Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Patrz, w konfesjonale chłodnej nocy łąka
Ze swoich kwiatów się spowiada
Daj jej rozgrzeszenie bieli księżycowa
Wybacz ubarwianie, wszystkie kłamstwa.

W łodygach z mrozu pochylonych klęczy
W brązowych palcach ziarenka przesuwa
Za sto zdrowasiek znowu będzie sobą
Ta mitomanka kamiennego świata

W ciągłym afekcie barw; rozdzierana jest między
czarną ciszą nocy, białą ciszą śmierci.
a swą mową ciała powabnie, swobodnie
podszywa się pod to, co jest w Tobie najlżejsze
Rozkochuje powoli, aż uwierzysz ,nagle
To wszystko znika ,

wpadłeś w sidła toksycznej pułapki
W brązowy dół wielkości ciebie.
by poznać prawdę: Wilgoć, chłód, robaki

Opublikowano

patrz, w konfesjonale chłodnej nocy łąka
spowiada się ze swoich kwiatów
daj jej rozgrzeszenie bieli księżycowa
wybacz ubarwianie, wszystkie kłamstwa

klęczy w pochylonych z mrozu łodygach
w brązowych palcach przesuwa ziarenka
za sto zdrowasiek znowu będzie sobą
ta mitomanka kamiennego świata

w ciągłym afekcie barw; rozdzierana jest swobodnie
między czarną ciszą nocy, białą ciszą śmierci
a swoją mową ciała powabnie
podszywa się pod to, co jest w tobie najlżejsze
rozkochuje powoli, aż uwierzysz
nagle to wszystko znika

wpadłeś w sidła toksycznej pułapki
w brązowy dół wielkości ciebie
by poznać prawdę: wilgoć, chłód, robaki



Trudno przebrnąć przez treść w podanej formie. Dla mnie przystępniej z zasugerowanymi zmianami, trochę też interpunkcyjnie poczyściłam, ale to tylko propozycja (proszę wybaczyć śmiałą ingerencję).

Coś przyciąga, pomimo, że ciężki w odbiorze - choć może tylko dla mnie.

pozdrawiam,
A.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w rodzinie była ostatnią na którą spojrzeli święci pojawiła się w 1999 roku jako chora psychicznie dwunastolatka pisząca pamiętnik kiedy miała szesnaście lat filmowałem jak wyciąga gumę z majtek i zbiera sobie przed lustrem włosy w długi emocjonalny kitek w hotelu miracle wyciąga ze ściany suszarkę i uruchamia ekspres do kawy potem wychodzi do lekarza wyciąga ołówek i pisze na drzwiach closed wyraźnie mówi do portiera że nie wróci już na noc bo lekarz ma edytor tekstu na tym kończy się scena w budynku karolina przechodzi przed napisem don't walk uśmiecha się macha ręką w kadrze widać też psa i smutnego mężczyznę który patrzy na bose łapy psa karolina powoli przechodzi coś mówi do mężczyzny który wyciąga rękę próbując złapać ją za śmieszny kitek wtedy powietrze pęka jak grafit w źle zatemperowanym ołówku
    • ulewa   o deszczu z  użyciem  szumiących Staff pisał    miarowy i równy tak szemrał kroplami    Twój - chlusty i cięcia z ukosa tak obmył   dał życie
    • Koniec zwiedzania na dziś on orang hutan i ja istota dua kaki spojrzeliśmy sobie w twarz   Almayer's Folly biały człowiek i opium jego dom w dżungli   Dwóch procent w genomie brak by w łóżku leżeć na wznak  
    • I choćbyśmy grały te same akordy, zawsze będzie pół tonu różnicy. Może moje pianino jest rozstrojone, a może Ty nie grasz dla mnie, kiedy ja komponuję jedynie dla ciebie.
    • Być albo nie być - w tym kwestia istotna: Czy szlachetniejszą ideą jest cierpliwie znosić Strzały i pociski straszliwego losu, Czy też za broń chwycić  przeciw smutków morzu, I, stając w szranki, im kres położyć?  Umrzeć – śnić; Nic więcej: Snem swym światu ogłosić, że kładziemy koniec Serca rozterkom albo życia ciosom, Które dziedziczy ciało: oto jest spełnienie, Którego wszech winien żądać. Umrzeć – spać; Śnić  nawet może...– Lecz drąży niepewność: W tym śnie zatraty, sny jakie nadejdą, Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną? Muszą nam dać czas na namysł – to szacunek, Co czyni z bytu długiego  - nieszczęście: Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi, Ciemiężcy razy,  ludzi dumnych wzgardę, Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę, Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa, Które cierpliwi od niegodnych znoszą, Jeślibyśmy wreszcie  spokój mogli znaleźć W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy, Znoił się i pocił pod  życia ciężarem, Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie -  Nieznanym krajem, z którego porządków Żaden człek nie wraca - to spina zamysł, I sprawia, że nam dorzeczniej znosić takie ciosy, Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy? To ta świadomość nas czyni tchórzami, To tak radosny rumieniec zamiarów Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli, A przedsięwzięcia wagi wiekopomnej Zmieniają koryto pod tym  naporem I zrzekają się prawa do miana - Działania.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...