Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Jędrek w opałach - czyli spotkania z puentą ...


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jędrek przyszedł z kijkami - chce słowa dotrzymać,

no i wokół jeziora na piechotę "dymać"

- a to nie przelewki - czternaście "z okładem"

kilometrów - rzecz jasna. Pewno damy radę;

ja sam już wielokrotnie "zaliczyłem trasę".

 

Jędrek swoje dresy mocniej ścisnął pasem

- i poszliśmy ... Pierwsze kilometry cztery

- początek Trzesieki. A idź ... do cholery

- ja wracam do domu - tak Jędrek powiada ...

 

Tam jeździ autobus, więc też w niego wsiada,

bo już sił nie miał, aby na piechotę

przejść z powrotem ścieżką. Woli spacer z kotem.

 

P.S - Trzesieka - obecnie osiedle Szczecinka / dawniej wioska nad jez.Trzesiecko.

Opublikowano

Od samego rana Jędrek mnie unika

- wstyd mu za kondycję, niby podróżnika.

 

Mam jednak nadzieję, że treningi wznowi

i spacer nordic walking sobie przysposobi.

 

Raźniej byłoby we dwóch okrążać jezioro

- trasa dosyć długawa - kilometrów sporo,

w plecaku wraz z jedzeniem można mieć i piwo ...

 

Wtedy Jędrek by może nie spoglądał krzywo,

na wysiłek włożony, aby dostać jego.

 

No i pozostałby nadal "zacnym" mym kolegą ...

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Zobaczyłem Jędrka z nartami na stoku,

- narty miał na ramieniu, dotrzymywał kroku

pieskowi, co coś wąchał po rozległym zboczu.

 

Wreszcie obaj stanęli. Pies coś nagle poczuł,

więc podszedłem i pytam - co tutaj szukają?

 

Jędrek mi odpowiada, że był gdzieś tu zając,

lecz przepadł bez wieści kilka godzin temu.

Teściowa zaś kazała szukać właśnie jemu

owego zająca, co na pasztet chciała ...

 

... bo inaczej mu łomot sprawić obiecała!!!

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano (edytowane)

Spotkałem dziś Jędrka na lodowisku

- śmigał na łyżwach, pochylony nisko ...

 

Zatrzymał się przy mnie, i tak powiada

- poratuj w biedzie swojego sąsiada,

obiecałem bowiem bilet wykupić

gdy będę zjeżdżał. Mnie już w nogach "łupi",

a nie mam forsy, by zakończyć ślizgi ...

 

Od lat już znałem te Jędrka umizgi,

więc wykupiłem obiecany bilet.

 

A ten znów do mnie (za niedługą chwilę)

bym stawiał piwo w nowym przecież roku.

 

Nic nie odrzekłem. Przyspieszyłem kroku

i odszedłem sobie, oby jak najdalej.

 

Ową ucieczką tutaj się nie chwalę ...

*

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Spotkałem raz Jędrka przed salą balową

- był tutaj "bramkarzem", więc z miną surową

wymagał od gości biletów wejściowych.

 

Nie od wszystkich jednak - w sposób wyjątkowy

przepuścił swych kumpli, co pod płotem stali.

 

Powstał więc zaraz tumult na podległej sali,

bowiem ci bez biletów zajęli dwa stoły ...

 

Jędrek dziś znów bez pracy, a w kieszeni doły ...

Opublikowano

~~~
Usłyszałem Jędrka, gdy ten chcąc "zabłysnąć"
głośno innych obmawiał. Lecz wrażenie prysło,
gdy inni ze słuchaczy zarzucili jemu,
że jest podłym człowiekiem. Tak szkodzić bliźniemu
wypada jedynie członkom znanej sekty.

Bo dla nich przeciwnikiem są wszelkie obiekty,
które ich przerastają w każdym przecież względzie.

Jędrek stoczył się na dno, myśląc że przybędzie
klakierów, co pochwalą taką jego rolę ... 

Wyznaczył mu ją prezes. Ja ich zaś ... pie....lę!!!
~~~

Opublikowano (edytowane)

~

Spotkałem Jędrka na narciarskim szlaku

- obok z wycinki leśnej drzewa składowano.

Usiadłem odpocząć, Jędrek obok stanął,

i zdjął torbę z pleców - piwo miał w plecaku.

 

Na dodatek w termosie, ciepłe, no i z miodem ...

 

Popatrzyłem przyjaźnie, bo taką wygodę

spotkać na stoku zbocza, z daleka od ludzi

to się nie spodziewałem. Lecz co tu się łudzić

- z wielką ochotą przyjąłem Jędrka poczęstunek.

 

W moich oczach rozjaśniał Jego wizerunek ...

~~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

~~

Zobaczyłem Jędrka, gdy lepił bałwana

- odkąd znam ja Jego, rzecz niespotykana,

by coś dla kogoś czynił, bo chyba dla siebie

tak by się nie poświęcał. Musiał być w potrzebie

wyższej konieczności, więc też o to pytam ...

 

Moją przyjaciółką - jak wiesz - mocna okowita,

tak mi powiada Jędrek i jeszcze dodaje:

 

Dotąd żyłem jak marny, niepotrzebny frajer,

co sam "do lustra" wnosił codziennie toasty.

 

Od dziś za oknem "kumpel" - bałwan humorzasty ...

~~~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

~

Spotkałem dziś Jędrka na schodach Ratusza

- pytam, po co tam idzie? 

 

Do tego go zmusza życie w wielkim wstydzie,

że WC tutaj - w mieście - jest mniej, niż kościołów.

I nie pomogą tu żadne zastępy aniołów,

jeśli "przyciśnie" nagle potrzeba natury ...

 

Popatrzyłem z godnością, bo to nie są bzdury,

a fakt nieco wstydliwy, gdy zajdzie potrzeba

- tak samo wciąż bolesny, jak brak głodnym chleba.

~~~

Opublikowano

~

Na skutym lodem jeziorze, tuż obok Szczecinka,

Jędrek chciał łowić ryby. Wypił nieco winka

- wziął oskard i zaczął wykuwać przerębel.

 

Wiatr szczypał po twarzy, więc wlał sobie w gębę

kolejną porcję płynu rozgrzewającego.

 

I wtedy zauważył, że przecież nic z tego,

bo jak ma łowić ryby, gdy zapomniał wędki?

 

Wypił do dna z butelki, a był przy tym prędki ...

 

Zatem wrócił do miasta po zapasy nowe

- lecz o rybach zapomniał. Taką już ma głowę ...

~~~

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

~
Zobaczyłem Jędrka z łopatą przed bramą
- a śniegu napadało dość sporo tej nocy - 
Pomyślałem - być może, moje oczy kłamią,
bo gdzieżby to Jędrek w poranek uroczy
zamierzał śnieg odgarniać dla wspólnej wygody ...?

Podszedłem i pytam - jakiej to nagrody
oczekuje od kogoś za taką postawę?

Teściowie chcą przyjechać do niego na kawę,
więc musi udostępnić im wjazd na podwórze
- tak odpowiedział Jędrek, a jeśli go wkurzę,
to może mi znienacka łopatą przywalić.

Wolałem więc czym prędzej stamtąd się oddalić ...
~~~

Opublikowano (edytowane)

Spotkałem dziś Jędrka przed wejściem do domu

- był jakiś "nie taki", czyli całkiem trzeźwy -

lecz włosy w nieładzie, jak z słomianej mierzwy,

przemknąć chciał też bokiem, nieco po kryjomu ...

 

Pytam go zatem - co się dziś z nim stało?

 

Ucieka przed teściem, któremu wciąż mało,

że go zdzielił batem, chce jeszcze kłonicą 

- znalazł go dziś w stodole z pewną ladacznicą ...

~

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

~

Zobaczyłem Jędrka - tym razem o zmroku,

chciałem z nim pogadać, przyspieszyłem kroku,

lecz on nagle zwrócił się wprost w moją stronę

i tak mi powiada - słyszałem, że żonę

podrywasz moją, jak mnie nie ma w domu ...

 

Nie to, że jestem zazdrosny - lecz takiego sromu

sąsiad sąsiadowi czynić nie powinien.

 

Zobaczył coś pewnie i po mojej minie,

bo grzeczniej zagaja, bym stawiał mu wódkę.

 

Jak nie - to mnie pobije - i to z dobrym skutkiem ...

 

Cóż było robić ... nie chcę głośno przeczyć,

gdy w jego to słowach wiele jest ... do rzeczy

~~~

Opublikowano

Jędrek "miał interes" do kogoś w Ratuszu

- wypił chyba co nieco (tak, dla animuszu) -

bo gdy go spotkałem, odgrażał się bardzo,

że pokaże tym "dupkom", co to każdym gardzą,

jeśli ktoś się dopomni o swoje tam prawa.

 

Rozmowa nad wyraz byłaby ciekawa,

jednak zmogła go bardzo chęć wypicia piwa.

 

Nie poszedł do Ratusza. Pewno odpoczywa ... 

Opublikowano

Zobaczyłem Jędrka dziś w ulicznym tłumie

- mnie jednak nie dojrzał, w głębokiej zadumie

spoglądał w głąb miasta, gdzieś w koniec ulicy.

 

Czego wypatrujesz - czyżbyś wzrok swój ćwiczył?

- pytam jego grzecznie, bo byłem ciekawy ...

 

Miałem tutaj załatwić pewne, ważne sprawy

- tak Jędrek odpowiada i zaraz dodaje:

był tutaj umówiony z pewnym, no ... lokajem

pracującym w bogatym domu tego właśnie miasta.

 

A jego pan - zapewne - w miliony obrasta;

"oskubać" go więc nieco wspólnie uradzili.

Na tym nie zakończył. Po niedługiej chwili

powiada zwyczajnie - sąsiad, postaw piwo

 

- to już było normalne, stwierdzam - jako żywo ...

Opublikowano

Spotkałem się dziś z Jędrkiem na targowym placu

- czyli rynku miejscowym. On zwykle "na kacu"

teraz trzeźwym się zdawał, co mnie zadziwiło.

 

Nie mogłem zrazu pojąć, co się za tym kryło,

więc pytam wprost (uprzejmie), czy nie chory czasem?

 

On mi wnet odpowiedział - przyszedł po kiełbasę,

bo wyroby domowe, to dobra przekąska,

a libacja u kumpla będzie też niewąska,

i wysłali go tutaj, by coś zachachmęcił.

 

Odszedłem czym prędzej, by mnie w coś nie wkręcił ...

Opublikowano (edytowane)

~

Dziś niedziela, więc Jędrek gdzieś obok kościoła

dojrzał mnie w grupie osób. Toteż i zawołał ..

 

Sąsiedzie, a podejdź no ty do swego kamrata

- może mu w czymś pomożesz (... tu - budżet załatasz).

 

Podszedłem - chociaż wiedziałem czym się skończyć musi.

I tu się przeliczyłem. Jędrek bowiem kusi,

bym poszedł z nim na piwo, a może kielicha 

- on na dodatek stawia. Myślę, co u licha?

 

Dostał spadek po dziadku, żona o tym nie wie

(pieniądze - nawet sporo - przechowuje w chlewie),

musi więc mieć kolegę, by też pomyślała,

że on mu właśnie stawia. Ot, i cały "bałach" ...

~~

Edytowane przez bronmus45
W drugim wersie zamieniłem "Więc też" na "Toteż" (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jędrek podrywał Walentynkę, 

przedtem zaś wypił odrobinkę. 

Zaczął jej prawić komplementy, 

lecz zanim skończył, był padnięty. 

 

 

Opublikowano

- a chociażby i miał ... u niego wszystko możliwe, to i powtórki nie odmówi 




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
    • Oklej Eli lej, Elko   Oklej, umilaj, ukop. A pokój Ali mój, Elko!
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...