Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

[center]wydarzenia przed zachodem słońca 10 Nisan 33 r.n.e.

głód bezowocność ujawnił
zieloność była zwodnicza
soków go zatem pozbawił
kolejna tego rocznica

znamienne owo zdarzenie
refleksję nasuwa cenną
owocność starań jest w cenie
ciesz Boga swą służbą dzienną

potem przejawił gorliwość
o miejsce wielbienia Boga
stanowcza czynów godziwość
słuszna tam była i sroga

ocenił Greków starania
mówiąc obumrze a zatem
zachęcił nas do działania
stwierdzeniem znamiennym zwrotem

autoperswazją serce sposobił
na tę godzinę dziejowo ważną
w której na zawsze ludzkość wykupił
z niewoli śmierci albowiem grzeszną

otocz chwałą swoje imię
upraszał Ojca niezmiernie
potężne Ojcowskie brzmienie
uspokoiło znamiennie

świadectwo głosem Boga Jehowy
dowód stanowi powagi chwili
potem nastąpił ów akt dziejowy
dzięki któremu będziemy żyli

bezgrzeszni zawsze przeto szczęśliwi
radując Ojca na wieki wieków
w spełnianiu woli Jego gorliwi
na zawsze młodzi i pełni wdzięków

wzywał by wierzyć w zbawienne światło
które wskazuje dokąd iść trzeba
Szatan podsuwa tradycji tatło
aby odciągnąć od chleba z nieba

zachęcał uczniów aby wierzyli
w niego i w Ojca z którym w jedności
aby uwagą baczną darzyli
najświętsze prawdy w szczerej miłości

zachowywanie nauk od Boga
w życiu codziennym sprawia uznanie
w takich przed sądem nie wzbiera trwoga
takich wspomaga zbożne ufanie

przykazań Bożych podkreślił wartość
dzięki nim życie wieczne nastanie
obecnej duszy podkreślił marność
przeminie bowiem przez zło nękanie


[/center]Reminiscencja ma na względzie poniższe sprawozdania ewangeliczne:

Wracając wcześnie rano do miasta, zgłodniał. I ujrzawszy przy drodze drzewo figowe, podszedł do niego, ale nie znalazł na nim nic oprócz samych liści; i rzekł do niego: "Niechże już nigdy, na wieki, nie zrodzi się z ciebie żaden owoc". I drzewo figowe natychmiast uschło. (...) A Jezus wszedł do świątyni i powyrzucał wszystkich sprzedających i kupujących w świątyni, i poprzewracał stoły wymieniających pieniądze, a także ławy sprzedających gołębie. I powiedział do nich: "Napisane jest: Dom mój będzie nazwany domem modlitwy, lecz wy czynicie z niego jaskinię zbójców".
Mateusza 21:18, 19; 21:12, 13

A wśród tych, którzy przybyli, by oddawać cześć w czasie święta, byli pewni Grecy. Ci więc podeszli do Filipa z Betsaidy w Galilei i zaczęli go prosić, mówiąc: "Panie, chcemy zobaczyć Jezusa". Przyszedł Filip i powiedział Andrzejowi. Andrzej i Filip przyszli i powiedzieli Jezusowi. Jezus zaś odrzekł im, mówiąc: "Nadeszła godzina, żeby Syn Człowieczy został otoczony chwałą. Zaprawdę, zaprawdę wam mówię: Jeżeli ziarno pszenicy nie wpadnie w ziemię i nie obumrze, pozostaje tylko jednym ziarnem; ale jeśli obumrze, to przynosi obfity plon. Kto kocha swą duszę, ten ją niszczy, ale kto nienawidzi swej duszy w tym świecie, ten ją ustrzeże dla życia wiecznego. Jeśli ktoś chce mi usługiwać, niech mnie naśladuje, a gdzie ja jestem, tam będzie też mój sługa. Jeśli ktoś mi usługuje, Ojciec będzie go szanował. Teraz dusza moja jest strapiona i co mam powiedzieć? Ojcze, wybaw mnie z tej godziny. Ale właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, otocz chwałą swoje imię". Wtedy doszedł głos z nieba: "Już otoczyłem je chwałą i jeszcze je chwałą otoczę". Tłum więc, który stał dokoła i to usłyszał, począł mówić, że zagrzmiało. Inni się odezwali: "Anioł do niego przemówił". Odpowiadając, Jezus rzekł: "Ten głos rozległ się nie ze względu na mnie, lecz ze względu na was. Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz władca tego świata zostanie wyrzucony precz. Ja jednak, jeśli będę z ziemi uniesiony w górę, pociągnę ku sobie ludzi wszelkiego pokroju". To zaś powiedział w tym celu, żeby wskazać, jaką śmiercią ma umrzeć. Toteż tłum mu odpowiedział: "My słyszeliśmy z Prawa, że Chrystus pozostaje na wieki; a jakże to mówisz, iż Syn Człowieczy musi być uniesiony w górę? Kto jest tym Synem Człowieczym?" Jezus więc rzekł do nich: "Jeszcze przez krótką chwilę będzie wśród was światło. Chodźcie, dopóki macie światło, żeby was ciemność nie przemogła; a kto chodzi w ciemności, ten nie wie, gdzie idzie. Dopóki macie światło, wierzcie w światło, żebyście się stali synami światła". Powiedziawszy to, Jezus odszedł i ukrył się przed nimi. Ale chociaż dokonał wobec nich tylu znaków, nie uwierzyli w niego, tak iż spełniło się słowo proroka Izajasza, które on wyrzekł: "Jehowo, kto uwierzył w to, cośmy usłyszeli? I komu zostało objawione ramię Jehowy?" Nie zdołali zaś uwierzyć, gdyż Izajasz rzekł jeszcze: "Zaślepił ich oczy i zatwardził ich serce, żeby oczami nie widzieli i sercem nie pojęli, i nie zawrócili i żebym ich nie uzdrowił". Izajasz to rzekł, ponieważ ujrzał jego chwałę i o nim mówił. Mimo to nawet wielu władców wprawdzie uwierzyło w niego, ale [u]ze względu na faryzeuszy nie wyznawali go[/u], żeby ich nie wykluczono z synagogi; [u]bardziej bowiem umiłowali chwałę ludzką niż nawet chwałę Bożą[/u]. Jednakże Jezus zawołał i rzekł: "Kto wierzy we mnie, ten wierzy nie tylko we mnie, lecz także w tego, który mnie posłał, a kto mnie widzi, widzi również tego, który mnie posłał. Przyszedłem na ten świat jako światło, żeby nikt, kto we mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. Ale jeśli ktoś słyszy moje wypowiedzi, a ich nie zachowuje, ja go nie osądzam; bo nie przyszedłem, żeby świat osądzić, lecz żeby świat wybawić. Kto mnie lekceważy i nie przyjmuje moich wypowiedzi, ma swego sędziego. Słowo, które powiedziałem - ono go osądzi w dniu ostatnim; ponieważ ja nie mówiłem sam z siebie, ale to Ojciec, który mnie posłał, dał mi przykazanie dotyczące wszystkiego, co mam powiedzieć i co mówić. Wiem też, że jego przykazanie oznacza życie wieczne. Dlatego wszystko, co mówię, mówię tak, jak mi powiedział Ojciec".
Jana 12:20-50

[center][img]http://jestem-blisko.blog.deon.pl/files/2014/08/jezus_oczyszcza_swiatynie.jpg[/img]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...