Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jak to wytłumaczyć dzisiaj biednemu człowiekowi
który pozostał tu na łez padole
aby dokończyć Jego wolę

I ja zostałem sierota Boży z tego samego kraju
widząc Twoje białe oblicze w całunie milczenia
słyszę jeszcze raz...
jak oklaskami żegnają Cię na Placu Piotrowym

twoja dusza już szczęśliwa bo w raju
już nie odczuwasz tego bólu cierpienia

zatrzymał się czas...
na zawsze o tym dniu kwietniowym
dziś każdy zapamięta na całym świecie

oklaski teraz brzmią jak krople deszczu na wiosnę
które uderzają dudniąc po blaszanym parapecie
próbując współbrzmieć nieraz z ptasimi głosami
teraz i ptaki umilkły jak z przestrachu nie radosne

tak zbyt często deszcz kojarzy się ze łzami...

których dziś nikt nie tłumi choć każdy inaczej
albo sercem zranionym albo duszą zbolałą
rzewnie składając do modlitwy dłonie płacze

bo tu na ziemi tak nam będzie Jego brakowało

przyjmij Go do swego Królestwa Dobry Panie
niech zasiądzie po Twej Świętej prawicy
i stamtąd jak zawsze niech nam błogosławi

każdemu w domu ,przy pracy czy na ulicy
Twoja Moc Boże niechaj jeszcze sprawi
że o co serce w modlitwie drżącym głosem
poprosi
niech będzie AMEN niech się tak stanie

zanosi

błaganie nad zwykłym, ludzkim losem
me serce bólem i rozpaczą przepełnione

i prosi :

zatrzymaj się biegnący wciąż człowieku
za sławą pieniędzmi wysokim stanowiskiem
przystań choć teraz na jedną chwilę
i oddaj Mu pamięć minutą milczenia w ciszy

choć jedną minutą one zostaną nieskończone
odmierzając ziemski czas nieprzerwanie
zaczekaj choć już jesteśmy ...w XXI wieku
i może jesteś... bardzo ważnym nazwiskiem

lecz to co masz to aż ...i często tylko tyle
ale może Ciebie tak samo Dobry Bóg usłyszy
bo Jego zawsze wysłuchał w każdej potrzebie

nawróć póki czas swą duszę niczym Szaweł
bo i Ciebie wysłucha...
kiedyś wszyscy razem na końcu się spotkamy
już umocnieni Miłością Świętego Ducha
jeszcze radośniej ABBA OJCZE zaśpiewamy

bo będzie pośród nas Nasz Święty Jan Paweł
na najcudowniejszej pielgrzymce w Niebie

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...