Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wirujący wzniośle glob
ogromem zachwyca mnie
Naprowadza cud na trop
prawd o których prawdę wiem

~

Wydobywam z wnętrza ton
i w rytm serca wznoszę głos
czynię przy tym w hołdzie skłon
też w podzięce za swój los

Plenery rozległe zaś
ukwiecone zbocza gór
na kolana każą paść
w zachwycie dla kształtnych chmur

Morskiej fali rytm i szum
drzewostanów miła woń
w jeziorze wąsaty sum
serce skłaniają doń

Rwące nurty górskich rzek
dróg przebytych dotąd szmat
każą abym Jemu rzekł
że Go kocham za ten świat

~

Macierzyństwo wzniosłe tak
i ojcostwa cenny dar
przynaglają mówić jak
raduje miłości żar

Górskich dolin sina dal
i pluszczący rzeczny nurt
zachęcają Boga chwal
bo jest tego wszak wart

Księżycem zdobiona noc
sfera niebios pełna gwiazd
objawiają Ojca moc
Projektanta mgławic gniazd

Mewy śmieszki krzywy lot
i misterny wonny kwiat
upojnych powojów splot
świadczy o Nim już od lat

Dmuchawce latawce wiatr
śnieżna biel puszystych zim
poszarpane szczyty Tatr
dyktują mi ten hymn


Powyższy tekst nie jest wierszem...! Został napisany do melodii Vangelis-a dostępnej pod adresem: https://www.youtube.com/watch?v=PFx3a7KfN0c i z jej brzmieniem współbrzmi jako hymn pochwalny.

Nadmienię, że hymn ilustruje prezentacja towarzysząca wyżej wskazanemu wykonaniu utworu Vangelis-a.
Aby w trakcie intonowania (śpiewu) móc słuchać utworu muzycznego Vangelis-a, należy ustawić kursor na powyższym linku i wybrać opcję: "Otwórz link w nowej karcie", co pozwoli synchronizować odtwarzany utwór muzyczny, z tekstem.

W miejscach oznaczonych znakiem ~ wybrzmiewają występujące w utworze wstawki muzyczne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...