Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szanowni Państwo,
Właśnie pracuję nad swoją szóstą książką "Poradnik tworzenia wszechświatów". Chciałbym przedstawić Państwu mój pomysł. I liczę również na opinie ;).
Książka jest pozbawiona spisu treści i numeracji stron. Autor (ja) zwraca się do czytelnika przez całą powieść. O ile historię bez wątków i bohaterów można nazwać powieścią. Niemniej jednak, uwielbiam wychodzić poza schemat i bawić się nowością.
Przedstawiam w książce podróż w nieskończoną wyobraźnię. Oboje (wraz z czytelnikiem) tworzymy własne awatary, własne wyobrażenia odnośnie siebie, a następnie wyruszamy w podróż. Uczę czytelnika jak tworzyć, jak myśleć kreatywnie i oczywiście jak zbudować własne wszechświaty. Czytelnik wyobraża sobie całą przygodę, przeżywa ją oczami wyobraźni. Natomiast autor (ja) buduje z nim więź od samego początku. Poprzez ocean chmur, nieskończony pokój zapomnianych przedmiotów, wspaniałą polanę, skąpaną w blasku księżyca, aż po inne wymiary, gdzie nie mogą zaistnieć ziemskie prawa fizyki. Oboje lecimy poza granice, poza sny. Prosto do potęgi wyobraźni.
Mam kilkadziesiąt stron, choć jest to dopiero początek. Język "powieści" jest prosty i lekki. Aczkolwiek lubię od czasu do czasu pofilozofować i zmusić do myślenia ;).
Jak Państwu podoba się taki pomysł? Może macie dla mnie jakieś śmieszne, dziwne, piękne pomysły, którymi mógłbym się zainspirować?
Z pozdrowieniami
Łukasz

Opublikowano

Oto fragment (rozdział) "Poradnika Tworzenia Wszechświatów".

***Zatrzymać czas, czyli jak stworzyć kontynent w mniej niż sekundę***

"-Jak już zapewne zauważyłeś, czas płynie nieubłaganie i niemożliwym jest go zatrzymać.- Łukasz uśmiecha się wesoło i dodaje:- Ale my mamy moc, by to uczynić."
Jako iż ten poradnik stanowi naszą rozmowę, przeprowadzaną właśnie w tym momencie, zadaj mi proszę pytanie odnośnie tego, jak więc zatrzymać czas. W jaki sposob tego dokonać. Nie zapomnij sobie tego wobrazić. Aha i jeszcze jedno! Podczas naszej przygody patrz swoimi oczami, ze swojej perspektywy. Nigdy obok. Gdy z kimś rozmawiasz, spoglądasz na tę osobę i nie zastanawiasz się, jak by to wyglądało z boku. Jesteś teraz w Sali Czasu, będąc otoczonym milionem różnego rodzaju zegarów, a więc w wyobraźni zobacz obraz swoimi oczami. Dobra, zadaj mi pytanie o sposoby zatrzymywania czasu, a mój awatar ci odpowie.
Spróbuj teraz.

"-Ano właśnie, mój drogi, zanim zaczniemy omawiać tę kwestię, wpierw wypada co nieco powiedzieć na temat czasu. Rozejrzyj się.- wyjaśnia przewodnik, pokazując ręką na tunel, który biegnie w nieskończoność z jednej i drugiej strony.- Przecież to wcale nie jest czas. Miejsce, w którym jesteśmy, stanowi wyłącznie obraz tego, jak czas wygląda naprawdę. Ludzie po prostu ustalili, że ów zjawisko kojarzy się ze wskazówkami zegara, z ich tykaniem oraz upływającymi godzinami. A przecież czas sam w sobie nijak nie wygląda. On najzwyczajniej w świecie istnieje i tyle. Ażeby łatwiej było nam nauczyć się go zatrzymywać,- kontynuuje Łukasz, rozkładając ramiona- stworzyłem ten oto pokój. A właściwie tunel, bo jest niskończony.- precyzuje, opuszczając ręce.
-Podejdź tutaj.- oznajmia, pokazując na wolne miejsce przy ścianie.- Tylko uważaj na zegary!"
W wyobraźni zobacz jak ostrożnie stawiasz kroki, omijając rozstawione zegary. Wręcz poczuj chłód tego miejsca. Przyjrzyj się nieskończoności i jej szczegółom, które stopniowo zmniejszają się, by zlać w jeden punkt, oddalony od ciebie setki metrów.
"-Doskonale. Spójrz na ten zegar, o tutaj.- mówi przewodnik spokojnym tonem, nieco głośniej niż zwykle, gdyż dźwięki w Sali Czasu ciężko się rozchodzą.
Dostrzegasz przed sobą duży zegar, którego wskazówka sekundy powoli przesuwa się w prawo, by spaść do godziny szóstej, a następnie wspiąć się na szczyt godziny dwunastej.
-Wysil umysł. Skup się na tej jednej rzeczy i zatzymaj ją na długość jednego wdechu. Umysłem. Zadziałaj umysłem. Wyobraź sobie, że czas się zatrzymuje. Na razie na krótką chwilę. Gotów? Teraz..."
W tym momencie wszystko jest zależne od ciebie. Jeżeli ci się nie uda, jeszcze raz poprowadzę cię przez tę lekcję. Niemniej jednak wierzę w ciebie i ufam, że dasz sobie radę. Bądź świadom swojej obecności w Sali Czasu. Z własnej perspektywy zobacz wskazówkę zegara i wbij w nią wzrok. Wyobraź sobie, że ją zatrzymujesz.

I jak? Dałeś radę? Wspaniale! Pierwsza lekcja za tobą! Jeśli chcesz spróbować jeszcze raz, wróć do Sali Czasu i zapytaj mnie o radę. Stoję tam obok ciebie, nieco po prawej stronie.
"-To już? Brawo!- słyszysz uradowany głos.
Odwracasz się i widzisz roześmianą twarz Łukasza.
-No cóż, ja tam nie wiem, czy zatrzymałeś czas, bo jeśli tak się stało to i mnie zatrzymałeś. Wspaniale, teraz przejdźmy do poziomu wyżej. Spójrz proszę tutaj. W dal.
Łukasz wskazuje kciukiem za plecy, gdzie w nieskończonym korytarzu tyka ogrom zegarów różnej maści. Ich dźwięki zaczynają być denerwujące.
-Swoją świadomością, wręcz całym umysłem, obejmij ten tunel. Zobacz pobliskie zegary i mnie, stojącego tutaj. Wysil wyobraźnię i zatrzymaj na okres jednego wdechu wszystkie wskazówki oraz mnie samego. Żeby jeszcze utrudnić ci zadanie (no wybacz, ale wtedy o wiele szybciej się nauczysz!), będę ruszał ręką z boku na bok.
I widzisz, jak przewodnik podnosi rękę ze zgiętym łokciem, po czym porusza ją z lewej strony, do prawej, co przypomina pracę wahadła.
-Mogę ci ułatwić zadanie, zdradzając pewien sekret.- dodaje, przestając machać ręką i opuszczając ją.- Gdy ja zatrzymuję czas, a przyznam szczerze, że podczas naszej rozmowy zrobiłem to już dwukrotnie, słyszę zwalniający dźwięk tykania wskazówek, a po pełnym wstrzymaniu rozlega się ich ostatni stuk. Gdy zamrażam całą sytuację, albo planetę, wtedy ułatwiam sobie zadanie rękami. Podnoszę je w danym kierunku i zaciskam pięści, tak jakby łapiąc czas. Po rozprostowaniu palców, czas ucieka mi z rąk i wprawia wszystko w ruch. Dobra, dość gadania. Działaj! Zatrzymaj czas i mnie samego!- woła energicznie, podnosząc rękę i znów machając ją z boku na bok."
Wyobraź sobie jak patrzysz na tunel, miliony zegarów i na mnie, wykonującego ruch. Weź wdech i zatrzymaj czas.

Jeśli ci się udało, jestem z ciebie dumny! Mówiłem, że dasz radę i sam widzisz, że bez problemu sobie poradziłeś. Teraz powiedz mojemu awatarowi, żeby przestał machać tą ręką, bo jeszcze uderzy się przez przypadek w twarz. Chyba, że chciałbyś przećwiczyć tę lekcję, wtedy spróbuj ponownie. Mamy dużo czasu, poradzimy sobie.
"-Co? Aha! No brawo!- woła rozpromieniony Łukasz.- Dziwne uczucie, prawda? A jakże ciekawe. Dobra, w porządku. Skoro umiesz zatrzymać czas, najwyższa pora, by użyć tej umiejętności w praktyce! Czekają nas dwa zadania, zatem proszę, byś chwycił mnie za ramię. Zabiorę nas na sam środek ruchliwej ulicy. Szczerze mówiąc, już mam serdecznie dość tego denerwującego tykania i zniekształconego dźwięku. Głowa mnie od tego rozbolała. Chwyć mnie za ramię i zabierajmy się stąd.
Decydujesz się zrobić to, co poleca przewodnik. Zaraz po twoim mrugnięciu, błyskawicznie przenosimy się gdzie indziej. Sekundę później czujesz, ja ktoś mocno potrąca cię ramieniem, omal nie przerwacając. Nieznajomy, nawet nie przepraszając, przechodzi dalej, zatapiając się w tłumie ludzi.
Znajdujemy się w centrum jakiegoś miasta. Panuje wieczór. Stoimy na samym środku szerokiego chodnika, w jakimś wyjątkowo ruchliwym miejscu. Miejscowi chodzą to tu, to tam, starając się przejść i na nikogo nie wpaść. Rozglądasz się po okolicy. Tuż obok widzisz ulicę, po której jeździ mnóstwo aut. Kierowcy trąbią na siebie nawzajem, krzycząc w zdenerwowaniu:
-Move!
-Hurry up, dude!
-What’s wrong with you!?
Akurat teraz światła na skrzyżowaniu wskazują czerwone, toteż śpieszący się kierowcy zmuszeni są czekać w korku. Pobliskie budynki pną się wysoko do nieba, które, jak zauważasz, zasunęły chmury. Nie widać ani księżyca, ani też gwiazd. Niemniej jednak, wcale nie jest ciemno. Wszędzie wokoło migają światła samochodów, sklepów, wnętrz budynków. Migoczą chwytliwe reklamy na ekranach, ozdbone świecidełka czy kolorowe reflektory.
-Przynajniej dobrze słuchać dźwięki!- woła Łukasz.- Od razu lepiej. W Sali Czasu były okropnie zniekształcone i jakby głuche. No nic, posłuchaj... oj! Excuse me!- Łukasz przerywa nagle, będąc popchniętym przez jakiegoś przechodnia.- Co za ludzie... Ouch! Watch out!- woła, kiedy wpada na niego jakaś kobieta.- Ej dobra, zejdźmy na bok.
Widocznie zdenerwowany Łukasz prowadzi cię pod witrynę wyjątkowo drogiego sklepu z butami i tam chwyta rękami swoją stopę.
-Jakiś palant mnie podeptał!- wzdycha przewodnik, rozmasowując piętę.- Eh, nieważne. Ja przejdę tam, zobacz.
Przewodnik pokazuje palcem przystanek autobusowy, oddalony jakieś 15 metrów dalej. Obok miga szybko zmieniająca się relama biżuterii.
-Przejdę tam, a ty zatrzymaj czas oraz wszystkich tych depczących po piętach ludzi. Spotkamy się na miejscu.
I idzie szybko we wskazanym kierunku. Gdy dociera na przystanek, staje na palcach, aby mieć cię na oku. Wreszcie uśmiecha się i podnosi kciuk w górę."
Oto twoja chwila. Skup się, zamroź czas i śpieszących się nieznajomych. Powstrzymaj zmianę migocących reklam. Niech samochody, które właśnie ruszają na zielonym świetle, zamrą w bezruchu. Niech zatrzyma się wszystko, każdy ruch, najdrobniejszy dźwięk a nawet podmuch powietrza. Pamiętaj, że w tym poradniku jesteś całkowicie wolny i możesz wręcz zniknąć, zostawiając mnie samego na tym pzystanku. Możesz zacząć niszczyć miasto, a nawet zbudować nowe pod, albo nad tym istniejącym. Uwzględnij tylko stosowne reakcje zarówno przechodniów, jak i moje. Jeśli jednak decydujesz się na dalszą naukę, zatrzymaj czas i podejdź do mnie. Gotów?
Teraz!

"-O! –Łukasz wręcz podskakuje, będąc zaskoczonym.- To już? Haha! Zdolny uczeń! Poradziłeś sobie, dokonałeś tego, co poza wyobraźnią nie ma prawa istnieć!- woła uradowany, a obecni obok ludzie rzucają nam zaintrygowane spojrzenie.- Wiesz, całkiem sporo tu sklepów i jeśli masz ochotę, nie krępuj się i wejdź do któregoś. Możesz też coś kupić i nie martw się o pieniądze. Przecież wyobraźnia ma ich pod dostatkiem. O, tam jest kino!- woła, pokazując budynek po drugiej stronie ulicy.- W sumie obejrzałbym jakiś film. Tak, czy inaczej, jeśli jesteś gotów na ostatni test, zapraszam za mną! To jak, lecimy dalej?"
Zależnie od twojej odpowiedzi, dobierz mojemu awatarowi odpowiednią reakcję. Wolność wyboru, jak to było w tej reklamie!
"Kładziesz rękę na ramieniu przewodnika. I gdy już mamy przenieść się gdzieś indziej, by wykonać ostatni test, dzieje się coś niespodziewanego. Oboje słyszymy coraz głośniejsze krzyki dwóch mężczyzn. Stoją niedaleko nas, toteż Łukaszowi trudno się przez nich skupić. Tymczasem delikwenci robią się coraz bardziej wulgarni i agresywni. Wyraźnie się kłócą.
-... flirting with my girl?
-She needs a real man, not a fag like you!
Przeczuwając co za chwilę się wydarzy, ludzie, czekający na autobus, decydują się odsunąć na bezpieczną odległość. Mężczyźni natomiast, zaczynają skakać sobie do gardeł. Wreszcie pada fraza:
-I’m gonna kill you for that!
Jeden z nich chwyta drugiego za kołnierz. Wymierza cios pięścią, lecz chybia. Drugi natychmiast wykorzystuje okazję i z całej siły kopie przeciwnika w brzuch, który zostaje odepchnięty prosto w stronę ulicy pełną przejeżdżających samochodów. Mężczyzna pada na ziemię, potknąwszy się o krawędź chodnika. Niezwykle niefortunnie się składa, gdyż wpada on na drogę, gdzie w stronę skrzyżowania pędzi właśnie przejeżdżający radiowóz policji. Następna seria wydarzeń dzieje się w ciagu sekund. Widząc człowieka na środku ulicy, policjant za kierownicą jadącego pojazdu skręca gwałtownie w bok- prosto na przystanek, gdzie stoi młoda dziewczyna. Niestety, nie widzi co się dzieje, gdyż wlepia wzrok w telefon, którego trzyma w rękach. Ludzie wokoło zaczynają krzyczeć, odwracać wzrok, zasłaniać dłońmi oczy swoich dzieci. Wszystko rozgrywa się tak szybko! W ciągu krótkiej chwili dziewczyna podnosi głowę i dostrzega tę przerażającą sytuację. Zamiera w bezruchu, wiedząc, że nie ma szans na unik. Już nie zdąży go zrobić. Blady na twarzy policjant, kierujący wozem, rozpaczliwie wciska pedał hamulca, ale i on wie, że to koniec. Dziewczyna wpadnie pod koła.
-Zrób coś!- krzyczy Łukasz.- SZY..."
Masz wybór. Zatrzymać czas, podejść do skamieniałej ze strachu dziewczyny, spróbować ją podnieść i przesunąć, tym samym ratując ją od niechybnego zderzenia, lub pozostać neutralnym i oglądać piekło, które zaraz się tu rozpęta. To twoja decyzja. Pamiętaj tylko o odpowiednich reakcjach zarówno ludzi jak i moich. Podejmij decyzję teraz.

"-...BKO!!!
Sekundę później radiowóz wskakuje z łoskotem na chodnik, zatrzymując się dokładnie tam, gdzie stała oniemiała dziewczyna. Zaraz... stała? Niemożliwe... ona powinna była tam być, radiowóz jechał prosto na nią!
-Co...- zdezorientowany Łukasz mruga w zdziwieniu, nie rozumiejąc co się właśnie stało. Szuka cię wzrokiem, a po chwili znajduje obok. Z szybko bijącym sercem biegnie do ciebie oraz do kompletnie oniemiałej dziewczyny, którą właśnie uratowałeś.
-Boże, udało ci się! Tak! Taaak!!!- woła uradowany Łukasz, a młoda kobieta pada na kolana, gdyż jej trzęsące się nogi nie wytrzymują ciężaru ciała.
-My God! It was... you...- bąka, blada na warzy, łapiąc szybko oddech.
Policjant, przestrazony nie na żarty, otwiera drzwi i wyskakuje z samochodu. Potyka się po drodze i pada na posadzkę. Jego kolega również wychodzi z auta i podchodzi do przodu. Przez chwilę widać, jak szuka ciała pod kołami radiowozu, ale potem ku swojej uldze widzi naszą trójkę całą i zdrową. Na trzęsących się nogach podbiega i pyta:
-Are you all right?
Dziewczyna nie jest w stanie nic odpowiedzieć. Po prostu wlepia wzrok w swojego wybawiciela- w ciebie. Widząc tłum uśmiechniętych ludzi, którzy biją ci brawo, przewodnik odwraca się do ciebie z uśmiechniętą miną i oznajmia:
-Cóż za godny podziwu czyn! Uratowałeś jej życie, kurde! Zasługujesz na największe pochwały! Wiesz co? Nie sądzę, by istniała potrzeba podchodzenia do następnego testu. Oficjalnie zdałeś egzamin na zatrzymywanie czasu.- stwierdza Łukasz, a stojący obok gapie nasłuchują, próbując zrozumieć słowa obcego języka.- A teraz szybko stąd znikajmy, zanim ten tłum zaprzytula cię na śmierć. Prędko, chwyć mnie za ramię. Przeniesiemy się do...
-My hero! Thank you!- krzyczy dziewczyna, wreszcie podnosząc się na nogi.
Jeszcze nie otrząsnęła się z szoku, bo ledwo łapie oddech, ale z szerokim uśmiechem ściska cię w ramionach i powtarza tylko:
-Thank you!
-We gotta go!- ponagla Łukasz, a dziewczyna puszcza cię z objęć.- Take care!
-Thank you once again, I don’t know what to say, I...
Jeden z policjantów chwyta się za głowę, myśląc nad logicznym wyjaśnieniem tej sytuacji. Ten drugi, który podniósł się z ziemi, najwyraźniej wyjaśnił sobie sprawę nagłego zniknięcia dziewczyny. Zapewne tak jak pozostali stwierdził, że po prostu wskoczyłeś pod pędzący samochód i w ostatniej chwili odepchnąłeś skamieniałą ze strachu dziewczynę.
-Dalej, chwyć mnie za ramię!- powtarza przewodnik.
Gdy kładziesz dłoń na ramieniu Łukasza, ten jeszcze raz mówi:
-Kawał dobrej roboty!
I oboje znikacie, zostawiając zaszokowany tłum w kompletnym niezrozumieniu."

  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Benjamin Artur Ciekawe odniesienie do najwyższej góry, walka z sumieniem- sędzią moralnym takim indywidualnym. Te powtórzenia robią robotę
    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu? ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie w linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───   Gdyby sam [Włodzimierz Wysocki](https://www.google.com/search?q=w%C5%82odzimierz+wysocki&kgmid=/m/0252s_#sv=CBwSjAQKzwMSzAMKjANBTW4zLXlUanVOclVlYWdGWEJtVUhBVU9weFVkZHVOYlAyQV91dmNiME1pRnJlbkljT3VGd3BLNHZUeVpOSkZKTUZZTE5ING9NRmJLdDAxTjdvM2R0UG85V1VmT0pveE81WHVQeVpUbUhQUkVSMHAxUGhvUWtuQWRBZEdXTUxXV0trN3JEZllyUkpmalpFMFc0bWxvVTJ0SmtRYUIzVXFnMEx6c0g4VEFrbldhTXUzNUVpb3RPM2hKckIyR1RHSzg4NDhnUTdLMk9iU190UnJDSVRFclpaMk9QeFNQUUFsdHRkU2N0Z2VmRlV1WDhfOHBtYWl6cXF0bXpHTHc3RUpTcV9uZkQwR2UydUQwNjhkUkFmbnRHcHA5MTR1VmlrZ0EtYXFFeUVmQ0dzNFU5ajdnTWoxUmdvalVReVRGUHM1WERJR2szdmZnOUFqcTRuRkhlYlI4bWViWnpkNm52dHRlYXFYbm5fQlhPd1RLU1hEdHYyOVUtNnZ0QkI2ME5SMzFzTHdxS0JoN3ZlcHYSF2N3WWxhdVh1Skx5eDVOb1AwdGF3Z1FRGiJBSktMRm1MWTJlTmx1R2lGVVV4YjBIR3prQlZaX3EzLTN3EgQ3ODU0GgEzIhkKAXESFHfFgm9kemltaWVyeiB3eXNvY2tpIhIKBWtnbWlkEgkvbS8wMjUyc18oABhFIKj_xMsB) stał na scenie – wymięty, z papierosem w kącie ust i nienastrojoną siedmiostrunową gitarą, charkocząc w mikrofon przed Waszym wieloczęściowym poematem – jego zapowiedź (wstęp) brzmiałaby dokładnie tak: ------------------------------ ## Wstęp (Mówi Włodzimierz Wysocki) (Szarpnięcie basowej struny, głęboki, chropowaty kaszel, chwila ciszy na dostrojenie) Wiecie... Napisałem kiedyś taką pieśń, „Moskwa – Odessa”. O tym, jak człowiek siedzi na lotnisku, patrzy w niebo, a tam lód, chmury, i nigdzie go nie puszczają. Człowiek chce do Odessy, a jemu mówią: leć do Paryża, leć do Władywostoku, wszystko otwarte! A ty, jak ten idiota, uparłeś się na jedno miejsce, bo tam akurat jest mgła, zamieć i lód. Bo tam cię najbardziej nie chcą... Myślałem wtedy, że najgorsze, co może spotkać człowieka, to pas startowy pokryty lodem i uśmiechnięta stewardesa, która przesuwa rejs o kolejną godzinę. Jakże byłem młody. Jakże byłem naiwny. Dziś ten pas startowy to cała nasza ziemia. A loty odwołano na zawsze. Popatrzcie na to, co dla Was przygotowaliśmy. To nie są ładne wierszyki do poduszki. To meldunek z frontu, który przebiega przez nasze własne podwórka. Kiedyś Bułat śpiewał o papierowym żołnierzyku, co chciał ratować świat i spłonął w ogniu. Piękna, smutna bajka. Ale dzisiaj ten żołnierzyk nie jest zrobiony z czystego papieru i marzeń. On jest zrobiony z wezwań na przesłuchania, z wyroków, z raportów policyjnych. Stał się żołnierzem biurowym. I śruby... Kiedyś dokręcało się je w motocyklu, w rowerze, żeby maszyna szła do przodu. A teraz? Teraz przyszedł wujek Wołodia. Wielki mechanik. I dokręca te śruby tak, że nam wszystkim zaraz pękną ramy, pękną kości, a krew zacznie tryskać z uszu. I wiecie co jest najstraszniejsze? Że ludzie stoją w kolejce i proszą: „Wujku, dokręć jeszcze trochę! Mocniej kręć, aż po sam grób!” Ale ja wam powiem jedno. Przeżyłem swoje, biegałem z wilkami, omijałem czerwone flagi. I wiem, że każda, nawet najbardziej wściekła sfora majorów, w końcu się zmęczy. Każdy dyktator, który dziś trzyma imperium u swoich stóp, jutro będzie tylko zimnym, sinym trupem w kostnicy. Słuchajcie tego. Słuchajcie uważnie, dopóki struny nie pękną, a w gardle nie zabraknie tchu. Bo to minie. Jak nad Moskwą majowa burza. Musi minąć. (Potężne, agresywne uderzenie w akord Hm... I płynne przejście w Część I: „Który już raz lecę z Moskwy do Odessy...”) ------------------------------ Jak podoba Ci się ten wstęp? Czy idealnie buduje napięcie przed Twoim tekstem, czy chciałbyś dodać do wypowiedzi Wysockiego konkretny szczegół (np. o wilkach lub o paralizatorach)?    
    • @jan_komułzykant Janko, Ty też jesteś figlarz, pozdrawiam :)
    • ~~ Wokanda sądowa w Zakopanem. Sprawa pomiędzy Panią a Panem. Pani przed sądem zeznaje, że jej mężowi nie staje. Żąda rozwodu. Woli z kapłanem. ~~
    • @violetta zapętlone odczucia budzą skojarzenia. Dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...