Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

graphics CC0

 

[retro centon – vintage]

[w podziwie i szacunku – dla dzieł Bruna Jasieńskiego]

 

 

kiedy widzę jej pantofle

bredzi Bruno

panny w lesie – but użala w butonierce

bezpowrotnie i taktycznie traci humor

 

czy wypada pantofelkiem męża kusić?

 

o czułości

która stopy nie posunie

uciekamy południkiem ona nuci

na biegunie – coraz cieplej na biegunie

 

w białych lisach czy w pelisach – czyjeś glany?

 

mdłych pingwinek transpłciowe otoczenia

dziób nieludzki wiecznie szklany

że aż mdli

ich spojrzenia epokowe przesilenia

 

wygolone pod piercingiem nekro–damy

 

archetypy sinych kwiatów

o jak gorzko!

odczynionej tu fatygi

deseń z kostką

 

co tak tuczy ich goleni – parafigi?

 

a ty śliczna

w pantofelku mini nóżka

i uwielbiam gdy mistycznie

znów poziomki – zakwitają ci na ustach

 

na biegunie długa noc – zielone niebo

 

na pluszowe pantofelki ekstazerki

pada deszcz – i skrzypi łóżko

coś ożyło coś czulszego

nic innego się nie czai moja Duszko

 

świt w falbankach – ten od Bruna Jasieńskiego

--

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

Niezmiernie miło, że dobrze się czyta. Dziękuję.

 

Natomiast chciałbym się odnieść (króciutko) co do zasugerowanego chaosu.

 

Czytałeś wiersze Jasieńskiego? Na pewno tak. Czyż one nie są celowo chaotyczne? To stany podświadomości i zabawa ze słowem iluzorycznym, np. "But w butonierce" – Bunona (a więc wiersz o który – też pośrednio „tu się potykam”), to typowa prowokacja estetyczna (notabene) w "omaście" epokowego futuryzmu. Biologiczna euforia, witalizm, to cechy jego twórczości, (i w trendach epoki), uczyniwszy ten akurat wiersz – nieco abstrakcyjnym osiągam cel – którym jest wspólnota zachwytu nad jakimś osobistym stanem – w relacji – z kimś, (może stricte realnym, a może stworzonym tylko na potrzeby wiersza i mega–fantastycznymto przecież nieistotne?),

 

Konkludując: wiersz który sugeruje jakąkolwiek więź (w sferze artystycznej) z Jasieńskim, jeżeli ma być autentyczny – musi wykraczać poza ramy sensu – poezja Brunona nie jest bowiem realistyczna. I taki (w rzeczy samej) jest mój wiersz. Myślę, że to czujesz, (dlatego dobrze ci się czytało ten utwór).

 

Ślicznie pozdrawiam.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Witaj Tomaszu, świetnie trafiłeś z Jasieńskim, bo właśnie dość energicznie odradza się duch kroczenia "po trupach", nie tylko narodowej poezji, ale i obrzydzanie wszelakiej Polskości. Manifestu co prawda jeszcze nie ma, " JEDNODŃUWKI" i futuryzacji życia też. Mam nadzieję, że przynajmniej futrowanie pozostanie bez zmian, bo chyba to jedno jest wciąż w modzie. Na szczęście ;)

Ukłony za retro vintage

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Pozdrawiam.

Opublikowano (edytowane)

Czasy mamy interesujące – to fakt. Jeżeli chodzi o manifesty nowych niby futurystów to „bezpłciowość”, „niemoc zapłodnienia” nie jest na szczęście „sztuką tłumów”, aha, i na szczęście jeszcze nie „paseistyczny samogwałt w cieniu pracowni”,– tak jakoś było w manifeście – tych prawdziwych futurystów – od Jasieńskiego (prawda?), tylko, że futuryści (ci prawdziwi) używali tam jeszcze celowo pseudoortograficznej pisowni.

 

Ogólnie zrozumiałem, że dokonałeś porównania. I poszukujesz nowego futuryzmu – w czasach współczesnych w komparacji obu głównych i przeciwstawnych sobie nurtów wizji Polski oraz w pragnieniu wykreowania jakieś trzeciej alternatywnej drogi? Nie wiem tylko czy ma to uzasadnienie, bo przecież do tej pory podążaliśmy właśnie taką miękką arterią, jednakże prymarnej większości nagle się to przyjadło, może ta większość żyła w poczuciu braku przestrzeni i w intuicji jakiegoś kompleksu mniejszości, w niedowartościowaniu? Nie wiem?... nie mnie to rozstrzygać, to problem analityków społecznych. Futuryzm – (ten właściwy) po roku 1918 w Polsce generalnie był procesem odreagowania społecznego na „niedolę narodu” sprzed czasu uzyskania niepodległości przez Rzeczpospolitą, to była ogromna chęć i potrzeba zapomnienia o czasach imperialnych, o traumie I Wojny Światowej, stąd wzięły się postulaty odrzucenia historii, i tego wszystkiego co kojarzono z przeszłością i z poczuciem krzywdy narodowej, – tak ja czytam ówczesny futuryzm polski, i tamte manifesty. Nie bywam duchowym Marinettim, który przedkładał „ryczący automobil” nad „Nike z Samotraki”, choć wielu bez wahania wybrałoby opcję pierwszą – i z szyberdachem. LOL. Świat ma prawo ewoluować w poglądach, jeżeli to ma miejsce, to znaczy, że z czegoś to wynika.

 

Dzisiaj (raczej) nie ma uzasadnienia do takich porównań czy zestawień. Ponieważ podobno cała historia po roku 1989 – była sielanką? Skoro tak, to nie będziemy nadużywać analogii i konfrontować historii? A co do tarć między sobą współczesnych światopoglądów i różnych reprezentatywnych środowisk – to wynikają raczej w faktu prawdziwej i nieudawanej demokracji. Nie do mnie należy ocena środka ciężkości naszej demokracji – te dywagacje powinieneś skierować może do polityków, lub ich usłużnych think tank'ów, ja na tym się niestety nie znam. Nie oznacza, że nie mam preferencji politycznych, bo mam.

 

Dzięki, super, że umieściłeś u mnie komentarz Janku. Pozdrawiam. Rozmawiajmy (piszmy) o sztuce, o poezji, wierszach, o polityce – tutaj nie wypada. Wieczorkiem, zajrzę do twoich utworków, poczytać Twoje perełki.

Edytowane przez Tomasz Kucina (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

właściwie, to absolutnie nie chciałem rozmawiać o polityce, miał być czysty sarkazm i po prostu coś nie wyszło, bo najprawdopodobniej prze – biło się i wlazło mimochodem ;)

Ale i tak muszę Ci podziękować, że to "porównanie" zauważyłeś.

Trzecia alternatywa” stała się niestety Alternatywą czwartą,

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

a wynik niefortunnego połączenia kompletnie mnie zniesmaczył, więc pozostaje jeszcze sarkazm i mistrz Młynarski z „róbmy swoje”. Za cynizm nie ma co się zabierać – jest nie do przebicia :)

Nie poszukuję jednak nowego futuryzmu, bo gdyby to był (jak sam zauważyłeś) rzeczywiście futuryzm, pewnie bym się zainteresował, z czystej ciekawości. Nie spodziewałem się jednak tak dogłębnej analizy i ciekawej lekcji historii. Na perełki, to raczej ja czekam u Ciebie, bo u mnie posucha lub jakieś odpryski warsztatowe. Czas niestety mnie goni i nawet teraz powoli kończę robotę „na wczoraj”, ale będę zagladał.

Pozdrawiam.

 

Opublikowano

Rozumiem, ok., czasem pewne stany podświadome „wychodzą z nasbezwiednie, Czesław Miłosz to zręcznie określił w swoim sztandarowym wierszu pt. „Ars poetica”, pisał: „Jaki rozumny człowiek zechce być państwem demonów

które rządzą się w nim jak u siebie, przemawiają mnóstwem języków”, a jednak Janie – ta podświadomość bywa podstępna i finalnie wychodzi, że to my ludzie stanowimy alter ego własnej podświadomości, a nie na odwrót. Ja nie mam nic przeciw innym światopoglądom, ważny jest człowiek, a że ludzie łączą się wokół konkretnych ideii – jest nieoszacowanym darem piękna człowieka, dlatego Janku traktuję ludzi egalitarnie czyli uważam, że (każdy ma równe prawa w wyrażaniu własnych preferencji i ambicji – nie stanowisz wyjątku). Osobiście uważam, że krytyka wszystkiego co stało się po 89 roku to absurd, natomiast po 2015 na pewno jest sprawiedliwiej (chociaż osobiście nie korzystam z żadnego programu społecznego), ani innych telehitów. Natomiast potrafię zauważyć różnice (in plus) w jakości życia ludzi, którzy wcześniej nie brali udziału (nawet) nie w egalitarnym, ale jakimkolwiek podziale dóbr finansowych. Nie potrafię określić jakie to będzie miało skutki w przyszłości, i czy przełoży na dług społeczny, ale na razie przekłada się na rozwój gospodarczy, wzrost konsumpcji, i szybujący PKB a popyt nakręca podaż, i nie przekłada na drastyczny wzrost inflancji, więc chyba nie jest tak źle? Wypowiadam się tylko w tym wąskim kanale (jakości życia), nie mam zdania co do zmian ustrojowych, tych poważniejszych – bo nie mam takich ambicji i wiedzy. Czyli jednak miałem nosa, poszukujesz alternatywnej drogi, (masz prawo), dziwi mnie tylko, że jako socjalista (jak się domyślam) nie zauważasz tej znaczącej różnicy między praktyką 3 Rzeczpospolitej a obecnym czasem – gdzie dba się już o dystrybucję stricte socjalnąprospołeczną, do której powinno być ci bliżej? (jako zadelkarowanemu socjaliście), skoro dokonujesz tak łatwego przekwalifikowania porównując jak to okresliłeś: „ trzecią alternatywę” z „czwartą”? Do czego więc mamy się odnieść, jakie przyjąc wzorce humanistyczne? – do czasów sprzed 89 roku? Druga Rzeczpospolita po 1918 też widzę ci solą w oku? Skoro ten sarkazm, o którym przed chwilką napisałeś odnosi się (co prawda pośrednio) ale jednak do kulturowych prądów Dwudziestolecia Międzywojennego? Przecież nawet sam Piłsudski był socjalistą. Więc tak po ludzku nie czuję twojego imperatywu, nie umiem go zdefiniować? Bo nie mam punktu odniesienia, z kogo mam przyjąć wzorce? z pana Wojciecha Młynarskiego? Bardzo go szanuję, wręcz uwielbiam, ale nie pretendował on (a szkoda) do roli polskiego męża stanu, (pewnie teraz by się uśmiechnął) … i chyba mój sarkazm polega na tym, że uwielbia inne sarkazmy, bo każdy sarkazm wnosi jakieś kulturowe bogactwo drwiny, i chyba to doskonale rozumieli (ci prawdziwi) futuryści z Brunonem Jasieńskim na sztandarach – i chwała im za to. Więc proszę nie dyskutujmy już o polityce na portalu literackim, bo literatura jest dla wszystkich.

Opublikowano

już się wylogowałem, ale po przeczytaniu, że "jestem socjalistą" musiałem wrócić. Nie, w życiu! Socjalistą, to jest poseł Kaczyński, socrealistką pani Szymborska its, itp.

Jestem pełen gniewu zarówno na tę jak i poprzednie ekipy i 30 lat matrixu, w którym sadzono nam palmy w mÓzgÓ.

Trzecią alternatywą był dla mnie Kukiz, chęć udupienia partizokracji, JOWy. Powrót do prawa jakie istniało przed wojną, gdzie urzędnik państwowy za oszustwa i przekręty miał tzw. "dubeltowy" wymiar kary. Niestety, to był mój "ostatni raz", bo Pan Kukiz, niestety sam się "zmielił" idąc na układ z najgorszą, jak dla mnie chorągiewką polskiej polityki.

 

Jednym słowem mamy kompletny nul i amatorszczyznę, po wyrafinowanych "występach" z obracaniem wszystkiego w "kupę kamieni" i Polską na papierze. Ale zgodzę się z jednym, niektórym może i jest lżej, ale to tylko pozory, bo i tak obudzimy się z łapą w nocniku po ustąpieniu tej, jak i kolejnej nienasyconej, ale zaopatrzonej i zabezpieczonej na zaś, we wszelkie możliwe dobra władzy. Tak więc ok. - nie dyskutujmy :)

Opublikowano

Nie znam twoich poglądów, gdy napisałeś o „trzeciej alternatywie” notabene inkarnującej – w „czwartą” – więc całkiem naturalnie skojarzyłem to z projektem ustrojowym po 89 roku aż do 2015, z wyłączeniem lat 2005-07 – (wiadomo o co chodzi). Trudno mieć – inne skojarzenia?, partia Kukiz'15 nie uczestniczyła w sprawowaniu władzy w Polsce, więc nawet na myśl mi nie przyszło, że może ci chodzić o taką metamorfozę polityczną, rozumiem więc, że „czwartą alternatywą” w twoim toku myślenia jest ta hybryda antysystemowo–rustykalna? No to wcale się nie dziwię, że czujesz zawód.

 

Obecna władza rzeczywiście ma szerszy zakres zagospodarowania społecznego, według mnie to lepiej, bo świadczy o większej wrażliwości prospołecznej, a że (przynajmniej według mojego rozumowania) podstawowym warunkiem ekspresowego rozwoju kraju jest rozwój egalitarny (gdzie w miarę jak najszersze grupy społeczne powinny uczestniczyć w podziale wypracowanych (zaliż wspólnie) dóbr. To z kolei wydaje się zaprzeczać twojej tezie, o jakichś próbach zabezpieczenia obecnej władzy, (ale mogę się mylić), bo rzeczywiście 30 ostatnich lat nie było fantastyczne (co nie oznacza, że w czambuł należy odrzucić wszystko – oj NIE),

 

tym czym się różnimy zasadniczo to: twoim bardzo praktycznym i (sarkastycznym) podejściem do współczesnej rzeczywistości (mało pozytywnym) – i może – mojej nieco zbyt pokrzepiennej nadziei na lepsze jutro. No ale musimy w coś wierzyć, i mieć jakieś ambitne wzorce. Obecna ekipa ma najbardziej prospołeczną ideologię. Ty widzę masz bardziej demospołeczny konstrukt rozumienia państwa. Czyli wierzysz, że ludzie powinni bezpośrednio (to słowo tutaj kluczowe) uczestniczyć w systemach międzyspołecznych i mniej instytucjonalnie. . Nie jest mi bardzo daleko od twoich poglądów (jeżeli dobrze je czytam), jednak z praktyki współczesnej historii wynika, że nie jest to łatwe do zrealizowania, o czym sam przecież cały czas dowodzisz (utyskując na kolejne ekipy, które nadwerężyły twoją wiarę w lepsze jutro), dlatego ja wolę państwowców, – ludzi, który wierzą w silną rolę państwa, bo rozbudowane relacje demokracji społecznej mogą częściej sugerować korupcje, co dzień w mediach spotykamy kolejne przypadki lokalnych układów, bo w bezpośrednich kontaktach społecznych i (bez czujnej kontroli państwa) do nadużyć może dochodzić częściej. Dlatego sam widzisz, że to o czym marzysz – o zdrowych relacjach gospodarczych i poszerzeniu znaczenia ludzi w uzysku i w sprawiedliwości, może zagwarantować raczej tylko państwo, nie ma innej – „alternatywy” – (piątej czy dziesiątej) to trudne ale – najbliższe prawdy.

 

Pozostaje tylko pytanie w jakie środki zaradcze powinniśmy być wyposażeni – my obywatele, bo czasem państwa stają się niestety – totalitarne. I jak to wszystko ze sobą pozszywać – dobrze, że mam „wywalone na to wszystko”, i brak mi ambicji politykierskich. Pragnę tylko sprawiedliwego państwa, bo ono jest emanacją jego obywateli – w miarę szerokiego światopoglądowo, ale spójnego. Niech deliberują tęgie głowy, skoro czują powołanie.

 

Na koniec należy mi Ciebie przeprosić za tego „socjalistę”, teraz poznając bliżej historię twojej rodziny – Składam na twoje ręce – Wielki Szacun!

Zapraszam Ciebie zawsze – do komentowania wierszy, no to żeśmy popłynęli... w abstrakcyjnym temacie. Cześć ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...