Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

bronmus45 - oto i ja .. oraz moje kolejne teksty, czyli blogowisko


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

 jesień i ja

 

Przyrodę ogarnia jesień i jesiennie robi się we mnie i wokół mnie.

Johann Wolfgang von Goethe, "Cierpienia młodego Wertera"

 

~~~

Nadmorskie plaże, puste o tej porze roku,

z groźnym poszumem fal, o brzegi bijących,

przenikają obrazem moją wyobraźnię.

 

Jeszcze tak niedawno czułem się tu raźniej,

mimo spiekoty słońca i szukania cienia,

brnąc po rozgrzanym piasku bosymi stopami.

 

Czułem jakąś moc w sobie, gdy tak godzinami

przemierzałem skraj plaży, podmywany falą.

 

Jesień wzbudziła we mnie pewną nutkę żalu,

za mijającym czasem, co i mnie nie szczędzi,

przenosząc jesień życia coraz bliżej zimie ...

 

W tym utkanym naturą, jesiennym kilimie,

z sterczącymi na wydmach, wyschłymi trawami,

czuję się zwyciężonym. Sam między wierszami ...

 

Opublikowano

~~~
Pan Jarek z miejscowości Browarek
kupił sobie na rynku zegarek.
Gdy zajrzał do trybików
aż zemdlał od wyniku
- był tam chrabąszcz i pakuły stare ...

Opublikowano (edytowane)

Jest niedziela, więc w kościele

każdym polskim, osób wiele.

Jedni modlą się, bo wierzą,

drudzy - że inni dostrzegą;

więc ocenią jako prawych

- chociaż przyszli dla ... zabawy.

 

Klepią więc tu coś pod nosem,

rozglądając się ukosem,

za zgrabnymi panienkami,

które tutaj też czasami

myślą o członkach Kościoła.

A nierzadko - innych - zgoła ...

 

W kościele więc właśnie grzeszą,

lecz z tym nigdy nie pospieszą

do spowiedzi, gdzie zza kratki,

ksiądz ogląda ich pośladki,

snując sobie różne plany.

 

W imię Ojca ... Syna ... rany..!!!

- ale ten świat zwariowany!!!

.

Edytowane przez bronmus45
interpunkcja (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

- otóż to ...

~~~

KNF (Komisja Nadzoru Finansowego)

 

Kto Naprawdę Finansuje

Nierządności polityków

Fałszujących rzeczywistość?

...

Oczywiście my, Polacy,

podatkami od wszystkiego.

Czy chcesz ciągle być lebiegą,

podając im wprost na tacy

głos poparcia w czas wyborów?

 

Musisz wreszcie zejść z tych torów,

które wiodą nad urwiskiem,

wraz z hasłami bajecznymi.

 

Raz na zawsze skończyć z nimi

- co dla Ciebie będzie zyskiem ...

 

Masz swój rozum, zawierz sobie

zamiast hasłom, co w ozdobie

jeno błyszczą "mową trawą".

 

Polska dla nich jest zabawą ...

Opublikowano

- oziębłość ...

 

Przeszedłem siedem niebios miłości w twych ramionach,

noce pełne uniesień, solenne zapewnienia,

i co się z nami stało?

 

Marzenia, to zbyt mało,

gdy życie z sobą niesie zalążki zniechęcenia,

które kiełkują w czasie, a nasza miłość kona ...

 

Nic nie będzie jak dawniej, choćbyśmy się starali

- nie mamy szans na reset. Nasz czas już się wypalił ...

Opublikowano (edytowane)

z życzeniami szybkiego zejścia

~~~

Nie mam talentu do pisania wcale

- ale ...

jak widzę, co inni tu tworzą,

to z pomocą (bożą)

napiszę sobie wersów parę

- im za karę.

 

Jest tutaj kilku "limerautorzyków"

zdolnych zbudzić zombi (umrzyków),

do działania wobec i z zapałem.

By tym właśnie "gryzmolitom"

wepchnąć w oczy tony kitu

jaki sami fabrykują.

~.~

Kilkoro pisarczyków z wiochy Limeryki

na nowo chce odkrywać obie Ameryki.

Budują z fajansu łajbę

sobie i innym na hańbę.

Jest nadzieja, że kiedyś wpadną w łapy dzikich.

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

zmartwychwstanie do życia

~~~

Anioł z podciętymi skrzydłami?

No, osądźcie tu sami,

czy zdoła być wiecznie radosnym?

 

Cóż pocznie z nadejściem wiosny,

kiedy cały świat wokół rozkwita,

a on co? Z kim się przywita,

gdy oklapły na duszy i ciele? ...

 

Ma wciąż klęczeć w kościele,

czekając na zmiłowanie?

 

Otóż nie. Niech zmartwychwstanie

- wstanie z klęczek i powie:

mam was dość - panie, panowie,

wychodzę na świat odmieniony


- wy nadal całujcie ikony ...

~

Opublikowano

Czar prawa vs Czar Księżyca

 

(-) a było to na jesieni roku ubiegłego,

kiedy to ja do spółki ze swoim kolegą

założyliśmy firmę, "Czar Księżyca" zwaną.

 

Produkcja szła nam świetnie, co rusz nową kanę

trzeba było podstawiać pod cieknący trunek ...

 

Popyt? długie kolejki - oto wizerunek

przedsiębiorczych facetów, dziś "w kozie" siedzących.

 

"Bierz sprawy w swoje ręce" - tych haseł nęcących

nie można brać dosłownie przy zbyt "dobrych rządach".

 

Tak i my - wraz z kolegą - wpadliśmy na błędach

zbyt mocnej wiary w prawo, co nas winno chronić

 

- w mej chałupie ja panem - inne prawa gonić!!!

Opublikowano
~~~
Pewien facet z Boskiej Woli
wciąż narzeka, że go boli
serce i wątroba.
Ta jego choroba
skutkiem konsumpcji "jaboli"
Opublikowano

gatunkowa szarpanina

#

-12 bogów olimpijskich, 12 plemion Izraela, 12 apostołów -


dwunastego listopada, tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego drugiego roku
- zapewne o zmroku
odbyła się pamiętna premiera 
geniuszu osoby przyszłego premiera
na ekranie kina w filmie "O dwóch takich ..."

Tutaj Jarek (Placek) i brat Leszek (Jacek)
- dwunastoletni młodziankowie
błysnęli przed widzami, później całym światem
swoimi postaciami złodziei Księżyca.

Teraz cały Naród ma się tym zachwycać,
więc wyznaczono święto, aby uczcić godnie
to wiekopomne dzieło w pierwszej swej odsłonie.

Nawet nasi królowie - ich głowy w koronie
przybrane w dniu tak ważnym, podczas koronacji
nie mają szans uzyskać świątecznej ozdoby ...

Można się tu doszukać dość groźnej choroby
- lecz nie chcę jej nazywać, niech zrobią to inni -
pośród osób ważnych, którzy to są winni
sprokurować nam święto z tak błahej przyczyny.

Widzę, jak niektórzy już stroją tu miny,
że to nie tak, bo przecież z innej to okazji ...
Pewno tak, lecz być może pod wpływem małmazji
i ową rocznicę uczcić uchwalono
- a powód oczywisty - pro publico bono ...
 

Dwunastego - w listopadzie jest wiosna.
Dwunastego każda blaga jest prosta.
Dwunastego - nie liczy się strat.
Dwunastego to Placek i brat.
Dwunastego ich rozumy gdzieś już wywiał wiatr 

+

Opublikowano

HAIBUN 

(proza + haiku)

~~~
Jesienne, mroźne dni zaskoczyły spacerowiczów
- w tym i mnie,
znajdujących nadal w lesie zamarznięte grzyby
- pewno i razem z robaczkami.

Rześko chłodne powietrze szczypie w nosy i uszy
- dobrze, gdy masz ciepłe rękawiczki.

Zdziwione sarenki zlizują szron z trawy,
zanim ją sobie zakosztują.

Gdzieniegdzie zamarznięte kałuże
połyskują wśród leśnych dróżek.

Oto obraz z mojej, dzisiejszej wyprawy do lasu.

~~~

5+7+5 ... 7+7 (tanka)
~~~
zmrożone grzyby 
wśród poszycia leśnego 
- oszronione mchy 

jesienny atak chłodu 
zaskakuje swą mocą
Opublikowano (edytowane)

Kto mi powie, że MAKS(i)MUS

jest adresem dla niezgułów,

temu wnet obiję mordę

pod klasztorem Kamedułów

.

P.S - podaję link do adresu MAKS(i)MUS (jego ostatniej strony)

 

~~

Kto tu stwierdzi, że natrętnie
wciskam innym tony kitu,
temu wnet w dupsko nakopię 
pod klasztorem Karmelitów

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

bez katza, ale z ... morałem  

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

(...) wczesnym jeszcze wieczorem, na hucznym przyjęciu,

teściu razem z teściową, córka, no i "zięciu"

posprzeczali się mocno na samym początku

o to, kto ma być trzeźwym. Dla prawa porządku.

 

Przybyli samochodem, tak też wrócić chcieli,

lecz jeśli wszyscy razem by tu "spijanieli"

- kto ich wtedy odwiezie za miasto, do chaty?

Taryfy nie chcą wezwać, choć teściu bogaty ...

 

Tak od słowa do słowa sprzeczka żwawo trwała;

wreszcie ich pani domu po prostu pognała (...)

 

Morał więc jakże ważny płynie z opowieści:

- na przyjęcie jedź taxi. Bez żony i "teści" -

.

Edytowane przez bronmus45
dodałem gifka do tytułu (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

- z inspiracji ... (obok W. Broniewskiego)

~~

I dwie myśli lotne,

i obie przewrotne,

i nie wiem której wierzyć.

 

Ja wolałbym przecież

(to już dawno wiecie)

- z oboma się zmierzyć.

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

licentia poetica dla niewiernych

~

Kto chce wierzyć, niechaj wierzy
- od was samych to zależy,
lecz niewiara wyjdzie bokiem.

Nie tak dawno, gdzieś przed rokiem
zobaczyłem w lesie wilka.
Sam na sam - paniki chwilka,
a ten do mnie ludzkim głosem
zagaduje coś pod nosem.

Zwracam zatem mu uwagę
żem głuchawy. Pod rozwagę
niechaj weźmie fakt prawdziwy.

Zaczął przepowiadać dziwy ...

... w niedalekiej już przyszłości
w naszym Kraju głód zagości,
jeśli nadal rządzić nami
będą ci, co z Polakami
pogardliwie się obnoszą.

Ci, co dzisiaj się kokoszą,
zwąc prawymi samych siebie,
puszczą nas o suchym chlebie
i z torbami żebraczymi,
gdy nadal będziemy nimi
obsadzali swe urzędy.

Na tym skończył, ja w te pędy
pobiegłem w kierunku domu,
do tej pory nic nikomu
powiedzieć o tym nie śmiałem.

Dzisiaj, gdy już przemyślałem
swą postawę zbyt lękliwą
- opowiadam wam na żywo ...
~~~

Edytowane przez bronmus45
wytłuszczenie fragmentów (wyświetl historię edycji)
Opublikowano
Felek Zadzior w miejscowości Pupki
złamał nogę, gdy wkopywał słupki
do płotu wokół kościoła
a pobiegł, gdy proboszcz zawołał
na kielicha. No i noga w łupki.
Opublikowano

jesienne nastroje

 

Pomarznięte trawy, oszronione drzewa

- a to przecież dopiero listopad.

Także nasza dusza jakby cieniej śpiewa

- wina wieku, czy nastroju wtopa?

 

Jeno patrzeć, jak nam sypnie śniegiem

- co dla dzieci uciechą zapewne.

Więc wspomnienia też wracają rzewne,

gdy my sami, w kuligu, szeregiem,

cieszyliśmy się żarem młodości.

 

Dzisiaj nasze, obolałe kości

wolą fotel wygodny z kocykiem,

do okrycia przed chłodem wieczora.

 

Może weny to właśnie jest pora?

Opublikowano (edytowane)

- pisane na gorąco ..

 

Niezbyt radosny dzisiaj niedzielny poranek

- mroźne powietrze niesie potężny głos dzwonu,

który z wieży kościelnej w moje okna głosi,

że mnie budząc, już innych do kościoła prosi ..

 

Prosi? Nie, on zwołuje nakazem swych wiernych, 

by właśnie czym prędzej w progi pospieszyli,

i mimo własnej nędzy datek tam złożyli ..

 

No i po spaniu .. Wstanę więc po chwili,

zaparzę kawę, łazienkę odwiedzę,

- właśnie już sobie na zydelku siedzę

pisząc te słowa, ot tak, dla zabawy.

 

Łyknę też sobie nieco przestudzonej kawy,

zagryzę jabłkiem, nim skończę z ową pisaniną.

 

No to "nara" - jak mówią - żegnam z kwaśną miną ..

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

- sam chlam ...

~

... im więcej wlewam w siebie mocnych alkoholi,

tym bardziej jestem trzeźwym. Tak wydaje mi się.

 

Teraz też przecież piszę, tłukąc wprost w klawisze,

które w laptopie moim są tu właśnie po to.

 

Piszę więc to, co czuję - z tym większą ochotą,

że nikt ograniczyć nie może mojej wyobraźni.

 

Tak mi się wciąż wydaje, byłoby mi raźniej,

gdyby ktoś mógł poświadczyć, że tworzę "do rzeczy"

 

W moim stanie obecnym nie mógłbym zaprzeczyć

pojęciu zła i dobra, w ich uzupełnieniu

- nie są w żadnym przypadku do ukrycia w cieniu.

 

Kończę jednak - bo czuję - umysł się kaleczy ...

~~~

Edytowane przez bronmus45
spacje (wyświetl historię edycji)



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...