Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Panie profesorze jest pan w istocie orłem latającym nad polską ziemią. A powołaniem orała jest wytępić najbardziej chytre i cwane szkodniki. Mam nadzieję, że pan to zadanie wykona jako swoje powołanie. Zwycięży pan nie siłą ale swoją mądrością i miłością do Polski i jej mieszańców. Jest pan Rejtanem współczesnych dziejów Polski. W kategoriach profesorów (brylantowy, złoty, srebrny, brązowy, gówniany i pis-dowaty) nadaje panu miano brylantowego profesora prawa.

Brylant to oszlifowany diament - najcudowniejsza struktura materii – pana, życie zbudowało i oszlifowało. Zwykły węgiel stał się brylantem - cudowne. Struktura wewnętrzna człowieka - duchowa może być jak brylant w którym harmonijnie układają się prawda, miłość, mądrość wolność i szacunek do prawa. Człowiek wtedy staje się podobny do Boga.

Bardzo chciałbym kiedyś porozmawiać z panem na temat filozofii prawa. Po co jest potrzebne prawo? Czemu ma służyć prawo? Jakie prawo jest dobre a jakie złe? Dlaczego człowiek ma prawo tworzyć prawo? Jak prawo tworzone przez człowieka ma się do prawa powszechnego bytu? itp. itd.? Takich pytań mogę zadać panu tysiące. Jakie relacje ma mieć władza prawa do prawdy, miłości a w szczególności do wolności człowieka. To chyba jest najistotniejsze pytanie: Dlaczego wolność człowieka nie może istnieć bez prawa?

Władza prawa jest piątym wymiarem pentagramu wartości PMMWW.

Przypisałem też znaczenie ramionom Krzyża świętego: Górne ramię to prawda dwa boczne lewe miłość, prawe mądrość a dolne osadzone w ziemi to prawo. Na krzyżu w porównaniu do pentagramu nie ma wolności. Bóg na krzyżu oddał wolność człowiekowi. Zostały cztery wymiary Boga: Prawda, Miłość, Mądrość i Władza Jego Prawa (nie mylić z prawem ludzkim, które zwykle jest niedoskonałe).

Ma pan adwersarza, który panu do pięt nie dorasta. Adwersarza, który posługuje się pierścieniem władzy. Władzę, którą zdobył bazując na niskich instynktach ludzkich. Jest on chory na władzę i próbuje wprowadzić w Polsce prawo diabelskie. Nie można mu na to pozwolić!!!

Człowiek chory na władzę, nie mający miłości w sobie do innych ludzi, zrobi wszystko co mu diabeł każe. Pan, nasz narodowy Rejtan, nasz orzeł , nie pozwoli na to!!! Obronimy dobre prawo, obronimy Konstytucję. Będę pana wspierał w tym dziele i duchowo i filozoficznie. On ma tylko pierścień chwilowej władzy, którego moc jest miliardy mniejsza niż moc lampy: prawdy, miłości i mądrości.
Bądź jak diament twardy, stój, wytrzymaj i nie pękaj.

Z szacunkiem pozdrawiam pana profesora

Tak trzymajcie profesorze. Służcie prawdzie kłamstwo obnażajcie. Mówię w liczbie mnogiej bo nie jesteś sam profesorze w tej walce. Wielu rodaków Cię wspiera.

Ponadto zdrowia życzę w tej wyczerpującej walce
I błogosławieństwa Ducha Świętego
Niech Cię obdarzy siedmiorakimi darami:
Niech da Ci zasługę męstwa, wieniec zwycięstwa i szczęście bez miary.
Amen

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...