Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

Piętnaście pięter ma nasz biurowiec,

jutro zaś cały świat się już dowie,

co na ostatnim, podczas kolacji

uchwalono w tej korporacji.

 

Dekoniunktura za progiem czeka,

więc trzeba działać i już nie zwlekać.

Cztery fabryki i dwie kopalnie

trzeba więc zamknąć. To brzmi banalnie,

 

ale już wyjścia nie ma innego.

Każdy zrozumie jak i dlaczego,

które przetrwają, szanse dostaną,

świat się już dowie o siódmej rano.

 

Ta na Jamajce jest więc bezpieczna,

tam trzeba jeździć przecież koniecznie,

a jasne słońce świeci rok cały,

no i dziewczyny się tak starały,

 

żeby szefowie się nie nudzili,

pili, palili, szczęśliwi byli.

Decyzja jasna, będą kredyty

trzeba tam latać zrobić audyty.

 

Zamknąć więc trzeba zakład w Europie,

wydajność niska, koszty wysokie,

związki aktywne, ciągle strajkują,

pracować nie chcą, wciąż negocjują.

 

Ważna decyzja już jest podjęta,

jutro świat cały ją zapamięta,

akcje znów wzrosną, a dywidendy,

firma wypłaci bez zwłoki zbędnej.

 

Zarząd z problemem już się uporał,

teraz na koniak nadeszła pora.

Wypada wreszcie się zrelaksować,

o lżejszych sprawach podyskutować.

 

A na Jamajkę lecieć wypada,

chociaż niełatwa ta eskapada,

ale te słońce, co zawsze świeci,

więc zarząd cały musi polecieć.

 

Dobrą wiadomość przekazać trzeba,

że firma zamknąć fabryki nie da.

Rząd i prezydent nam podziękują

nowe subwencje zaproponują,

 

w zamian dostaną derywatywy,

a niezłej kasy to perspektywy.

W bankach na świecie będą czekały,

dochód przyniosą całkiem niemały.

 

Piętnaście pięter ma nasz biurowiec,

co tam się dzieje, nikt się nie dowie.

Ode mnie więcej się nie dowiecie,

jak taki biznes działa na świecie.

 

 

Edytowane przez Marek.zak1 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zamknąć trza zakład więc w Europie.

(ew, ale można kombinować inaczej. W Twojej wersji wybija z rytmu dodatkowa sylaba w wersie).

 

Tak, ego rządzących opiera się logice, a raczej sprzyja popędom.

Satyrycznie, gorzkawo, zgrabnie. bb

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...