Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witam wszystkich.
Pozwoliłem sobie tutaj się przywitać.
Przemierzam portale literackie w poszukiwaniu tego "najwłaściwszego", zwiedziłem ich już trochę. Opuszczone przez mnie to te(właściwie wszędzie było tak samo, oprócz jednego przypadku), na których nie dało się zetknąć z szeroko pojętą krytyką, opiniami, poradami, wykraczającymi poza "sweetaśne komentarzyki ku wzajemnej adoracji", czy krytykę dla samej krytyki, bez konkretów.
Ostatni portal był niemal idealny, niestety jego polityka do końca mi nie odpowiadała, dlatego szukam dalej.
I cóż, postaram się jakoś powoli tutaj rozglądać:)
Pozdrawiam wszystkich
Sede Vacante

P.S.
Jako ciekawostkę dodam, że debiut mam już za sobą, jednak wciąż uważam się za amatora, dlatego będę publikował w "początkującym", jeśli nic nie stoi na przeszkodzie.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Zapewniam Cię, Sede Vacante, że nie Ty jeden jesteś poszukiwaczem serwisu poetyckiego, który nie tylko publikować pozwala utwory i zamieszczać komentarze do komentarzy oraz utworów. Zapewne już wiesz, że są takie, w których nie jest szanowana konstytucyjna wolność słowa. Dostrzegłem kilka przypadków, w których moderatorzy serwisu poezja.org, wraz z jego Adminem dopuścili się takich wykroczeń. Wiem o tym, gdyż w ramach poszukiwań odpowiadającego mi serwisu poddałem analizie to, co dotąd się działo (i dzieje) w serwisie poezja.org. Mając nadzieję (bezpodstawną) nie doświadczyć na sobie słuszności dokonanych spostrzeżeń (z grubsza dałem już wyraz - http://www.poezja.org/wiersz,3,141274.html , http://www.poezja.org/wiersz,2,14341.html). Zaznaczam swoją obecność, również niniejszym komentarzem. Życzę Tobie tak jak sobie, byśmy się nie zawiedli.

06.09.2013 r. Tego, czego sobie życzyłem się nie spełniło. Dlaczego? Odpowiedzi można się doszukać w poniższym cytacie:

[u]Michał Krzywak - szczerze o poezji internetowej.[/u]

FO. Od kiedy towarzyszy Panu poezja?

Może to wydać się dziwne, ale zainteresowanie poezją wyszło od muzyki. To były lata 90-te, lata punk rocka, gdzie teksty były niesamowicie ważne. Od tekstów zaczęła się poważniejsza lektura (a to był koniec podstawówki), czas szkoły średniej, wreszcie, po kilku latach beztroskiego życia razem z Wojciechem Kowalewskim i Piotrem Czapiewskim założyliśmy art zina poetyckiego „Consummatum Est”, gdzie drukowaliśmy wiersze znajomych i nieznajomych, wyszło 15 numerów, które mam zachowane do tej pory. Niestety, Domy Kultury były całkowicie niezainteresowane współpracą (przynajmniej tam, gdzie byliśmy) i entuzjazm wygasł… Szczególnie, że wszystko robiło się ręcznie, wysyłało teksty pocztą i takie tam dziwne rzeczy, których nikt teraz nie robi. Druga faza, już znaczniej poważniejsza, zbiegła się ze światem internetowym, (jeszcze wtedy forum poetyckie w internecie było nowością) i życiem codziennym. Powstała grupa „CzAS” (ja, Beata Korybko, Maciej Talik, Zbigniew Korepta, Adaś Maria) i poprzez urządzanie wieczorów poetyckich oraz prężne działanie poznaliśmy praktycznie całą czołówkę poetycką naszego miasta (i nie tylko naszego miasta). Występowali u nas poeci znani (ciężko wymieniać nazwiska, ponieważ nie chcę nikogo pominąć, ale jak ktoś jest ciekawy, znajdzie nas w internecie) i debiutanci, co stworzyło niesamowitą atmosferę. Szczęściem było stanowisko Domu Kultury „Podgórze”, które było naprawdę życzliwe i otwarte i współpracuje z nim do dnia dzisiejszego. Mieliśmy też audycje w Radiu Vox. Tak, więc w odpowiedzi na pytanie – poezja towarzyszy mi od jakiś 25 lat. To sporo. Oczywiście to spotkanie trwa nadal, nawet w tym momencie mamy spotkania „Poezje i herezje”, gdzie debiutanci występują obok „wyjadaczy”. I tutaj muszę podkreślić, że chęć współpracy i życzliwość poetów zaskoczyła mnie, jeszcze jak zaczynałem, nie patrzono z góry, nie spluwano (może były nieliczne wyjątki, ale już zapomniałem), więc pod tym względem jestem naprawdę zadowolony z postawy ludzi, którzy tak naprawdę nie musieli robić nic. To też jest swoista poezja…[

FO.Czym zajmuje się Pan na co dzień?

Pracuje w założonym razem z kolegą teatrzyku profilaktycznym „Kometa Kraków”, gdzie wystawiamy bajki dla dzieci, a nie bajki dla trochę starszych. Zarobkowo to tyle, reszta to hobby.

FO.Mieszka Pan na stałe w Krakowie, to miasto chyba jak żadne inne sprzyja pozeji. Skąd bierze się ta specyficzna atmosfera?

Żeby to zrozumieć, trzeba się po Krakowie przejść, pooddychać jego powietrzem, usiąść na ławce na Plantach. Chociaż pewny jestem, że dla każdego, gdzie by się nie urodził, jego miejsce jest magiczne. Kraków jest miastem życzliwym, może to wpływ turystów, może jakiejś regionalnej wrażliwości, gościnny, nie ma kłopotów z porozumiewaniem się z innymi ludźmi. Oczywiście mam świadomość, że nie wszystko jest tak piękne jak bym chciał, ale mieszkam tutaj praktycznie zawsze i tak po prostu było. Pewne przekazy medialne są troszeczkę nierzetelne, bazują na trochę innej rzeczywistości niż jest.

FO.Jakich autorów Pan czyta?

Rzeszę i masę. Czytam ciągle i trudno mi tutaj wymieniać nazwiska, szczególnie, że staram się przeczytać to, co dany autor napisał.

FO. Czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że „aby zrozumieć wiersz trzeba zrozumieć jego twórcę”?

To jest bardzo ciężkie pytanie, ponieważ wielu twórców ukrywa się, tworzy zupełnie inne światy, pokazują zupełnie inną twarz. Widać to zwłaszcza na forach internetowych, gdzie panują niepodzielnie „nicki”. Dla mnie to jest trochę niepoważne, ale to z zupełnie innych względów. Zresztą, nie da się poznać dobrze samego twórcy (autora), bo tak naprawdę autorów jest wielu (setki, tysiące, legiony wręcz), a żeby dobrze zrozumieć człowieka, trzeba go znać jedno życie, albo i więcej. Poezja, wiersz, to jest sztuka i jako taka dzieli się na twórców i odbiorców. Żeby stworzyć dzieło sztuki (wiersz) trzeba naprawdę się postarać, albo mieć niesamowity przebłysk talentu. Dlatego nie zgodzę się z tym stwierdzeniem, chociaż nie zgodziłbym się i z odwrotnym. Poezja to nie tylko rozum, a i serce.

FO. Na licznych forach poetycki wielu poetów zamieszcza swoje wiersze, ale jeszcze więcej chowa je do szuflad, skąd wynika taka nieśmiałość? Dlaczego autorzy boja się publikować swoją twórczość?

Z własnego doświadczenia napiszę: dobrze robią, że chowają do szuflady. Przynajmniej przez jakiś czas, oczywiście. Kto zna poezje internetową ( a muszę przyznać, że znam ją bardzo dobrze), ten wie, że jest to zalew nie zawsze wartościowych tekstów, przy których ich autorzy stoją jak lwy, rycząc o każdą mniej lub bardziej nieżyczliwy wpis. Internet ma plusy i ma minusy. Plusem jest to, że można się mniej więcej dowiedzieć, co sądzą o tekście obcy ludzie, z drugiej strony dostać bardzo ostrą, nieraz brutalną krytykę, co może spowodować, że przestanie pisać na zawsze. To jest błąd. I należy pamiętać, że w Internecie nie wszyscy się podpisują nazwiskami, stąd nie zawsze wiadomo, z kim ma się do czynienia. Dlatego ja jestem zwolennikiem jawności i od 10 lat jestem w Internecie pod własnym nazwiskiem. Ale wracając do pytania – nieśmiałość wynika z braku pewności siebie, może też być, że wiersz jest traktowany jako coś bardzo osobistego i stąd też opory, żeby jakiś nickowy „Predator” się nad nim pastwił. Aczkolwiek wg mnie trzeba się przełamać, jeżeli ktoś jest naprawdę nieśmiały, niech też wymyśli sobie jakiś nick, ale niech spróbuje. Zdarza się, że ktoś zauważa takiego autora, prosi go o wiersze, proponuje jakiś wieczór poetycki i można zacząć przygodę na zupełnie innym gruncie. Ja często zapraszam na wieczory poetyckie, zaprasza Ela Wojnarowska na „Życiośpiewanie”, naprawdę, jest co robić.

FO.Dlaczego w Polsce poezja należy do tzw. niszy literackiej? Księgarnie niezbyt chętnie zamieszczają w swojej ofercie tomiki wierszy, a wydawcy „bezpłatni” nie chcą jej wydawać?

No, proszę spojrzeć na ilości wydań, rzadko sięgają stu sztuk. Na pytanie „dlaczego” ciężko mi znaleźć odpowiedź. Rynek jest nastawiony na zysk, poezja nie jest zyskowna (no, chyba że jakiś noblista jest na wydaniu), dlatego mało kto ryzykuje duże wydania (powiedzmy 3000). Myślę, że tutaj głównie chodzi o pieniądze. Drugim aspektem może być to, że zmieniły się czasy. Kiedyś nie było komputerów, gier, filmów i młodzież chcąc nie chcąc zajmowała się poezją. Zresztą proszę pamiętać, że kiedyś poeci byli tak rozchwytywani jak (proszę wybaczyć porównanie), dzisiejsze gwiazdy pop. Na ich wieczory przyjeżdżały rzesze fanów, były częste bijatyki, nie wspominając o innych atrakcjach. Wydany tomik rozchodził się szybko, bo nie miał takiej konkurencji jak dzisiaj i o poetach było głośniej. Stąd kolejny wg mnie problem, bo tomiki wydaje teraz każdy, kto ma pieniądze. I to boli, bo czasem takie tomiki nie są warte tych złotówek, co się na nie wydaje. Zresztą na poezji się nie zarabia. Poetą się jest.

FO. Gdzie taki poeta w takim razie może nabrać pewności siebie?

Myślę, że w samym sobie. Tak naprawdę nie ma recepty na poezje, która i tak zależy w znacznym stopniu od odbiorcy. To bardzo szeroko otwiera bramy, bo odbiorcy są różni. Ja zawsze polecam spotkania poetyckie. Oczywiście tutaj też wszystko zależy od charakteru, czy woli akademickie spotkania, czy bardziej luźne. W dobie internetu bardzo łatwo jest znaleźć, czy jest coś organizowane w mieście, kto występuje. Widzieć prawdziwą twarz to jest naprawdę ważne. Sam wiem, jak lata temu miałem możliwość rozmawiania z osobami znanymi tylko z książek, wywiadów, recenzji. To jest tak naprawdę ważne.

FO. Pan udziela się na forum literackim http://www.poezja.org , czasami można tam zauważyć dość ostre polemiki na temat publikowanych wierszy, ale też szybko rozprawiacie się z osobami niepowołanymi. Czy to forum ma na celu tylko publikacje czy też wspieranie debiutantów?

To jest temat rzeka. Forum poezja org jest rzeczywiście specyficznym miejscem, gdzie panuje rzeczywiście „ostra” krytyka. Powodem jest historia. Ja nie będę wymieniał, kto tam wysyłał wiersze, bo wielu z tych Poetów odcięło się zupełnie od internetu, ale mogę napisać, że przy podawaniu nazwisk wielu osobom wyszłyby oczy ze zdziwienia. Czy to pomagało? Patrząc na niegdysiejszych użytkowników i widząc, co teraz robią, jestem pewny, że tak. A i tak nadmienię, że teraz i tak jest o wiele łagodniej, niż kiedyś z tą krytyką. Drugim mitem jest to „rozprawianie” się z osobami niepowołanymi. Najczęściej odchodzą ci, którzy w jaskrawy sposób łamią regulamin, miałem też do czynienia z osobami uprawiającymi plagiat i te osoby najgłośniej krzyczały o niesprawiedliwości. Chcąc nie chcąc jako moderator wiem coś o tym, bo muszę z pewnymi rzeczami się uporać, a nie jest to proste. Aczkolwiek i tak „odpada” niewiele osób, przynajmniej o tym świadczą cyfry. A to, że jedna osoba ma 17 nicków, to nie moja wina. Podobnie jest z reklamami, które wkleja się bez uprzedzenia administracji (czyli właściciela). Ja nie jestem właścicielem. Ale i tak bardzo często piszę do tego kogoś, jeżeli coś jest nie tak. To, że mamy wolność wypowiedzi, nie znaczy, że ktoś pijany będzie przez całą noc wpisywał przeróżne „k…” i „ch…”, co już się zdarzało. Stąd te mity o „wyrzucaniu”, które jestem w stanie obalić przy każdym jednym konkretnym przypadku. I trzeba pamiętać, że jeżeli krytyka staje się bezwartościowa, to odchodzą osoby, które są znużone jałowością dyskusji. To jest też kwestia pokoleniowa, gdzie każdy młody człowiek kształcony jest tak, żeby miał wrażenie, iż to co robi, jest genialne. Przy poezji to jest najwyżej irytujące, ale przy budowie mostów może mieć poważne konsekwencje. Forum jest dla wszystkich, więc tutaj cele są różne. Jeżeli przez wspieranie ktoś myśli, że pod każdym tekstem będzie miał wpisane zachwyty, to może się pomylić. Nie tędy droga. W dodatku każdy użytkownik ma swoje niezależne zdanie, za które nikt nie bierze odpowiedzialności. Ale plusem jest to, że działają organizatorzy, którzy w jakiś sposób zachęcają do wyjścia i pokazania się.

FO. Co doradziłaby Pan debiutantowi, który chciałby opublikować swoje wiersze?

Skromność i rozsądek. To, że babcia i ciocia powie, że wiersz jest super, nie zawsze się sprawdza. Dobrze jest też poczytać dane forum, zobaczyć, jak tam sprawa wygląda. Są miejsca, gdzie każdy tekst jest przyjmowany bezkrytycznie, pod każdym są pluski i buziaki, ale takich miejsc nie polecam. Jak ktoś chce się rzetelnie sprawdzić, niech to robi odważnie. Ja nie zakrywam nazwiska, nie zawsze mam też racje. I mylić się może każdy, jakie by to forum nie było. Dobrze sprawdzić, o ile to możliwe, kto moderuje, kto wkleja, jakie mają osiągnięcia, każdy wpis na forum jest jawny, zatem od razu wiadomo, czym to się je.

FO. Czy w takim razie wszyscy, którzy przeczytają ten wywiad mogą śmiało i bez obaw porozmawiać z Wami na forum?

Ze mną na pewno. To „was” tak naprawdę nie ma, nie ma też jakiejś grupy wspierającej się (przynajmniej ja takiej nie widzę), więc myślę, że można spróbować. Mogę powiedzieć taką pocieszającą anegdotę, gdzie pod wierszem jednego z autorów padło kilka nieprzyjemnych krytyk (w tym i moja), a potem osobiście spotkałem się z tym kimś. I żyjemy. Tutaj naprawdę nie ma się czego bać i wstydzić. Też przeszedłem swoją drogę cierniową, a nawet udało mi się wydać tomik bezpłatnie. Chociaż zdarzały się osoby, które za pewnik stawiały, że nic z tego nie będzie. I to jest takie podsumowanie dla każdego. Nie zniechęcać się. A jak ktoś się zniechęci, poetą nie jest. Ktoś kiedyś powiedział: „poetą się jest, a nie bywa”.

FO.Czy ma Pan (oprócz tworzenia poezji) inne hobby?

Na pewno teatr, stworzyliśmy nawet kiedyś spektakl dla dorosłych „Victoria Miasta”, gdzie połączyliśmy elementy hip-hopu z poezją współczesną. Na pewno muzyka, na pewno literatura. Nie lubię podróży, jakoś mnie nie ciągnie.

FO.Jakie są Pana marzenia?

W sumie nie wiem, udało mi się robić to, co zawsze chciałem. Mam receptę, jak to robić bez pieniędzy, ale jej nie zdradzę. Na pewno na emeryturze (jak dożyję i te emerytury będą, co jest wątpliwe) zajmę się tym, na co teraz nie mam czasu – grami na konsolę.

FO.Zwierzak w domu, rodzina?

O, tak. Żona plus dwoje dzieci, w tym momencie rybki, żółw, dwie papugi (były jeszcze dwa psy, królik i chomik). Od razu uprzedzam, że zwierzątka zmarły śmiercią naturalną po długim życiu. Jednego psa żona przyprowadziła z lasu, był przywiązany drutem kolczastym do drzewa.

FO. Dziękujemy za rozmowę, a Wszystkich poetów zapraszamy na naszą stronę fundacyjną. Przysyłajcie swoje wiersze my je opublikujemy.

Wiersze zostały wydane w tomiku "Złonos na siebie", wyd. Miniatura, Kraków 2013


http://www.poezja.org/wiersz,71,142620.html

http://www.poezja.org/index.php?a=u&k=71&pokaz2=142052#1090792

http://www.poezja.org/index.php?a=u&k=71&pokaz2=142620#1094844

  • 6 miesięcy temu...
  • 8 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...