Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był czwartek i jak zwykle, przyjeżdżała wycieczka do dębu Bartka - najstarszego drzewa w Europie. Jak w każdy czwartek, do przybliżenia wycieczce historii tego pomnika przyrody wyznaczony został najstarszy mieszkaniec wsi – pan Edzio Sosnowski. Był to poczciwy staruszek o dobrym sercu, z którego twarzy nigdy nie schodził uśmiech. Ten wygląd zapewniał mu, iż wszyscy wycieczkowicze zawsze wysłuchiwali jego opowieści z zapartym tchem. Oczywiście cały ten zaparty dech wywoływał sam sposób, w jaki opowiadał przewodnik oraz sama treść opowieści, ale jego dobrotliwy wygląd także miał tutaj znaczenie.
Pan Edzio zaczął interesować się Bartkiem, kiedy skończył osiem lat i przestudiował na jego temat wiele podręczników, a także zasięgnął języka wielu ludzi. To, co „przeżył” dąb było niesamowite. Najpierw, pod drzewem odpoczywał Bolesław Krzywousty, potem sprawował pod nim sądy Kazimierz Wielki, a królowa Bona, gdy rezydowała w Chęcinach często przyjeżdżała odpocząć w jego cieniu. Bartek przetrwał także bombardowanie, podczas drugiej wojny światowej, a jak mówi legenda, Jan III Sobieski, gdy wracał z Wiednia zostawił w dziupli dębu miecz i butelkę wina. I właśnie ta legenda była ulubionym faktem historii drzewa, pana Edzia. Kochał ją opowiadać dzieciom, które później błędnym wzrokiem szukały w Bartku jakiegokolwiek śladu po dziupli czy otworze w korze. Niestety bez skutku.
-Wszelkie dziuple zostały zamurowane, by nasz Bartuś nie był zjadany przez szkodniki. Jego długi żywot zawdzięczamy właśnie temu. Oczywiście jego serce nadal bije i jak sami możecie zobaczyć, kwitnie; ale w środku został w większości wybetonowany.- zwykł mawiać staruszek oprowadzanym przez siebie wycieczkom. Wtedy rozlegały się pełne zawodu „ochy” i „achy” i dzieci ładowały się z powrotem do autokaru.
-Smutna prawda.- komentował wtedy przewodnik i wracał spokojnie do domu. Tego dnia jednak „ochom” i „achom” towarzyszył odgłos podniecenia jednego ze słuchających opowieści. Był to czternastoletni Zenek, mieszkaniec Bartkowa, który jednak nigdy nie słyszał historii dębu i postanowił przyłączyć się na chwilę do wycieczki
-Słyszałeś? Niesamowite, że nikt nie znalazł tego miecza i butelki wina, jak murowali drzewo od środka.- rzekł do swojego najlepszego przyjaciela, Pawła który przybył posłuchać opowieści pana Edzia razem z nim.
-Zenek, to tylko legenda.
-A idź legenda. A to, że przetrwał bombardowanie to też legenda?
-Nie, ale miecz i butelka tak.
-Przecież wracał tędy Sobieski. Przecież facet mówił, że to prawda.
-Tak, ale zaznaczył, że ten miecz i wino to jest legenda.- burknął Paweł.
-Niektóre legendy się sprawdzają.- odgryzł się Zenek.
-Tak? To wymień mi chociaż jedną taką.
-Diabelski kamień.
-Chyba ci słonko dziś przygrzało. Jakim trykiem legenda o czarcim głazie może być prawdziwa skoro nie ma czartów?!
-Przecież głaz jest!!
Paweł westchnął. Kumpel czasem doprowadzał go do szału.
-Głaz owszem jest, ale to nie znaczy, że upuściły go czarty! Ludzie wymyślili taką legendę, bo kamień był duży a nie było wtedy już skały, która się od niego odłamała.
-Sam sobie przeczysz. Właśnie powiedziałeś, że nie było skały...
-Powiedziałem, że JUŻ nie było.
-Ale z ciebie buc!
-Wcale nie. Ja ci tylko uświadamiam, że gadasz głupoty. Nadal czekam na jakąś legendę, która się sprawdziła.
-O świętym krzyżu!! To było to, że no... kurcze zapomniałem jak to było dokładnie.
-No, tutaj połowicznie trafiłeś. Myśl, myśl, może sobie coś przypomnisz.
-Bo to chodziło o to, że był książe, co to przyjechał chyba z Węgier i on miał relikwie drzewca krzyża świętego. I było polowanie i on zabłądził i siły go opuściły i zemdlał. I jak się ocknął to zobaczył tego, świętego Wojciecha i on uderzył laską o ziemię i wypłynęła rzeka i jak ten książe się napił z tej rzeki to odzyskał siły i postanowił wybudować klasztor i zostawić tam te relikwie.
-No nie do końca tak to było, ale mniej więcej.
-Ale już masz jedną legendę, co się sprawdziła.
-Wcale, że nie.
-Co?!
-Owszem, zostawił relikwie, ale to o świętym Wojciechu nie może być prawdą. Ludzie tylko ułożyli legendę do prawdziwego zdarzenia.
-Aaaa! Osłabiasz mnie.
Paweł pokręcił głową z rozbawieniem.
-Nie. Ja ci tylko mówię jak to jest z tym legendami. I ta z tym mieczem i butelką wina to fikcja.
-A udowodnić ci, że się mylisz?
-Niby jak?
-Znajdę ten miecz i wino.
-Oszalałeś?! Wiesz, co ci grozi za dewastowanie pomnika przyrody?! Na mózg upadłeś?!
-Spokojnie. Nie mam zamiaru niczego dewastować.
-Zabetonowali wszystkie dziuple a ty mi mówisz, że wywalisz z nich beton bez niszczenia drzewa?
-Tak. Pomyśl. Skoro Sobieski wracał z tego Wiednia przez Bartków to zapewne odpoczywał pod Bartkiem. A jak odpoczywał, to jeśli już to do dziupli co była nisko mógł ten miecz włożyć. A takie dziuple się rzadko zdarzają, więc istniej prawdopodobieństwo, że jak taka była, to jej nie wybetonowali.
-Proszę proszę. Całkiem logicznie rozumujesz Zenuś. Brawo.
-No ba. Jutro ci pokażę ten miecz. Oddam go do muzeum, a winko zatrzymam dla wujka Franka.
-Zobaczymy. Jak mi pokażesz, to uwierzę. Ale raczej mi nie pokażesz, bo tego miecza i butli wina nie ma!
-Terefere. Juto zobaczysz.- zaperzył się Zenek i pobiegł do domu.
-Dziwny gość. Czasem się dziwię, że się z nim zadaję.- skomentował całą sytuację Paweł i spokojnym krokiem oddalił się na pole namiotowe, które umiejscowione było naprzeciwko dębu. Traf chciał, że dodatkowo znajdowało się na łące i Pawcio uwielbiał tam leżeć wśród koniczyn i rozmyślać. Tym razem, jego głowę zaprzątała fiksacja Zenka. To już nie pierwszy raz się do czegoś tak zapalił. Zazwyczaj Paweł to ignorował, ale tym razem grę wchodziło niezwykle stare drzewo, pomnik przyrody, a biorąc pod uwagę Zenka, dąb mógł na tym ucierpieć.
Nie mogę go odwieść od tego zamiaru, ale mogę pilnować żeby niczego nie zniszczył, pomyślał Paweł. Tak, to był świetny pomysł. Przynajmniej dopilnuje żeby Bartkowi nic się nie stało. Przecież Zenek i tak nie znajdzie tego miecza, bo nie istnieje.

***
-Co, jednak uwierzyłeś w ten miecz?- zdziwił się Zenek na widok Pawła stojącego w jego drzwiach.
-Nie. Chcę tylko dopilnować, żebyś nie uszkodził drzewa.
-A weź daj se siana z tym uszkadzaniem. Nawet nie zadrasnę Bartka.
-Wolę się upewnić.
-Jak sobie chcesz. Od razu ci pokażę ten miecz i wino.
-Nie pokażesz, bo nie istnieją.
-A ugryź się! Istnieją i ci to udowodnię. Przyjdź wieczorem. O której ci pasuje?
-O dwudziestej pierwszej?
-Tak. Dwudziesta pierwsza to odpowiednia pora.- uśmiechnął się Zenek zamykając drzwi. Miał kupę roboty. Przede wszystkim musiał znaleźć odpowiednie do wieczornej eskapady ubranie, a znalezienia go nie ułatwił mu bałagan panujący w jego szafie. Wszystkie rzeczy były porozrzucane byle jak, bez żadnego porządku, ale po kilku męczących godzinach składania i układania ich na półkach odnalazł to, co chciał. Ciemne sztruksy, czarną bluzę i kominiarkę. Był to kolejny objaw fiksacji Zenka. Wystarczyłoby przecież normalne ubranie, bo dębu w nocy nikt nie pilnuje, ale chłopiec lubił czuć się jak na filmie szpiegowskim.
Kolejnym etapem przygotowań było wyliczenie, na jakiej wysokości należy dziupli szukać. Oczywiście istniało prawdopodobieństwo, że została ona zabetonowana wraz z innymi otworami w drzewie, ale znając przybliżoną wysokość, na jakiej mogła się znajdować zwiększały się szans na jej odnalezienie. Do odmierzenia owej wysokości posłużył Zenkowi ojciec, który akurat leżał na podłodze oparty plecami o szafę. Nastolatek zwyczajnie podszedł do rodzica i zmierzył na jaką wysokość sięgała głowa dorosłego i dodał do tej wysokości dwadzieścia centymetrów. Przecież dąb trochę urósł od czasów Jana III Sobieskiego. Teraz, trzeba tylko czekać do dwudziestej pierwszej.
Paweł zjawił się punktualnie, ale w pierwszej chwili nie zobaczył ubranego na czarno przyjaciela i wpatrywał się tępo w drzwi, które „same” się otworzyły i zamknęły.
-No co tak stoisz?
-Zenek? A gdzie ty jesteś?
-Przed tobą.
Paweł wytężył wzrok i na przed jego oczami „skrystalizowała się” czarna sylwetka człowieka.
-Po coś się tak ubrał?
-Przecież to, co będę robił jest nielegalne. Nie mogę ryzykować, że ktoś mnie zobaczy.
-Kompletnie ci odbiło. Im szybciej się przekonasz, że mam rację, tym lepiej dla twojego zdrowia psychicznego.
-Och daj spokój. Nie jestem czubkiem.
-Właśnie widzę.- rzucił Paweł ironicznie. Przez całą drogę do dębu trzymał się dwa kroki za przyjacielem. Dzięki Bogu nie miał ze sobą żadnych ostrych narzędzi, więc nie będzie żadnego wiercenia w korze Bartka ani innych tego typu zabiegów.
-Już do ciebie idę mieczu.- szepnął Zenek jednym susem przesadzając ogrodzenie stojące w promieniu stu metrów do drzewa. Paweł miał z tym kłopoty i na kilka sekund stracił towarzysza z oczu, ale szybko z powrotem na niego trafił. Zenek przesuwał rękę po korze dębu na wysokości stu pięciu centymetrów.
-Co ty robisz?
-Wymierzyłem, że mniej więcej na tej wysokości powinna znajdować się dziupla.
-Pospiesz się z tym nie znajdowaniem jej. Zimno mi.
-To twoja wina, że się tak ubrałeś. A poza tym to ja znajdę tą dziuple.- odgryzł się Zenek.
Po godzinie „obmacywania” dębu, jednak nic nie znalazł i prawie zrezygnował z dalszego szukania, gdy jego oczom ukazała się rzecz niezwykła. Niedaleko drzewa, znajdował się podłużny kopczyk ziemi, na którego nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi.
-Wiem!- wykrzyknął Zenek uradowany.
-Mówiłem, że mam rację.- Paweł wypiął dumnie pierś.
-A wypchaj się sianem. Wiem, dlaczego nie znaleźli tego miecza jak betonowali Bartka. Bo on nigdy nie był w żadnej dziupli. Sobieski go zakopał obok drzewa!
-Co?
-Spójrz na ten kopczyk. Krety nie robią takich podłużnych. Masz coś, czym można by kopać?
-Eee...nie.
-Trudno.- powiedział Zenek i uklęknąwszy zaczął rękami rozkopywać ziemię. Paweł przyglądał się tej operacji z politowaniem, ale o mało się nie przewrócił, gdy jego przyjaciel wykopał z ziemi starą butelkę.
-A nie mówiłem!- zawołał chłopiec przyciskając butlę do piersi. Oczy płonęły mu z podniecenia.
-O jejku mamuńciu!- szepnął Paweł- Miałeś rację.
-No pewnie, że miałem. Teraz mi pomożesz?
Paweł pokiwał głową z aprobatą i także ukląkł. Kopali około godziny zanim ich oczom nie ukazała się zdobiona rękojeść miecza. Mimo wielu lat spędzonych w ziemi, nadal wyglądała jak królewska. I w momencie, kiedy Paweł chciał kopać dalej, Zenek powstrzymał go ruchem ręki.
-Czekaj. Skoro do tej pory nikt nigdy go nie znalazł, to niech tak zostanie.
-O czym ty mówisz? Możesz zostać sławny!
-Wiem, ale jak tak patrzę na tą rękojeść to mam wrażenie, że jak odkopiemy cały miecz to zrobimy coś, czego robić nie należy. Zniszczymy magię jego legendy.
-Tak. Masz rację. Zakopmy go.
-Aha. Ale wino...
-Zenek. Wino też.
-No dobra.- mruknął chłopiec wkładając butelkę do wykopu i obaj wybnęli śmiechem. Mimo tego, że postanowił zostawić legendę samą sobie, Zenek nie stracił ochoty do udowodnienia innym, że miał rację. Pozostał sobą, a w niebie, Jan III Sobieski uśmiechnął się z zadowoleniem. Nareszcie pojawił się ktoś, kto szanuje magię legend.

Opublikowano

Od razu zaznaczam, że jest to praca konkursowa na temat "Świętokrzyskie- ziemia sercu bliska" i chcę sprawdzić jak odbiorą ją ludzi spoza kręgu moich znajomych i rodziny, więc proszę się nie "czepiać" tematyki utworu.

Opublikowano

Dziękuję ci bardzo Barbaro. Nareszcie się znalazł ktoś, kto docenił moje dialogi :-)
Miło mi też słyszeć, że opowiadanie się czyta przyjemnie, chociaż to może była ironia...?
Zastanawia mnie jednak fakt, że nie zwróciłaś uwagi na kilka błędów, które odkryłem dopiero po opublikowaniu "Miecza" tutaj. Przez przypadek napisałem wybneli miast wybuchneli itp. Ale cóż, skoro nie psuje to nastroju, to w wersji tutaj niech sobie będzie, a poprawię to przed oddawaniem do komisji konkursowej.
Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za dobrą "recenzję".

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • ─── PROLOG: ŻAR KURZĘ „Daj mi Chrystusa lub komory, co trują, Zniszcz kolejny płód, dzieci mamy w bród. Widziałem przyszłość, bracie, tam mordują!” ─── I. DREYFUSS 2.0 Musi być olej, by wzrost napędzać, Karta bez PIN-u w twojej szparze. Musi być zawsze barszcz na święta, Musisz się spiec na Madagaskarze Musi być zawsze pełen wypas, Byś cokolwiek tu ogarnął. Laski w TV robią przypał, Bierzesz tabletkę, by ci stanął. Musimy dać trawy do fajek, Albo musimy przestać palić. Wszyscy na siłkę, na maszyny, Do utraty tchu, ćwiczymy! [Powstrzymaj się] Musisz chodzić wciąż po brzytwie, I żadnego picia podczas jazdy. Naucz się wydawać sprytnie, Świat ma dzieciom być przyjazny! Bądź posłusznym żołnierzykiem, Idź i przemów do narodu, Choćby po to, by wejść w szyki Tych, co mają szmal od lodu. Jak ty chodzę do dyskontu, Wciąż mi nie dość, lecz żal płacić. Muszę przecież dla wyglądu  A tu jest wybór tanich gaci. Język broczy trep jak buty, Tyle co jak ja głupi, Daję się w bambuko walić – Ale władza mnie pochwali. Robią dzieci z hologramu, Czułe słówka z satelity, Bo ci durnie czytate Są na diecie z Instagramu. W smoczkach już na szczury trutka  To git, podróż będzie krótka. Czeka na nich świńska trumna, Grypy świń forma rozumna O nie, człowiek nie jest z małp! Bynajmniej: ma barana znak. Twój kształt to nie małpy kształt: Mu naczelnych zmysłu brak! [Powstrzymaj się] Wciąż po gwoździach chodź jak fakir, I alkohol STOP za kółkiem. Jedz ziemniaki, rzuć bataty, A bezpieczne le być podwórko! Oni chcą, byś był zerem? W TV wejdź, niech drżą narody! Wystąp w przód i wstąp w szereg Tych, co kręcą słodkie lody. Czytam: trzeba zwolnić belfrów I budżety, żeby było dla kościoła Urzędasów, co bez sensu I pielęgriarki za trzy koła. Gruba forsa, co gdzie chce płynie, Ma mieć zysk ze służby zdrowia. Nie podoba się, lecz się w Londynie, Zobacz ich słynny wzór zachowań! Trzeba w końcu wziąć dupę w troki, Umknął nam przekręt epoki. W niezły wpuściły nas kanał Pieniądz i Bóg na ekranach. Wyrzuć komórę swą do kibla, Niech zamilknie telewizja! Trzeba założyć obrączki Prezenterom tym bieżączki! Oskarżam! Przez tubę zgromadzenia Przedstawiam akt oskarżenia! Kładę wam liberum veto! Zamknij kran, co świat napędza: Raju wrót uchylaj manualnie. W święta choć raz odmów księdzu Weekend spędź u mamy, normalnie. Twe zachcianki na pół podziel, TV zamknij: to sensu złodziej. W łóżku też możesz inaczej... Zresztą co ja ci tłumaczę? „Palenie rzuć, pływanie rzuć I zacznij dbać o siebie” Nie musisz być jak Schwarzenegger, W życiu choć raz idź na spacer... Dobra, już przestaję truć.. . Co, nie słuchasz mnie? Gonisz wciąż jak świata pęd? Dajesz się za setki dwie? I jak nic kolędę w drzwi? Wciąż akacje w Sharm El Sheikh? I perfumy z duty free? Telewizor ci zasłonił świat? I co dzień bez sensuseks? Fajka w ustach cały czas? Zapuściłaś ogród swój, Co tajemny kiedyś był. Twe zasady poszły w las. Chcesz się truć? Truj się, lecz: A kysz: 8-megowy iPhone, dane w bomb mgle, Że trze krzyż żar kurze, a kysz! J'accuse! ─── II. WIEŚCI Z ORLEANU Jest siła naprawdę prawdziwa Co wy obmywa ciosy słów, Unieważnia niewrażliwość. Nie słyszę nic, tylko głos Twój. Nieposłuszeństwo pulsuje rytmem, Im powierzam dobór mych ról. Na afiszach tak mnie streszczają: „Była sama, ich było trzech”. Skąd ludzie ci, co mnie przyszpilają? Skąd ta moc, co mi praw odmówić chce? Pod powiekami zamknę ból osamotniały, Nienawiść to jedyne prawo me. Oskarżam nagłówki w gazetach O upokarzanie wrażliwych duszą, A plujących jadem – o tanią podnietę Kosztem tych, co cierpią katusze. Gdzież broń, co pomści ogrom zła, Co mości dom w pustce, gdzie mieszka ma łza? Rozdrapują me niedole, Śledzi mnie ich lepki wzrok, Spragniony podniet, które serwuję Jak lalkę, chcę go stłuc na kawałków sto. To ich przemoc gra główną rolę – Jak można przebaczyć to? Oskarżam dusze niewrażliwe O zbyt łatwy rozdział ról, Które podnieca niegodziwie Tylko prawdziwy ból. O, daj mi oręż, co pomści dni, Osuszy ugór, który usłały me łzy! Uderz, bij jeszcze mocniej, Broń swoich szram! Uderz, bij jeszcze ostrzej, Oddaj im raz! Oskarżam scenariusze, co już spisane są: • O zbyt lekki ton, • O zbyt krótki lont, • O pobłażanie łzom. O, daj mi siłę, by odwrócić podział ról, By ukoić ból. ─── III. AUTO EN FEU Oskarżam ludzkość, z osobna i jako hurt: • O to, że chcą wielu grzybów w barszcz, • zabójstwo znoszących srebrne jaja kur, • O brak perspektyw poza własny czas. • zanieczyszczenie biegu rzek, • strucie piaskownic w pruski jad, • wpędzanie biednych w kryzys nerw, • obrócenie w cmentarz morza dna. Oskarżam ludzkość o na gwiazdach gwałt, • O erekcję Cap Canaveral, • O żądzę seksu i krwi, • O projekcję, bo nie staje im. • O paserstwo docentów nic, • O zropienie skrzydeł mew, • rozpylenie powietrza w pył, • czadzenie, by zagazować śmierć. Ślę skargę! Oskarżam ludzkość o:j • Brutalny mord (czy na klamrze człowiek, czy Bóg), • Fałszerstwa świadectw o... • Kukiełko-obojnactwa pół. • Granie Iron Men, by odkuć się, • Klęczennictwo, gdy idzie czas trwóg. Oskarżam ludzkość o sen o Übermensch, Choć jest głupia jak lewy but. Oskarżam, zguby domagam się   W drodze złagodnienia, wyrwania duszy jej I rzucenia jej tam, gdzie je wieprz, Oraz widzenia, jak skonsumuje więź. Oskarżam ludzkość w tych słów treść: „Oskarżam: • O to, że jest głupia i zła (tak głupia, że wchodzi w wojsk skład). Oskarżam ludzkość, że nieludzką jest.” ─── ANEKS: KSIĘŻA NA KSIĘŻYCU ludzkości, kocham cię, bo wolisz pastować buty sukcesowi, niż zapytać, czyja dusza wisi na łańcuszku od zegarka, co byłoby kłopotliwe dla obu stron, i dlatego, że bez zmrużenia oka przyklaskujesz każdej piosence zawierającej słowa: kraj, dom i matka, gdy ją śpiewają w barze obok. ludzkości, kocham cię, ponieważ kiedy jesteś bez grosza, zostawiasz swój intelekt w lombardzie, żeby kupić sobie kufel piwa, a kiedy jesteś przy forsie, duma nie pozwala ci tam pójść, i bo ciągle sprawiasz kłopoty, ale szczególnie w domu. ludzkości, kocham cię, ponieważ wiecznie wkładasz sekret życia do spodni i zapominasz o nim, i siadasz na nim, i dlatego, że ad nauseam układasz wiersze na kolanach śmierci. ludzkości, nie nawidzę cię.    
    • Nie myśl o tym czy jutro nastąpi żyj chwilą   Nie ma pewności że drzwi otworzy oj nie ma   Więc tańcz pij kochaj hulaj ale z głową   Nie depcząc tego co było ciesz się nie smuć
    • @Waldemar_Talar_Talar   Ja napiszę tak, sporo czytam Twoich wierszy i myślę, że słońce, lato, dzień długi po prostu Ci Waldku służy :) pozdrawiam serdecznie
    • @Werka1987   To jak Litania do Gór. Można zabrać do plecaka na wędrówkę. Życzę zagubienia by siebie jednak odnaleźć :) pozdrowienia  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      He, mi to przypomina czasy, kiedy z dziewczyną chodziłem po Karkonoszach i też miałem taki zachwyt. Myślałem o , "widokach na przyszłość nieodległą" :) Wiersz faktycznie dość osobisty, otwarty. Pozwala na umieszczenie własnych przeżyć. To dobry wiersz.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...