Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(Warszawskim powstańcom, państwu Baczyńskim poświęcam)





Boleści orzeł, ojczyzno biała
Dniom na czerwonych od krwi przestworzach
Blask rozpościelasz i rozogniona
Przechodzisz cała.

Jakim twym czarem rozmiłowałaś
Serca półżywe i poniżone
Jakiego ducha w mojej koronie
Zamknęłaś słońca i jaką dolę?

Tym dniom co szerszeń oko wykole
Sprawca milionów bielmowych znamień
Jak łzom trzech spojrzeń co w jednym kole
Wyryte w jeden umarły kamień
Od Krzysia, Basi i ich dziecięcia

W żywych aniołów tych ludzi zamień
Panie od wszystkich człowieka losów
Od strzałów oni, bicia i stosów
Oni nie mieli żadnego głosu!

O! żegnaj życie - człowiecza perło
Życiem służyli Ci zawsze wiernie
Daj im koronę Panie i berło

Odeślij ciernie i zapomnienie
Odeślij skargi i ludzkie łkanie
Kamieniom Twoim rzuconym na szaniec.

*

Przechodniu, powiedz Polsce
Powiedz koniecznie krajowi
Tu leży warszawski powstaniec
Tu leżą ojczyzny synowie.

Przystań
I odmów różaniec.






Agamemnon






Pieśń ( Modlitwa)






Odbierz mi, Panie, ręce wygnańca
i daj mi ręce dzieci.
Jakże uradzę w martwych kolumnach
mity wybiegłe naprzeciw?

Jakże ogarnę za snów najcięższy,
jak ptakom odpowiem słowem?
Oto się sypią czerwone węże,
liście jesieni klonowych.

Jakże wbitemu w umy peamów
trwodze pod prąd ulecieć?
Odbierz mi Panie, oczy wygnańca
i daj mi oczy dzieci.





Krzysztof Baczyński







Oczy co łzy wylały rzewne
Wyschły suchym traktem jak ognista rzeka
I w oczodoły co zbrodzień wyrzeźbił w drewnie
By nie było w nich ani źdźbła człowieka
Wcisnął oczy - gałki z kamienia
Co nie znają żadnego już bólu
Ani nie widzą i czują cierpienia





Agamemnon

poezja egzystencjalna Agamemnon blog

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za horyzontem znów wschodzi słońce. Szósta rano. Znasz to uczucie aż za dobrze. Otwierasz okno, stajesz przy nim, a lodowaty poranny wiatr wieje ci prosto w zaspane oczy. Myślisz w jakim to wspaniałym kraju, płynącym mlekiem i miodem żyjesz. Ale nie stoisz długo — czas goni. Mówisz tylko: „Trudno” i idziesz się ubrać. Koszula garniturowa leży idealnie, choć gryzie w kark. Spodnie są tak obcisłe, że miażdżą ci chuja. Wspaniały zestaw na wspaniały dzień. Idziesz zjeść śniadanie, lecz… czas goni. Nie zjesz dziś śniadania. No cóż... Pośpiesznie zakładasz pantofle — jeszcze ciaśniejsze niż spodnie — i pędzisz na złamanie karku, i tak już podgryzanego przez kołnierz koszuli, do pracy. Wsiadasz do śmierdzącego i dymiącego bardziej niż smok autobusu linii 500. Siadasz na trzech fotelach z tyłu, zadowolony, że masz aż trzy miejsca dla siebie. Przez trzy przystanki jedziesz szczęśliwy, mimo kilku bezdomnych głośno rozmawiających naprzeciwko. Na czwartym przystanku wsiada osiem starszych pań. Oczywiście — bez mrugnięcia okiem, mimo że są bardzo niemiłe — dopuszczasz je do swoich upragnionych trzech miejsc. Resztę trasy pokonujesz stojąc, kurczowo trzymając się sufitowej poręczy. Próbujesz zasnąć, ale autobus co chwilę podskakuje na dziurach i nijak nie da się wrócić choć na chwilę do krainy snu. Mimo tych trudności dalej się uśmiechasz i bez zniechęcenia wchodzisz do ulubionego biura. Jesteś spóźniony trzy minuty. Z ogromną prędkością przykładasz kartę do drzwi szefa, pukasz, słyszysz znajome „proszę!” i wchodzisz. Po otrzymaniu reprymendy i liścia w twarz — którego oczywiście przyjmujesz z honorem, bez sprzeciwu — wracasz do swojego biura. Rozpoczynasz pracę. Męczysz się nad akcjami i obligacjami jakiegoś Markiewicza, skurwysyna milionera. Twarz jeszcze piecze po karze, ale nie zważasz na to. Z uśmiechem, że możesz pracować w tak wspaniałym miejscu, w tak wspaniałym kraju, pracujesz dalej. Markiewicza kończysz o czternastej trzydzieści. Teraz czas na obrzydliwy obiad w kantynie, rozmawiając o życiu i śmierci ze swoimi ulubionymi, śmierdzącymi współpracownikami. Dziś na obiad resztki z wczoraj: zielony kotlet schabowy z ziemniakami bez surówki. Jasna sprawa, że szef w tym czasie konsumuje u siebie homara z krewetkami. Nie myślisz jednak o tym długo — właściwie w ogóle o tym nie myślisz — bo już zjadłeś i musisz wracać do pracy. Kończysz po osiemnastej, zmęczony, i zbierasz się do wyjścia. Oczy bezwładnie się zamykają, przecierasz je ręką i wychodzisz z pokoju. Robiąc to, wpadasz na szefa. Ten zatrzymuje cię i mówi: „Ty już? Nie, nie… Wysłałem ci jeszcze jedną rzecz do zrobienia”. Tak oto twój dzień pracy kończy się o dwudziestej trzeciej. Szef i inni dawno poszli do domów. Ty również idziesz. Wracasz znów autobusem linii 500. O tej porze nie ma już starowinek. Podróż przebiega spokojnie, próbujesz zasnąć na tylnym siedzeniu, ale boisz się, że przegapisz swój przystanek. Nie przegapiasz, bo nie zasypiasz. Wysiadasz. Wykończony, ale szczęśliwy, że dobrze wykonałeś swoją pracę i przysłużyłeś się komuś, jak zawsze wchodzisz do domu i od razu idziesz spać. Dobranoc. Za horyzontem znów wschodzi słońce. Szósta rano. Znasz to uczucie. Otwierasz okno i stajesz przy nim, a lodowaty poranny wiatr…
    • Na gazetę patrzy zły duch.   Trzyma dziwną kulę, lustra okruch, ukazuje wolę…   Zmienia fałsz w prawdę. Magia zaprawdę!              * Wierzę, że w realu  dowiodę…    
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Właśnie tak :)
    • @Waldemar_Talar_TalarJest potrzebny do życia, (póki co) jak sól do przyprawy.  Dzięki niemu doceniamy, widzimy i pamiętamy chwile szczęścia i radości.
    • @Charismafilos Dwa wiersze w jednym - jak prezent w prezencie :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...