Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dziadek jest inwalidą wojskowym. Był w armii sierżantem ale tylko do chwili kiedy zapalnik miny urwał mu cztery palce przy lewej dłoni. Jego renta jest naszą finansową podporą i faktycznie z tych siedmiuset złotych żyjemy. Więc dziadek jako kaleka stara się zarobić na boku. W zeszłym tygodniu poszedł do reala gdzie jego kolega z wojska jest gościem na stanowisku bo robi w ochronie. Dał dziadkowi całe pudło przeterminowanej pasty do zębów. Mama poszła na ulicę pod biedronkę i tę pastę sprzedawała. Ale przyglądał się jej strażnik miejski i zapytał co mama tu robi. Mama powiedziała, że stoi z pastą. A on zapytał czy mama tę pastę sprzedaje. Mama powiedziała żeby się odczepił bo kupiła tę pastę dla siebie bo często myje zęby. A ta szuja mówi tak: a przecież pani nie ma zębów. To mama wyjęła szuflady i zademonstrowała grę kastanietami. To strażnik odszedł. Mama pasty sprzedała chociaż tylko po 3 złote.
Ja byłem w pracy u takiego grabarza co leje znicze na to święto umarłych. Ale wpadły dwie rude małpy chyba ze skarbówki i robota się skończyła.
Mama jak ją wyrzucili z fabryki sprząta po mieszkaniach. Na razie w czterech w naszym bloku. Między innymi u tego doktora którego pies ugryzł dziadka w brzuch.
W zeszlym tygodniu wpadł do nas facet z poczty i oskarżył dziadka, że jest pajęczarzem bo nie płaci za telewizor. To dziadek porwał nasze Sony i piźgnął nim o ziemie. Ten kontroler tak się wystarczył, że zostawił nawet na stole swój notatnik który dziadek wywalił przez okno. Telewizor gra bo popękało tylko pudło więc pokleiliśmy je szarą taśma. A mama tak się wkurzyła, że aż musiała zapalić dziadka fajkę.
Zamysliła się i powiedziała: jakby tu był ten cały Tusk to bym go zapytała- jak żyć panie premierze. Kiedy zapadła cisza ja pomyślałem sobie tak: pewno odpowiedziałby ci mamuniu tak - jak rzyć? a lekko boli!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Był sen, a we śnie twarz. Portret barwny - wyraźne zjawienie. Akryl to był? A może gwasz? Nie. Barwiony był - tęsknieniem.   Było tam nieco miłości - chyba, A gdybym śnił jeszcze - Choć nie lubię gdybać - To by nam szpaki i świerszcze   Grały. A teraz już ranek - Mżawka, śniadanie i mięta. Gonią się myśli, smutki - na zmianę, Ja już niczego nie chcę pamiętać.   25 X 2022
    • @Arsisw kosmosie ludzie nie starzeją się tak szybko jak na ziemi. 
    • @FaLcorN Kornel…          
    • Nie wiedziałem, gdzie jestem. Dzień zachodził na dzień, jakby ktoś prowadził mnie za sztywny kark: te same korytarze, nie pytałem już dokąd prowadzą, bo znają mnie lepiej niż ja sam.   Myślałem: tak wygląda życie. Że inaczej się nie da - okruchy śmiechu na wierzchu, drobiny lęku pod językiem, składane w „jakoś to będzie”, żeby nie słyszeć, co milczy pod spodem.   Byłem jak wosk w ulu: ciepły od cudzych oddechów, wciśnięty w komórki niby-porządne, bez pytań o ogień, bez pamięci, że można płomienieć.   W środku miałem miękkie „chciałbym”, a na wierzchu twarde „muszę”. Ćwiczyłem zawziętą poprawność, żeby nikt nie zobaczył, jak bardzo się gubię.   Aż przyszło coś, co nie pyta o zgodę: czyjś brak przy stole, pusty kubek, który nikomu nie zawadza, a jednak boli bardziej niż wszystkie moje zmęczenia.   Wtedy zrozumiałem, że można oddychać i nie żyć, można mówić i nie spotykać, trwać latami jak zamknięty list.   I przyszedł ogień - nie krzyk, nie kara, tylko prawda, gorąca dłoń co dotyka zimnego czoła i szepcze dreszczem: zobacz.   Topiłem się powoli. Moje ja kapało - zbyt dumne, zbyt pyszne, zbyt spięte - aż wreszcie ucichło, jakby chciało przeprosić.   W tym topnieniu było wstydliwie jasno: ile razy nie powiedziałem kocham, ile razy uciekłem w rozsądek, gdy ktoś prosił o obecność, ile razy wybrałem spokój zamiast serca.   I w tym traceniu formy nie było końca, tylko początek. Bo kiedy przestałem trzymać się siebie, usłyszałem ludzi bliżej, nie jako tło, lecz jako czyjeś życie pulsujące obok.   I nagle okazało się, że Bóg nie jest gdzieś daleko za murem trudnych pojęć, tylko tutaj, w tej przestrzeni, gdzie jeden mówi prawdę bez lęku a drugi nie odchodzi.   Że jest w dłoniach, które zostają, w oczach, które pragną dojrzeć, w ciszy, która nie porzuca; w słowie „jestem”, wypowiedzianym nie na pokaz, lecz dla ratunku.   Więc wciąż proszę, nie o łatwość, ale o ogień, który nie zniszczy, tylko będzie budził coraz głębiej. Żebym był świecą, jeszcze choć przez chwilę, spalając to, co fałszywe, żeby komuś było jaśniej.
    • @violetta   no właśnie :) musimy robić wszystko by tak pozostało ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...