Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Trąć gnijacy się rozsądek w
Doliny zieleni tkającej radość
Puste pełnie obnażonego rażenia
Skrada się z najdalszych zbliżeń
Spójrz na motywacje moim skopanym wzrokiem
I oceń obiektywnie
Szanse wkroczenia w jego opowieść

Nie okłamuj
Za dużo oszukuje siebie
Spragniona wywaru prawdy
Wyczekuje twojego osądu

W balecie monumentów
Kręce dłonie w modlitwie
Modlitwie...

Opublikowano

Witam z góry zakładam że sol ada to " ONA ".....więc przechodzę do rzeczy wiersz w pierwotnej wersji to skandal !!!!......

1 wszystkie wersy zaczynają się z dużej litery ....wiem to wina worda lub excela ale nie nalezy ulegać maszynie !!!!!!

2 .....gnijący ...szansę.....kręcę........należy zwracać zawsze na to uwagę !!!!!!

3 forma wiersza jest katastrofalna wiele zbędnych słów które nie wnoszą kompletnie niczego !

4 pozwoliłem sobie na mix i korekty teraz to powoli nabiera kształtu.......



trąć gnijący rozsądek
w doliny tkające radość

pusta pełnia obnażonego rażenia
skrada się z najdalszych zbliżeń
spójrz
na motywacje moim wzrokiem
i oceń szansę
wkroczenia w jego opowieść

( nie okłamuj )

za dużo mnie
spragniona wywaru prawdy
wyczekuje sądu

w balecie monumentów
kręcę dłonie
w modlitwie



radziłbym jeszcze popracować nad wersami 5 do 8
bo sam tekst nie jest zły a 3 ostatnie wersy są nawet ślicznie

pozdrawiam jesiennie :-)

Opublikowano

dziekuje za rady,pisze do niedawna . W koncu ktos mi pojechal,bo pokazywalam wiersze znajomym to tylko mowil:"ladnie" itp.A to strasznie dobija:/ jeszcze raz dziekuje:)

Opublikowano

nikt Ci nie pojechał bo tekst jest dobry...tylko pracuj nad warsztatem.....
i głowa do góry......sam tekst jest ok.....popracuj jeszcze nad wersami 5 - 8

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...