Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

bronmus45 - oto i ja .. oraz moje kolejne teksty, czyli blogowisko


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

- pierepałki zalotne -
~~
Córko rybaka, chciałabyś ptaka
do sieci - na przynętę.
A moje kiwi - niech Cię nie zdziwi
- nie wzlata, czując miętę.

~

Więc ja już wolę inne swawole,
- takie, którym poradzę.
Ty bądź uprzejmą i mnie obejmuj
- będziesz mieć nad nim władzę ...
~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

o  WIELU  i dla WIELU

~~
Chciałbyś bez kłopotów przeżyć swej wędrówki ziemski szlak,
pośród wygód (bądźmy szczerzy) - lecz ci wciąż gotówki brak.

Raju chcesz, lecz czy on Ciebie wpuścić zechce w bramy swe?
Czy też tej Twojej potrzebie powie groźnie - Ty tu nie!!!

Nabroiłeś nader wiele, pisząc sprośnych tekstów moc
- Tobie piekło, a nie zieleń, więc nie jasność, tylko noc ...

~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Poznaj ich Siermiężność

- zakon BMW (biernych - miernych - wiernych) -

Ojciec chrzestny "zakonu" jeszcze z dawnych czasów,

ma wciąż obok - tych samych - dworskich przydupasów.

 

Ci przecież nie odejdą, bo kto ich przygarnie?

 

Ze swoim życiorysem skończyliby marnie,

już poza marginesem z dostępem do żłobu.

Imają się więc często hańbiących sposobów

aby tylko "wpaść w oko" swego Zbawiciela.

 

Jego bowiem nad nimi "boska kuratela"

zapewnia lekkie życie na państwowym chlebie.

Nic więcej nie potrafią, więc gdyby w potrzebie

musieli się wynająć do innej roboty

- to ulice zamiatać, lub malować płoty -

 

- czy to lepszy gatunek sortu - czy też cień miernoty ...?

Opublikowano

proxy?url=http%3A%2F%2F1.bp.blogspot.com%2F-7jKDdnveMGU%2FVSQdsdw4mvI%2FAAAAAAAAWto%2FaKUv2S-wqWo%2Fs1600%2FJupa%252Bx.jpg&container=blogger&gadget=a&rewriteMime=image%2F*

Dla wszystkich takich, co skrywają
swych życiorysów brzydkie strony
a więc dla ONYCH, co nie mają
nic właściwego do obrony;
ja wam powiadam, zejdźcie z placu
chowając się w szemraną grupę
bo jeśli nie - wredny pajace;
całujecie mnie więc prosto w ... jupę

Opublikowano

Ja na dole ...

... zaś wiewiórka, gdzieś w koronach drzewa.

Nad nią tylko chmurka, a mnie krew zalewa,

że może ... nasrać na mnie i nic nie poradzę.

 

Bo ona jest na górze - ma nade mną władzę

z pozycji, którą zasiadła.

 

- ja mogę ponarzekać i marzyć ... żeby spadła

Opublikowano

marzenia

Żyjemy wciąż marzeniami,

których spełnienia czekamy

- jak kania deszczu w jesieni.

 

Może zechcemy zamienić

je w bardziej realne mrzonki

finezji poetyckiej

jaka nam wyjdzie spod pióra?

 

Jedno i drugie to bzdura

bez której już żyć nie umiemy.

 

A może tylko nie chcemy ..?

Opublikowano

sen życia

 

Śniłem kolorowo, wśród kwiatów i motyli

na łąkach, późną wiosną, gdzieś nad brzegiem rzeki  

- lecz nie wiem, czy to zdrowo zbudzić się po chwili,

i ujrzeć stolik nocny. Na nim różne leki

z przeznaczeniem wiadomym. Obok napój stoi ...

 

Sen, jawa - wszystko razem - mocno niepokoi,

czy zdołam usnąć znowu. Czy też wstać po chwili,

by zająć się pisaniem tekstów byle jakich.

 

Ja za nie już nie czekam żadnej, próżnej klaki ...

Opublikowano (edytowane)

piszę, więc jeszcze żyję ...

.

(...) chciałbym być ponad to

- ponad to wszystko, co dzieje się w Kraju nad Wisłą.

 

Przeżyłem przecież Solidarność (PIERWSZĄ)

- dla mnie najlepszą,

w której działałem od JEJ zarania.

 

I tutaj czas na pytania ...

 

W czym taki jak J. Kaczyński dla niej się przysłużył?

- w niczym, on wobec niej tylko się zadłużył,

bo nie był nawet członkiem.

Bał się, czy też nie mógł?

 

Prawda może być jedna

- rozsądzi to Pan Bóg

na Sądzie Ostatecznym - gdzie to właśnie Jarka

spotka kara najsroższa.

 

Ta, kremlowska marka

dzisiaj jest zbyt widoczną, by ją pozbyć niczym ...

 

Czy chcesz być zdrajcą Polski, czy JEJ budowniczym (...)?

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

z wiarą w wieże

Kaczor się ze Srebrną łapie

do budowy wież bliźniaczych,

Szejk naftowy złote stawia

- na wzór tychże właśnie ... kaczych.

 

U mnie diament na diamencie

wala się gdzieś po piwnicach

- kilka kopalń w spadku(m) dostał,

więc wystawię dwie wieżyce.

 

Nazwę je diamentowymi

- bo materiał taki właśnie,

aż tych srebrnych czy też złotych

blask wśród moich prędko zgaśnie.

 

Żadnych spółek mi nie trzeba

- co najwyżej do pokera

w którym zagram o te ... ichnie

nawet dzisiaj, choćby teraz.

 

Puszczę zatem ich w skarpetach

- te dziurawe przecież mają -

i tu będzie dla nich meta.

 

Słyszę - już mnie przeklinają ...!!!

Opublikowano

ONI

~~

Banda oprychów z swym guru na czele

rządzi dzisiaj wioską, jakich w świecie wiele

- sam Lucyper zapewne pomagać tu musi ...

 

Potrafili mieszkańców hasełkami skusić,

by uznać tę władzę, z jej gwałtem bezprawia.

 

Tymczasem ich guru nadal się zabawia

w udawanie swej cnoty, a "ciemny lud" wierzy.

 

Tak wiecznie trwać nie może - bądźmy tutaj szczerzy

- upadną wnet z hukiem. Nie będzie litości

dla tych co teraz rządzą. W celach bolą kości ...

~~

Opublikowano

- motylki -

~~

Wiosenne słońce wreszcie rozbłysło

- wysuszy trawę po zimie skisłą,

rozbudzi nową.

Natura, a w niej i także ludzie

wnet odbudują w corocznym cudzie

formę życiową.

.

Motylki w głowach, motylki w sercu

gdy po łąk kwietnych nagim kobiercu

spacerujemy.

Jest tu nas dwoje, wtulonych w siebie,

więc takie chwile są naszym niebem

- tak to czujemy ...

~~~

Opublikowano (edytowane)

~

Żulik z Żoliborza

- owa część poroża 

ruskiego,

wciska nam tu bajer

- że Polak to frajer

dla niego.

 

Dziwię się rodakom,

że nie wierzą znakom

z zaświatów.

A ta zwykła gnida,

co na co dzień widać

- z psubratów.

 

Wciąż mądry po szkodzie

- co w owym narodzie jest tezą.

Lecz w dupsko mu fajnie

unurzane w łajnie

- dziś lezą.

 

Ja niedługo zdechnę

- taką jednak klechdę

wprost snuję;

tych wrednych psubratów

oddać trzeba katom

- tak czuję ...

~~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

- a może by tak ~~~

~ wpleść swoje myśli w powiew wiosennego wiatru
podświetlić promieniami słońca
pozwolić im odlecieć do przygodnych miejsc
jakie wyznaczy los

potoki słów splecionych w wersy i strofy
niech popłyną wraz z deszczem
przynoszącym życie odradzającej się naturze

zespolone wspólnym przesłaniem
rozkwitną by następnie wydać owoce

oby pozbawione trujących wyziewów ~

Opublikowano

- oby do wiosny ...

 

Przedwiosenne dni,

pełne cieplejszego oddechu

tej piątej pory roku,

przesyconej nadzieją na poprawę

nie tylko naszych, osobistych nastroi.

 

Rodzi się nowe życie, niosące z sobą 

zaskakujące nas czasem przeobrażenia

 

- oby do wiosny ...

Opublikowano

- przebudzenie -

(-) zielenieje przyroda wabiąc swoim czarem

gdzie zapachy narodzin także swoje znaczą

dla oczu i nozdrzy łaknących odmiany

po mroźnych lodu soplach spadających z dachu

 

dusza w nas cicho szepcze że czas już wyśpiewać

radością serc spragnionych na przyjęcie wiosny

 

obrazy dnia coraz dłużej rozświetlone słońcem

przywodzą senne mary kwitnące miłością

co budzi nas do życia z nadchodzącym rankiem (-)

Opublikowano

- wyznanie zwykłego śmiertelnika

 

Modlitwa moja zmieniona w skargę

niechaj wnet dotrze

do wszystkich Bogów świata ziemskiego

którzy to trwają w umysłach wiernych

wszelkich religii

 

Jest ich tak wielu w pałacach niebios

a każdy przecież tym najważniejszym

dla swych wyznawców

 

Bądźcie nam zatem bardziej łaskawsi

w swoich wyrokach

by tu na Ziemi móc brać z was przykład

w sprawiedliwości i miłosierdziu

 

Winniście przecież widzieć swym okiem

owoce dziejów waszych poczynań

które zbyt często godne są piekieł

w ziemskich cierpieniach

 

Każdy konstruktor wobec wartości

dzieła swojego musi być pewnym

 

Czy i wy zatem tworząc swe światy

byliście tacy?

 

Nic też podobno dziać się nie może

bez waszej woli

więc również naszych bytów tragedie

są tu dowodem błędów konstrukcji

 

Wyroki niebios są niezbadane

więc też takowe usprawiedliwienia

wmawiane wiernym przez swych kapłanów

za tychże niebios partactwo

 

Zatem nie wierzę w boskość w was czczoną ...

Opublikowano

- widziane z okna ...

Pokracznoszare cienie o zmroku przedwiośnia,
wpełzają znikąd w zakamarki ulic,
płosząc przechodniów, tu i tam spieszących.

W oddali para zakochanych bieży
tam, gdzie ich wiodą oczekiwań głosy,
spełnienia marzeń, wciąż jeszcze niepewnych.

Okna kawiarni z obrazami cieni
przenikających wskroś siebie nawzajem,
proszą zziębniętych do wspólnego grona.

Tylko ja z dala patrzę i wspominam,
stojąc za szybą swojego mieszkania,
jak to i kiedyś bywało też z nami ...

Opublikowano

~

Pewien mieszkaniec wioski Arkadia

słuchał "Dziennika" Polskiego Radia.

Nabrał pewności

z tych wiadomości

- że Polakom się mózgi nawadnia.

~~

Niedaleko od wioski Arkadii

Felek z Jędrkiem fundamenty kładli

pod budowę Sex Shop'u,

by tu każdemu chłopu

dogodzić. A jak? - może byście zgadli?

~~~

Felek zamieszkiwał w samym Augustowie

- kiedyś się dowiedział o pewnym sposobie ...

Mało robić, a mieć "szmal"

(dzisiaj mi go trochę żal).

Kiper od dopalaczy, no i ... po wątrobie

Opublikowano

ECHO

(...) i gdy już przebrzmią te słowa bluźniercze
którymi ranisz moją duszę biedną,
oddam Ci chętnie Twoje niecne serce,
w chłodzie którego moje oczy bledną (...)

Niegdyś te usta, dzisiaj tak szydercze,
niosły ze sobą słodki smak miłości.
Ich pocałunek wielokroć zagościł
na moich ustach, grzejąc chętne serce.

Cień nie pozostał po cudownych chwilach,
w których złączeni miłosnym uściskiem
Ty byłaś dla mnie, ja dla Ciebie wszystkim
- dziś niosą echem w granych wodewilach -

~~

Opublikowano (edytowane)

swojska zmarzlina...

Stopnieją wnet lody od promieni słońca; 
już śniegi spływają wodą. 
Politycznych swarów ja nie widzę końca 
dla nas - maluczkich - ze szkodą. 

Zarówno rządzący, jak i opozycja 
kraj nasz powinni budować. 
Lecz widać już taka ta nasza tradycja; 
co już zastane - zrujnować. 

A miało być lepiej i wspólnie z Narodem 
tworzyć wartości dla Kraju. 
Tymczasem ten Naród dla władzy jest wrzodem; 
o nic się nas nie pytają. 

Jeśli zaś prowadzą gdzieś, jakieś rozmowy 
- we w wspólnym im przecież gronie. 
To nie owocuje dla żadnej odnowy, 
więc dosyć...!!! Panie(??!)... Panowie(??!)

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...