw musisz być biedny – brzmiała kolejna natychmiastowa odpowiedź.    – Jest pan jakąś nieudolną wróżką? – palnąłem bez namysłu. – I zawsze mówi pan paradoksami?    – Nie. I często tak.    Ugryzłem się w język, żeby nie powiedzieć czegoś niemiłego.     Po chwili zapytałem jednak:    – Kim będę w przyszłości?    – Kimś, kto zawsze będzie żałował, że zmarnował swoje 3 i 4 pytanie.    – Proszę oddać mi moje pieniądze.    Pan Kumar przechylił głowę w bok.    – Odpowiedziałem na twoje pytania, Lucas.    – Wcale nie, nie odpowiedział mi pan. Niczego się nie dowiedziałem.    – Dowiedziałeś się tyle, ile chciałeś się dowiedzieć. Mówiłem tylko prawdę.    Odwróciłem się i wyszedłem bez słowa. A kiedy przechodziłem pod krokodylem – jego podbrzusze rozświetliło się żółtym blaskiem.          
    • @Mitylene   Jakie to lekkie i pełne światła. Czuć tu cichą radość oczekiwania, moment zawieszenia między tęsknotą a spełnieniem. "Przestrzeń ukwiecona deszczem" to piękny obraz. Wiersz jak jeden długi oddech przed spotkaniem.
    • @ernest.guzik Specjalistą od rymów i rytmów nie jestem, ale prowadzenie tekstu, treść, lekkość, taka niewymuszona melancholia - bardzo ujmujące.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...