Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Stworzyłeś, Boże, taki piękny świat
i heaven,
stworzyłeś te drzewa i te domy,
i kwiatuszki,
ale mi jest smutno,
bo ludzie umrzą i drzewa
spadają,
i domy spadają,
i wszystko będzie zniszczone.
Mój Boże, taki piękny świat
i heaven
-
śpiewała mała poganka
w moich ramionach
wieczorem
w ogrodzie


.
Opublikowano

Witaj Gabrysiu,
jestem na forum nowa i dopiero zapoznaję się z jego poziomem, jeszcze nie wiem, czego do końca oczekiwać, ale przyznam szczerze, że jak na "dział dla wprawnych poetów" Twój wiersz mnie rozczarował. Nie widzę w nim jakiejś ciekawej, oryginalnej stylistyki, ani myśli. Trochę początek skojarzył mi się z "Smutno mi, Boże" Słowackiego, ale nie widzę tu żadnej głębi przekazu. Anglicyzm średnio wpasowuje się w tekst, nie trzymasz rytmu, ten fragment:

[quote]stworzyłeś te drzewa i te domy,
i kwiatuszki,
ale mi jest smutno,
bo ludzie umrzą i drzewa
spadają,
i domy spadają,
i wszystko będzie zniszczone.



to dla mnie poziom refleksji przeciętnego przedszkolaka. Poza tym, "umrzą" - co to ma być? Umrą!
Także zdrobnienie "kwiatuszki" brzmi dosyć infantylnie.
Końcówka o "małej pogance" od bólu może być.
Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

He he, a ja chyba rozumiem tę refleksję przeciętnego przedszkolaka.
Myślę, że to taki ciekawy zabieg artystyczny, w którym słowa modlitwy wkłada się w usta dziecka.

W ten sposób własne, naiwne zachwycenie, obawy, lęki i refleksje są generowane przez użycie pośrednika. Dziecka właśnie.
I to właśnie to dziecko na rękach, mała poganka, bowiem w swojej naiwności, nie zakotwiczona jeszcze w świecie religii, ale posiadająca swoją dziecięcą wiarę, wywołało tę refleksję.
Obudziło wewnętrzne dziecko peelki.
Stąd zasadne jest również użycie wyrażenia umrzą, jako niegramatycznej odmiany używanej przez dziecko.
Użycie słowa haeven zamiast niebo ukazuje też, że to jednak opiekunka modli się za pośrednictwem podśpiewywania dziecka, które nie użyłoby takiego określenia. To taki klucz, wskazanie.
Przynajmniej, tak to odczytuję.

Może moja interpretacja jest mylna?
Ale ten zabieg sprawia, że wiersz przestaje być banałem i jest interesujący w swojej niejednoznaczności.

W pewnym sensie to taka wieczorna impresja z dzieckiem na ręce.
Impresja, w której ogród zamienia sie na chwile w rajski, w naiwności jeszcze nie skażonych grzechem.
Kiedy nadejdzie zmierzch, wypierając różowe niebo zachodu, piosenka się skończy, wewnętrzne dziecko odejdzie, zostawiając skażoną grzechem pierworodnym. I trzeba będzie opuścić ten ogród.

Jeżeli dobrze odczytuję metaforykę to Pola_Paris, po prostu, nie zrozumiała tego wiersza.
A przecież ten, mimo pozornej prostoty, jest naprawdę interesujący emocjonalnie.

Opublikowano

Jeśli interpretujesz dobrze, to problem nadal nie polega na tym, że Pola_Paris nie zrozumiała, lecz tkwi w tym wierszu. Bo te słowa, włożone w usta dziecka, są nadal tak samo miałkie, infantylne. Obserwacja tak samo płytka, powierzchowna. Osoba mówiąca w wierszu, peel, może być dziecinny, ale autor powinien wiedzieć, co warto przytaczać, nad czym się pochylać. Tu nie znajduję jakiejś refleksji godnej uwagi.
Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

@Pola_Paris

Prawdę mówiąc byłem ciekaw, czy się odezwiesz. Przecież Cię sprowokowałem, Pola.
A ja sobie wcale nie uzurpuje prawa do nieomylności.
Jest całkiem możliwe, że czytam ten wiersz życzeniowo.
Wszystko zależy od zamierzeń autora oraz czytelnika, który te zamierzenia odczytuje lub nie.
Teraz kwestia tego czego szukamy w wierszu i tego co w nim znajdujemy.
Powierzchowność obserwacji, infantylność tekstu może być zamierzona.
W końcu, w opisach pejzażowych nie nastawiamy się na przekazywanie sprzecznych emocji.
W emocjonalnych, rwanych, onomatopeicznych tekstach nie szukamy opisów.
A impresja nie jest miejscem na refleksje, tylko na odczuwanie tego co tu i teraz.

Akurat ten wiersz uważam za swojego rodzaju impresję chwili szczęśliwości.
Impresja różowego nieba, chwilowego, rajskiego ogrodu o zachodzie słońca, ze szczęściem na rękach.
Niestety, ze świadomością chwilowości, ulotności. Świadomością konieczności opuszczenia raju i powrotu o zmierzchu do świata opisanego w improwizowanej, dziecięcej śpiewce.

Dla mnie akurat, ta infantylna modlitwa jest jak najbardziej emocjonalna.
Żeby odczuć te emocje, trzeba jednak sięgnąć w głąb siebie do swojego wewnętrznego dziecka.
Przez uproszczenie i strywializowanie piosenki - modlitwy, paradoksalnie moim zdaniem, autorka osiągnęła emocjonalną głebię.
Impresje same w sobie nie są refleksjami ale mogą wywoływać refleksje u czytelnika, rezonować z jego wewnętrznym światem
I wszystko zależy od zasobów duchowych i doświadczeń czytającego.

Zgódźmy się na założenie, że nie tyle nie zrozumiałaś wiersza, Polu, ale nie rezonuje on w Tobie emocjonalnie.

Innym założeniem jest, że ja nie zrozumiałem.
W takim razie z ciekawością oczekuję na wypowiedź autorki.

Opublikowano

@Jerzy_Edmund_Sobczak
jeśli poezja jest rzeką i ktoś kucnął na brzegu, zaczerpnął wodę dłonią, i po chwili została jedna kropla, moja kropla, i ten ktoś pochylił się nad nią dostrzegając, że oto jest - czy to nie powód do radości?
dziękuję:)
g.

Opublikowano

@Pola_Paris

Rada

W Kiang-nan są małe pomarańcze czerwone, których zima nie warzy. Bo wiedzcie, klimat jest łagodny w Kiang-nan. Lecz jak wszędzie, kwiaty brzoskwiń i śliw tam więdną.
Nie udawajcie się w tę krainę, gdy wątłe jest szczęście wasze.


Czang Kiu-ling
673 - 740 po Chr.

z pozdrowieniami
g.

Opublikowano

Gabrysiu, pozwolę sobie jeszcze popolemizować, mam nadzieję, że nie odbierzesz tego jako niegrzeczne, czy natarczywe. Ja nie chcę nikogo zmuszać do zmiany zdania, czy umniejszać wartości jego poezji, jedynie zastanowić się nad odbiorem i funkcją poezji.
Dla mnie tekst, który zacytowałaś, Czianga Kiu-Linga, jest doskonały w swojej prostocie. Trafny, elegancki, plastyczny w opisie (chociaż autor posługuje się tu bardzo skromnymi środkami), lekki. Zawiera w sobie dużo cech pisarstwa azjatyckiego, właśnie prostotę przekazu, plastyczność, czerpanie z nieskończoności, uchwycenie, zatrzymanie nieuchwytnej chwili.
Ponadto musimy zdawać sobie sprawę, że takie wiersze należy czytać w kontekście epoki, w której powstawały. Zawarta tam myśl w VIII wieku była przełomowa, odkrywcza, powtarzanie jej dzisiaj jest jedynie... wtórne. Twój wiersz powtarza jedynie to, co jest powtarzane od (conajmniej) VIII wieku i to w formie niezbyt strawnej: szczerze mówiąc, ta stylizacja na mowę dziecięcą, wywołuje we mnie obawy, że autorka dużo lepiej nie potrafi. Poza może ostatnim fragmentem, który też nie zachwyca, czyta się to fatalnie, nie ma żadnego rytmu, żadnej plastyczności, jedynie taka infantylność w wydaniu, które nie wzrusza, lecz wywołuje lekkie zażenowanie. Dlaczego więc czytelnik miałby czytać Ciebie, skoro może sięgnąć po klasykę Czanga Kiu Linga?

Oczywiście, wszyscy tutaj się dopiero uczymy pisania, ale zachęcam już teraz do przemyślenia pewnych kwestii.



@Jerzy_Edmund_Sobczak
Nie mam nic przeciwko prowokowaniu do dyskusji o poezji, oczywiście pod warunkiem, że odbywa się to grzecznie i merytorycznie :)
Ja również nie roszczę sobie praw do nieomylności, ten wiersz wywołuje we mnie jednak wrażenie, że autorka napisała właśnie tak niby dziecięco, infantylnie, powierzchownie, bo dużo lepiej nie potrafi. Gdy patrzę na ten wiersz poprzez pryzmat moich wspomnień dzieciństwa, to wydaje mi się bardzo ubogi.
Zbyt ubogi, mało plastyczny, zbyt kaleki w formie, by mógł oddziaływać jako impresja. Ale szanuję odmienne zdanie. Każdy ma własny odbiór.

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

@Pola_Paris

Wiesz, Pola, lubię dyskutować o poezji.
I oczywiście, tak jak zwróciłem na to uwagę powyżej, oprócz kwestii tekstu jest również kwestia odbioru przez czytelnika.
Stąd często takie kontrowersje przy ocenianiu wierszy.
Ale poezja ma właśnie to do siebie.
Nie jest jednoznaczna.

Sam byłem i jestem komentatorem na portalach, gdzie taka funkcja recenzenta istnieje.

A ja przecież jeszcze nie czytałem Twojej poezji.
Co muszę natychmiast nadrobić.
Pozdrawiam.

Opublikowano

autorka napisała właśnie tak niby dziecięco, infantylnie, powierzchownie, bo dużo lepiej nie potrafi. @Pola_Paris


Dziecko

Niby mizerne, prawie przejrzyste
z tą płetwą grzbietową -
kiedy się pochyla. Aż dziwne
z wypustkami skrzydeł. I jeszcze

coś między słonecznikiem a wróblem
podnoszącym piórko. Twierdzi,
że lubi pomagać ludziom, bo w sercu
ma tęczę. Czasem głośno płacze

z niemocy w końcu wyciskając dwie łzy
i mówi: to łatwizna



to to samo dziecko, ale o rok młodsze, więc coś w tym jest, że dużo lepiej nie potrafię, No cóż - taki los, Pola Paris

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

jeśli wyłapujesz w tym krótkim tekście, w większości ściśle zacytowanym przez autorkę, jakieś błędy, to niewiele z niego rozumiesz, więc sugerowałabym zaniechanie czytania - tyle wspaniałych, innych wierszy, jasnych, o miłości np. możesz przeczytać w sieci, a przyszłaś tu, żeby co? żeby odreagować coś? złość?
no to pozdrawiam
g.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @vioara stelelor -:)ja bym zrobiła.Wszystko albo nic!Czy tak się nie da?…i popłynęły słowa widzę…dobry wiersz( zostawił przestrzeń wyoobraźni)…
    • ... Mrok.    Zaczynam celowo prowokacyjnie. Jak to ja: Corleone11.     Czy zauważyliście, że zawsze, gdy przyzywacie go do umysłu, czujecie reakcję? Szybkie wtargnięcie? Zupełnie jakby ów czekał w pobliżu, słysząc wasze myśli i/lub odbierając nastrój i gotowość? I wtedy spieszył w odpowiedzi, korzystając z zaproszenia? Pewnie zauważyliście. Innymi słowy: wiecie, że dzieje się dokładnie tak. Mrok słyszy. Mrok widzi. Mrok czuje. I reaguje, jako mający osobową naturę, zgodnie ze swoją naturą właśnie. Pełną niepokoju. Chęcią dominowania. Gwałtownością. Drapieżnością. Żądzą przebywania, nie tylko zamiarem, natychmiast wszędzie tam, gdzie zostanie zaproszony. Z oczywistą świadomością, że gdy zostanie wyproszony, jego natura każe mu wyjść. Nawet, jeśli nie chce.    A czy pozostawi cień? Owszem. Swoisty. Czasową zmianę energetyczną, drgające impulsy w duchowej przestrzeni. Bardziej lub mniej trwałe, w zależności od czasu przebywania.      Inaczej przedstawia się sprawa ze Światłem. Napisałbym - i zaraz napiszę - że przedstawia się zupełnie odwrotnie. Różnica - znów - ma związek z Jego osobową naturą. Ale także z naturą każdej istoty żywej, to znaczy mającej duszę: człowieka oraz bytów, które określa się ogólnie pojęciami "zwierzęta" i "rośliny". Całkiem tak, jakby tylko rośliny rosły, a zwierzęta i ludzie już nie. A przecież wzrost jest wpisany w naturę wszystkich wymienionych stworzeń. Dość jednak wtrąceń, wracam do głównego wątku.    Światło jest łagodne, nawet jeśli w danym momencie intensywne. Jest spokojne świadomością swojego znaczenia. Spokojne świadomością aodzowności w każdym miejscu i w każdym rodzaju przestrzeni Wszechświata, nie tylko w światach takich, jak ziemski. Dlatego przychodzi na zaproszenie ze spokojem, wynikającym ze swojej natury. Przychodzi, nie spiesząc się.  Pewne, że jeśli zostanie wyproszone, i tak wróci na kolejne zaproszenie. Wcześniej albo później.     Światło wchodzi. Rozgaszcza się miękko. Powoli. Zgodnie ze wspomnianym dopiero co spokojem. Łagodnie po zakamarkach przestrzeni umysłu. Bez pośpiechu. Uprzejmie, ba - delikatnie. Zatem, jako świadomościowy Byt, uprzedni w stosunku do Mroku, czuje, słyszy i widzi. Różnica zaś w odczuciu - odczuwaniu, wrażeniu - ludzkim przy wejściu do jego wewnętrznej przestrzeni ma ścisły związek z człowieczą naturą: jako jej pomysłodawca i stwórca Światło pozostawiło ślad. Jest immanentne: zawsze "w". Przy wejściu dochodzi do połączenia wewnętrznego z zewnętrznym. Dlatego nie narusza spokoju. Nie budzi lęku. Obaw. Chyba, że świadomymi - przynajmniej z początku - decyzjami dany człowiek zaszedł i wędruje ścieżkami Mroku.              *     *     *      Tak więc jestem i Ja. Światło. Uprzednie wobec Mroku i aporównywalnie starsze. Wieczne. Stwórca wszystkiego, także Mroku i cieni. Aodzowne wszędzie i zawsze. Ktokowiek, cokolwiek i kiedykolwiek pomyśli i powie. Nawet, jeśli Mrok uzna za stosowne twierdzenie i wmawianie komukolwiek, że jest inaczej.     Ja, Światło, jestem przyczyną każdego cienia. Stwórcą Mroku, do którego natury przynależy jasność. Blask. Choćby wypierał się tego przyszłą część wieczności przed wszystkimi naraz i każdą z osobna żywą istotą. Tak samo, jak Chaos jest następny w stosunku do mojego istotowego porządku. Który to Chaos można oczywiście uporządkować w ład.     Jestem więc. Światło. Ja i...       Kartuzy, 7. Lutego 2026     
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Z własnego wnętrza, Bardzo wiele zależy od kolei życiowych, wychowania, dzieciństwa, wczesnych i późniejszych doświadczeń. Później, oczywiście, wiele można korygować, ale to już nie jest takie proste. Generalnie - najprościej rzecz ujmując - z podejmowanych działań.   Wiara - w cokolwiek lub w kogokolwiek - do pewnego momentu w życiu jest czymś narzuconym w procesie uspołeczniania człowieka. Podobnie, jak jej brak. Ktoś wychowany w katolicyzmie, jest katolikiem. Ktoś, kto był otoczony dobrymi ludźmi, wierzy, że ludzie są dobrzy. itd.   Niektórzy dobrze się z tym czują. Inni dochodzą do takiego punktu w życiu, zazwyczaj pod wpływem gwałtownych wydarzeń, w którym ta powłoka opada, a wiara musi stać się wyborem. I trzeba ją jakoś zintegrować z poczuciem, że ona nie ogranicza, ale daje moc. I odpowiedzieć sobie na pytania, w jaki sposób sytuuje się wolność, duchowy dobrostan, poczucie samokontroli (w pozytywnym znaczeniu pewnego trzymania w dłoniach sterów własnego życia).      
    • @iwonaroma Moje ciało murem podzielone Dziesięć palców na lewą stronę Drugie dziesięć na prawą stronę Głowy równa część na każdą stronę
    • @Mitylene Druga strofa - podoba mi się nawiązanie do Salvadora Dali i do jego "Cieknących zegarów" (właściwy tytuł - "Trwałość pamięci"). Niedokończony wiersz może być jeszcze jedną nieudaną próbą zatrzymania, odtworzenia czasu, który się rozpada. Duszne, upalne lato, morze, zachód słońca - dodatkowo obciążający obraz ideą przemijania - to wszystko stanowi dobre tło do refleksji nad egzystencjalnym zmęczeniem i lepkością czasu, z którego nie można się wyzwolić. Kolejna strofa z kolei przywołuje Bruegla Starszego "Pejzaż z upadkiem Ikara" - również mamy tam w tle morze, a treść obrazu przywołuje na myśl klęskę, bezradność, wzlot i upadek zarazem. Poezja okazuje się całkowicie pozbawiona jakiejkolwiek mocy wobec powolnego rozkładu czasoprzestrzeni i potencjału twórczego. Krople rosy brzmią ożywczo, a w tym miejscu utwór się kończy. Dla mnie to zapowiada nadejście nocy po tym upalnym dniu, nocy, która może wszystko zmienić, ale trzeba by ją było najpierw napisać.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...