Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Bajki dla potłuczonych. Janko Muzykant.


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był raz Janko, człek prosty. Na wsi on żył sobie,
pośród bydła, buraków, wśród trzody, wśród owiec,
wśród i inszych zwierzątek, co w Arce Noego,
zmieściły się, choć sam Noe nie wiedział dlaczego.
Pośród wróbli, kaczorów, łabędzi, bocianów,
kęp trawy, ostu, pokrzyw, perzu i łubianu,
pośród pól malowanych rozmaitem zbożem,
traktorów, traktorzystek i imprez w kołchozie.

Żył sobie Janko spokojnie, aż tu dnia pewnego
poszedł Janko na dicho ze swoim kolegą.
Widzi mu się zabawa: latają sztachety,
w barze jest ciepłe piwo i zimne kotlety.
Siedzi, słucha muzyki. By czas wykorzystać,
wpada chłopak w sam środek złego towarzystwa.
Towarzystwo mafijne: okulary czarne,
a w kieszeniach kastety oraz popularne
i pomysłów moc szpetnych. Janko słucha, ciele,
i wstępuje w szeregi jak amant w pościele.

Skok ma być. Plan jest prosty: mieszka tu pan hrabia,
mieszka sobie, zbój, mieszka, czym sobie nagrabia.
Ograbi się hrabiego: zajdzie Janko nocą
i wyniesie co da się, za co go ozłocą.
A jak przyniesie skrzypce, co skryte w kredensie,
to mu dadzą - bonusem - buziaczka na szczęście.
A szczęście rzec szczęśliwa i grzechu jest warte,
wcięc idzie Janko po skrzypce. Jest wszak Muzykantem.

Idzie Janko wśród nocy. idzie krokiem zwinnym,
jak rumuński gimnastyk w występie gościnnnym,
idzie, myśli, z myślenia aż cały się słania,
wpada wreszcie na pomysł, by wejść bez pukania.
Co pomyśli, to czyni: przez okno się wbija
i większą tam składkę zbiera niż Radio Maryja.
Zwija czajnik i skrzypce, kandelabr, łopatę,
fortepian, globus, zegar, z wigilii opłatek,
trąbkę, bombkę, kołyskę, bikini i stanik,
kamerę, chochlę, grilla i udziec baranii.

Zwija, zwija aż zwinął: już oknem ucieka,
już wskakuje na rower, by na nim odjechać.
I jedzie, choć widoczność ma taką, że zero,
bo mu na oczy spada kandelabr z kamerą,
nie dziw więc, że w finale z skrzypkami pospołem
przychrzania nasz bohater rowerem w stodołę.

Alarm włącza się w wiosce: ryczy gumno rykiem
takim jak ryczy osioł go widzi oślice.
Ryk budzi okolicę. Powstaje pół wioski,
wojsko, księża, milicja, detektyw Rutkowski,
wstaje każden człek, menda, każde żywe zwierze
i śpiący pod Giewontem z kamienia rycerze.

Wstają wszyscy, nie dziw więc, że słysząc ambaras
chcą jego winowajcę witką w rzyć ukarać.

A wina w tym, że Janko, niosąc ów dóbr szereg
uciekał - miast powozem - spod dworu rowerem,
więc nie był do imprezy gotów należycie...

Stąd wniosek: cóżbyś czynił, myśl o logistyce!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @KOBIETA Nie jesteś dla mnie drobnostką.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @FaLcorN   nie masz serca!

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      i nie udawaj, że dostrzegasz w ciemnym lesie …drobnostki
    • @Natuskaa Niebywałe. Wiersz zaczyna się od pasztetu, a kończy na kwietnym ogrodzie. A może i nie...? :D   Gdyby jednak słowo "pasztet" odczytać jako brzydotę, a ogród z kwiatami uznać za określenie piękna, to podmiotka znajduje się pomiędzy - lub w ogóle poza nimi, gdzieś obok.    Wiersz brzmi częściowo dysocjacyjnie, jakby peel był w stanie odrętwienia wywołanego zmęczeniem, zagubieniem, rozczarowaniem otaczającą rzeczywistością. Widzę tu opis momentu przeciążenia, kiedy człowiek niby ma co robić, ale w sumie sam nie wie co i trwa bezczynnie, trochę zabłąkany, a trochę zawieszony. I zastanawia się, dlaczego w ogóle utknął w tym stanie, w tym miejscu - z pasztetem - skoro mógłby przebywać w ogrodzie pełnym kwiatów. Na końcu wybrzmiewa nuta cichej rezygnacji. Nie z ogrodu. Z samego siebie.    Utwór opisuje to wszystko w sposób niebezpośredni. Nie ma tu słowa o zmęczeniu, rozczarowaniu, smutku. Może to nawet błąd interpretacyjny z mojej strony. Jednak w wierszu Autor zapisał proces myślowy, który subtelnie sugeruje nam warstwy emocjonalne podmiotu. To jak scenografia bazująca na zaledwie kilku rekwizytach - i jedna scena jednego aktora, który w akompaniamencie tykania zegara potrafi pokazać widzom wszystko, co było do pokazania. 
    • Zasnąłem w moim leśnym domu w kominku dopala się ogień  rozświetlając cały pokój.    Co noc przyjaciele przychodzą  jest ich cała wataha  przywódca przed drzwiami zasiada.   Zaprzyjaźniłem się z nimi   usiadłem po środku stada  małe wilki po mnie łażą.    Głos sowy przeplatany z wyciem  wilków nie pozwala zapomnieć  że są i zaznaczają swoją obecność.    Co noc gdy cisza trwa  stary zegar czas wybija nieustannie i bardzo brutalnie.   Czas ciągle płynie pośród  starych zegarów starych ścian  i obrazów które zawsze tutaj były.   Odizolowałem się od świata  pośród drzew pośród ścian  jestem u siebie i jest mi dobrze.    Nie zapraszam Cię do siebie  moi przyjaciele Cię nie chcą  bo nie ufają nikomu.   Ufamy tylko sobie  każdego dnia i w nocy ptaki dla mnie śpiewają pieśni. 
    • to ty idealna bielą twój styl nienaganny   a zapach mięty przywołał motyle na chwilę nie na chwilę
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...