Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano



Mały pokój, znów otwarty
Mały chłopczyk, znów rozdarty
Do pokoju wbiegła mama
Zatrzasnęła za sobą drzwi
Lecz, mama nie była sama..
Mały chłopczyk zmarszczył brwi
Mama, kazała mu się schować..
Tatuś wskoczył do pokoju
Nie dał mamie dziś spokoju
Złapał ją za szyję czule
Mamusia posiniała na swej twarzy
Tatuś puścił - sprawdził kule
Chłopczyka coś w oczy parzy
Łzy pociekły po tatusiu
Chłopczyk patrzy na jej ciało
Dalej nie wie, co się działo
Tatuś strzelił raz - opadł na podłogę
Chłopiec patrzy na ich ciała
Mamusia, w oczach ma pożogę
Tatusiowi w głowie świeci dziura mała
Chłopczyk wyszedł wnet spod łóżka..
Podniósł tatusiowy kwiat
Na chwileczkę, zatrzymał mu się świat..
Potem Chłopczyk wyszedł z domu
Dalej nie wie, co się działo
Doszedł do ulicy, poczuł zapach gromu
Dalej nie wie czemu, widzi wciąż jej ciało
Usiadł na chodniku, bez emocji tak
Łzy mu ciekły nadal, lecz uśmiechu brak
Chłopiec szukał mamy, wciąż pamiętał jej oczy
Dalej w uszach gra muzyka, którą tatuś kroczy
Noc już była cicha i głęboka
Chłopca otoczyła czerwona powłoka
Świat, przestał istnieć na sekundę..
Spojrzał prosto w ciepły otwór
Za plecami, zamajaczył potwór
Który jednym kliknięciem, odebrał życie..
Mały chłopczyk, leży w krwi..
Mała dusza, wciąż w mroku tkwi..
Na ulicy, nikt już tego nie opowie!
O chłopczyku.. z dziurą w głowie..

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...