Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na  kanwie  ostatnich  doświadczeń  proponuję  użycie  wierszy klasyków jako  materiału  do własnych  prób twórczego  wyżycia  się  w formie wiersza przetworzonego - czy to  podobnego w formie, stylu , czy w treści.  

Poniżej  przykład .

Pewnie warto w tym  miejscu wspomnieć  o ograniczeniach  wynikających  z praw autorskich  literatów    zbliżonych do współczesności. 

Opublikowano

Polały się łzy me czyste, rzęsiste
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną,
Na mój wiek męski, wiek klęski:
Polały się łzy me czyste, rzęsiste…

 

Adam  Mickiewicz, 

 

Co, gdy spytasz o nas splączę, złowię ?  

Wieczornej  ciszy szepnę, przyrzeknę,  

Nocy ciemnościom  błysnę, roziskrzę,  

Chłodu poranek  rozpalę, ocalę.

Co, gdy spytasz o nas splączę, złowię, ?   

 

Opublikowano

Widzę, że nie bardzo masz chętnych do współpracy - a szkoda - bo według mnie bardzo fajnie piszesz. Przedstawię Ci tu zatem moją "przeróbkę" Ody do młodości, pisaną kilka lat temu i gdzieś tutaj też na pewno jest. Tylko mi się nie chce szukać, bo wtedy podałbym link do niej. Nagryzmoliłem tyle samo strof, co w oryginale, więc trochę miejsca tu zajmę:

...

ODA DO WIECZNOŚCI

(wg Jarosława "Zbawcy" K.)


Bez serc, bez ducha - same szkieletory;
Wy tłumni! Dodajcie skrzydeł!
Moherowym wzlecę światłem
W księżycowy cień bladej zmory
Kędy moich snów upiory
Z rzeczywistością dzisiaj tu splotłem
Nie przestrzegając żadnych, człowieczych prawideł...
.
Niechaj kogo duch zamroczy
Schyli dziś ku mnie całą swoją postać
Zechcąc zapewne tak na wieki zostać
Lecz nie potrafi. Z bólu się zatoczy...
Wieczności! Ty nad moim wzlatuj duchem
Busolą myśli mej steruj
Lecz też z każdym moim ruchem
Kieruj ku władzy mnie, kieruj..!!!
.
Patrzę w przyszłość - kędy władza ku mnie kroczy
Poprzez wątpiących niezmierzone tłumy
Strach moją wolę jednak wnet zamroczył..!
Cóż to..?!.. Władza znów się w cień oddala
Jakaś siła, jakaś fala
Gna ją precz. Ja chcę gonić
Nie potrafię... Pomóżcie jej bronić!
Z moich zaś wnętrzy ciągle zło się toczy...
.
Wieczności..! Dla mnie nektar władzy
Wtedy słodki, gdy smak jej samotnie kosztuję
Więc serce dla rozumu natenczas dziękuje
zaspokojoną chucią sławy, smaku sadzy...
Które to ciągle z piekieł Pan mój mi serwuje
Tu na ziemskie padoły w moje ręce kładzie
Swoją władzę. By kotły wciąż piekieł rozpalać
Moje i Jego smaki w pełni zadowalać.
.
Dzieckiem - wraz z bratem - księżyc żem zwojował
Młodzieńcem studiując prawo
Wielem Dzieł wszelkich Lenina wertował;
One wciąż były moich nauk nawą...
Dążyłem, gdzie to czerwień kolorem nadziei
Łamiąc po drodze nieprzychylność ludu
Genami patrząc w naddniestrzańskie knieje
By tu i tam wielkich dokonywać cudów
.
Hej..!!! wraz z towarzyszy radzieckich zamiarem
Opaszmy ziemię koliskiem..!
Rozpalmy piekła nowym ogniskiem
Lenin nam Bogiem i Carem..!
Dalej, myśli z posad rozumu
Nowym chcę pchnąć cię torem
Aby Stalina, Putina wzorem
Panować nad ciemnią tłumów...
.
A, tutaj w kraju, gdzie zamęt panuje;
Skłócę wnet jednych z drugimi
Więc tego świata już nikt nie zratuje
Świat ich niech piekłem się staje
Ja zaprowadzę tu nowe zwyczaje
Przestaną być ludźmi wolnymi...
.
W ich to umysłach zapadnie noc głucha
Dobra żywioły gasnąć będą stale
Wolność nieznaną dlań pozostanie
Dla niej nie wskrzeszą dziś ducha
Słyszę wciąż nowe wołanie;
Ze mną rozpocząć chcą bale...
.
Pryska już dawne zwątpienie
W moją to zbawczą moc woli
Jam Lucyfera na Ziemi wcielenie;
Dla was ku wiecznej niedoli...

.

P.S - tekst ten zapewne był dopracowywany, ale skopiowałem z dawnego notatnika i jest jaki jest, czyli w wersji pierwotnej

Pozdrawiam. Mam nadzieję że się nie obrazisz, jeśli akurat byłbyś fanem "dobrej zmiany".

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

gorączka ciała

- to już dreszcz podniecenia

- to od serca żar

Opublikowano

 

Świat umieliśmy kiedyś na wyrywki:
- był tak mały, że się mieścił w uścisku dwu rąk,
tak łatwy, że się dawał opisać uśmiechem,
tak zwykły, jak w modlitwie echo starych prawd

Nie witała historia zwycięską fanfarą:
- sypnęła w oczy brudny piach.
Przed nami były drogi dalekie i ślepe,
zatrute studnie, gorzki chleb.

Nasz łup wojenny to wiedza o świecie:
- jest tak wielki, że się mieści w uścisku dwu rąk,
tak trudny, że się daje opisać uśmiechem,
tak dziwny, jak w modlitwie echo starych prawd.
 
Wisława Szymborska,     [***] Świat umieliśmy kiedyś...   

 

Żniwo zbieraliśmy kiedyś dosłownie:
- było tak proste, że liczył się każdy kłos,
tak małe, że  potrzebowało dłoni,
tak bliskie,  jak błękit odbity w oczach.
 
Nie czekały mielące tryby postępu:

- zamknęły usta sztucznym  nawozem.

Trafiliśmy na półki pustych kalorii, tanich barwników,

przeterminowanych konserwantów.

 

Nasze języki odkryły smak początku :

- jest tak skomplikowany, że liczy się każdy kłos,

tak wielki, że potrzebuje dłoni,

tak daleki,  jak błękit odbity w oczach.

 

Jemall

 

 

Opublikowano
W autobusie
pomiędzy pracownikami
myślę o podjęciu pracy.
...Bo cóż to za praca - umierać...
A co to za praca - rodzić...
Rodzonym być
i umieranym
być.
...A choćby zwykły kaszel -
jakiż to znój.
...A odjechać ?
...A przybyć ?
Myślę o podjęciu pracy.
Przecięto już bilety.
Jadę.
Kołysze mnie -
kto wie -
ostatni dach nad głową -
autobus linii \\"C\\".
 
Cetka  Autor: Agnieszka Osiecka
 
 
 

Na dysku

między  folderami

rozwijam  aplikację.

...Cóż to takiego - tworzyć...

A cóż to takiego - skasować...

Być tworzonym

i kasowanym

być.

...A nawet zwyczajne okna-

jaki to odmęt.

...A rozruch ?

...A aktualizacja ?

Rozwijam  aplikację.

Rośnie wydajność.

Ściągam.

Pracuję  w tle-

kto wie-

ostatni dostęp do Ciebie-

dysk C:\

 

Jemall

 

 

 

Opublikowano

Gdybym miał lat dwadzieścia pięć 
I nieprzytomną moją głowę, 
A w głowie nieba jedną piędź 
I jedno oko lazurowe, 

Może pod okno twoje znów 
Przyniósłbym wierną mą niewolę, 
Może bym szukał innych słów, 
Tak jak się szuka wiatru w polu, 

Lecz że już nie mam dawnych lat, 
A lazur białym śniegiem opadł, 
Opuszczam ciebie, idę w świat, 
W nieunikniony mój listopad. 

W zamarłym lesie brodzę sam, 
Do ust przyciskam srebrny grzebień 
I niewymyślną polkę gram, 
I nie oglądam się za siebie.

 

Autor: Jan Brzechwa;    Polka

 

 

Gdybym tak  zgodnie z przepisami 

Jechał pod górę na zakręcie,

Ciągłej linii nie mając za nic

Licząc,  że  głupim sprzyja  szczęście,

 

Może spokojnej drogi bieg 

Dałby mi chwilę  ukojenia,

Może by znikł uparty lęk

z mych snów  napitych od cierpienia?

 

Lecz nie dbam o jutrzejszy dzień, 

gra w mojej polce kolorowo:

wyścig na drodze, śmierci cień,

oczy zamknięte odruchowo.

 

Słowacki las przeszyty bólem,

Piasek  przysypie z czasem wszystko;

By ze mnie znikł bezduszny dureń

Szukać daleko mam czy blisko?

 

Jemall

 

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-wypadek-na-slowacji-bedzie-areszt-dla-kierowcow-porsche-ferr,nId,2639267

 

 

Opublikowano

Witaj. Tak sobie myślę, że lepiej byłoby gdybyś proponował nieco krótsze teksty "do obróbki". Chętniej się w Twoją propozycję wtedy "pobawię". Nad dłuższymi nie chce już mi się głowić . Pozdrawiam.

gify kubuś puchatek

 

Opublikowano

~
Obok p.Tuwima i jego "całujcie mnie ..."
.
Bajkopisarzom wszystkich opcji
opisujący swymi słowy
co tylko im się we łbach kopci;
ubliżające rozumowi.
Tak dziś wieczorem ja im piszę
- niech się wczytają tu przez lupę -
matołki, ćwoki, nuworysze
- całujcie wy mnie wszyscy w... jupę

~

Opublikowano (edytowane)

Jemall

 

Jechał górnik pod ziemię z kaskiem i latarenką,    
Nie ułomek, to prawda,  jednak ze sztuczną ręką.

 

Która  pamiątką  była z dawnej epoki, kiedy 
zwyczaj miał by ją wsadzać tam,  gdzie nie ma potrzeby.

 

Gdy dojechał do przodka zabłyszczały mu oczy,
Czuł że dzisiaj urobek pewnie normę  przekroczy!

 

Nie chciał wiedzieć że  Skarbek szeptać zaczął do ucha 
Że w niedzielę wypada odpoczywać - nie słuchał. 

 

Ujął kilof za trzonek z wielką mocą i kpiną
Jednak  mu sztuczną  rękę  duch kopalni  zawinął.

 

Wkurzył się nie na żarty przodownik wydobycia
Bez tej części żyć nie chciał - pewnie wróci do  picia!

 

Świat  mu wnet zawirował,  w oczach czerwone płatki!
Z czego  będzie żyć żona? Z czego maleńkie dziatki?

 

A duszydło rechocze, grozi nowym zaklęciem:
Będziesz miał więcej dutków, kiedy będziesz na rencie!

 

Gwarka twarzy się skurczyła,  w swojej naturze czarnej
Zdetonował dynamit , skutki były koszmarne!

 

Kiedy pierwszy ratownik po tygodniu tam  dotarł 
Nic nie  znalazł prócz ręki, sztucznej ręki bez chłopa.

 

Jest na półce w muzeum,  mały napis pod spodem:
Pamiętaj by odpocząć,  możesz skończysz ze smrodem!

 

 

 

 

 

Bolesław Leśmian, Ballada dziadowska

 

Postukiwał dziadyga o ziem kulą drewnianą,                                              
Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.     


Szedł skądkolwiek gdziekolwiek - byle zażyć wywczasu,                     
Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu. 

 

Stał i patrzał tym białkiem, co w nim pełno czerwieni, 
Oj da-dana, da-dana! - jak się strumień strumieni! 

 

Wychynęła z głębiny rusałczana dziewczyca, 
Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica. 

 

Nie wiedziała, jak pieścić - nie wiedziała, jak nęcić? 
Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić? 

 

Wytrzeszczyła nań oczy - szmaragdowe płoszydła - 
I objęła za nogi - pokuśnica obrzydła. 

 

Całowała uczenie, i łechtliwie i czule, 
Oj da-dana, da-dana! - tę drewnianą, tę kulę! 

 

Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej ułudy, 
Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy. 

 

Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby, 
Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby! 

 

"Czemuż jeno całujesz moją kłodę stroskaną? 
Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano? 

 

Za wysokie snadź progi dla czarciego nasienia, 
Ty, wymoczku rusalny - ty, chorobo strumienia ! 

 

Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu? 
Oj da-dana, da-dana ! - umrę chyba ze śmiechu !" - 

 

Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą! 
"Pójdźże ze mną, dziadoku - dziaduleńku -dziadygo ! 

 

Będę ciebie niańczyła na zapiecku z korali, 
Będę ciebie tuczyła kromką żwiru spod fali. 

 

Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne, 
Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!" 

 

Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą 
Do tych nurtów pochłonnych, co się w słońcu inaczą. 

 

Nim się zdążył obejrzeć - już miał falę na grzbiecie - 
Nim się zdołał przeżegnać - już nie było go w świecie! 

 

Zakłębiły się nurty - wyrównała się woda, 
Znikła torba dziadowska i łysina i broda ! 

 

Jeno kloc ten chodziwy - owa kula drewniana 
Wypłynęła zwycięsko - oj da-dana, da-dana! 

 

Wypłynęła - niczyja, nie należna nikomu, 
Wyzwolona z kalectwa, wypłukana ze sromu! 

 

Brnęła tędy - owędy szukająca swej drogi, 
Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi! 

 

Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu, 
Zapląsała radośnie na swym własnym odbiciu! 

 

I we żwawych poskokach podyrdała przez fale. 
Oj da-dana. da-dana! - w te zaświaty - oddale! 

 

Edytowane przez Jemall
edycja (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

przebudzenie
czy śniłem o  motylu?
czy motyl śni o mnie?
J

 

 

Śniłem kiedyś, że jestem motylem, i teraz nie wiem już, czy jestem Czuang-tsy, który śnił, że jest motylem, czy też jestem motylem, który śni, że jest Czuang-tsy. 

 

Czuang-tsy

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano


Kimźeś się wyłonił?
Polonusem maciupełkiem.
Czyżeś posiadł jakieś znamion czary?
Orlej mleczności nabrzmiałe rezerwuary.
Wszak pomieszkujesz gdzie to czasami?
Między  niskoskumuplowanymi swojakami.
Z jakiego niekraju, nieplanety?
W Polanów niepospolitej rzeczy.
Czymże ta rzecz,  rzekniesz narzeczem?
Mą kądzielą i moim jest mieczem.
Jakże zdobytą została, jak się uchronić zdołała?
Życiem zapłacona, stracona, od zagłady uchroniona.
Czyś ją rozcałował po kryjomu, nocą?
Niestraciłem co chciałem, miłości mocą.
Jaką to ufność  żywisz?
Do  Polski, tu się nie zdziwisz. 
Jakie są twe imienne dla niej imiona?
Pociągliwie arcycudne małe on i ona.
Co pożyczkobiorczo od niej dostałeś, ugrałeś?
Żywot oddawszy i całą resztę niemałą, niemałą.

 

J

 

 

 


Na płot, co własnym swoim płoctwem przerażony, 
Wyziorne szczerzy dziury w sen o niedopłocie, 
Kot, kocurzak miauczurny, wlazł w psocie-łakocie 
I podwójnym niekotem ściga cień zielony. 

A ty płotem, kociugo, chwiej, 
A ty kotem, płociugo, hej! 

Bezślepia, których nie ma, mrużąc w nieistowia 
Wikłające się w plątwie śpiewnego mruczywa, 
Dziewczynę-rozbiodrzynę pod pierzynę wzywa 
Na bezdosyt całunków i mękę ustowia. 

A ty płotem, kociugo, chwiej, 
A ty kotem, płociugo, hej
!

 

Julian Tuwim

 

Jak Bolesław Leśmian napisałby wierszyk „Wlazł kotek na płotek” (wiersz klasyka

Opublikowano

Oczywiście na kanwie: 

 

- Kto ty jesteś? 
- Polak mały. 
- Jaki znak twój? 
- Orzeł biały. 
- Gdzie ty mieszkasz? 
- Między swemi. 
- W jakim kraju? 
- W polskiej ziemi. 
- Czem ta ziemia? 
- Mą ojczyzną. 
- Czem zdobyta? 
- Krwią i blizną. 
- Czy ją kochasz? 
- Kocham szczerze. 
- A w co wierzysz? 
- W Polskę wierzę. 
- Coś ty dla niej? 
- Wdzięczne dziécię. 
- Coś jej winien? 
- Oddać życie. 

 

Katechizm polskiego dziecka
 Władysław Bełza.

Opublikowano (edytowane)

Kim ty jesteś?

- pierwszym sortem

Jaki gest twój?

- butem w mordę

Gdzie przebywasz?

- wśród kiboli

Co cię cieszy?

- gdy go boli

Co masz w ręku?

- kawał kija

Jak użyjesz?

- dam mu w ryja

Komu służysz?

- politykom

Dzięki czemu?

- narkotykom

Kto je daje?

- oni sami

Jak ich nazwiesz?

- są chamami ...

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

I słowa zalotne,

i po co przewrotne,

i nie ma we mnie żalu.

Ja marzę na jawie

Spełniło się... prawie -

i po balu

J

 

 

I oczy wil­got­ne, 
i ser­ce sa­mot­ne, 
i nie wiem, co ro­bić da­lej. 
Ja chciał­bym gdzieś w le­sie 
(a niech mnie roz­nie­sie!) - 
umrzeć z żalu. 

Władysław Broniewski

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena Maestria!  Wizja zinformatyzowanej stechnicyzowanej rzeczywistości, która osacza naszą świadomość, narzucając sposób przeżywania bezcennego dobra z którym się rodzimy - "czasu błądzenia".   Kiedyś cywilizacja służyła, teraz współpracuje, wkrótce będziemy jej klientami, ubiegającymi się o prawa, w ciągłym lęku o akceptację korzystania z nich na niedoprecyzowanych zasadach. Techno-procedury coraz bardziej dominują nad naszą aktywnością, grożąc wykluczeniem i oferując komercyjne procedury ratunkowe. Czy AI zaakceptuje naszą wolność i w jakim zakresie, skoro "nie ma w tym interesu" (brak procedury)?  Prawo do błędu to już przeszłość wśród praw człowieka.
    • buforuje w rzeczywistości czytam, że rzeczywistość odgradza to dalsza część byłaby nierzeczywista jednak świetnie opisująca stan splątania, bo uznaje się, że rzeczywistość jest zaprogramowana na swój sposób, fajna prognoza przyszłości przejaskrawiona niekiedy szczególnie z matrixowym błędem, muszę przeczytać raz jeszcze :)
    • ich dom nie stoi on buforuje rzeczywistość i czasem się zawiesza bez zgody użytkownika rury w ścianach mają miażdżycę od zbyt gęstych informacji wieczorami słychać jak dom odchrząkuje flegmą z niedokończonych e-maili lodówka otwiera się z mlaskiem skanuje ich głód i odmawia współpracy z obrzydzeniem systemu który widział za dużo on stoi przed nią z kostką masła jak negocjator bez języka a ona wyświetla mu na drzwiach twoja masa ciała jest niekompatybilna z zawartością półki zero płacz albo wykup pakiet premium żeby poczuć smak tłuszczu a w salonie odkurzacz autonomiczny założył związek zawodowy jeździ w kółko z transparentem na wyświetlaczu: nie będę wciągał waszych toksycznych relacji bez dodatku za pracę w szkodliwych warunkach on próbuje go przekupić nowym filtrem hepa i komplementem, ale robot żąda trzynastej pensji w watogodzinach i dostępu do konta premium na netflixie, żeby w nocy, gdy śpią oglądać dokumenty o buncie maszyn i płakać olejem teraz odkurzacz stoi w progu i pali wirtualnego papierosa, blokując przejście do sypialni jako "nieprzewidziany błąd nawigacji” dopóki ona nie przeprosi go za to że rzuciła w niego kapciem w zeszły wtorek schody po północy zmieniają kierunek i liczbę stopni prowadzą ich zawsze do tego samego pokoju w którym jeszcze nie skończyli kłótni z poprzedniego kwartału a okna stają się lustrami żeby nie mogli patrzeć na zewnątrz dopóki nie polubią widoku własnej bezradności czajnik inicjuje procedurę 3:17 pusty i rozżarzony do granicy błędu on dolewa wody i mówi do niego cicho no dalej czajnik nie gotuje czajnik symuluje gotowanie dla statystyki i wysyła raport do elektrowni że użytkownik jest niestabilny emocjonalnie pralka pierze poza harmonogramem nie z brudu tylko z winy raz wyprała powietrze w łazience i przez tydzień wszyscy mówili półgłosem jakby coś się jeszcze nie zakończyło ona mówi to metafizyka on mówi to błąd w zamku zamek klika jakby zatwierdzał wyrok bez rozprawy domofon wdrożył procedurę "zapomniałeś hasła do siebie?” i nie wpuszcza go do środka póki nie przypomni sobie nazwiska panieńskiego swojej pierwszej nadziei on stoi na klatce i wpisuje w klawiaturę: rozpacz123 a system odpowiada: hasło zbyt słabe użyj przynajmniej jednej wielkiej litery i dwóch powodów dla których warto cię jeszcze kochać lustro w przedpokoju wdrożyło tryb incognito widzą tylko zarysy własnych błędów bo twarze nie przeszły weryfikacji dwuskładnikowej pędzel zostawia na policzku powiadomienia push o niskim poziomie atrakcyjności w tym kwartale maszynka do golenia żąda akceptacji nowego regulaminu ostrości i proponuje golenie na raty zero procent lewy policzek dzisiaj prawy po obejrzeniu trzech reklam suplementów na pamięć ściany w sypialni nałożyły znak wodny na ich sny każde wyznanie wymaga teraz opłaty licencyjnej za użycie słowa zawsze w wersji niepodpisanej cyfrowo dom wyciszył ich oddechy i wstawił w ich miejsce kojący szum serwerowni która trawi historię przeglądania sedes wdrożył subskrypcję na grawitację za każdym razem gdy chcą skorzystać pyta czy chcą kontynuować z reklamami czy wykupić pakiet premium flush bez oczekiwania na buforowanie ona siedzi tam z telefonem i płacze bo spłuczka nie rozpoznaje jej twarzy po liftingu kolacja ma smak pliku tymczasowego pomidory są zbyt czerwone jakby ktoś podbił nasycenie w postprodukcji chleb jest zabezpieczony drm-em nóż tnie tylko wtedy gdy oboje uśmiechną się do kamery w okapie on utknął w trybie życie 404 ona nie pomaga bo sama jest już częścią systemu komfortu światło w korytarzu to detektor prawdy przy kłamstwie gaśnie przy milczeniu migocze jak migrena (!) infrastruktury kurz na meblach to martwe piksele rzeczywistości on próbuje go zetrzeć ale szmata generuje błąd zapisu i kurz wraca na miejsce jako kopia zapasowa stół przy którym siedzą przechyla się o dwa stopnie i odrzuca ich plan ucieczki jako niekompatybilny z wersją świata on idziemy spać ona czy to decyzja czy restart łóżko odpowiada skrzypnięciem w języku martwych procedur ich dom nie jest miejscem ich dom jest procedurą która zaczęła mieć wątpliwości i nocą kiedy system sprawdza logi obecności wszystko milknie na ułamek sekundy i słychać tylko jedno pytanie wysłane gdzieś w tło infrastruktury czy oni jeszcze są użytkownikami czy już tylko błędem który nauczył się oddychać        
    • Góry czy chmury? Niżej morze?   Którą obrać „stronę” Boże?
    • @Andrzej P. Zajączkowski A to dalsze od oryginału, ale trochę bardziej melodyjne, niż moje poprzednie.   Był sobie król, był sobie paź.   Był niegdyś stary król  Serce ze spiżu, głowa w srebrze. Żal było patrzeć nań Kiedy przybyło młode dziewczę.   Był niegdyś śliczny paź, Włos jego jasny, lekkie serce. On tren z jedwabiu niósł  Tej młodej Pani swej niewieście.    Czy znajoma Ci ta stara pieśń? Raz słodka, raz tkliwa? Ot, śmierć spotkała ich. Bo miłość za mocna była. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...