Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Obudźcie się Wikingowie,

z dalekiej Północy.

Tam wasze dwie siostry

wzywają pomocy.

 

Powstańcie Wikingowie,

załóżcie rynsztunek.

Tam wasze dwie siostry

proszą o ratunek.

 

Walczcie Wikingowie,

dobywajcie mieczy.

Tam wasze dwie siostry

czekają odsieczy.

 

Obudźcie się Wikingowie

Uderzajcie w dzwony.

Tam wasze dwie siostry

Czekają ochrony.

 

Walczcie Wikingowie,

bijcie barbarzyńców.

Maren i Louisa

giną z rąk złoczyńców.

 

Napisany 04 – 01 – 2019, godzina 15:58.

Edytowane przez Gość
Tagi (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Mała uwaga - "rynsztunek" to (chyba) polska nazwa dla uzbrojenia. Nie jestem tego 100% pewna i wypadałoby to sprawdzić. Tak czy owak kojarzy mi się to jakoś słowiańsko. Nie wiem czy nie lepiej byłoby poszukać słowa historycznie odpowiadającego rynsztunkowi u Wikingów, bo jakoś dziwnie mi to brzmi.  To tylko szczegół, ale uznałam, że mogę zaalarmować, być może się mylę i wszystko się zgadza :)

 

Poza tym bardzo płynny utwór. Napisany jest  klimacie "starodawnego" wezwania, lecz dotyczy problemu "na czasie". Niestety kraje Północy mają już mało wspólnego z Wikingami...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

W przypadku Wikingów ma to chyba swój odpowiednik, uzbrojenie w czasach średniowiecza było chyba mniej więcej podobne, dostosowane do lokalnych upodobań i indywidualnych wymagań.

Opublikowano

Najlepiej byłoby zapytać Islandczyków. Kiedyś czytałem, że ich język dzięki wieloletniej alienacji nie wiele się zmienił od czasów potęgi wikingów i są w stanie czytać oryginalne wersje mitologii ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Rynsztunek to ekwipunek żołnierza wraz z koniem i innymi niezbędnymi akcesoriami, według PWN

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

O! Też bym się chciał dowiedzieć, bo te dwie dziołchy nie giną na marne - one wiersz ratują!

 

Obudźcie się, powstańcie, walczcie - szkoda, że zabrakło słów i zacząłeś się powtarzać. Ilość sylab w wersach mogłaby być bardziej regularna, ale nie narzekam - nie wiem jak to zrobiłeś, ale czyta się płynnie.

 

Styl archaiczny

Lecz te kobitki

Takie są śliczne

Że rwę do bitki ;)

 

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

MAKABRYCZNA ZBRODNIA W GÓRACH ATLASU

W tygodniu poprzedzającym Święta Bożego Narodzenia do Europy dotarła tragiczna informacja o odnalezieniu przez parę francuskich turystów wędrujących po górach Atlasu Wysokiego zmasakrowanych zwłok dwóch młodych kobiet. Po podjęciu śledztwa przez marokańskie służby okazało się, że były to ciała dwóch skandynawskich studentek, 28 – letniej Norweżki Maren Ueland (23.11.1990) pochodzącej z Bryne w Południowo – Zachodniej Norwegii oraz 24 – letniej Dunki Louisy Vesterager Jespersen (5.12.1994) urodzonej w Ikast w środkowej Jutlandii. 9 grudnia kobiety przyleciały do Maroka z zamiarem spędzenia tu miesięcznych wakacji polegających na uprawianiu turystyki pieszej o podwyższonym stopniu trudności, tak zwanego trekkingu.

Dunka i Norweżka były przyjaciółkami. Poznały się podczas studiów licencjackich na Uniwersytecie Południowo – Wschodniej Norwegi w Bo leżącym w prowincji Telemark. Przedmiotem ich zainteresowań i zarazem kierunkiem studiów była rekreacja na świeżym powietrzu oraz turystyka w ciężkich warunkach terenowych i klimatycznych. Chciały być przewodniczkami i doradczyniami grup przebywających w niegościnnych z punktu widzenia człowieka miejscach na ziemi. Louisa już od trzech lat pracowała w przedsiębiorstwie turystycznym organizującym tego typu wydarzenia.

Kilka pierwszych dni spędziły w hotelu w Marrakeszu, a ich głównym celem było wejście na położony w górach Atlasu Wysokiego najwyższy szczyt Afryki Północnej Dżabal Toubkal. Wierzchołek tej góry wznosi się na wysokość 4167 metrów nad poziomem morza. Punktem wyjściowym w masyw Atlasu Wysokiego jest niewielkie, ale bardzo urokliwe, zamieszkałe głównie przez plemię Berberów miasteczko Imlil, w którym kończy się droga wiodąca tu z oddalonego o 67 kilometrów Marrakeszu.

Miejscowość zapokaja różne logistyczne potrzeby coraz tłumniej przybywających w te rejony turystów. W Imlil można dokupić brakujący sprzęt wspinaczkowy, żywność, wynająć przewodników, osły bądź muły do transportu bagażów, a także wypocząć po wspinaczce, w którymś z licznych hoteli. Skandynawki, mimo młodego wieku, były już bardzo doświadczone, przebywały bowiem niejednokrotnie w skrajnie trudnym terenie, na co wskazują fotografie z ich licznych wypraw zamieszczane w sieci. Latem Maren wraz ze swoim kolegą przemierzyła pieszo Islandię, planowała też kolejną wyprawę na lodowce Grenlandii. Również Louisa brała udział w licznych trudnych wycieczkach i zawodach plenerowych. Obydwie wiedziały więc, jak postępować w trudnym przyrodniczo terenie, nie spodziewały się natomiast jakiejkolwiek agresji ze strony ludzi, ponieważ nikt nie poinformował ich o takim zagrożeniu.

Nie jest też prawdą, co zarzucano Maren i Louisie na niektórych polskich forach internetowych, jakoby ich wyjazd do Maroka wiązał się w jakikolwiek sposób ze zjawiskiem tak zwanej seks – turystyki dość popularnej ostatnio wśród Europejczyków obydwu płci. Takie zarzuty uwłaczają czci obu kobiet i są zwyczajnym kłamstwem rozpowszechnianym przez ludzi mało odpowiedzialnych.

W folderach turystycznych, mediach i Internecie Maroko charakteryzowane jest, jako kraj „względnie” bezpieczny, a zamieszkujący go Arabowie opisywani są, jako osoby życzliwe i „raczej” przyjazne Europejczykom. Cała tajemnica tkwi w słowach „względnie” i „raczej”, nie ma bowiem instytucji, ani rządów zainteresowanych zbytnim nagłaśnianiem powtarzających się w Maroku, co prawda dość rzadko, ale jednak przestępstw przeciw europejskim turystom. Zdarzają się one nie tylko na odludziach, ale nawet w dużych miastach, a nawet w renomowanych hotelach. Sprawcy tych czynów określani są zazwyczaj przez policję i media, jako osoby chore psychicznie, zaś same wydarzenia uznawane są za incydentalne. Podkreśla się natomiast często, że ostatni duży zamach terrorystyczny na słynną restaurację w centrum Marrakeszu, który kosztował życie kilkunastu Europejczyków, miał miejsce już bardzo dawno (w 2011 roku) i od tego czasu nic godnego uwagi już się w Maroku nie wydarzyło. Dla większości wychowanych we wrogości do własnej historii i kultury europejskich hedonistów rok 2011 jest już taką samą zamierzchłą prehistorią, jak epoka prekolumbijska w Peru, czy czasy antycznego Rzymu. Oni żyją „tu i teraz”, bo taki styl lansują media.

Maren i Louisa były pełne optymizmu i wiary we własne siły i umiejętności, jednak zupełnie mentalnie nieprzygotowane na ataki ze strony ludzi, bowiem słyszały, że Maroko to „prawie” europejski kraj. Dlatego nie wynajęły w Imlil przewodnika, który mógłby zapewnić im bezpieczeństwo. Sądząc po markowym sprzęcie, z jakiego korzystały, nie chodziło bynajmniej o oszczędności finansowe. Jak się już po kilku godzinach okazało był to potężny błąd, który kosztował obie kobiety utratę życia w okrutnych, upokarzających okolicznościach.

Europejskie media codziennie bombardują widzów informacjami o przestępstwach, zbrodniach, krwawych wypadkach, więc bezwiednie się do takich informacji przyzwyczajamy, uodparniamy się na nie lub je po prostu ignorujemy. Wyzbywamy się w ten sposób koniecznych w różnych sytuacjach życiowych ostrożności i sceptycyzmu, które niejednokrotnie mogą uratować życie lub zdrowie. Większość z nas żyje w błogim przekonaniu, że nas takie doświadczenia nie spotkają, że są one problemami innych. Myślimy tak do czasu, aż sami nie staniemy się ofiarami przestępstwa. Tak cenione  przez wielu naiwny optymizm i wiara w dobroć innych ludzi nie powinny być nadmiernie przeceniane i ślepo postrzegane jako niezbędne zalety konieczne do życia.

Zdarzają się jednak takie zbrodnie, bądź przestępstwa, które wywołują szczególne społeczne oburzenie. Wprost wołają „o pomstę do Nieba”. Jak to pamiętne bestialskie zachowanie wobec pary polskich turystów w Rimini w 2017 roku. Nomen omen dwóch sprawców było młodymi Marokańczykami. Opis wydarzeń mroził krew w żyłach i chociaż atak nie skończył się śmiercią ofiar, wywołał niemałe reperkusje. Temat nie schodził z czołówek włoskich i polskich mediów do momentu skazania przestępców na kary wieloletniego więzienia. W sieci dostępny jest też film, na którym grupa młodych Marokańczyków próbuje zgwałcić dziewczynę w autobusie komunikacji publicznej. Rzecz dzieje się bodajże w jednym z większych miast tego kraju. A jest to tylko wierzchołek góry lodowej i te przykłady z udziałem Marokańczyków można mnożyć. Zatem czy Maroko to bezpieczny kraj? Oceńcie sami.

Zbrodnia, która wydarzyła się w masywie Atlasu to wydarzenie, które na długie lata zapadnie w pamięci wielu Europejczyków. Wieści o krzywdzie, którą arabscy terroryści wyrządzili dwóm młodym Europejkom rozniosła się po całym globie tylko i wyłącznie dzięki mediom alternatywnym. Skandynawskie telewizje od samego początku stosowały cenzurę, narzucały własną zakłamaną narrację, nie informując widzów co rzeczywiście zdarzyło się w Południowym Maroku. Grożono sankcjami karnymi za dzielenie się filmem z egzekucji, likwidowano posty i strony internetowe. Gdyby nie setki anonimowym internautów okrutne fakty z egzekucji Maren i Louisy nigdy nie ujrzałyby światła dziennego.

Co naprawdę stało się na szlaku prowadzącym na najwyższy szczyt Maroka Dżabal Toubkal świat dowiedział się z filmu, którzy zabójcy rozpowszechnili w sieci oraz rozesłali do rodzin i znajomych zamordowanych dziewczyn. Maren i Louisa opuściły wioskę Imlil prawdopodobnie około 12 grudnia 2018 roku. Na zdobycie góry Toubkal i zejście z niej trzeba przeznaczyć minimum cztery dni. Wybrały zimową wyprawę na Mount Toubkal, bowiem był to okres przerwy świątecznej na ich uczelni. Poza tym zimą szczyt jest mniej oblegany przez turystów i bardziej niedostępny ze względu na trudne warunki klimatyczne. Trekking w zimie jest więc trudniejszy i dostarcza większej dawki adrenaliny, od wspinaczki latem. Jak zapewnia jeden z marokańskich przewodników, który prowadził inną grupę, mijał po drodze Skandynawki i nawet zamienił z nimi kilka słów. Dziwił się, że podróżują bez przewodnika.

Gdy na nie napadnięto, prawdopodobnie dziewczęta zdobyły szczyt i były w drodze powrotnej do Imlil. Jak wyraził się ten przewodnik, chyba postanowiły spędzić ostatnią noc w dziczy żeby odczuć jeszcze trochę wolności i opóźnić powrót do cywilizacji. Ten sam Marokańczyk stwierdził, że miejsce w którym rozbiły namiot jest nawiedzone. Na płaskowyżu znajduje się parę zrujnowanych, opuszczonych budynków.

Od wiosny do jesieni turystom przemierzającym bezdroża Atlasu Wielkiego na szlaku nie grozi samotność. Podczas wspinaczki mija się gromadki powracających turystów, karawany mułów, handlarzy sprzedających pamiątki, napoje i żywność. Istnieje więc możliwość uzyskania pomocy w razie wypadku, czy zasłabnięcia. Zimą ruch turystyczny, choć zupełnie nie ustaje, drastycznie maleje. Louisa i Maren rozbiły swój namiot w kamienistym, odludnym terenie położonym kilkaset metrów poniżej schronisk. Do Imlil było z tego miejsca jeszcze 10 kilometrów, a więc kilka godzin marszu w dół. Nie mogły podejrzewać, że od momentu rozpoczęcia wyprawy były śledzone przez grupę Arabów, udających pasterzy owiec. Byli to członkowie islamskiej grupy terrorystycznej, którzy pragnęli pomścić porażki Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku. Fakt wyboru przez kobiety noclegu w odludnym terenie  zachęcił islamistów do agresji. Atak nastąpił około północy z 16/17 grudnia 2018 roku.

Nie jest jasne ile osób rzeczywiście brało udział w napadzie. W mediach mowa jest o minimum trzech, a nawet czterech bezpośrednich sprawcach. Wiadomo, że w trakcie napadu Norweżka i Dunka zostały wielokrotnie zgwałcone przez osoby biorące udział w tej akcji. Przed śmiercią były też znieważane słownie, bite i ranione ostrymi narzędziami, co widać na filmie nagranym przez jednego z napastników telefonem komórkowym.

Nieco ponad minutowy film pokazuje moment zabójstwa jednej z kobiet, której islamista żywcem odcina głowę. Na filmie widać, jak półnaga ofiara, przyciśnięta do ziemi leży na brzuchu i usiłuje się bronić. Ostatkiem sił odwraca się na plecy, próbuje odepchnąć nóż, ale napastnik podrzyna jej gardło i w końcu odcina całą głowę. Tryska krew, a po chwili ofiara nieruchomieje. Taka sama okrutna śmierć spotkała też drugą kobietę, o czym świadczą fotografie opublikowane w sieci. Na przerażającym nagraniu sprawcy usprawiedliwiają swoje czyny zemstą za upadek ostatniej enklawy państwa islamskiego w Południowo – Wschodniej Syrii. Jeden z agresorów mówi, że robi to dla swoich arabskich braci walczących w Hadżin. Z obrzydzeniem rzuca obciętą głowę na ziemię, pluje na nią nazywając ją wrogiem Boga.

Marokańskie służby bardzo szybko aresztowały wszystkich morderców oraz kilkanaście innych osób z nimi powiązanych. Okazało się, że szefem tej terrorystycznej komórki był handlarz uliczny z Marrakeszu. Grupa zawiązana została kilka miesięcy wcześniej, a jej członkowie zaprzysięgli wierność Państwu Islamskiemu i jego kalifowi Al – Baghdadiemu. Miejscem werbunku były marokańskie meczety. Twarze morderców utrwalone zostały na monitoringu w Imlil. Mózgiem grupy był zamieszkały w Maroku Europejczyk posiadający obywatelstwo Szwajcarii i Hiszpanii. To on uczył pozostałych terrorystów obsługi sprzętu elektronicznego oraz zasad posługiwania się bronią. Mordercy byli osobami młodymi, najmłodszy szef grupy miał 25 lat, najstarszy 33 lata.

Okrutne zabójstwo młodych Europejek wywołało oddźwięk na całym świecie. Kondolencje oraz wyrazy żalu i oburzenia na strony internetowe obydwu kobiet spłynęły praktycznie ze wszystkich zakątków kuli ziemskiej, co tak naprawdę uświadamia skalę współczesnej globalizacji.

Oburzenie wyrazili premierzy Danii Lars Rasmussen i Norwegii Erna Solberg. Nie poszły jednak za tym żadne realne działania. W Norwegii, Szwecji i Danii odbyły się liczne spotkania i uroczystości żałobne upamiętniające tragicznie zmarłe kobiety. W rodzinnym mieście Maren w Bryne odbył się marsz z pochodniami. Obydwie zmarłe upamiętniono też w centrum Kopenhagi. Rektor Uniwersytetu Południowo – Wschodniej Norwegii w Bo zapowiedział, że uroczystości żałobne odbędą się na początku 2019 roku po zakończeniu przerwy świątecznej.

Okrucieństwo zbrodniarzy wywołało oburzenie nawet wśród części ludności państw islamskich, także w samym Maroku, w którym publicznie zaczęto nawoływać do przywrócenia kary śmierci. Chociaż kara ta nadal w Maroku formalnie obowiązuje, w praktyce od 1993 roku nie była wykonywana. Szczególne oburzenie wyrażały arabskie kobiety z Maroka, Syrii i Egiptu, emocjonalnie solidaryzując się z zamordowanymi. Składano kwiaty i palono świece w miejscu morderstwa w Atlasie Wysokim, ale także przed portretami obydwu dziewcząt w Rabacie, Casablance, czy Marrakeszu.

Na wysokości zadania, chciałoby się powiedzieć „jak zwykle”, nie stanęły natomiast skandynawskie media, w których od początku zakłamywano okoliczności całego wydarzenia. Okrutne zabójstwo dwóch kobiet media przedstawiły, jako śmierć spowodowaną „urazami od noża na szyi”. Grożono też karami czteroletniego więzienia tym, którzy ośmielili się wklejać bądź dzielić się linkiem do filmu z egzekucji. Uzasadnia się to rzekomą troską o dobre samopoczucie i zdrowie psychiczne widzów. Niektóre z mediów „zapomniały” poinformować widzów o związkach morderców z islamem, przedstawiając zbrodniarzy, jako grupę „samotnych wilków”, bądź obłąkanych psychicznie zwyrodnialców działających z motywów rabunkowych. Jak się okazało, aresztowano do tej chwili już około dwudziestu osób, więc była to spora „wataha”.

Zwolennicy medialnej cenzury powtarzają jak mantrę od wielu już lat, że publiczne epatowanie okrucieństwem to woda na młyn terrorystów oraz zachęcanie naśladowców do popełniania podobnych czynów. Cokolwiek dziwne są te wyjaśnienia, gdy ponad połowa oferty filmowej serwowanej przez te same media stanowią produkcje pełne okrutnych scen mordów, przestępstw i gwałtów. Wtedy epatowanie okrucieństwem nikomu nie przeszkadza. W zgodzie z logiką konsekwentnie takie filmy powinny być więc zakazane.

W rzeczywistości obawiano się, że publiczne pokazanie filmu zawierającego okrutną egzekucję mogłoby skutecznie wyleczyć wielu ludzi z lewicowych poglądów, otworzyć im oczy i zaszczepić na prawdziwą naturę islamu. Lewicowe media obawiają się też wywołania społecznych protestów przeciw masowemu ściąganiu do Europy potencjalnych morderców z Afryki i Azji, podobnych do tych, którzy zamordowali europejskie dziewczyny.

Gdyby media nie zakłamywały rzeczywistości, prawdopodobnie Maren i Louisa nadal cieszyłyby się życiem i realizowały swoje marzenia. Manipulacją i nieprawdą jest też przedstawianie Maroka, jako najbezpieczniejszego państwa wśród krajów islamskich. Niewielu z turystów wyjeżdżających do tego państwa wie, że prawie dwa tysiące Marokańczyków jest żołnierzami Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku, a ci którzy powrócili do swojej ojczyzny, pozostają wciąż pod rozkazami kalifa. Nie jest to kraj bezpieczny, bowiem kilka dni po zabójstwie Skandynawek, w jednym z górskich kurortów Maroka odnaleziono kolejne ciało ściętej kobiety. Ponieważ była to młoda Marokanka, informację tę podały tylko włoskie media, a pozostałe całkowicie je zignorowały. Prawdopodobnie została ukarana za to, że wzięła rozwód.

Gdyby Maren i Louisa przed wylotem zostały przez odpowiednie europejskie służby graniczne poinformowane o potencjalnych zagrożeniach w Maroku swoim postępowaniem nie sprowokowałyby islamskich bojowników. Izrael ostrzega wszystkich swoich obywateli udających się do krajów trzecich o możliwych niebezpieczeństwach. Czy w ten sam sposób nie powinny robić państwa europejskie, zamiast chować głowy w piasek i udawać, że problem nie istnieje?

W mediach alternatywnych zadawane są pytania, kto jest odpowiedzialny za okrutną
i bezsensowną śmierć Maren i Louisy? Czy padły ofiarą własnej idealistycznej, wprawdzie pięknej, ale zupełnie nieprawdziwej iluzji, że cały świat jest dobry, i wszędzie można się czuć bezpiecznie. Odpowiedź brzmi nie. Były dziećmi swojej epoki, szalonego lewicowego liberalizmu światopoglądowego, który po odrzuceniu i wymazaniu z pamięci Europejczyków Boga stworzył własny nazywany „liberalnym” system wartości, który wepchnął zachodni świat w ślepy zaułek samozagłady.

Już od dzieciństwa wpajano Lousie i Maren, że wszystkie kultury i wszyscy ludzie są jednakowo dobrzy i przyjaźni, a drobne różnice wynikają tylko z lokalnego folkloru i zwyczajów. Nikt nie wspomniał im, że w wielu krajach arabskich toczą się okrutne wojny, w których ginie wielu cywili, w tym kobiety i dzieci.

Minęło zaledwie parę lat od zrujnowania Libii, Tunezji i Iraku, teraz ten sam proces dzieje się w Syrii i Jemenie. Planowany jest atak na Iran. Nie można się dziwić, że część ludności krajów islamskich, nawet tych, które nie są bezpośrednio dotknięte wojnami, solidaryzuje się ze swoimi braćmi w wierze. Są też tysiące takich, którzy zaprzysięgają zemstę i czekają tylko na okazję do realizacji swoich planów. Tacy ludzie żyją nawet w pozornie tak zeuropeizowanym kraju jak Maroko. Nie wiadomo tylko ilu ich jest dokładnie. Tysiące, a może dziesiątki tysięcy. Więc takie zbrodnie, jak w Atlasie Wielkim będą się nadal zdarzać w różnych regionach świata.

To liberalno – lewacki świat, w którym dorastały Louisa i Maren, spowodował, że zatraciły naturalny człowiekowi instynkt samozachowawczy, sceptycyzm i ostrożność, rozkładając biwak na marokańskim pustkowiu i czując się tam tak, jakby biwakowały we własnym ogrodzie w bezpiecznej Norwegii, Danii, czy Islandii.

Dodatkowego niesmaku całej sprawie dodaje fakt, że obydwie Skandynawki były gorącymi orędowniczkami wielokulturowości, a jedna z nich na swojej stronie zamieściła lewicowy klip propagandowy gloryfikujący imigrantów z krajów arabskich. Biały Europejczyk przedstawiony jest w nim, jako przestępca handlujący narkotykami, zaś arabski imigrant, jako wzorowy mąż i ojciec. Kolejne lewicowe kłamstwo zaśmiecające mózgi młodzieży. Wiadomo bowiem, że cały handel zakazanymi używkami we Włoszech i wielu innych krajach europejskich przejmują mafie azjatyckie i afrykańskie. Terroryści zamordowali więc de facto osoby sprzyjające całej kulturze islamu, co czyni tę okrutną zbrodnię jeszcze bardziej niesprawiedliwą.

 Skandynawki padły więc ofiarą własnych fałszywych wyobrażeń, które od dzieciństwa ukształtowały w nich lewicowe media i rządy ich krajów. Przez całe ich niedługie życie wszystkie dostępne im kanały telewizyjne były pełne optymistycznych programów, a gazety i popularne czasopisma pełne tekstów opiewających wspaniały wkład wniesiony do ich społeczeństw przez muzułmańskich imigrantów. Całe to pranie mózgu miało wyraźny wpływ na ich poglądy i zabiły w nich naturalny odruch lęku i ostrożności.

Pewna „zwykła” europejska „gospodyni domowa”, która pragnie pozostać anonimową, tak wypowiedziała się po śmierci Maren: „Najwyraźniej kobiety zamordowane w Maroku sympatyzowały z muzułmanami. Oglądałam to miażdżące wideo, chociaż wcześniej zawsze z oczywistych powodów odmawiałam oglądania takich klipów. Tym razem postanowiłam obejrzeć ten film. Nie ma horroru porównywalnego i nawet nie mówię o fizycznej przemocy. Wszyscy, którzy bronią islamu i muzułmanów, powinni go zobaczyć. To jest islam. Nie chcą bawić się z tobą w buziaki. Chcą podbić i zniszczyć. Tylko dlatego, że raz spotkałeś miłego muzułmanina, to nie unieważnia istoty zła tej religii i złych jej celów. Musimy się obudzić. Maren i Louisa zginęły, ponieważ były naiwne, jak wielu mieszkańców Zachodu. W swoich krajach jeszcze jesteśmy chronieni przed surową i barbarzyńską naturą innych kultur świata. One pojechały do muzułmańskiego kraju i myślały, że mogą się tam czuć i zachowywać, jak w ojczyźnie. Popełniły poważny błąd uznając ich i naszą kulturę za równe.  One równe nie są. W klipie przedstawiającym śmierć Maren na widok krwi tryskającej z jej szyi, ci mężczyźni nie zareagowali normalnie. Krew wydawała im się naturalna. To było dla nich nic. Nie mieli litości. W ostatnim przedśmiertnym krzyku wzywała matkę.  Jakby tego nie słyszeli. Nic dla nich nie miało znaczenia. Najstraszniejszą częścią filmu była bezlitosność. A kiedy umarła, poczułam ulgę. Zwinęła się. Poddała. To był koniec. W tej szczególnej chwili poczułam ulgę. Z powodu jej lęku i cierpienia. Zabili ją”.

Nie można chyba liczyć, że któreś z państw europejskich zareaguje na śmierć swoich obywatelek w sposób adekwatny. Tak, jak zareagowałyby w takich sytuacjach Izrael, czy USA. Trudno wyobrazić sobie, żeby Dania, Norwegia, czy choćby w geście solidarności cała Unia Europejska wysłały do Maroka ekspedycję karną, czy choćby nałożyły sankcje gospodarcze, obowiązujące do czasu surowego ukarania sprawców. Ruch turystyczny i wymiana gospodarcza będą toczyły się dalej, jak gdyby nigdy nic, komunikacja lotnicza i morska nie ustanie, choćby na chwilę. Poza czysto teatralnymi, pustymi wyrazami ubolewania polityków nic się nie zmieni. Nadal będzie trwał import imigrantów, którzy gdy nadejdzie właściwy dzień i będą w dostatecznej liczbie poderżną nam wszystkim gardła. Ci z pozoru spokojni luzie mogą równie dobrze zradykalizować się w drugim, czy trzecim pokoleniu. Na co jest wiele przykładów. I nie będą wobec nas Europejczyków czuli żadnej litości. A my, nadal będziemy im posyłali na pożarcie kolejne naiwne ofiary. Największym hołdem oddanym tym dwóm biednym kobietom powinno być wyciągnięcie właściwych wniosków z ich śmierci. Ale żadne wnioski nie zostaną wyciągnięte, ludzie powoli zapomną, a życie wróci wkrótce w normalne koleiny.

Znawca i badacz islamu Dawid Spencer napisał: „….nikt z rówieśników Maren i Louisy nie wyciągnie prawdziwej lekcji z ich śmierci. A niektórzy z nich z pewnością powtórzą wkrótce ich błąd. Państwo Islamskie będzie czekało i może podziękować lewicy i jej mediom za dostarczenie dżihadystom kolejnych ofiar”.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Myślę, że po tym wideo cała treść tego wiersza będzie dobrze zrozumiała. Napisałem jeszcze inny wiersz na ten temat.

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

No rozumiem. Wziąłeś Wikingów za przykład nieustraszonych. 

 

Wikingowie rzeczywiście byli perfekcyjni w zabijaniu, mścili się.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 Ty w wierszu połączyłeś historię, tzn . przywołałeś duch Wikingów z Walhalli i dałeś kolejne zadanie na Ziemi. Czy wypełnią? 

 

 

Pozdrawiam , dziękuję za tak obszerną informację.      Justyna. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Tak, mimo że ich nie znałem, ta historia tak mną wstrząsnęła, że pomyślałem, że należy jakoś reagować.. Ale faktem jest, że Amerykanie czy Żydzi za zabicie swoich obywateli, i to wcale w nie tak straszny sposób wysyłają ekspedycję karne. A w Norwegii i Danii media i rządy próbowały to zaciemnić i przedstawiać jako kolejny niegroźny incydent. Przecież wielu Polaków jeździ w ten sposób po całym świecie. Pewnie też sobie wielu myśli, że Maroko czy inny kraj są takie niegroźne i można się zachowywać jak w Europie. 

Opublikowano

Wybacz Bogumił, ale wchodzisz w politykę a z nią jak z parówkami - lepiej nie wiedzieć jak to się robi. 

 

"Dosyć sztywną mam szyję
I dlatego wciąż żyję
Że polityka dla mnie to w krysztale pomyje"

 

Zaraz zaczną się dyskusje światopoglądowe. Lewica vs prawica. A prawda jest taka, że każda archaiczna skrajność kończy się tragicznie. Jak nie wiadomo o co chodzi to oczywiście chodzi o kasę - dlatego media z krajów, o których piszesz nie przyznają się do porażki ich polityki krajowej. I nie zmienimy temu, a walcząc z tym wywołamy odwrotny nurt, który skończy się nowym holocaustem.

 

Róbmy swoje, jeśli zachodnia cywilizacja musi upaść niech upada. Upadło wiele cywilizacji w historii naszej planety.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 - poczytaj ten artykuł. Ze szczytu lepiej spaść niż być zawsze na dnie. 

Opublikowano

Oczywiście tragedia dziewczyn jest bardzo przykro. Nie mam nerwów na śledzenie takich przykrych spraw. Warto utrzymywać ich pamięć, ale nie ma sensu walczyć z absurdami zachodnimi, bo nie jesteśmy wstanie zatrzymać tej machiny.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A pozwolę się z Tobą nie zgodzić. A dlaczego? Garibaldi z tysiącem czerwonych koszul obalił królestwo Neapolu dysponujące ponad stu dwudziestotysięczna armia. Armia dzikich górali wypędziła z Afganistanu jedno z najpotężniejszych mocarstw świata, myślę o Rosji, a obecnie Amerykanie mimo zrzucania Matki wszystkich bomb też nie mogą sobie z nimi poradzić. Nawet przy tej supernowoczesnej technice i broni osobista odwaga człowieka też się jeszcze czasem liczy.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Mówisz o ludziach, którzy mieli za sobą desperatów gotowych oddać życie za przyszłość swych dzieci. Tego nie ma w Europie. Prędzej usłyszysz, że mamy się nie rozmnażać by zrobić miejsce imigrantom. Zachód się obżarł. Wszedł na szczyt tak jak królestwo Neapolu itd... Czeka go zagłada ponieważ nie ma już miejsca na rozwój. Sam rozwój technologiczny to za mało. 

Nie raz słyszę żale na temat podbijanych Indian. Prawda jest taka, że królestwo Azteków pomimo gorszej technologii wkroczyło na podobny pułap co Europa już w tamtych czasach. Byli łatwi do podbicia i zostało to wykorzystane. Nawet sami Aztekowie występowali przeciwko swojej władzy...

 

Oczywiście szanuję twoje zdanie. Zwykle się mylę więc dobrze by było abym w tak ważnym temacie także kierował się błędnymi przesłankami.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Może ten mój apel nikogo nie obudzi. Kto wie. Ciężko jest odgadnąć przyszłość. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja się zainteresowałem. Zwyczajnie uznałem, że nie ma szans na pozytywny skutek. Jest wolność słowa na szczęście, masz prawo się dalej udzielać w temacie. Walcz jeśli masz siły :) . Ja kiedyś poświęciłem sporo czasu na próbę walki z mową nienawiści w internecie. Skutków możesz się domyślić :)

Powiększyłem sobie nadżerki ;)

 

Pozdrawiam i życzę powodzenia. Może zwyczajnie jestem zbyt wielkim pesymistą.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Nie rezygnuj, walcz, jeśli czujesz nadal taką potrzebę. Najgorzej jest się poddać w połowie drogi.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zegarek na piekarniku wybił szesnastą. Słońce jeszcze nie zdążyło wstać, a cztery cyferki wisiały zawieszone pośrodku niczego, głosząc w eter jedyne w co mogły wierzyć, w istotę swojego istnienia - w to, że jest właśnie godzina szesnasta. Przeszedłem po cichu korytarz, stawiając ostrożnie ciężkie, zimowe buty, przekręciłem ostrożnie zamek i wydostałem się na klatkę schodową.

      Czerwone diody tym razem pokierowały mnie ku włącznikowi światła z małą ikonką Schrödingera - z żarówką albo może z dzwoneczkiem, co mogło mi się okazać dopiero po naciśnięciu przycisku. Oczywiście zaryzykowałem, a włącznik zamiast budzić nad ranem sąsiadów rutynowo włączył światło. Okropne to wszystko. Czuję, że wracam na tarczy, i ranię w tym samym momencie, że wyżywam się na swojej własnej naiwności. Nie chciałbym jej teraz budzić, nie chcę, żeby o tym wiedziała, ale mogę o niej myśleć jedynie jak o substytucie namiętności prawdziwej, takiej namiętności po której nie boli mnie głowa, takiej po której nie muszę brać prysznica, a najlepiej takiej, po której mógłbym już umierać. Jeżeli sen to półśmierć, a samotność to ćwierćśmierć, to miłość musi być jej trzema czwartymi. 

      Odwróciłem się do drzwi, starłem rękawem wypisane w kredzie "M + B" i w lepszym nastroju zbiegłem po schodach. To była moja pamiątka na pożegnanie - "K" jak Kalipso, na przestrogę dla wszystkich chłopców szukających w tym życiu pociechy, choć to jedynie kropla w morzu, jedne z miliona drzwi Ogygii, gotowych do połknięcia każdego żeglarza błądzącego między Kazimierzem a Grzegórzkami, Krowodrzą a Łobzowem, między swoją ostatnią miłością z liceum a snem wiekuistym. Czy ja byłem w jakikolwiek sposób lepszy od tej niezaspokojonej męskiej masy? I tak, i nie.

      Zawahałem się jeszcze przez chwilę, po czym otworzyłem drzwi na ulicę. Poranek był paskudny (chociaż zazwyczaj takie poprzedzają najpiękniejsze dni), wiatr podrywał brudną, szarą mgłę ciskając mi ją, niezależnie od tego w którą stronę bym nie poszedł, prosto w twarz. Czułem jak powoli woda przesiąka moje włosy, które coraz to cięższe zaczęły przylegać mi do głowy. We wrześniu mógłbym uznać taki Kraków za czarowny, lecz teraz, w październiku, już absolutnie mi to zbrzydło. Jesień potrafi być urocza, niby najlepsza kochanka, a najlepsza kochanka to taka, po której aż miło jest wracać do żony, i ja także zachciałem już wracać do lata.

      Pierwsze kroki wbiły mnie w marynarkę. Z głową schowaną w kołnierzu zaplanowałem przeciąć na wskroś stare miasto, o tej godzinie nienaturalnie puste, kiedy już ci bawiący się najgorzej wrócili dawno do domów, a najszczęśliwsi skończyli na afterparty z Morfeuszem. Na ulicach, gdzieś pomiędzy nocą a dniem, pozostali tylko ludzie tak samo jak ja ambiwalentni, z tym samym dziwnym poczuciem solidarności nakładamy dla siebie prawdziwe śniadanie mistrzów - wyrzuty sumienia. Z jednej strony mogłem pozostać wczoraj w Itace, spędzić wieczór na rozwiązywaniu starych kolokwiów lub przy lepszej czy gorszej książce, zrobić sobie ładną kolację albo posprzątać pokój. Z drugiej, jeżeli już się w to wpakowałem, mogłem pozostać u niej do rana, dać się jej złapać za gębę kochanka, a może poopowiadać jej o "wolnych duchach" i "potrzebie rozłąki", powołując się przy tym na jakiegoś romantycznego poetę, po czym wyjść na pierwszy tramwaj do domu. Może i unikam aktualnie odpowiedzialności, ale zbrodnia już została dokonana, pytanie tylko, czy ona będzie jeszcze chciała do mnie wydzwaniać. Mógłbym ją zablokować, oczywiście, ale ona w żadnym stopniu na to nie zasłużyła, wolę nie uciekać od gilotyny, bowiem nie wierzę w istnienie zbrodni bez kary. Jeżeli nie zostanę ukarany, nie będę zbrodniarzem, zostanę po prostu “dupkiem”, albo “chujem”, co byłoby zdecydowanie gorsze. Zbrodniarzy się resocjalizuje, ale chujem pozostaje się do końca życia. 

       

      Spacer zawsze uważałem za rodzaj modlitwy, za sposób wprowadzania siebie w ten sam trans, który inni osiągają powtarzaniem zdrowasiek albo buczeniem w pozycjach jogi, w trans wybijany po kolei na betonie, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa. Cały świat zamyka się w tych dwóch słowach, wszystko i wszyscy są ode mnie oddzieleni tylko pewną ilością lewych i prawych, ja jestem wszechświatem doświadczającym samego siebie, więc kroczę, i muszę kroczyć, lewa, prawa, lewa, prawa. 

      Pamiętam czasy lepsze, czasy zauroczeń, nowych doznań, czasy, kiedy ludzie sami wyciągali do mnie dłonie, ale to nie ma znaczenia, pomiędzy miłością a rozstaniem jest tylko x lewych i prawych.

      Uciekłem, skończyły się czasy Feaków, gościnności, zabawy, igrzysk, odpłynąłem na ostatnim statku, na tramwaju zwanym dorastaniem, z nosem spłaszczonym na szybie i jednorazowym biletem. Im dalej patrzyłem, tym bardziej mi się wydawało, że stoję, ale teraz, patrząc pod nogi, muszę uważać, aby nie stracić gruntu pod nogami, i cały czas próbuję za nim nadążyć - lewa, prawa, lewa, prawa, lewa, prawa.

      Kompletnie przemoczone włosy odgarnąłem z twarzy, wracając przez sekundę do klnięcia na krakowską pogodę, na brak kaptura, a przede wszystkim, na tę całą sytuację, na młode dziewczyny, na pożądanie, na bary na Kazimierzu, na szybki seks, oraz oczywiście - na samego siebie. Na mojej drodze krzyżowej mijałem kolejne stacje, pamiątki minionych wieczorów - bary, pasaże, uliczki, teraz wszystkie martwe, na tyle wiernie oddające obecny stan mojego ducha (ach! czy to nie pretensjonalne?), że potrzebowałem chwili aby uświadomić sobie, że już za jakiś czas one z powrotem będą tętnić życiem, wypełnią się paczkami studentów, lanym piwem, dymem papierosów, głosami mniej i bardziej zrozumiałymi, rozmowami o wszystkim i o niczym, flirtami i odrzuceniem, słowem - życiem. 

      Złowieszcze to memento mori. Nic nie płynie, tylko ja przemijam, konsekwentnie kończąc i zaczynając następne ulice, a krakowskie bary będą trwać wiecznie. Nigdy nie skończy się zabawa, choć dla mnie zabawy już nie ma, nigdy nie przestanie grać muzyka, chociaż ja już nie mogę jej słuchać. Nieustanne bicia perkusji, przechodząc mi przez tors, nadały mojemu sercu tempo, którego wiem, że nie będzie ono w stanie utrzymać. Następne wspomnienia zaczęły po kolei wypływać na wierzch, przykrywając sobą teraźniejszość, którą zamalowano jak na starych obrazach, aby na jej miejsce postawić coś o wiele piękniejszego.

       

      Teatr “Bagatela”. Jakieś pięć minut temu miałem tutaj dostać w mordę. Mówi się, że słowa pijanych to myśli trzeźwych, więc to tutaj można szukać wniosków na temat społeczeństwa, nie w książkach, książki to myśli pijanych, o tym co mówią trzeźwi. Ja doszedłem do wniosku, że ludzkość w zasadzie dzieli się na trzy grupy - na tych głupich, tych którzy chcą kogoś kochać oraz tych, którzy chcą dać komuś w pysk. W każdej chwili dnia te trzy grupy muszą mieszać się ze sobą, trwać pod wspólnym sztandarem pracy, aż wreszcie tutaj - pod afiszem “Umrzeć ze śmiechu” mogą one wreszcie odsłonić swoją prawdziwą twarz (bo co to jest za przyjemność walić w gębę). Kolejny mój powrót do Itaki, moja personalna odyseja, w której zawsze docieram do celu, a jednak nigdy nie kończę tam wracać, pokazuje tylko, że najmądrzej jest pewnie być jednym z tych głupich. Ciepła, lipcowa noc zostawia mi słodko-gorzki posmak na ustach, ten rodzaj nostalgii, który zaczyna się już w drodze powrotnej do domu, nostalgii tępej i niewymierzonej w żaden konkretny cel, rozchodzącej się stłumionym jękiem po całym ciele. Utknąłem za ostatnią kropką na końcowej, wpół zapisanej stronie rozdziału, tylko ja i biel pustej kartki oczekujący na to, aż wszechmogąca ręka przerzuci nas na następną stronę.

       

      Teatr “Bagatela”. Znowu, i znowu. Czytam ulicę Krupniczą jak najsłodszą wiadomość, rozkładam zdania na słówka, każde z nich po kolei przeżuwam, aż wypuści z siebie wszystkie cukry, po czym puste, pozbawione już sensu litery wypluwam na chodnik. W ten sposób dotarłem do momentu, gdzie “Krupnicza” nie znaczy już nic. Znaczyła pierwszy semestr studiów, znaczyła dziewczyny których imion nie będę tutaj wymieniać, znaczyła porażki i sukcesy, wschody i zachody, a więc dzisiaj nie może znaczyć już niczego.

       

      Minąłem studzienkę Badylaka. Już jakiś czas temu, ale wtedy musiałem przejść koło niej obojętnie. Idealne miejsce na jakąś cyniczną refleksję, może “Jego śmierć ma w sobie całą patetyczną bezpłodność męczeństwa, całą jego zmarnowaną piękność.”? Kto to powiedział? Nie pamiętam, nie żeby to miało znaczenie. Może sam pokuszę się kiedyś o podobny koniec, ale na pewno nie dziś, nie da się pięknie cierpieć w tej obrzydłej mżawce. Każdy jeden płomyk, który miałby zapewnić mi oczyszczenie, zdusiłyby kolejne warstwy tej brudnej, zimnej wody, każda kropelka po odparowaniu zostawiałaby mi szumowiny na skórze. Okropne. Echo moich kroków wracało do mnie zdwojone ze zdobionych fasad kamienic. Miałem ochotę gwizdać, ale popękane wargi mogły jedynie ranić siebie nawzajem fragmentami suchej, stwardniałej skóry. Z zażenowaniem schowałem mój “dziubek”, aby minąć jakąś postać na ulicy. Zarys kurtki z futrem okazał się być kobietą w średnim wieku. Spojrzała na mnie tym samym wzrokiem pełnym zniecierpliwienia, którym patrzy się na ludzika oznaczającego czerwone światło na pasach. Ludzie w tym mieście nie potrafią się do siebie uśmiechać. 

       

      Ulica Czysta. Faktycznie, o tej godzinie prosi się o żartobliwy komentarz. Mogę teraz poświęcić chwilę na sporządkowanie myśli zeszłego wieczoru, przede wszystkim na otworzenie się przed wami. Nie mogę ciągle kryć się za wodospadem błahych refleksji, z pozoru wszystkich “głębokich”, ale w praktyce służących jedynie do przyćmienia mojego ego, rozmycia konturów pomiędzy mną a tłem, nawet jeżeli ma to być tło tak piękne, jak stare miasto w Krakowie. Od początku - nazywam się K., urodziłem się wczoraj po dziewiętnastej, i za około 20 minut zamierzam umrzeć. Oczywiście na potrzeby tej historii. Nie oznacza to bynajmniej, że aż tak się zamierzam dla was poświęcić, po prostu jedynie w tych ramach czasowych istniałem jako “K”, myślałem i chodziłem jako “K”, z “K” powstałem i w “K” się obrócę. Wierzę, że wszechrzecz jest miarą człowieka. Przejdźmy do głównego problemu - do niej. Podoba mi się ta zagrywka, odwoływanie się do niej w ramach opowieści jako po prostu ona. W języku polskim nie postawię the przed jej rzeczownikiem, a więc muszę dla niej poświęcić wszystkie inne kobiety w moich zdaniach (nawet jeżeli ma to być nawet “ta” kostka brukowa). Nie będę strasznie przedłużać, nazwać rzecz po imieniu to jest zniszczyć trzy czwarte uroku poetyckiego, nieprawda?. Jakoś tak. Brunetka, okulary lennonki, czarny sweter, trochę piegów (generyczny opis? może. generyczny romans.). Uśmiechała się tylko dolną wargą, i chyba tym uśmiechem zabrała mnie do siebie. 

      Nigdy nie uważałem się za typ romantyka. Znaczy, nigdy nie uważałem się za typ osoby mogący romantyka udawać. Flirt wychodził mi żałośnie, a zainteresowanie, nieważne jak szczere, miało w sobie coś z teatralnej przesady. Mówiąc krótko, nie byłem nigdy psem na baby. Nie będę więc zmyślał - nie mam pojęcia jak udało mi się znaleźć w tej sytuacji. Zawsze z tego powodu unikałem alkoholu, odczuwałem, że zmieniając swoją osobowość tracę część swojego jestestwa, że to nie ja staję się bardziej wygadany i pewny siebie, ale że oddaję kontroler starszemu bratu, który musi pomagać mi przejść za trudne dla mnie poziomy, że w jakiś quasi-fetyszystyczny sposób przyglądam się zabawie innego faceta, tym bardziej bolesnej do oglądania, ponieważ zdaję sobie sprawę jak niewiele mnie od niego dzieli, jak trywialne powinno być dla mnie wyjście “do ludzi”. Co mnie skłoniło do tego, żeby dzisiaj się zwrócić do starszego brata o pomoc? Nie wiem. Znowu nie wiem, paskudna narracja. No cóż, człowiek jako jedyny szuka we wszystkim logiki, i jedyny się jej wymyka. Księżyc nie kaprysi na ciągłe zmiany, a Wisła nie upija się na Kazimierzu. Możemy się bawić w psychoanalizę (może i ona nawet ma coś z mojej matki?), ale wydaje mi się to bezsensowne, uznajmy więc, że napiłem się dlatego, bo tak musiało się stać, gdybym tego nie zrobił, to leżałbym teraz w łóżku, a więc musiałem się napić żeby móc tutaj być, tyle wystarczy. Niektóre rzeczy nie wydarzają się z przyczyny, pchają one jedynie akcję do przodu, są wypadkowymi tego co było przed nimi, i tego co spowodują. Wszechświat generalnie dąży do entropii, a nam strasznie ciężko to zaakceptować, wysyłamy sondy za pas Kuipera, desperacko krzyczymy w eter Ordnung muss sein!, a wszechświat ciągle zostawia nas na wyświetlonym.

      Mógłbym próbować odegrać teraz parę z tych rozmów, które musiały się między nami odbyć, ale boję się, że postawię siebie w zbyt pozytywnym świetle. Nie będę układał dialogów dla ciekawszej, zabawniejszej, śmielszej wersji mnie, to byłoby po prostu fantazjowanie, jak przeżywanie idealnych form odbytych już rozmów przed pójściem spać, odgrywanie ich w idealny sposób, gdzie nie dość, że jestem subtelnie flirtowny, sugestywny i zabawny, to jeszcze dostaję zawsze dokładnie taką odpowiedź o jaką proszę. Nie mogę się zdecydować czy takie marzenie jest żałosne, czy jest to coś, czego powinienem się wstydzić, w końcu każdy tak przecież robi, w momencie gdy zaczyna się postrzegać interakcje międzyludzkie jak przestrzeń do odnoszenia “porażek” i “sukcesów”, to naturalne, że człowiekiem zaczyna kierować ambicja, że chce się tylko “wygrywać”. Jak na społeczną istotę, człowiek potrzebuje nabyć całkiem sporo umiejętności, które mogłyby się wydawać wrodzone. Ja, na przykład, ostatnio próbowałem nauczyć się cierpieć. Już brzmi okropnie, co? Cierpienie paradoksalnie nie jestem naturalnym stanem człowieka, może bywało kiedyś, przed pierwszymi eposami, w czasach gdzie nic jeszcze nie było symbolem, a cierpieć można było jedynie “na prawdę”. Lecz dzisiaj? Ból wrzuca człowieka w szufladkę “cierpiącego”, ramy w których trzeba niezręcznie wyginać i kurczyć nogi, schylać się i garbić, gdzie nie można już zrobić niczego, aby to nie było pretensjonalne. Cierpienie jest w domyśle infantylne, i choć artyści trąbią nam o tragizmie na prawo i lewo, nigdy nie malują oni cierpiących, malują cierpienie samo w sobie, a człowiek powinien być w tym systemie jedynie kukłą, wycenianą na podstawie tego, jak autentyczne potrafią być jej ruchy. I ja też się na tym łapię, rzucam frazy pensjonarskie i szalenie dziecinne, aż zaczynam się zastanawiać, czy nie taki jest sens wyrażania siebie. Oczywiście, jeżeli zależy nam na artyzmie, należałoby postawić na dojrzałość, ale autentyczność? Autentyczność jest prosta i infantylna, nie boi się chodzić utartymi ścieżkami, bo autentyczność nie jest romantyczna, jest światopoglądowo neutralna i nie należy do nikogo z nas, nie boi się cytować Balzaka, harlekinów, albo tekstów Beatlesów, jest duchem epoki w skali wszechświata, zeitgeistem łączącym całą cywilizację trwającą jedynie błysk w zwartą, jednolitą masę. Prawdziwe uczucia to cztery grunge’owe akordy, kartki z tyłu zeszytu, i co po niektórzy artyści o tym wiedzą, starają się to fałszywie odegrać, ale poza autentycznie cierpiącego nie jest niczym ponad kolejną pozą. Jeżeli ukochany napiszę ci sonet, to znaczy, że cię kocha, jeżeli napisze ci sto sonetów, to znaczy, że kocha sonety.

       

      Warkot przejeżdżającego samochodu wyrywa mnie z powrotem na aleję Mickiewicza. Stanąłem posłusznie przed przejściem, rzucając spoufalające spojrzenie czerwonemu ludzikowi po drugiej strony ulicy, takie, którym można obdarzyć publicznie skompromitowaną, powszechnie nielubianą osobę, aby pokazać, że tak naprawdę nie żywisz do niej żadnych złych uczuć, ale jesteś tylko częścią tłumu.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...