Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Informacja odnośnie www.poezja.org


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Serdecznie dziękujemy wszystkim za udział w zbiórce! Udało się uzbierać całą kwtoę!

Witam,

Konta "+" oraz reklamy miały służyć corocznej opłacie za serwer dla poezja.org.

Ponieważ "konta plus" spotkała fala krytyki, zostały po miesiącu (od wprowadzenia) zlikwidowane.

Zostały same reklamy, które w znikomym stopniu zaspokajają potrzeby finansowe tego portalu.

W związku z sytuacją, że trzeba uiścić coroczną opłatę za serwer proponuję ogólnoportalową zrzutkę.

Potrzeba 600 zł. Reszte opłat (np. domena) opłaciłem z reklam i miesięcznych kont +.

Osobom, którym nie jest obojętny los tego portalu, podaję nr konta:

Poezja.org
ul. Ogrodowa 24, Lipno 87-600
50 1020 5558 1111 1394 9780 0207


oraz stan wpłat:

Aktualnie uzbierano: 640 zł z 600 zł.

Pozdrawiam
Opublikowano

ps. przy okazji zapytam. Czy ktoś zna dobry zagraniczny serwer, bez żadnych limitów?

Tu mamy rygorystyczne limity, mimo że nazwa.pl reklamuje się jako "bez limitów" - co prawdą do końca nie jest, bo liczony jest każde zapytanie do bazy i czas jego obsługi, co znacznie krępuje temu portalowi ręcę, nie można zbyt dużo rzeczy wprowadzić. 600 zł to około 140 euro. Nie jest to może dużo, ale może jakiś intersujący serwer by się znalazł?

Opublikowano

A ja odnośnie wpłat!
Jeżeli przelew z konta na konto to się nie da , komputer odpowiada :- proszę wypełnić wszystkie pola!
A co powiemy w banku dokonując wpłaty , że wysyłamy do?
Chyba ,że wystarczy napisać, poezja,org, bo innej opcji nie widzę .
A może , rzeczywiście , tylko nr konta , jak ktoś wpłaci , to niech da znać może mi się uda jutro , to zaraz odpowiem!
Pozdrawiam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie wiem jak w innych bankach, ale jak w pko sa czy inteligo robię przelew to wpisuję tylko nr konta. Jak usilnie prosi to najwyżej (ex.) "bla bla" więc i "poezja.org" pewnie starczy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jak widać z wypowiedzi ( i to nie tylko tej jednej ) jakiś adres musi być ,chociażby dlatego ,że niektórzy korzystają z poczty.Przecież nie musi tam być nr domu( to odnośnie wariatów).
Czekam aż sprecyzujesz sprawę ,bo ten cały "zryw" upadnie.
Ale ty już nie czekaj.
Opublikowano

Ech, czynię to niechętnie, ale podam adres, bez numeru ulicy. Mam nadzieję, że nie będę tego żałował :)

Opublikowano

I odnośnie minusów:
A'poposs , jak ktoś ma" odwagę"-wtawić minusa to niech się
ujawni , bo będzie gorzej niż było!
ALBO , ALBO , TO NIE GRA W ZIELONE , TO SUBIEKTYWNY ODBIÓR , WIĘC " GRAJMY FAiR PLAY!
Przepraszam , za wielkie , ale to nie krzyk (to komputer , widać wie co piszę) Ha!
Bo jak tak tak będziemy wstawiać minusy , to piszący znikną odejdą , do innych portów gdzie nie ma niejawności krytyki!
Przecież to dział dla początkujących i nie tylko, więc- prawdziwa cnota krytyk się nie boi!Chyba ,że krytyk boi się krytyki!
Pozdrawiam!
Ja
P.S.
Pamiętam , tak bylo -wstawiłeś minusa , autor wiedział od kogo i o.k., teraz bedą minusy za to ,że jestem , jesteś , piszesz !
Pozdrawiam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




do tej pory anonimowość plusów ci nie przeszkadzała, że szybciej się pojawiały niż komentarze...........................ale fakt - jestem za (starą, automatyczną) jawnością...


Kiedys pytałeś "skąd te plusy ?"Sama chciałabym wiedziieć skąd - -od kogo?
Ja stawiam na jawność !
I przy takiej obcji wylezie jak słoma z buta , podejrzenie o TWA!

A teraz będzie -od i skąd , minusy i plusy ?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




do tej pory anonimowość plusów ci nie przeszkadzała, że szybciej się pojawiały niż komentarze...........................ale fakt - jestem za (starą, automatyczną) jawnością...


Kiedys pytałeś "skąd te plusy ?"Sama chciałabym wiedziieć skąd - -od kogo?
Ja stawiam na jawność !
I przy takiej obcji wylezie jak słoma z buta , podejrzenie o TWA!

A teraz będzie -od i skąd , minusy i plusy ?

Jawność!!!
Minus musi mieć konkretne podłoże ( plus także).
Jednak znając już trochę "towarzystwo" -absolutnie nie ubliżając nikomu ,twierdzę ,że minus może stać się aktem zemsty ,odwetu ,"nielubienia" ,a czasem też złego humorku ,także przypadkowych uczestników portalu.To ,że ktoś lubi białe ,drugi czarne, nie może powodować wyrzucenia wiersza ( chociażby ze względu na tematykę).
Przecież można to zrobić sensownie.
Popieram Mithotyna i alunę.

I jeszcze malutkie ...:
ciekawe czy ci co tak szybko zaczęli korzystać z przywróconego przywileju wpłacili tych parę "dusigroszy"???
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




do tej pory anonimowość plusów ci nie przeszkadzała, że szybciej się pojawiały niż komentarze...........................ale fakt - jestem za (starą, automatyczną) jawnością...


Kiedys pytałeś "skąd te plusy ?"Sama chciałabym wiedziieć skąd - -od kogo?
Ja stawiam na jawność !
I przy takiej obcji wylezie jak słoma z buta , podejrzenie o TWA!

A teraz będzie -od i skąd , minusy i plusy ?

Jawność!!!
Minus musi mieć konkretne podłoże ( plus także).
Jednak znając już trochę "towarzystwo" -absolutnie nie ubliżając nikomu ,twierdzę ,że minus może stać się aktem zemsty ,odwetu ,"nielubienia" ,a czasem też złego humorku ,także przypadkowych uczestników portalu.To ,że ktoś lubi białe ,drugi czarne, nie może powodować wyrzucenia wiersza ( chociażby ze względu na tematykę).
Przecież można to zrobić sensownie.
Popieram Mithotyna i alunę.

I jeszcze malutkie ...:
ciekawe czy ci co tak szybko zaczęli korzystać z przywróconego przywileju wpłacili tych parę "dusigroszy"???

No i właśnie , podpisuję się pod Twoim postem obiema rękami!
Albo wiemy , abo nic z tego!
Ale to już decyzja admina!
Więc poczekajmy , czas najlepszym doradcą.
Pozdrawiam!
P.S.
Mam nadzieję,że Pan Andrzej , nie omieszka poinformować!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




do tej pory anonimowość plusów ci nie przeszkadzała, że szybciej się pojawiały niż komentarze...........................ale fakt - jestem za (starą, automatyczną) jawnością...


Kiedys pytałeś "skąd te plusy ?"Sama chciałabym wiedziieć skąd - -od kogo?
Ja stawiam na jawność !
I przy takiej obcji wylezie jak słoma z buta , podejrzenie o TWA!

A teraz będzie -od i skąd , minusy i plusy ?

Jawność!!!
Minus musi mieć konkretne podłoże ( plus także).
Jednak znając już trochę "towarzystwo" -absolutnie nie ubliżając nikomu ,twierdzę ,że minus może stać się aktem zemsty ,odwetu ,"nielubienia" ,a czasem też złego humorku ,także przypadkowych uczestników portalu.To ,że ktoś lubi białe ,drugi czarne, nie może powodować wyrzucenia wiersza ( chociażby ze względu na tematykę).
Przecież można to zrobić sensownie.
Popieram Mithotyna i alunę.

I jeszcze malutkie ...:
ciekawe czy ci co tak szybko zaczęli korzystać z przywróconego przywileju wpłacili tych parę "dusigroszy"???

No i właśnie , podpisuję się pod Twoim postem obiema rękami!
Albo wiemy , abo nic z tego!
Ale to już decyzja admina!
Więc poczekajmy , czas najlepszym doradcą.
Pozdrawiam!
P.S.
Mam nadzieję,że Pan Andrzej , nie omieszka poinformować!

http://www.poezja.org/wiersz,79,137709.html
Opublikowano

http://www.poezja.org/wiersz,79,137709.html
Dla mnie osobiście -SUPER!
Pozdrawiam!
Ja
P.S.
Korzystając z możliwości , czytania , pisania, otrzymywania wartościowych wskazówek ,,,etc , wyskróbmy przysłowiowe trzy grosze , aby port istniał a na półkach w księgarniach zabłysną tomiki wierszy Naszych piszacych , poetów, prozaików i ,,,,!
Powodzenia!
Ja

Opublikowano

Dołożę. Niemniej pomyślałem sobie, że planowany dział: Debiuty - wydania winien być odpłatny, w końcu to czysta reklama - nie za wiele, może jakieś 20 zł od pozycji, z przeznaczeniem na utrzymanie portalu. Obyłoby się bez czapkowania.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jak uzbieramy ww. kwotę to wówczas będzie koniec.
Opublikowano

To oczywiście żart , ale zaistniała "rzeczywistość" jest powalająca:


ANDRZEJ UWAŻAJ ŻEBY CI KONTA NIE ROZWALIŁO ,BO KASA PŁYNIE JAK OPĘTANA. CHYBA ,ŻE ZNASZ JAKIEŚ "SZTUCZKI".

ps
Mógłby ktoś wpłacić te 16gr to kwota byłaby równiejsza.

Tyle czasu ,tyle ludzi i 6stówek uzbierać nie można.Straszne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...