Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

nie bardzo wierzę w człowieka

jego brudne nagie ciało i niechlujny umysł

ledwie podniósł się z czterech łap a już mierzy do gwiazd

wymyślając boga jako usprawiedliwienie swoich słabości

zajął miejsce tuż za nim wszystkie inne istoty z miejsca mając za nic

wymyślając pieniądze precyzyjnie wyznaczył hierarchię i granice zaufania

śmieszna jest jego blada skóra ze śladowym futrem

mimika - maski na maskach a jeszcze ten make up

duża kiwająca się głowa z wyrazem zaskoczenia na twarzy

z gracją odpadała od ciała przy użyciu gilotyny 

wymyślił ją chirurg a zbudował producent klawesynów

ogon w zaniku

wiece pochody powstania królobójstwa zwykłe bójki

śmieszny jest arsenał człowieka

intrygi donosy pomówienia fakenewsy i historie które wciąż opowiada na nowo

bardzo chwytne dłonie

przekonania są śmieszne

powaga z jaką wygłasza w co wierzy

w co nie wierzy ile ma a ile chciałby mieć

gdy mówi że kocha a mimochodem zerka w lustereczko

w lustrze siebie nie dostrzega

jak ocenia surowo innych i jak suto nagradza siebie

co widzi a jak udaje że czegoś nie widzi 

jak cierpi i jak cierpieniu nadaje sens

jak się rozmnaża i jak ze swoich popędów czyni towar

za który każe sobie samemu płacić

taki zabawny 

człowiek

 

 

 

Edytowane przez Lahaj (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ponoć zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga 

Czy On również jest zabawny? :-) 

 

Opublikowano

Ja w zasadzie nie wiem: po co. Pl to bóg? czym się różni od innych?

I dlaczego jest lepszy? Bo pierwszy rzucił wierszem?

Wiersze spełniają różne role:
są opisy natchnione,
refleksje spełnione,
pierzaste wspomnienia,
baczne obserwacje. 

Kto ma racje?
I po co? Po co drwić z człowieka? 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...