Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja uważam, że jest. :)

Można coś podpowiedzieć Autorowi, można podać przykład jakiejś drobnej przeróbki w tekście - ale nie przerabiać cały wiersz na własną modłę. Bo to jest pokazywanie komuś, że umie się napisać JEGO  wiersz lepiej. :)

Bożenko, przeczytałam dokładnie pierwszą strofę - i od razu wiedziałam, jak skończy się wiersz. Potem przeczytałam wyrywkowo jeszcze kilka strof, a inne przebiegłam wzrokiem pobieżnie - i w każdej z nich widziałam to samo: budowanie domu przez "mistrza", który nie ma o tym pojęcia, ale nie słucha uwag fachowców, a tylko pochwał pochlebców. To jest w niemal każdej strofie, jeśli nie w każdej dokładnie. Dlatego od pierwszej strofy po ostatnią wiersz jest przewidywalny, wiadomo, jaki będzie koniec i jaki z tego morał.

Cechą dobrych "powiastek" jest to, że nie wiadomo, do czego prowadzą i jak się zakończą, a także to, że wewnątrz nich trafiają się nieoczekiwane zdarzenia i zwroty akcji. U Ciebie tego nie ma, jest ciągle budowanie domu przez ignoranta - aż do przewidywalnego zawalenia.

Nie gniewaj się na mnie, ale tak odbieram ten wiersz i nie mogę inaczej.

Ja również. :)

Edytowane przez Oxyvia (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Przeczytałam cały wiersz dokładnie. I nie zmieniłam zdania: nic nowego nie dzieje się w żadnej zwrotce, każda mówi o tym samym - o budowaniu domu przez ignoranta, więc wiadomo, że się ten dom zawali na końcu, no i tak się dzieje.

Poza tym te jednosylabowe, męskie rymy też nie są cechą dobrego wiersza, czyta się to wszystko jak długie zdania zakończone czkawką lub okrzykiem (nie gniewaj się).

Nie piszę tego wszystkiego złośliwie, naprawdę. Po prostu jestem szczera, Bożenko, nie kłamię i nie mydlę oczu.

Mam nadzieję że przemyślisz moje uwagi.

Serdeczności.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Uważam, że to lekka przesada, nie będę uzasadniała dlaczego,  bo nie zamierzam odgrzewać  tematu wiele razy przerabianego.

Bardzo mnie  cieszy, że jednak ktoś rozumie dokładnie o czym piszę.   

To nie jest powieść sensacyjno - kryminalna by zaskakiwać czytelnika zwrotami akcji.

Może Ci się nie podobać - o gustach się nie dyskutuje.

Uwagi o rymach przyjmuję.

 

Mimo wszystko szkoda, że nie przedstawiłaś swojej wersji  mojego wiersza :)

Pozdrawiam.

 

 

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bożenko, zakończenie widać już w pierwszej zwrotce.

Jeśli chodzi o "dokładne" rozumienie, to wiem, że w każdej kolejnej strofie zawarłaś symbole, które dla Ciebie coś znaczą, a każdy czytelnik może sobie podstawiać pod nie własne znaczenia albo próbować dojść, o czym dokładnie piszesz i co dokładnie miałaś na myśli.

Ale tego jest po prostu o wiele za dużo - nie potrzeba tyle mówić na ten jeden zasadniczy temat.

Zaś ten zasadniczy temat jest dla mnie dość wieloznaczny i uniwersalny, i to jest jego zaleta: można tu widzieć politykę naszych obecnych władz (zresztą nie tylko obecnych, bo polscy politycy jakoś wyjątkowo mają zdolności do budowania domów, które następnie burzą); można tu widzieć poetów-grafomanów; można zobaczyć tu każdego nieudacznika, który wmawia sobie, że jest mistrzem i bierze się za coś, czego nie potrafi, nie słuchając rad fachowców, a słysząc wyłącznie oklaski pochlebców.

Temat bardzo dobry, metafora budowania walącego się domu świetna.

Ale po co tyle tego gadania? :)))

Piszesz, że to nie jest sensacja, więc zwroty akcji nie są potrzebne. Sorki, ale zwroty akcji i zaskoczenia są niezbędne w każdym utworze, a im on jest dłuższy, tym bardziej musi być nieprzewidywalny, żeby miał szansę wciągać czytelników.

 

No dobra, nic więcej nie mówię. Jasne, że masz prawo do swojego gustu i do swojej wersji wiersza.

Nie chcę, żebyś sądziła, że usiłuję być złośliwa czy coś. Naprawdę nie. Moje uwagi wynikają bezpośrednio z odczuć w czasie lektury i są jak najbardziej szczere.

Ale na tym koniec, nie usiłuję Ci ich narzucić siłą, oczywiście.

 

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Przeczytałem cały wiersz (!!!) i zgadzam sie w pełni z uwagami Oxyvii, toteż nie bedę ich wszystkich powtarzał.

Jest to stanowczo zbyt długie "opowiadanie" i - co już jest moim osobistym zdaniem - napisane niezbyt  poprawnym technicznie wierszem, tak pod względem rymów, rytmu jak i płynności w czytaniu.

Puenta absolutnie przewidywalna i jedynym jej zaskoczeniem jest zastosowanie w dwóch ostatnich wersach rymów żeńskich , podczas gdy cały wiersz jest z rymami męskimi.

 

Pozdrawiam

 

AD

 

 

 

 

Edytowane przez JADer (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Andrzeju - chciałam napisać archaiczny  wiersz,  heksametrem z rymami  męskimi których nigdy dotąd nie używałam no i napisałam.  Moim zdaniem zrobiłam to dobrze. Mogłabym napisać go  rymem żeńskim  ale nie było to moim zamiarem.

Zgoda - łamie się z w nim rytm który  jest w miarę konsekwentny -10/7.  Jeśli będziesz miał konstruktywne uwagi jak poprawić rytm, który się posypał chętnie skorzystam, choć mogłabym stwierdzić - co po części też byłoby prawdą - że w istotnych dla mnie fragmentach moich  wierszy zawsze występuje arytmia i tak ma być  ;)

Rymy żeńskie występują tylko w komentarzu, w wierszu ich nie ma, w wierszu jest inna puenta - na rumowisku najlepiej się wiedzie jadowitemu  bluszczowi.

Opinię Twoją i Oxywii przeczytałam, macie do nich prawo ale to są  wasze opinie  w temacie a nie konkretne rady jak poprawić wiersz.

Dziękuję za czytanie i komentarz.

 

Pozdrawiam :)

 

 

Edytowane przez Bożena Tatara - Paszko (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Droga Bożenko

Jak słusznie zauważyłaś - wyraziłem swoją opinię. (co zresztą zaznaczyłem expressis verbis)

Napisałem, co uważam za wady wiersza, a ponieważ Autorka wiersza pokazała już nieraz, że nie jest początkującym adeptem sztuki rymowania, uznałem, że kawa na ławę i jakieś rady byłyby nie na miejscu.

Nie uznaje za wadę zastosowanie rymów męskich, ale przy tak długim wierszu znalezienie  tak wielu  "ładnych" rymów męskich nie jest łatwe, stąd kwiatki typu  tkwię - wie - drzwi - tkwi.

 

Przyznaję, większość wersów trzyma regułę 10/7, ale przynajmniej 10 z nich z tej reguły się wyłamuje, a ponadto w paru miejscach wg mnie skrzeczy akcentowanie. 

Nie zamierzam wskazywać co i gdzie, gdyż każdy autor ma prawo konstruować swój wiersz wg własnych kryteriów i tam, gdzie mnie coś nie gra, dla autora może być wszystko o.k.

 

Pomimo wszelkich zastrzeżeń podziwiam iście benedyktyńską pracowitość ;)))

 

Pozdrawiam serdecznie

AD:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Spokojnie - nie jestem z tych nieomylnych, którzy wszystko wiedzą najlepiej i nie poczytałabym sobie tego za afront :)

Autor ma prawo nie skorzystać z uwag uznając, że wszystko jest w porządku, ale ten portal jest portalem dyskusyjnym a jeśli coś można poprawić, to jestem otwarta na sugestie.

 

Dziękuję Andrzeju :)

Pozdrawiam ciepło :)

 

P.S.

Serducho za  dostrzeżenie pracowitości  :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Bożenko, ja Ci dałam konkretne rady: wiersz powinien być znacznie, znacznie skrócony, a poza tym pointa powinna zaskakiwać - zakończenie nie może być widoczne i przewidywalne już od pierwszych słów. Nie powinno być przewidywalne aż do samego końca.

Ale rozumiem, że Mistrz zbudował dom... to znaczy wiersz tak, jak chciał i tak ma być! I już! ;)))

Pozdrawiam cieplutko.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Trudno ro nazwać konkretną radą, konkretna byłaby gdybyś napisała co powinnam wyrzucić, skoro uważasz że wiersz jest przegadany to pokaż palcem co w nim jest zbędne  - najlepiej cytat.

 

No cóż... odnoszę wrażenie że chcesz bym tak powiedziała - otóż nie  :)

Bardzo chętne poprawię  tylko powiedz mi jak.

W tej chwili nie potrafię go poprawić :)

 

Pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Trochę sobie zażartowałam. Sorki, nie chciałam Cię urazić.

Rozumiem, że nie wiesz, jak go poprawić. Ja też często tak mam z nowymi wierszami.

Teraz jestem w pracy, wieczorem w domu zastanowię się, jak i co można z tym "materiałem" zrobić. Ale jeśli mam go sama przeredagować, to napiszę go oczywiście po swojemu i wcale nie jest powiedziane, że będzie to odpowiadać Tobie.

Udanej środy. :)

Opublikowano (edytowane)

Mógłbyś mi Marcinie nieco objaśnić ten pełen metafor utwór?

Mój inżynierski umysł nijak nie może go zrozumieć.

 

zdanie o tym ze nie przystoi krytykować wydaje mi się sarkazmem,

Film  nie wiem jak do tego pasuje,

Nie wiem jak wyznaczyć "lepszość" filmu z ... no właśnie nie wiem czy z wierszem Autorki wątku, czy z wersem który jak  mniemam jest sarkazmem .

Jeden "Piontek" który mi na myśl przychodzi to Alojzy - górnik który przetrwał 158 dni odcięty od świata zawałem bo wg legendy drewniany trzonek łopaty gryzł. Nigdy już więcej pd ziemię nie zjechał więc "nie płaczą jakoś mało do niego pasuje."

"chłopaki nie plączą", to film ale też album muzyczny jest to też sentencja której jakoś nijak nie potrafię związać z Piontkiem

Ytong to gazobeton "Yxhults ånghärdade gasbetong"  opatentowany w Szwecji,

a z gliny nadal buduje się ciepłe domy, w Krakowie najczęściej jak Ytong "gazowanej"  Porotherm  

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

)

 

Całość wygląda mi na krotochwile ale jakoś trudno mi złapać kontekst.

Edytowane przez Freemen (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

budowle,  szczególnie te  antyczne
jak stały tak dotąd stoją
skołatane myśli często koją
choć czasu zębem naruszone

 

człek mały się przy nich zdaje
ale wielkość myśli ludzkiej ceni
i jak sądzę nic tego nie zmieni
chociaż minie kolejne stulecie

 

a o jakim Piontku tu mowa ?
no bo  jeśli budował mury
to nieobca mu był budowa

 

do cegieł też mieć  nic nie można
lat setki z gliny  stoją domy
 ytong takiej  gwarancji  wciąż nie ma

 

Witaj Marcinie

 

Nie za bardzo wiem co chciałeś powiedzieć  pisząc:

Nie przystoi krytykować wprawnych wierszy

Widziałem film "Śmierć w Wenecji"

był od tego lepszy

 

Nijak  nie potrafię połączyć filmu z krytykowaniem wprawnych a już z moim wierszem żadnej stycznej nie widzę.

 

Krytykować ,  wyrażać swoją dezaprobatę,  przeciwstawiać własne osądy oczywiście można. Ba ... nawet budować poprzez krytykę można, wystarczy by była konstruktywna.  Każda inna jest krytykanctwem.

Pokazałabym Ci to na przykładzie moich wpisów pod Twoimi wierszami kiedy zaczynałeś przygodę na tym portalu, gdzie sporo było przykładów jak i ani słowa - dno, bzdura, źle bo źle. Za długie, za krótkie... et cetera.

No cóż... nie pokażę, wszystkie posty usunąłeś.

 

Dziękuję za czytanie i komentarz - chociaż nie za bardzo go rozumiem :)

Miłego dnia :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Zauważyłem że moje rymorebusy są zbyt skomplikowane.

"Chłopaki nie płaczą" Polska komedia w której "Bolec" puszczał pazurze film Śmierć w Wenecji o mężczyźnie który 3 godziny płynie łódką. Czytaj zieje nudą

Tak odbieram twój wiersz, morderca z tv czarka miał momenty i jakoś dotrwałem do końca (jemu napisałem wprost ze zarżnął wiersz) tu nawet momentów nie było ...szkoda bo masz talent.

Co do porad może trzy małe świnki W. Drabika podobna tematyka.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Od dawna było już wiadomo, że na rynku Lanckorony zjawiają się anioły.   Kiedy szedłem ulicą, zobaczyłem, jak skrzydła łopoczą.   Kiedy wszedłem na tę samą ulicę nocą, zobaczyłem Cię w drzwiach. Odwiesiłaś swoje skrzydła, w nagości schowałaś się.   Od dawna było przecież wiadomo, że na rynku Lanckorony przysiadają anioły.   Obudziłem się pod Nocnym Aniołem w Lanckoronie. Obudziłem się pod uśpionym aniołem w Lanckoronie…   Od dawna przecież wiadomo, że na rynku Lanckorony lądują anioły.   Na ryneczku, w oknie zobaczyłem smutną twarz. W innym drewnianym okienku w dłoniach trzymałaś lirę. Pozbierałem skrawki Twojego odzienia.   Od dawna przecież wiadomo, że na bruku rynku Lanckorony rozbijają się anioły.   Obudziłem się pod Nocnym Aniołem w Lanckoronie. Obudziłem się pod uśpionym aniołem w Lanckoronie…   Od dawna przecież wiem, że na rynku Lanckorony mogę Cię rozpoznać.   Spieszysz się, by nie dopadła Cię. Spieszę się, by nie dopadła mnie. Śmierci jasna postać.   Kiedy odwiedzam Cię, rozstaję się. To dziwna przypadłość, że kiedy odwiedzam Cię, rozstaję się. Co dnia od nowa rodzę się.   Od dawna przecież wiem, że na rynku Lanckorony mogę Cię spotkać.   Obudziłem się pod Nocnym Aniołem w Lanckoronie. Obudziłem się pod uśpionym aniołem w Lanckoronie…  
    • „Gortatów – dom wakacji” – 7   Dom, choć był olbrzymi, to łazienki w nim nie było. Na większe kąpanie do łaźni się chodziło. Do łaźni na cegielnię, wieczorową porą, dwa razy w tygodniu, bez słowa, z pokorą.   Babcia się śmiała, zawsze powtarzała: „Jak myć się nie będziecie, to rzepą porośniecie”. I ja już tę rzepę sobie wyobrażałem, żeby na mnie nie urosła, bardzo się bałem.   Wszystko to ugadane z palaczem już było, bo w piecach tej cegielni non stop się paliło. Cały czas na zmiany palacze tam palili i wódkę ze stróżem na okrągło tam pili.   Wujek co jakiś czas flaszkę im stawiał, tak na całe miesiące kąpiele zamawiał. Piechotą do tej łaźni ze sto metrów szliśmy, a mokrzy po kąpieli do domu biegliśmy.   Kabiny takie były, bardziej przemysłowe, pod nogami, z drzazgami, podesty deskowe. To tam przeżyłem pierwsze kobiet dostrzeganie, kiedy kumpela cioci dała mi zadanie.   Żeby plecy jej umyć, grzecznie poprosiła. Niby wszystko OK, no bo w bieliźnie była. Ale gdy chłopakiem nastoletnim już byłem, bardzo mocno tej pani już się wstydziłem.   Ta niewiasta pod trzydziestkę mi się podobała i myślę, że o tym dobrze ona wiedziała. Miałem lat czternaście, młodzieniec wystraszony, plecy ja jej myłem, stojąco–oddalony.     Choć w spodenkach byłem, swoje ona widziała. Na późniejsze czasy mnie wtedy przewidziała. Taka dorastania wakacyjna przygoda: „On był jeszcze za młody, ona już nie młoda”.   Co roku do babci wszyscy zjeżdżali licznie, pięcioro rodzeństwa – w miłości spontanicznie. W dodatku koleżeństwo jeszcze zapraszali. Każdym rokiem wszyscy razem tam balowali.   Można by powiedzieć, że w szerokiej skali moich przyszłych kuzynów wtedy „fabrykowali”. Bo ja z siostrą byliśmy najstarszymi wnukami, dlatego wakacje tam spędzaliśmy sami.   Jako nastolatek i kawaler już bardziej, do życia i niewiast podchodziłem już hardziej. Ale to opiszę już w innej opowieści, bo w tej o dzieciństwie – jakoś mi się nie mieści. ;)   – cdn   Leszek Piotr Laskowski
    • Nie dla mnie pasy, co najwyżej zebra na sawannie, gdzie rzadko uciekam, bo sam założyłem sobie supły na konto, więc płaszczę się w rytm krzyży, rocznic, mogił wśród surowych twarzy polskich łgarzy, co poklepią mnie, gdy trawa skoszona, mięso zjedzone   Niech ten Kościół już upadnie i zostaną w nim rzeczywiście dobrzy ludzie Niech te maski pozostałych handlarzy przestaną języki ich a moje uszy brudzić Wśród złośliwości tych kreatur wyczekuję na nowy świat, gdzie nie będę musiał słyszeć – „Trawa skoszona? Mięso zjedzone?” Poklepane, przyklepane   W nowym świecie nikt nie będzie prześladował trawy oraz ludzi, którzy na kolanach za karę muszą wyskrobywać ją z polbruku, po którym dumnie kroczy najpierw lakierek, brzuch a potem reszta polskiego wieprza „a trawa skoszona? Mięsko zjedzone? Musisz być jak chłop, a nie jak… no wiesz, jak tęcza. Hahahaa”   A ja pragnę leżeć wśród tęczy na sawannie, przekraczając piasek w miejscu, w którym chcę, bo zebra mi tego nie zabroni, nie przeszkodzi rosnąć trawie, nie będzie zajmować się hodowlą podludzi, by chodzić w nich potem po ulicy lub znosić w nich dokumenty do piwnicy, by zatrzeć ślad swych szalbierstw   I nigdy nie powtórzy za szlachetną polnische schweine tych najgłupszych słów – Że trawa i zwierzę są po to, by nimi rządzić, a nie cieszyć się jak rozkwitają, jak chce ich Bóg
    • Kawałek szarego papieru w ciasnym korytarzu, z napisem:   Pierwszy wrzesień, rok tysiąc dziewięćset trzydzieści dziewięć, imieniny Bronisławy.   Ręką ściskam miękką sierść, ciepłego zwiniętego w kulę ciała, oczy ojca wpatrzone w okno z łopatą przy nogach, słychać jego przyspieszony oddech, dźwięk trzęsących się szyb w huku silników.   Jęki za ścianą. W pralni, gdzie lepki pot przez buty wmieszany w ciemnoczerwoną ciecz, z przesiąkniętego szpitalnego ubrania chłopca, leżącego na podłodze.   Huk bliższy od poprzednich. Szyby wpadają do korytarza, naprzeciw zostaje stos czerwonych cegieł. Pisk w uszach i krzyk wraz ze strzałami.   Celownik skierowany w biały, mały becik.   Wytrącony z przestrzelonej, bezwładnej ręki. Leży na asfalcie, nasiąkając krwią.   Dwaj chłopcy czołgają się po becik.   Wrócili zieloni.   – nie ma już dziecka.       ------------------------------------- Na podstawie relacji Wandy Traczyk-Stawskiej z Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego:

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...