Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Sytuacja , którą opisuje jest bardzo prosta. Niestety kiedy siadam przed arkuszem papieru tudzież notatnikiem komputerowym muszę zamieścić wiele niepotrzebnych słów. Osoby nie lubiące lania wody ostrzegam, że zwyczajne zdarzenie, które można streścić w kilku zdaniach prawdopodobnie zbędnie rozpiszę...

Miało to miejsce rok temu, może dwa lata. Więcej na pewno nie. Pewny jestem tylko, że działo się w trakcie upalnego lata (zresztą osobiście chłodnego nie przeżyłem). W wolną sobote. Jechałem do Katowic. Cel był towarzysko konsumpcyjny, ale nie będę wdawał się w szczegóły. Ponieważ nie tego dotyczy opowiadanie. Od kiedy wprowadzono tzw "Flirty". Doszło do rewolucji komunikacji miejskiej w mojej miejscowości. Jest to moja historia więc powiem z własnej perspektywy. Zamiast męczyć się godzinę w autobusie, tudzież 40 min, ale poświęcając 10 min spaceru na inny przystanek. Mogę dostać się do centrum Katowic w niecałe 25 min pociągiem. Do stacji mam niecałą minutę pieszo od swojej klatki do stacji kolejowej - tutaj kolejna rewolucja. Przed wprowadzeniem w/w Flirtów ta stacja służyła kilku celom. Piciu wódki czy paleniu marihuany przez nastolatków oraz podpatrywaniu bielizny kobiet w sukienkach przechodzących mostem nad torami przez dzieciaków. Zresztą chyba tylko one tym mostem chodziły, bo cała reszta wybierała skrót przez tory 20 metrów dalej. Dzisiaj już nie istniejący. Wyszedłem kilkanaście minut wcześniej by móc po drodze w spokoju spalić papierosa i kupić na dworcu w automacie bilet. Nie chciałem przepłacać u konduktora. "Dyszka" na ziemi nie leży (to metafora, znalazłem taką kilka dni temu). Jednak po spotkaniu się z miejską rzeczywistością zrozumiałem swój błąd. Już 3 metry od drzwi do mojej klatki poczułem pragnienie. Przebycie nawet tej krótkiej trasy w klimatyzowanym pociągu wydało mi się nagle misją niemożliwą. Nie będąc nafaszerowany gadżetami na każdą okoliczność jak Tom Cruse postanowiłem zahaczyć o pobliski monopolowy, który dosłownie stał na mojej trasie. Taka przykra didaskalia - jego część spłonęła kilka dni temu w nocy. Nie ma to związku z historią, ale dla mnie to przykra sprawa. Mam do tego miejsca sentyment - wcześniej moja mama posiadała ten lokal (nie było w nim wtedy alkoholu, a przeciętny kiosk osiedlowy). Po wejściu zrozumiałem swój kolejny błąd - wyszedłem za późno. Przede mną stało tylko 3 panów. Jednak sprawiali wrażenie, że ich zakupy mogą zmienić moje plany na ten dzień. Na oko obstawiam, że byli górniczymi emerytami. Na górniczym osiedlu o nich nie trudno, ale w swej ocenie biorę ważny endemiczny argument. Emeryt górniczy to taka osoba, której wieku nie da się ocenić "na oko". Może mieć zarówno 48 jak i 82 lata. Im dłużej się takiej postaci będzie przyglądać tym większe wątpliwości ogarną człowieka. Nieistotne. Stoję za tymi trzema Messerschmitami. W maleńkim lokalu mocno unosi się zapach przetrawionego (niestety) dość niedawno piwa. Panowie uzupełniali swoje baterie od 12 do 18 piw. Po tym wiem, że byli emerytami. Ci pracujący w sobotę wolą kilka razy podejść do sklepu. Już zanim pierwszy z klientów zrealizował swoje zakupy zacząłem tracić cierpliwość (a za mną pojawiali się kolejni z orzeźwiającym oddechem). Nie byłem na nikogo poza sobą zły. Zacząłem sobie wyrzucać, że chłodny napój był przecież oczywisty. Klienci w sklepie tak samo. A ja tu nerwowo spoglądam na zegarek w telefonie z własnej głupoty. Tak dalej być nie mogło. Trzeba się uspokoić - będzie co będzie. Najwyżej się spóźnię. Wciągnąłem głęboki wdech powietrza, zamknąłem. Odliczam od 10 do 0. Poczułem się jak stary Indianin spoczywający na zboczu góry w cieniu swego ukochanego buku. Nie wiem ile minęło od czasu gdy otworzyłem oczy, instynktownie przesuwałem się do przodu. Trans trwał. Już niemal jestem najważniejszą osobą w sklepie gdy pojawia się główny bohater tej opowieści. W sklepie był ścisk wywołany wszech obecnie postawionymi skrzynkami na butelki, napojami itd oraz oczywiście klientami. Pewnie nie tylko ja nie zauważyłem w jakim stylu na samym środku między klientami obok kolejki - w wąskim przesmyku służącym do wycofywaniu się w swoje strony - pojawił się on. Młody chłopak niczym się nie wyróżniający. Sprawiał wrażenie świeżo upieczonego maturzysty, ale mógł być kilka lat starszy. Ubrany nawet dość elegancko, energiczny, twarz pewna swego chociaż na swój sposób delikatnie przerażona. Wyłożył prośbę, którą zwrócił na siebie uwagę wszystkich obecnych:

 - Przepraszam. Ja przyszedłem tylko po jedną rzecz. Mam odliczoną gotówkę, a bardzo mi zależy na czasie. Gdyby szanowne państwo mogłoby mnie przepuścić uratowalibyście mi życie.

Pomyślałem, że też wyszedł zbyt późno, jednak na autobus. Odliczone pieniądze są na bilet. Obudziło się we mnie chrześcijańskie sumienie, szczególnie, że chłopak potrafił wzbudzić sympatie kulturą i pięknym akcentem. Odpowiedziałem:

- jestem następny w kolejce. Chętnie Cię przepuszczę kolego, jednak tylko w przypadku aprobaty reszty towarzyszy w niedoli. 

Wszyscy grzecznie się zgodzili. Żołnierz przede mną spakował ostatnią butelkę piwa do siatki po czym podziękował, życzył miłego dnia i udał się w kierunku swojej bazy operacyjnej. Podchodzi zadowolony młodzieniec do laty, kiedy mnie mijał zauważyłem coś co mocno ukrywał. Ogromne zmęczenie, ból fizyczny i psychiczny - wszystko było wymalowane na twarzy. Myślę sobie. Odwalił jakiś numer. Jedzie się pogodzić z dziewczyną. Pomyślałem by może mu zaproponować brak pośpiechu. Bukiet kwiatów w ręce byłby dobry w tej sytuacji. Z drugiej strony to nie moja sprawa. A zresztą mogę się mylić. 

Nagle się odzywa:

- poproszę setkę "Żubra". 

Po czym położył dziarsko "piątaka" przed sprzedawczynią. Cały sklep parsknął śmiechem. Chłopak nie zrażony podniósł swoją płynną należność i dziękując wszystkim obecnym wycofał się rakiem ze sklepu... Poprawił mi humor na cały weekend. Nigdy więcej go nie widziałem, ale nie prędko go zapomnę. 

PS. Zdążyłem na swój pociąg. :)
 

Edytowane przez Gaźnik (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dzięki. Poprawię po pracy. :)

 

Dziękuję :) złapałem ostatnio kilka srok za ogon. Staram się sporo bardziej rozbudowanych rzeczy dokończyć i na każdym polu stanąłem w miejscu. Ten tekst pisałem na rozluźnienie. :)

Edytowane przez Gaźnik (wyświetl historię edycji)
  • 3 miesiące temu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Suchar miesiąca:

Co to jest? Leży na ziemi i nie dycha.

Dwie dychy :P

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Trudno uwierzyć, że ktoś jeszcze mnie skomentował :D

 

Niedawno znalazłem na przystanku 2 dyszle. Pomyślałem, to mój dzień. 25 minut później wziąłem 5 zakładów dużego z plusem, chociaż ogólnie nie gram w lotto i... W każdym zakładzie były po dwie liczby :D

 

Łatwo przyszło, łatwo poszło. Ktoś stracił, ktoś zarobił. Ja byłem wyłącznie pośrednikiem... ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
    • Będę taką jaką chce mnie Świat się wykoleja w słownikach Pojedynczych przechodniów Zbiór pusty jest elementem Każdego zbioru ludzkiego też To ja dziś, ogłaszam się tym pustym Dobrze już, biorę to na siebie Jak zbyt słoneczne miejsce w autobusie bez firanek Mkniemy na południe Z tyłu Nocny Kowboj z kumplem Od którego idzie chłód Walczy skubani ze mną o pusty zbiór  
    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
    • @Czarek Płatak dzięki:)
    • Niechybnie pięćdziesiątka. Wszystkiego najlepszego :-)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...