Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

[center]Zbawienne karcenie

Komu miłe jest karcenie?
tak cielesne, jak duchowe?
Zwłaszcza owo drugie cenię,
gdy jest mądre i celowe...

Karność życie wieść pomaga
jak należy - według Słowa
jawi co Ojciec wymaga.
Jego rada cenna, zdrowa.

Przeto uchwycić się karności,
nie "odpuść" jej sobie zatem,
jeśli wynika z miłości,
to przyjemnym będzie "batem".

Łagodność ją znamionuje,
bezspornie nie wiedzie sporów,
delikatnie przekonuje
korzystając z dobrych wzorów.

Dobrotliwość Boża takim
pobudką do szczerej skruchy,
pouczeniem nader ważkim,
nań nie będzie mądry głuchy.

Biblijnych trzyma się zasad
karcony stosownie, tkliwie,
jawi je biblijny wykład,
przedstawiany w czystej mowie.

Schwytani diabelskim sidłem
nie lubią słuchać karcenia,
lubią podążać za ciałem...
Własne im miłe dążenia.

Bóg udziela skruchy szczerym,
nic fałszywym nie pomoże,
szykuje kres wszystkim szczwanym...
Bezkarność wkrótce przemoże.

[img]http://1.bp.blogspot.com/-hUq0g0YzXEI/Ui8XDWWeOwI/AAAAAAAABiA/LfTwUHmoLok/s1600/dyscyplina.jpg[/img][/center]

Zestrój ma na względzie poniższe teksty Biblijne:

Przypowieści 4:13 "Uchwyć się karności; nie puszczaj. Strzeż jej, bo ona jest twym życiem"

2 Tymoteusza 2:24-26 "Ponadto odrzucaj głupie i ignoranckie dociekania, wiedząc, iż wywołują spory. Ale niewolnik Pana nie ma się spierać, lecz ma być delikatny wobec wszystkich, wykwalifikowany do nauczania, opanowujący się w obliczu zła, z łagodnością pouczający nieprzychylnie usposobionych; bo może Bóg udzieli im skruchy prowadzącej do dokładnego poznania prawdy i opamiętają się, wyrwawszy się z sidła Diabła, widząc, iż zostali przez niego żywcem złowieni dla woli jego".

Rzymian 2:4 "czy gardzisz bogactwem jego życzliwości i wyrozumiałości, i wielkodusznej cierpliwości, nie wiedząc, że dobrotliwość Boża próbuje cię przywieść do skruchy?"

Efezjan 6:4 "ojcowie, nie drażnijcie swych dzieci, ale je wychowujcie, karcąc je i ukierunkowując ich umysły zgodnie z myślami Jehowy".

Jakuba 5:11 "za szczęśliwych ogłaszamy tych, którzy wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Hioba i widzieliście, jaki wynik sprawił Jehowa, że Jehowa jest bardzo tkliwy w uczuciach i miłosierny".


[center]http://www.jw.org/pl/publikacje/czasopisma/g201505/jak-uczyc-dzieci-posluszenstwa/

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Jacek_Suchowicz pozdrawiam i dziękuję:)
    • ładunki elektryczne  skupione na wargach języku ciało to otwarty obwód w aksamitnej epilepsji powietrze zmienia się  w soczewkę jestem jej skazą  chwytam nitki z pola widzenia
    • świat cały wokół szybko pomyka naprawdę ważne  to nie o to chodzi by złapać królika ale wciąż gonić go :)))
    • @Zbigniew Polit jak to w rodzinie:)
    • Panienka sama wybrała mnie na swą towarzyszkę.    – Będziesz mi przynosić świeże owoce i się ze mną bawić – powiedziała. – A teraz szukaj mnie, szukaj! – I trzasnąwszy dzwiami, wybiegła z biblioteki.    Nie sposób było ją odnaleźć; raz, na wpół zamroczona snem, zdradziła, iż ilekroć zbliżam się do jej kryjówki, czmycha w zgoła inne miejsce.    Odtąd nie próbowałam jej szukać. Gdy spowita ciemnością czekała, aż usłyszy moje kroki, ja zajmowałam się porządkowaniem jej pokoju: królewstwa pantofelków, koników na biegunach i tapet z tłoczonym kwieciem.    Codziennie wynosiłam stamtąd naręcza spleśniałych owoców.    Pewnej nocy, ucałowawszy panienkę do snu, usiadłam przy stoliku, gdzie na srebrnej paterze ułożyłam świeże owoce. Doczekałam świtu; wówczas — z ręką pod głową — zasnęłam.    Obudziło mnie brzęczenie muchy.    Na wiosnę panienka przestała się przede mną chować. Teraz całe dnie spędzała leżąc na podłodze w którymś z pustych pokoi na drugim piętrze. Gdy okna zachodziły ciemnością, zrywała się i – po drodze pukając do każdych drzwi – biegła przez korytarze, ażeby dopaść do mnie. Wyjmowała mi z rąk, cokolwiek w nich trzymałam i prowadziła drogami, których nigdy nie udało mi się spamiętać.    Docieraliśmy do podziemnej przestrzeni bez drzwi i okien, doskonale jednak widnej. Nabawiałam się mdłości, próbując dojrzeć sklepienie.    Panienka zostawiała mnie na dole; sama stawała na uczepionym skały krugżanku.    Wchodzenie po schodach nie było z początku niczym szczególnym; ot, porządne, kręte schody. Czasem dostrzegałam w tej komnacie ludzi takich jak ja. Machałam im z uśmiechem. Jeśli nasze spojrzenia się spotkały, z twarzy odpływała mi krew, a twarz tego człowieka tak potwornie się wykrzywiała…    Po przekroczeniu drugiego półpiętra, język zaczynał puchnąć.    Panienka wychylała się z krugżanka.    – Isola! – wołała, chwytając jakiś ster powietrzny. – I-so-la!… – odpowiadało echo.                      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...