Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W tym poście chciałbym podzielić się z wami krótkim opisem wyjętym z życia pewnej, znanej mi osobiście rodziny. Na uwagę zasługuje fakt, że w tą historię zostali wplątani nieuczciwością beztroskich hodowców rasowych psów, którzy żerując na niewiedzy i zaufaniu zwykłych miłośników psich czworonogów z pobudek cyniczno materialnych sprzedają zwierzęce buble jako wspaniałe i pełnowartościowe okazy. Otóż kilka lat temu syn tego małżeństwa, kierując się uczuciem do partnerki postanowił kupić i podarować jej w prezencie wspaniałego pieska rasy Buldog Angielski. Z tym mocnym postanowieniem udał się do hodowcy psów posiadającego certyfikat i nabył szczeniaka opatrzonego w świadectwo potwierdzające jego czystość rasy czyli rodowód. Piesek z nadania hodowcy ma na imię Korek jednak ci ludzie nazwali go Florek. Na początku szczeniak rósł normalnie, dokazywał, bawił się i jak przystało na zdrowego szczeniaczka wtykał nos wszędzie gdzie tylko dało się go wetknąć. Efektem wścibskości psiaka było dotkliwe pogryzienie go przez osy co zaowocowało wizytą u weterynarza, potem odczulaniem i kilkudniową rekonwalescencją. W zderzeniu z taką rzeczywistością szybko okazało się, że obowiązki opiekuńcze przerosły młodego nabywcę i jego dziewczynę, a Florek wylądował u jego rodziców w dwupokojowym mieszkaniu na III piętrze. Mój znajomy z małżonką myśleli, że na pogryzieniu przez osy kłopoty się skończą, ale życie lubi niespodzianki więc najgorsze miało dopiero nadejść. Tak więc po trzech miesiącach życia psiaka okazało się, że musi przejść operację prącia ponieważ jego narząd jest obrośnięty zbędną naroślą, a ta utrudnia mu skutecznie prawidłowe funkcjonowanie. Minęły kolejne trzy miesiące i jako półroczniak doznał paraliżu tylnych łap. Nieborak został zawieziony do lecznicy w której zlecono różne badania w tym prześwietlenie - wykazało ono, że paraliż jest efektem wady genetycznej polegającej na nie wykształceniu dwóch kręgów lędźwiowych. Na podstawie tej diagnozy lekarze zalecili uśpienie zwierzaka. Jako, że moi znajomi są ludźmi uczuciowymi nie mogli zaakceptować tej strasznej decyzji. A więc postanowili leczyć Florka do końca jego dni, ale to nie było takie łatwe, bo na skutek paraliżu utracił kontrolę nad swoimi potrzebami fizjologicznymi. Nie mając czucia kał i mocz oddawał gdzie popadnie toteż z konieczności higienicznych lokalu i estetyki ludzi, pies musiał być trzymany w dość obszernej klatce ustawionej w jednym z pomieszczeń ich mieszkania. Od tej pory rozpoczął się istny horror. Stojąca w mieszkaniu wielka klatka zajmowała sporo miejsca… do tego smród psich odchodów, których wypływu z racji paraliżu pies nie kontrolował, w ciągu dnia kilkakrotne mycie z nieczystości, nieprzespane noce, odpowiednie karmienie, ciągłe sprzątanie, kuracja sterydowa, wreszcie pampersy, których zużywał duże ilości, a to wszystko sprawiało, że leczenie Florka kosztowało ich dość pokaźną sumę pieniędzy. Po wstępnym obliczeniu okazało się, że wydatki całego leczenia urosły do wartości całkiem przyzwoitego samochodu osobowego. Minęły kolejne trzy miesiące i zwierzak zaczął samodzielnie chodzić… nawet przejął kontrolę nad wydalaniem, ale nie do końca bo chodząc gubi kropelki moczu… Florek jest pupilem dzieci na całym osiedlu i ich oczkiem w głowie. Wizualnie wygląda normalnie i całkiem zdrowo jednak to złudne wrażenie bo z racji upośledzenia kręgosłupa lędźwiowego musi być wizytowany lekarsko w celu porannego odsikania. Niestety w tej czynności musi pomagać mu lekarz. Florek żyje dzięki wielkiemu sercu, miłości, determinacji i cierpliwości dwojga wspaniałych ludzi, natomiast poświęcenie lekarza weterynarii sprawia, że życie z pupilem stało się dla nich całkiem znośne. Od początku choroby psa, jego opiekun medyczny Pan Przemysław D. każdego ranka przychodzi bezinteresownie do swojego „pacjenta”. Ten cudowny człowiek pomaga Florkowi pozbyć się nagromadzonego w pęcherzu moczu zanim wyśle swoje dzieci do szkoły. Miło jest wiedzieć, że są tacy wspaniali ludzie na Świecie, bo w przeciwieństwie do nich niemiłe jest nawet przelotne zerknięcie na twarze hodowców psów rasowych zwłaszcza, że bez sumienia i odpowiedzialności karnej produkują kalekie zwierzęta, sprzedają je za słone pieniądze jako normalne czyli takie, które spełniają wymogi świadectwa rodowodowego. W ten sposób narażają potencjalnego nabywcę na ogromne straty finansowe i odbierają prawo do sprzedaży szczeniaków pochodzących z takiego miotu. O stratach moralnych właścicieli takich psów nawet nie wspomnę bo straty finansowe poniesione za długoletnie leczenie pupila są tak wielkie, że biją na łeb wszystkie inne.
Na zakończenie chcę powiedzieć, że kupno psa jest odpowiedzialną decyzją przyszłego nabywcy. Żaden zwierzak rasowy czy nierasowy nie jest zabawką i nie można go wyrzucać ani uśmiercać gdy staje się niewygodnym kłopotem w rodzinie. Zwłaszcza w chorobie trzeba otoczyć go specjalną troską i opieką, chociażby na zasadzie tej oczywistej prawdy, że pies nas nie opuści nawet gdy będziemy trędowaci. Pragnę także uczulić kupujących milusie czworonogi na nieuczciwych hodowców. Pamiętajcie, że możecie tak jak moi znajomi zostać oszukani przez nieuczciwego producenta zwierząt... a wtedy jaką podejmiecie decyzję? W każdym z takich przypadków macie dwa wyjście: albo obciążycie swoje sumienie zastrzykiem z pawulonu… albo poniesiecie wysokie koszty długoletniego leczenia swojego pupila i zachowacie czyste sumienie… wybór należy do Was!

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Co to ma być? Dział ogłoszeń? Ja rozumiem że w ten dział zagląda dużo osób ale o to nie miejsce dla tego typu bzdur. Psy wykastrować i samce i suki będzie mniej odchodów na trawnikach itp. Ty o ludziach myśl a nie o obsranych psach. Jak czasem oglądam wiadomości czy gazetę albo taką bzdurę czytam szlag mnie trafia. Pies ważniejszy od człowieka. Toż to zwierzę jest ochydne, nicnie robi tylko żre, pije i ... Po co te psy? Kot np głodny to sobie coś złapie i zje a pies będzie siedział i wył. Na miejscu Administracji temat bym przeniósł do jakiś ogłoszeń. Widzę ludzi którym wystarczy podać rękę, bo życie ich zgnębiło i chcą wyrwać się z tego a tu lamenty nad psami. Szok.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
    • mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą   schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zaliczone zostaną w błąd pomiaru   czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć czyste życie hemoglobiną wypełnia krew   podmiot nie jest dany podmiot stwarza się   patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz    
    • Alana za siksą wąski sazan. Ala
    • Jem sód od ósmej   Ech, cmokam! Sód ósmakom chce   I namakam. Sód od ósmaka Mani   Sód ułud. Ós!
    • Ano Kai lana kanalia kona
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...