Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Drogi Ithielu,

wklejam zatem stary tekst budowany podobnie, z obszaru wiary, może zainteresuje.

 

Jestem pod wrażeniem analizy. Pisałam na kolanie, a uporządkowałeś katalogii w głowie. Nadałeś szufladkom tytuły. Zastanawiam się, czy mogę się jeszcze bardziej dopasować z treścią do reguły. 

Jako czytelnik - nie doszukuję się głębi, jeśli jej nie czuję. 

 

A pamiętać wiersz oczywiście możesz. To zaszczyt dla mnie.

Pozdrawiam, bb

 

Wiara

 

czasami 

nie można zrozumieć bo rozum nie sięga

a wiara przenosi

 

wiedza 

to tylko prosta zamknięta 

w obliczu niemocy 

 

zawodzi 

nauka szaleje wichura 

boże co robić

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

1. Wiersz jest w warsztacie,

pisałam go z automatu, nie myśląc o strukturze np. sakramentu pokuty - a ta myśl z boku i skojarzenie natchnęło mnie do dalszej pracy. Jako twórca ustalam reguły ale jestem otwarta na sugestie. To mnie i utwór wzbogaca. Wymiana daje szansę na coś lepszego a ja w niczym nie czuję się mądrzejsza czy lepsza. 

 

2. Tego nie rozumiem, samego pytania - po cóż miałabym ... nie będąc uczestnikiem procesu. 

Możesz nim być, ale o głębi nie decyduje proces wg mnie. Czasami "głębokie" jest coś podane, czasami współuczestnictwo nadaje wartość. Ale wracam do pkt. 1 - wiersz jest w warsztacie. 

 

Nie, jestem daleka od takiej interpretacji. I za tępa do wybiegania tak daleko.

 

Bezradność nie pyta - jak, ale - co (robić) najpierw. Dbanie o formę jest drugorzędne, gdy dopada prawdziwa bezradność. 


Pozdrawiam serdecznie i cieszę się z tej rozmowy

bb

Opublikowano

Zgadzam się z Ithielem. Fajna kompozycja. Jedna z moich ulubionych to właśnie zwrotki zakończone takim podsumowaniem w sedno.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rozumiem że pisownia "niego" z małej niezamierzona. Notabene, najpiękniejsza fraza z całego wiersza. 

PS: Nie pojmuję jakim cudem ten wiersz mógłby godzić w uczucia religijne. Jest bardzo pro :)

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

wydaje mi się, że jednak zamierzona, bo można czasem patrzeć na kogoś i wierzyć całkiem podobnie,

co nie znaczy, że taki był zamysł Autorki.

Co do reszty, nie umiem się odnieść,

zwłaszcza do tzw. wierszy „w wierze”, bo wydają mi się zbyt osobiste, by się wtrącać. Ale byłem, czytałem.

Pozdrawiam.

Edytowane przez jan_komułzykant (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Od dawna nie jestem wierząca w sensie religijnym, więc wiersz niestety nie przemawia do mnie - nie mam takich uczuć. Ale doceniam, że jest bardzo poetycko napisany - jest to prawdziwa poezja.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Enchant, Janko ma rację, zamierzona. Wierzę i wątpię, nie mam jasności, stąd raz On a raz - niego. 

 

Dzięki Marysiu za czytanie. 

 

I to rozumiem Oxy. Mnie nie kręcą miesięcznice, choć długi czas pracowałam 100 m dalej i odczuwałam wzmożony ruch na KrakowskimP. Porównanie może być odebrane jako nietakt ale trudno. 

Pozdrawiam wszystkich ciepło i dziękuję za czas mi poświęcony. 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

ta fraza, to dla mnie majstersztyk. A czytam ją z pominięciem kontekstu religijnego;

mniej więcej tak to brzmi:

 

patrzyłem na nich z boku

oboje piękni

on wyższy schylił głowę

by patrzeć w niebo

- swoje najdroższe niebo

z rozpuszczonymi włosami

ufnym spojrzeniem

 

i ona

wpatrzona w niego

 

Beatko,

wydaje mi się, że nie musisz tłumaczyć się z tego wiersza.

Tylko króciutko ci powiem, jako osoba głęboko wierząca,

mam tyle wątpliwości, że sam nazywam siebie rewizjonistą chrześcijańskim.

 

Pozdrawiam serdecznie

i gratuluję wiersza mimo, że pisany na kolanie :)

Wiem, to taka niewinna asekuracja :)

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiktorze przecudny,

mówię szczerze, nie kokietuję. To stan mojego umysłu na daną chwilę, tekst wypływa gotowy. Nagrywam go z głowy, nawet nie wklepuję. Melodia trwa chwilę a potem ucieka. Ja zostaję, opuszczona, nie pamiętam co się stało... Ściskam ciepło, 

bb

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

@beta_b. Krzyż jest narzędziem zbrodni ponadczasowej. Jezus Zbawiciel wzorem człowieka dla człowieka, aby człowiek nie poniósł wiecznej śmierci w tunelu swoich uczynków, udowodniony naukowo. Szabat - sobota jest wielkim i świętym odpoczynkiem w trosce o zdrowie nasze, ustanowionym przez Boga Wszechmogącego (Rdz 2,2-3)

Opublikowano

Podoba mi się rytm utworu, metrum.

Można śmiało zaliczyć wiersz do eufonicznych, czyli zastosowałaś harmonijny dobór dźwieków, w melodyce rymów w dodatku.

Ciekawe porównania: „krzyż jak kijek”. Fajny osiągasz efekt, schodząc w tym comparatio jakby na niższy poziom, przez co osiągasz rezultat jeszcze precyzyjniejszego „uczłowieczenia” krzyża, staje się on „laską” podpierającą udręki dnia codziennego podmiotu lirycznego (ciebie), a nawet podpiera całą cywilizacje, wszak nie zamierza się „złamać”. Metafora „koronki szlochu” nawiązuje do modlitwy różańcowej, a ta nieodzownie wiąże się z Modlitwą: „Zrowaś Maryja”, „droga wyboista”, „Wielki Piątek”, „los” który „strudził” autorkę, wszystko to powoduje jakby lekkie zachwianie emocjonalne i nadwątlenie samego dogmatu Wiary, ale ostatecznie jest obietnica wytrwania w postanowieniu Wiary, więc najbardziej ludzka konstatacja. Tekst Extra!

Opublikowano

przypadkowo odkryłem i bardzo mnie ujął

ale nie byłbym sobą gdym nie pogmerał co Ci dedykuję:

 

tylko ty jeden o Boże wiesz 

ile kosztuje następny dzień

pilnuję krzyża wpatrzona w górę

by złu nie ulec

 

zbieram oddechy skroplony pot

Tobie powierzam z koronek szloch

oddając  wszystkie złe czyny słowa

chcąc się ratować

 

Ciebie przygniatał niezmierny grzech

ja się pilnuję przeżywam stres

jak kijek krzyż mój wciąż wspiera wiara

nie chcę się złamać.

 

krętych przede mną pod górę dróg

sercem pokonam choć pełna trwóg

chcę patrzeć w Niego patrząc się w niebo

tylko dlaczego

 

od dziś troszeczkę wytężam wzrok

z serca wyrzucam kamienie trosk

oddając siebie Najświętszej Pani

nikt mnie nie zrani

 

koniec z szukaniem w szeregu gwiazd

jeśli chcę szukać to tylko w nas

słów kreślić  kilka sącząc radością

z Jego miłością

 

kończę z  sensacją „że jakiś cud…”

dotarł dziś do mnie największy news

że On - największa świata opoka

także mnie kocha

 

:))

Pozdrawiam

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jacku, trzeba mieć dużą wyprawę w pisaniu, aby jak Ty żonglować słowami. 

 

Tomaszu (Tomku?) dobrze piszesz. Chylę czoło.

 

Z wiersza dla mnie najważniejsza jest ostatnia zwrotka i ją przesuwam w pamięci, jak paciorki o zachodzie słońca. Tak powtarzana przestaje mieć wymiar li tylko religijny a pomoga. 

 

Dziękuję za czas mi poświęcony.

bb

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Objawienie

       

      Termin sprzed tysiącleci, dziś brzmi pejoratywnie. Dawniej trochę ezoteryczny ze względu na prześladowania. Dziś mówi się: „Co mi przyszło do głowy?”, nie wiadomo skąd i po co, oczywiście potocznie rozumując. Uciskany, szary obywatel, gnieciony siłami odśrodkowymi i dośrodkowymi stara się stąpać po linie nad przepaścią w taki sposób aby nie stracić „korony”, której notabene nigdy nie posiadał i nie spaść głową w otchłań, z której siebie już nigdy nie wydobędzie. Troski tego świata zaprzątają go tak dalece, że w przerażeniu nad zwierzęcą śmiercią zapomina o czymś, co stacza się w nim, gdzieś w umyśle i sercu na jakieś dno ale nie ginie. Menele, nieuczeni, w żargonie mawiają popijając trunki, że zalewają „robaka”. Abstrahując od tego co oni uważają za „robaka” podobnie bywa z porzuconą pracą nad objawieniem. Może stać się tym ślepym, wiecznie podnoszącym się z gleby „robakiem”, który choć jest mały to jednak zwraca uwagę ponieważ tkwi w ciele nosiciela, niczym w glebie. Jeśli człowiek zapomni o tej pracy w nawale zajęć, z których ma chleb i schronienie Bóg, który jest ukryty ale zawsze obecny poprzez Tajemnicę Bytu i Zbawienia będzie zawsze dawał mu stosowne znaki, z których może nawet niewiele zrozumie. Może nawet zapomni o wszelkich niepokojach na jakiś czas. Mimo, że „żniwo jest wielkie” i że „robotników mało”, „w których ma upodobanie”, „ziarno słowa bożego” będzie się odbijało od jego uszu i ten „głos wołającego na pustyni” to podstawowe „objawienie” ewangeliczne będzie drążyć skałę głuchego umysłu i człowiek drgnie ku światłu wiary choćby tylko przez krótki moment swego połamanego człowieczeństwa. Może Bóg zatrzęsie nim, na podobieństwo świętego Pawła z Tarsu, wyrwie go siłą z materii, w której jest tak mocno zanurzony, wręcz zniewolony. Odwieczne zło tego świata, tak dobrze objawione w starym testamencie będzie unosić nas na falach realnej moralności, gubić w wirach i odmętach. Nie zawsze słowo objawione w porę dotrze do głodujących mimo woli i będziemy ginąć na wieki zatraceni. My jako ludzie, jako homo sapiens. Poza objawieniem podstawowym, które zapisano dla nas na kartach Nowego Testamentu, mamy w historii do czynienia z objawieniem przekształconym poprzez wiedzę i postęp techniczny, w którym objawienie podstawowe pełni rolę siły napędowej, pożywienia umysłu. Ludzie, którzy mieli rozległą wiedzę i żywą wyobraźnię, rozwiniętą fantazję poszukiwali poprzez drogi ewangelii, heterodoksalnych, transcendentalnych wpływów na swój umysł i jaźń. Wiedzieli, że jeśli Bóg da im dobrą myśl, to co uczynią później będzie dobre i będzie owocowało dobrem. Wielu uczonych wymyśliło wiele wynalazków. Które z nich to dobry owoc, a który zły? Czy dobry to ten, który służy wszystkim czy tylko elitom? Czy to co dobre unicestwia, a to co złe buduje? Może holokaust Słowian był dobrym wymysłem? Może Murzynów trzeba zlikwidować? Jak widać z pytań, obok objawienia „pozytywnego” istnieje też szatańska odmiana objawienia zwanego szaleństwem, obłąkaną ideą, objawieniem „negatywnym”. Skąd wiesz człowiecze mizerny co jest dobre, a co złe? „Wierzę w coś objawił Boże, Twe Słowo mylić nie może…”. Człowiek lubi być bogiem. Lubi wyrokować i wydawać sądy wiążące o wszystkim. Lubi poczucie władzy. Poczucie wyższości. Lubi ideę nadczłowieka. Nie lubi objawienia pozytywnego, które tak wątłym sączy się strumykiem od tysięcy lat. Nie obchodzą go owoce jego działania po śmierci fizycznej, osobniczej. Zadowala się gdzieś w ukrytej jaźni natywizmem, egoizmem, egzystencjalizmem, etc. Można by teraz przytoczyć szereg nazwisk, które odcisnęły się w historii szeroko pojętej, jako dobrodziejów ludzkości oraz tych, których powszechnie okrzyknięto jako przeklętych, uwsteczniających, jako zakały ludzkości. Ci pierwsi w swej większości starali się, pracowali nad sobą, nad objawieniem, ze wszystkich sił, pomimo banalnych przeszkód walczyli o Łaskę, aby być jak najbliżej Boga objawionego w ewangelii. W swej puściźnie, w listach, pismach, w obfitej ilości można znaleźć świadectwa ich walki o dobro. O dobro walczono także w czasach antycznych, bardzo starożytnych i to na podobnej drodze. Ci drudzy często zniechęcali się brutalnym życiem doczesnym, brakiem jakiejś ingerencji rzekomo dobrego Boga, w okolicznościach ludzko-zwierzęcego okrucieństwa. Można powiedzieć, że zwiędło ich źle hodowane i pielęgnowane zaufanie, i stali się przeciwnikami Boga, sami mianowali się bogami, wodzami, zbawcami narodu. Człowiek wielokrotnie, pośród przedmiotów codziennych pielgrzymek, przechodzi mimo, tak jakby te przedmioty, ci mijani ludzie na ulicach, zwierzęta byli tylko abstrakcyjnym tłem jego krzyża egzystencji. Czasem zapomina nawet o swoim bólu w nawale lepiej lub gorzej spełnianych obowiązków. Aż tu nagle, któregoś dnia doznaje olśnienia. To co dawniej istniało dla niego gdzieś poza istotą osobistego ruchu, jakiś krzaczek, kwiatek, drzewo, świeży śnieg czy lecące płatki śniegu, pozyskują jakiś nowy wymiar percepcji, jakąś swoistą wyrazistość, nowe widzenie znanych rzeczy. Ten współczesny człowiek, zaganiany za dobrami tego świata, za pieniędzmi, sukcesem, karierą jest do tego stopnia zdezintegrowany, że nie zauważa bezpośredniej przyczyny takiego nagłego olśnienia. Często sama „ślepota” wyraźnego widzenia to nie tylko niejasny splot zdarzeń, efekt samopoczucia, zmiany ciśnienia. Być może to celowy zabieg ukrytej Mocy, która „za złe karze, a za dobre wynagradza”. Może Boga. Może kosmicznej Potęgi. Siły sprawczej. Może to tylko znak takiej obecności. Bo kto ma rozstrzygnąć czy to już objawienie, jego początki, czy tylko jakiś znak, syndrom? Ciekawą pokusą są objawienia senne, jako temat rozważania. Nie chcę tu opowiadać dzieła S. Freuda „Teoria snów” ani korzystać z „sennika egipskiego”, co wcale nie musi oznaczać, że są niegodne uwagi czy zabawy. Ludzie uduchowieni z natury swej są podatni na fantazjowanie senne, niektórzy nawet chodzą we śnie, w czasie pełni księżyca po dachach domów, z rękami wyciągniętymi przed siebie, ale dajmy spokój pogłoskom z pogranicza patologii i fikcji literackiej. Mam tu na myśli ludzi uduchowionych w granicach ogólnie i szeroko pojętej normy. Na przykład objawienie senne późniejszego świętego Józefa, małżonka Maryi, gdzie we śnie pojawia mu się anioł, postać całkowicie duchowa i ostrzega przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Po czym uchodzą do Egiptu. Nie posiadam, niestety, zbyt bogatej wiedzy o objawieniu się Mendelejewowi jego tablicy pierwiastków, we śnie, ale z tego co zdołałem zebrać wynika, że niewiele pozostało mu do dopisania po przebudzeniu. Można powiedzieć, że było to objawienie pozytywne i z pewnością służy dobru społecznemu. Objawienie nosi na sobie piętno nie tylko indywidualnych odniesień. Istnieją udowodnione przypadki objawień zbiorowych, w odróżnieniu od hipnozy czy halucynacji lub fatamorgany. Pracownicy naukowi Watykanu z pewnością dysponują bogatymi dowodami w tym temacie. Inaczej objawia się treść ludom celtyckim, inaczej żydowskim, a jeszcze inaczej azjatyckim, itp. Celtowie wraz ze swym prastarym kultem megalitów, zjawisk atmosferycznych, etc., specyficzną spostrzegawczością introwertyczną, wrażliwością zmysłowa na przyrodę, surowy klimat północy. Dziedziczona, neurotyczna kultura tych ludów obfitowała w bogate zdobnictwo. Objawienia u tego ludu bywały i bywają bardzo realistyczne. Dobrym przykładem takich objawień jest grota, w której przebywał święty Patryk, najbardziej znany patron narodu celtyckiego, a która posiadła tą drogą niezwykłe właściwości. Trudno tu szczegółowo omówić kwestię charakteru tych objawień ze względu choćby na problem, który dotyka bardzo intymnej sfery, jak również i ze względu na nikły dostęp do materiałów źródłowych. Ale z pewnością temat zasługuje na uwagę. Można jeszcze dodać, że pewne światło na sposób przeżywania tych ludzi rzuca średniowieczna mitologia i powszechnie znany mit Tristana oraz jego miłości Izoldy. Ludy semickie natomiast (Hebrajczycy, Aramejczycy, Judejczycy, itp.) to osoby o zupełnie odmiennej konstytucji psychosomatycznej. W historii tego narodu można odnaleźć przewagę temperamentów ekstrawertycznych, o wątłej budowie, słabym charakterze, tęskniących za silnym władcą i potężnym państwem. Nie mniej objawienia w tym skądinąd wybitnym narodzie są znakomicie zilustrowane w dość powszechnie znanej Biblii. Czasem jest to krzew ognisty, czasem obłok jaśniejący w miejscu nietypowym, np. na pustyni. Objawienia te są wynikiem niezwykłej łaski czy daru, w który jest wyposażony ten naród. Przepiękną ilustracją objawień żydowskich jest historia Mojżesza i kodeksu etycznego, otrzymanego na górze Synaj. Jeszcze znakomitszą ilustracją objawienia jest historia archanioła Gabriela i Marii, matki Zbawiciela. Z pewnością pamiętamy objawienie przy chrzcie Zbawiciela w Jordanie, gdy Bóg mówił z niebios: „Oto Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie!”. Postać Ducha świętego chyba na zawsze będzie kojarzona z opromienioną słońcem, białą gołębicą. Ten koczowniczo – pasterski lud był zawsze poszukującym swej Ziemi Obiecanej, lud koczujący na glebie nieprzyjaznej dla uprawy, w klimacie charakterystycznym dla gorącej pustyni i półpustyni. Stąd język jakim się posługuje jest obfitujący w zwroty i opisy ludzi prostych, pasterzy, hodowców, rybaków. Może to wydać się dziwne, że Bóg – Człowiek podjął taki język aby mówić o sprawach ważkich, że Jego wykształceni uczniowie (św. Marek, św. Mateusz, św. Łukasz, św. Jan) zafascynowali się Jego nauką i opisali w sposób najbardziej komunikatywny dla swoich czasów dzieje zbawienia ludzi. Język ten, dzięki perfekcyjnej prostocie oddaje cały subtelny, poetycki obraz objawień o bardzo skomplikowanym sensie i znaczeniu. Tak, że trudna synteza pewnego logicznego ciągu pojęć staje się czytelna dla prostego człowieka. Objawienie głoszone przez Jezusa z Nazaretu zwanego Chrystusem pozwala zauważyć, że dotyka człowieka dopiero wtedy, gdy zdoła się on zaprzyjaźnić z Nim i Jego nauką. Ma to być przyjaźń bez rozgłosu i hałasu, cicha, subtelna, osobista. Dopiero wtedy taki człowiek otrzymuje Łaskę zrozumienia rzeczy niepojętych. Jezus z Nazaretu w sposób znakomity syntetyzuje w sobie dziedzictwo nauki Greków, a także i innych narodów (babilońskich, arabskich). On wprowadza do myśli wielkich uczonych pierwiastki zupełnie nowe, wręcz fantastyczne, jak powszechne zmartwychwstanie w jednym, historycznym momencie, tj. w dniu Sądu Ostatecznego. Objawienia narodów hinduskich są z pewnością odmienne w swoim charakterze estetycznym i naukowym od wyżej wspomnianych, choć i tam można dopatrzeć się podobieństw. Na przykład podobieństwo objawień o złu, jego upostaciowieniu estetycznemu. We wszystkich przypadkach jest to postać olbrzymiego smoka ziejącego ogniem, o wielu głowach. Lub problem reinkarnacji, czy wielopostaciowości bóstwa: Brahmy, Wisznu i Siwy. Również jest to bogata poetycko synteza przeczuć, pytań egzystencjalnych o sens bytu. Niezaprzeczalne jest jej piękno objawiające się w rzeźbie czy obrzędowości. Niezwykle interesująca jest też mądrość etyczna Hindusów. Wiele narodów Europy nazywanych jest mianem ludów indoeuropejskich i to z pewnością już samo w sobie mówi o pewnym pokrewieństwie i podobieństwach. Ciekawe są również objawienia chińskie, zwłaszcza wybitnego myśliciela religijnego Konfucjusza. Podobnie jak u wielu innych narodów nakazuje on dążenie do pewnej doskonałości, ów nieustanny ruch ku wielkiemu dobru. Kręcenie młynków modlitewnych u tybetańskich buddystów może z pozoru zakrawać na małpie naśladownictwo, z próżności i z głupoty ale to tylko z pozoru… . Z pewnością jest to wynik jakiegoś objawienia i sposobu kontaktu z wyższą energią. Znakomitą ilustracją objawień są dzieła wielkich mistrzów (np. J. S. Bacha, F. Haendla, A. Vivaldiego, Michała Anioła, G. B. Pittoniego, D. Velasqueza, El Greco, M. Caravaggia, S. Dalego, Z. Beksińskiego i wielu, wielu innych). Ich dzieła w większości są głębokim studium, w którym łączą się elementy fizycznego świata z elementami zjawisk metafizycznych, realizm styka się z nadrealnością. Artyści ci często prezentują w oparciu o modele i studium światła, ruchu to co przy czytaniu Biblii jest zakryte i uchodzi uwadze zwykłemu człowiekowi. Nierzadko dochodzą w tym do arcymistrzostwa. Mimo, że ich rzeźby czy obrazy są zatrzymane, martwe, to często analizując je ma się wrażenie ruchu. Dzieła muzyczne zaś ciągle na nowo kreują świat w wyobraźni pokoleń, żyją jakimś innym życiem… .

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta   Biegniesz od myślenia do bycia. Od głowy do serca. Słońce jako opiekun, roślina jako sposób oddychania - piękne odwrócenie ról. To nie my dbamy o świat, to świat dba o nas:)    Pozdrawiam
    • Dzisiejszej nocy byliśmy w Chełmnie. To małe miasto leżące na nadwiślańskich wzgórzach. Dolina Wisły w naszych okolicach rozciąga się dumnie i szeroko, niczym amazońska rzeka. W opowieści o rzece jest to, czego potrzeba do włóczęgi. Jest dolina porośnięta wszystkimi gatunkami bluszczów deszczowych lasów i zagubione małe wsie, gdzie tak dobrze jest pić piwo i wodę pod sklepem - w upał, w południe, w kurzu drogi, w zapachu letnich ziół. Właśnie w ten sposób ocknąłem się o czwartej rano. Do piątej, dopóki Basia nie otworzyła oczu, leżałem, wsłuchując się w odgłosy domu. Oddychałem i bujałem myślami w okolicach sufitu, szepcząc poranne modlitwy. Później podałem kawę i słuchaliśmy Kate Bush. W pewnym momencie z płyty zaczęły śpiewać ptaki. W taki sposób, jak śpiewają w czerwcu - wcześnie rano. Kot Teofil wpatrywał się w sufit z otwartym pyszczkiem, szukając tam ptaków i resztek porannych pacierzy. Razem śmialiśmy się z niego i wtedy pomyślałem sobie, że śnię. Nie chciałeś się obudzić.
    • @Mitylene   Wszyscy mamy w sobie tę brzozę sprzed lat. Pytanie, czy naprawdę ją straciliśmy, czy tylko przestaliśmy jej szukać. Piękny wiersz. 
    • @Magdalena Nie wiem czy trafię ale powiem:  Życie jest największą wartością.
    • Liście laurowe   W laurowych liściach na cokole Wyprężasz dumną pierś Cezarze, Dziedzictwo niesiesz dla pokoleń, Zaprzeszły blask wydarzeń.   Jak z góry zerkasz – a ja ważę Na szali wieków czynów cenę, Tu zyski a tam smoki wraże, Gdzie indziej przeznaczenie.   Uznanyś – ja nie całkiem pewny Boskości mocarstw i potęgi. Przeliczam krzyki niepotrzebne, Przebrzmiałych zmagań dźwięki.   Podłożem wszelkich monumentów Rozwiane prochy – humus ziemi –  Na próżnię starte aż do szczętu, Już nawet nie są cieniem.   I tylko pamięć, jakże wiotka, Się bluszczem wije u podstawy I drąży żółcią w twych zarodkach, Zazębia się na głazie.     Marek Thomanek Grudzień 2025    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...