Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano


W domu wuja nie czułam się swobodnie. Pomiędzy mną a wujem Frankiem, ciotką także, nie było zażyłości, więc przychodziłam do nich rzadko, ot tak; interes jakiś, czasem prośba, żadne tam Święta, czy Wielkanoc, ale któregoś roku w dniu imienin wuja zastałam salon pełen gości na czele z jednym takim, o którym pomyślałam; dziad obleśny, a okazało się, z KC. Koledzy wuja z ministerstwa, wiceminister, sekretarze i kilku urzędników pomniejszego szczebla. Była też parka z innej paczki. On nietypowy jak na owe czasy. Przystojny, szyk francuski. Podobno znany aktor. Żona też. Pomiędzy nim a ciotką Helą coś iskrzyło, z jej strony wręcz na granicy uwielbienia.
Dlaczego ja się tam znalazłam? Bo wuj mnie nie zaprosił. Skądże. Widocznie przyszło mi do głowy, by złożyć mu życzenia i zostałam. Upiłam się i z kimś tańczyłam. Z członkiem KC? Być może. Wesoło było? Nie pamiętam.
Wujowi skończyła się kadencja na stanowisku radcy w ambasadzie i teraz musiał zadbać o to, by się ustawić w kraju. Nie było z tym trudności, miał już posadę na wysokim szczeblu. Był członkiem partii. Był ostrożny. W domu dbał o to, by nic nikomu się nie wymknęło nawet w rodzinnym gronie. Majątek? Willa? Cóż, nie jego. Jego jest tylko goła pensja, bo dom odziedziczyła jego żona, czyli ciotka po nieżyjącej już teściowej wuja.
To był podmiejski ładny dom. Nieduży, ale ładny. Nie wiem kto mi to opowiadał, dość że wiem z czego był zbudowany. Z powarszawskiego gruzu. Cegły pod koniec lat czterdziestych zwożono furmankami. Musiał być na nich ślad pożaru, może bomb? I może jakieś piętno śmierci? Ale to się okaże znacznie później. Wtedy jednak, kiedy ich odwiedzałam, byłam pewna; powodzi im sie znakomicie.
Byłam ubogą krewną, kimś w znacznie gorszej sytuacji, kimś komu podaje się jedzenie w kuchni, kiedy pojawi się niezaproszony i to sprawiło, że niewtajemniczona podpatrywałam z ciekawością, co się u nich działo. Przy mnie mówili do siebie półsłówkami, jakieś aluzje, jakieś zdanka, jedynie dla nich zrozumiałe. Zwykle przedmiotem rozmów była tamta para. Aktor i jego żona. Przyjaciele domu. Podejrzewałam fascynację ciotki tym aktorem, być może była nawet zakochana. Wuj mnie natomiast onieśmielał. W duchu myślałam o nim; bonza. Bo nie dopuszczał do poufałości, na temat pewnych spraw, szczególnie jego osobistych, nie wypadało się odzywać. Za to załatwiał mi posady. W biurze. Na ogół na najniższym szczeblu. Kilka razy. Za każdym razem pracowałam jakiś czas i znów szukałam innej. Nikomu nie mówiłam czemu, moja sprawa, a wuj i tak był pewny, że to moja wina. Wreszcie się zaczepiłam gdzieś na dłużej, przestałam ich odwiedzać. Dla wuja byłam uciążliwym obowiązkiem, a ciotka miała swoje sprawy.

Kiedyś gdy wałęsałam się po mieście w czasie godzin pracy natknęłam się na ciotkę. Wydała mi się jakaś inna. Jak gdyby zaniedbana. Już od pewnego czasu była siwa, ale w tym było jej do twarzy. I zawsze taka elegancka, a tym razem...? Nigdy nie traktowała mnie przyjaźnie, nie była przecież moją krewną, tylko żoną wuja, a tego dnia, jakby się ucieszyła na mój widok i chciała porozmawiać. Było mi głupio. Co się stało? Nie wypadało o to pytać. Sama powie. Chciała, żebyśmy gdzieś usiadły. O tu. Kawiarnia obok ministerstwa wuja. Mówi, że musi tu na niego czekać. Co dzień czeka. Potem wracają razem.
- Muszę, wiesz przecież... mówi do mnie, jest jakaś dziwnie roztrzęsiona
A ja.? Skąd mogłam wiedzieć. Nie wiedziałam. Mówi, że musi go pilnować. Czemu? Przyznała się. Chce o tym porozmawiać. – Bo widzisz, wuj mnie zdradza. Od razu zaczęłam powątpiewać. Niemożliwe. A jednak. Dlatego trzeba go pilnować. Na oku przede wszystkim musi mieć samochód, nie wymknie się bez samochodu. A wiesz z kim? Z tą żoną Ziutka (to ten aktor) Znasz ich? Znam, nie znam. Raz widziałam. Wiem tylko, że o nich rozmawiali, o niej i o nim ale tak, żebym nie rozumiała o co chodzi. To i tamto i bardzo zawsze podekscytowani.
Ciotka wtedy niczego jeszcze nie podejrzewała. Wracał późno, to prawda, ale to przecież zrozumiałe. Narady, posiedzenia. Jazdy w teren. Przedtem dwa lata spędzili w NRD, a tam nudziła się, prawie nie wychodziła z domu, nie znała niemieckiego. Cieszyła się z powrotu. Poodnawiali znajomości. Tamtych dwoje poznali na przyjęciu w jakiejś zachodniej ambasadzie. To była przyjaźń, fascynacja. A teraz.. Zaczęła się nerwowo krzątać. - Coś ci pokażę - powiedziała i przysunęła do mnie torbę. W środku były białe majtki. ...Znalazłam w samochodzie - szepcze. Wozi ją pod Warszawę. I wiem gdzie. Do pensjonatu nad Zalewem
Było mi trochę głupio patrzeć na nią, bo oczy miała załzawione, twarz szarą, widać zmarszczki, ubrana jakoś niestarannie, jakby w pośpiechu. I coś, czego bym się nie spodziewała po niej; szukała u mnie zrozumienia.

I znowu minął jakiś czas. Tym razem chodziło o pożyczkę. Niewielką. Do spłacenia. Po wyczerpaniu wszelkich możliwości postanowiłam iść do wuja. Zastałam go. To było letnie popołudnie, był w ogrodzie po drugiej stronie domu. Ogród wydawał mi się zaniedbany, z tarasu tynk odłaził i widać było nadpalone cegły. Na tym domu, mówili, ciążyło jakieś fatum, choć śmierć teściowej o niczym jeszcze nie świadczyła, była stara. A teraz widok wuja mnie zaskoczył. Był również stary. I zmęczony. A przecież nie minęło znów tak wiele czasu, a on się zmienił. Oklapł. Kiedy widziałam go ostatnim razem był podniecony i radosny. Ach tak, był przecież zakochany.
Do mojej prośby odniósł się życzliwie, wydawał się zainteresowany, lecz kiedy wstał i poszedł w stronę domu wiedziałam, że jest chory. Ciotka Helena była w domu, krzątała się po kuchni i przywitała mnie dość chłodno, a o poufałości między nami nie mogło być już mowy. Ciotka przytyła i wyglądała całkiem dobrze, pogodna i spokojna, wiec nie liczyłam na to wcale, że mi cokolwiek powie. Zresztą, tym razem sama mogłam się domyślić. Zerwał z tamtą, bo musiał zerwać przecież i to go wykończyło. Ciotka wymogła na nim to zerwanie. Co tutaj się musiało dziać, jakie tu były straszne sceny. Zazdrości, pojednania.. Dramat. A rozejść przecież się nie mogli.Ten domek z popowstańczej cegły formalnie był własnością ciotki , lecz zbudowany za pieniądze wuja.
Nie odwiedzałam go już więcej. To co mu byłam winna odesłałam. Umarł po roku, może dwóch. W szpitalu, podczas operacji. Pamiętam pogrzeb z honorami. Ciotka została sama, ale niezupełnie, miała krewnych. W przestronnym domu przyjmowała gości, ja też tam kiedyś byłam, dlatego kiedy okazało się, że rak, proszono mnie, żebym się nią opiekowała, więc nocowałam tam, robiłam co należy i byłam przy jej zgonie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @jan_komułzykant

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dziękuję Janko, słowo czasem też ma "nóżkę" którą czasem sobie tupnie. Pozdrawiam  :)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      KRYTYKA — SZCZERA, TECHNICZNA, BEZ OMIJANIA 1. Tekst ma energię, ale nie ma konstrukcji Wiersz jest emocjonalny, intensywny, ale rozpada się na monolog bez kręgosłupa. Narratorka przeskakuje od: rozczarowania partnerem, do fascynacji „prostakiem”, do deklaracji seksualnej wolności, do moralizowania o „smakowaniu życia”. To są cztery różne wątki, które nie składają się w jedną opowieść. 2. Narratorka jest ciekawa, ale niekonsekwentna W jednej chwili: gardzi wrażliwością („wiersze są oznaką słabości”) w drugiej — sama mówi poetycko („w Twych oczach widziałam niebo”) To nie jest ironia — to brak kontroli nad głosem postaci. Jeśli to satyra, powinna być ostrzejsza. Jeśli to dramat, powinien być głębszy. Teraz jest pomiędzy — i przez to rozmyty. 3. Najmocniejszy element — krytyka współczesnych relacji — jest niewykorzystany Wiersz ma potencjał, bo dotyka ważnych tematów: konsumpcjonizm emocjonalny fascynacja brutalnością odrzucenie wrażliwości ucieczka od odpowiedzialności Ale wszystko to jest powiedziane wprost, bez metafory, bez obrazu, bez napięcia. To bardziej wpis na Facebooku niż poezja. 4. Język jest nierówny Masz fragmenty bardzo dobre: „Wczoraj w Twych oczach widziałam niebo” „On nie ubiera słów w zbędne metafory” Ale obok nich pojawiają się zdania, które brzmią jak proza użytkowa: „pamiętaj – mogę mieć każdego” „nudą mieć partnera jednego” „każdy młody smakuje życia!” To zabija rytm i odbiera tekstowi powagę. 5. Puenta jest słaba „A Ty wciąż czekasz na tę jedyną z którą na ślubnym staniesz kobiercu…” To brzmi jak wyrwane z poradnika dla nastolatków. Nie zamyka wiersza, nie podnosi go, nie zostawia śladu. CO DZIAŁA? intensywność emocji wyrazisty głos narratorki aktualny temat (relacje, konsumpcjonizm, frustracja) potencjał satyryczny CO NIE DZIAŁA? brak struktury brak metaforyki zbyt dosłowne deklaracje nierówny język słaba puenta
    • @Nata_Kruk Bardzo dziękuję !!!   Ten lęk jest bardzo uniwersalny.   Pozdrawiam
    • od wielu już lat o tej samej porze spogląda przez okno zmęczona tęsknotą twarz   mająca wciąż nadzieje ujrzeć kogoś kto zapomniał że ona choć staruszka ciągle jest jego matką 
    • @piąteprzezdziesiąte Czuję temat. Dobrze, ze go poruszyłaś i spotkasz się z uwagą naszego forum. Dziekuję.   Żyjemy w coraz bardziej zdziwaczałej i zakłamanej rzeczywistości. Mówię "nie" tym, którzy chcą ustanawiać "nasze wartości" - dokładnie nie moje, jako fundamenty prawa, obyczajowości, wzorce życia. Dlatego przygotowuję projekt (słowno-muzyczny), w którym młoda "zaściankowa prawaczka" kapryśna i nieuporządkowana, bo ma takie prawo, będzie mówiła o tej właśnie rzeczywistość, w sposób, który może dać do myślenia i spotkać się z żywą (negatywną) reakcją piewców "naszych wartości, bo będzie mówiła o potrzebie normalnego życia. Zastanawiam się jeszcze nad gatunkiem muzyki. Projekt powstanie latem.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...