Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

bajka%2B3%2Bx%2B320.jpg

.

Z nieskładnych wyrazów przeplatanych łkaniem

dowiedział się motylek historii mróweczki,

która ruszyła w drogę – ciekawa poznaniem

tej czy tamtej, wyrosłej na łące traweczki.

.

I tak wędrując, pewna swojej dorosłości

mróweczka – pośród bliskich Ciesią zwana była

- pobłądziła, bo w swojej zbytniej ciekawości

zapomniała o drodze, którą tu przybyła.

.

Na dodatek deszcz padał – zmył zapachy drogi

którymi mrówki swoje tropy oznaczają.

Więc cóż jej pozostało – dla Ciesi – niebogi;

niż pośród łez potoku pomocy wołając?...

.

A nasz Wicek, motylek ze szlachectwa znany

- to przecież paź królowej, nie zwykłe pacholę -

poprosił, by usiadła pomiędzy skrzydłami

- tak mogła obserwować, co zobaczy w dole.

.

Mróweczka się wdrapała, wygodnie rozsiadła,

motylek zaś przemierzał tereny łączyska.

Ciesia się uchwyciła, aby nie wypadła;

rozglądając się wokół – szukała mrowiska.

.

Wędrowali tak długo, nastała szarówka,

omijając po drodze wszelkie zagrożenia.

Bo to i sam motylek, jak i Ciesia – mrówka

mieli tu sporo wrogów, ich różne wcielenia.

.

Zmuszeni tuż przed nocą zaniechać szukania

mrowiska – domku Ciesi – więc motylek lotnik

postanowił przeczekać z oblotem do rana;

wylądował łagodnie tuż obok paprotki.

.

Zaraz też rozpoczęli poszukiwań jadła;

bo oboje zgłodnieli, krążąc zamaszyście.

Nie mieli z tym trudności, nim nocka zapadła

obficie najedzeni, spoczęli pod liściem.

.

Ciepła noc wnet minęła wraz z słońcem porannym;

oboje wypoczęci, nie wadząc nikomu;

po obfitym śniadaniu, rosą popijanym

rozpoczęli od nowa szukać Ciesi domu.

.

Dużo by opowiadać o wielu przygodach;

kiedy to umykali sprzed dziobu ptaszyska

które nań polowało, lecz tu trzeba dodać

że nasz motylek – lotnik – już swą sławę zyskał.

.

Jako znany w swym kręgu lotnik nad lotniki,

umiał on tak w powietrzu manewrować lotem;

Że przemyślne figury, nawroty, uniki

nie były dlań nowością, żadnym też kłopotem...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

- cdn ...

 

Edytowane przez Bronisław_Muszyński (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Witaj - ciekawie piszesz - podoba mi się -                                                                           Pzdr.serdecznie.
    • Witaj -  ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny - piękny wiersz - dom to nasz świat nasza ostoja - ja w swoim domu czuje się wspaniale - jestem wdzięczny losowi za ten stan -                                                                                                Pzdr.serdecznie.   
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Witaj - to bardzo stary wiersz - wiem że rymy kulawe - obecnie nie piszę              wierszy rymowanych - miło że czytałaś -                                                                                  Pzdr.serdecznie.  @Adam Zębala - @Rafael Marius - @Simon Tracy - @huzarc - dzięki - 
    • @Dekaos Dondi Fajnie byo płynąć kroplą i kropli tysiącem w Twoim wierszu. Dla mnie ta podróż kończy się na "przytula światłem niechciane odbicia", wtedy mogę sobie dalej coś wyobrazić. Wolę pozostać dłużej w pięknym opisie. 
    • W Poznaniu przy Grunwaldzkiej trzynaście stary Żyd miał sklep ze słodyczami pachniało palonymi migdałami  i niedopalonym gazem z instalacji Zakładu Siły i Światła z przeszklonych regałów spoglądały spode łba marcepanowe zwierzęta karmelowe serca biły miarowo w przeźroczystym celofanie   nam  ciągle brakowało dwudziestu groszy na żółtego zająca z rozbieganymi oczami i różowego prosiaka z klapniętym uchem na którego swędziały mleczaki chudzielec z siwą brodą podnosił swój cienki palec niczym sfatygowany starocerkiewny grzmot Teofanii i mówił że to naprawdę ostatni raz w ogóle to mamy się cieplej ubierać bo zimno i drzwi zamykać bo gaz drogi a od mrozu odpadają palce i będziemy pisać w szkole nosem   wtedy na tablicy świata ktoś napisał, że wszyscy mają iść w cholerę przyszło pismo z Prezydium Miasta, że Żyd wędrowiec ma wędrować a nie kombinować worki z cukrem i kleić krzywe mordy lukrowego zwierzyńca w ogóle to niech bierze swoją starą żonę, która tylko ceruje skarpety wielkie jak hebrajska gablota i jedzie ze swoim cukrowózkiem  gdzieś gdzie jest jakieś coś czego nie ma tu, może tam będę chcieli figurki z masy migdałowej i korzenne pierniki w kształcie pajaców które głupio się uśmiechają i mają podejrzane kolory   mijały noce po dniach, świat schodził na ludzi, psy uciekały z miast nie oglądają się za siebie południami słońce tańczyło na ścianach sklepiku  cieniami słodkiego zoo ortalionowa kurtka z doszytym rękawem z włóczki miała starczyć na podróż w każdą stronę,  na całe szczęście wielką skarpetą da się owinąć dwoje ludzi gdy znów przyjdą zimne dni i spadnie pierwszy śnieg   kot zapakował do walizki żonę z kłębami włóczek i krokodyla z żółtą wstążeczką na którego zawsze był mały popyt i bardzo rzadko się odzywał; różowe świniaki uradziły że najwięcej kalorii jest w szynkach i da się przeżyć długo na tym wikcie zielony zając wyjątkowo nie uciekał nigdzie i kupił bilety na pociąg z piernika który bardzo łatwo się wyklejał z braku smarowanie i niedostatku olejków eterycznych których nigdy nie było dość w punktach sprzedaży i sklepach sieci Społem wtedy zielona żaba z białymi wężami ustaliły że miejsce zbiórki będzie niedaleko pieca, a krokodyl ze złamaną nogą zajmie się kartonowymi biletami w końcu lepiej źle jechać niż dobrze iść   ostatnia szczapa drewna jak wiadomo daje najwięcej ciepła w piecu znowu zapłonął ogień, siwy dym buchnął z komina, zaskrzypiały koła i latarnia zamrugała żółtym światłem,  serca zaiskrzyły rumianym kolorem, zapach karmelu i spalonego drewna rozniósł się na powrót, a na ścianach zatańczyły cienie cukrowej menażerii, wszyscy byli gotowi do drogi dalekich podróży z których nikomu nie śpieszno wracać                        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...