Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zerwała maszyna z chwytacza,
nawinęło nici na wałek.
Usiadła Marysia i płacze,
bo szycie, to życie jej całe.

Połamało igły w drobiazgi,
wciągnęło materiał w transporter.
Marysia okropnie się złości,
bo nie będzie szyła dziś portek.

Tu ktoś niecierpliwy się żachnął:
''Też wielki ma problem kobieta''.
Często, co jednemu błahostką,
dla drugiego końcem jest świata.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Podoba mi się puenta, na którą można patrzeć z kilku stron. Pozwala wyrobić sobie empatię co do "problemów" innych, ale też zdobyć dystans do naszych ważnych spraw.

Co do samego wiersza to mogłeś go lepiej przeprowadzić. Pierwsza zwrotka według mne psuje cały efekt. Od razu wiem że "szycie to życie jej całe" więc rozumiem jej smutek i na pewno nie pomyślę sobie "Też wielki ma problem kobieta". Przez to puenta ma o wiele słabsze uderzenie. Gdybyś napisał o kobiecie, która złamała paznokieć to byłoby to mocniejsze bo problem wydawał by się bardziej trywialny. Mam nadzieje, że rozumiesz o co mi chodzi w tej uwadze :).

Ale ogólnie pomysł na plus i miło się czytało.
Pozdrawiam
Johny

Opublikowano

Jestem gościem który lubi wiersze, przy których choć na chwile zagości uśmiech, a tu właśnie tak się stało:)
W ostatniej zwrotce jest chyba literówka
Tu ktoś niecierpliwy się żachnął:
''Też wieki ma problem kobieta''.
Często, co jednemu błahostką,
dla drugiego końcem jest świata.
pozdrawiam.

Opublikowano

No prawda to. Nie mniej można człowieka czasem przekonać, że nie musi się tak strasznie przejmować jakimś drobiazgiem. Ale najpierw trzeba zrozumieć, że dla niego to nie jest drobiazg - bez tego, bez empatii, nie da rady go pocieszyć, można tylko jeszcze bardziej zdołować.
Czyż nie tak? :)

Opublikowano

Tak , czasami trudno nam złapać odpowiedni dystans do problemów przed którymi stajemy. Przecież zawsze można sprowadzić kontener ciuchów z chin i nie będzie kłopotu. Podobają mi się takie rytmiczne wiersze. Pozdrawiam

Opublikowano

Satyrycznie przedstawiony problem pracownika fizycznego domniemam, że z pozycji kogoś na ciut wyższym stanowisku lub lepiej zarabiającego. Ale czy warto z tego szydzić. No nie wiem mam mieszane odczucia. Krawcowa czy szwaczka też człowiek.
A co do morału to często dorośli właśnie w ten sposób podchodzą do problemów dzieci, młodzieży uważając, że ich problemy to są dopiero ważne a te dziecięce to błahostka. Podsumowując morał daje do myślenia.
POzdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...