Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był przebojowy - Jakub go lubił,
jednak nie cenił swego dziedzictwa
- za "to czerwone", gdy się pogubił,
oddał je bratu, wskutek chojractwa.

Diabeł urobił go na swą modłę
- sam też nie cenił tego co dostał
- jako złoczyńca wiódł życie podłe
- oczekiwaniom Bożym nie sprostał.

Aby nie skończyć, jak skończył Ezaw,
chodź w zbroi Bożej, aby się ostać,
strzegąc się przy tym buńczucznych postaw,
by wymaganiom Jehowy sprostać.

Stać niewzruszenie w prawdzie należy,
ceniąc zebrania i świętą służbę
- od wytrwałości bowiem zależy,
czy swemu Ojcu przyniesiesz chlubę.

Wiara zapewnia spokój wewnętrzny
- okup złożony już działa cuda
- związany z Bogiem jest wszak bezpieczny,
więc nie zaszkodzi mu zdrada knuta.

Bratnia społeczność na całym świecie
raduje serca tych, którzy cenią
swoje dziedzictwo, żyjąc na diecie
dość mają siły, więc się nie lenią.

Świadczą odważnie kim jest Jehowa
i co uczyni z bezbożnym światem,
prawych uczynków głośna wymowa
znamiennie świadczy także, a zatem...

...wzorem Jakuba ceń rzeczy święte,
miłując Ojca świętego w niebie,
studiując Słowo - wszak duchem tchnięte,
by nie żyć tylko o samym chlebie.

O życie wieczne mądry zabiega
- mądra tak samo dąży do niego,
teksty natchnione wzrokiem przebiega,
naucza prawdy bliźniego swego.

Świadek Jehowy świadom wyborów
dokonywanych pod wpływem ducha,
pełni swą służbę wszak bez oporów,
gdy rzeczywiście wciąż Boga słucha.

w13 15.5 5:4, 5

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...