Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kto potrafi operować strachem ten jest dominantem. Strach można wywoływać na różne sposoby. Najbardziej pospolitym sposobem jest agresja, przemoc i terror. Ale to krótkofalowa forma prymitywnego przymusu, która budzi w ciemiężonych bunt i zdecydowany opór. Tego rodzaju dominacja zawsze kończy się obaleniem i zabiciem terrorystycznego agresora. Dlatego mądrzejsi dominanci nie stosują przemocy, chociaż zdarzają się przypadki skrytego działania na jednostkach, czynią to „subtelnie”, tak by nie wzbudzić w ofiarach buntu i oporu. Całkiem niezłą formą i teraz bardziej modną niż w przeszłości jest straszenie ludzi wszelkiego rodzaju katastrofami na skalę globalną. Telewizja bez końca i z uporem maniaka faszeruje nas trzęsieniami ziemi, tornadami, na skutek ocieplenia klimatu - globalnym potopem, strasznymi falami tsunami, potężnym wybuchem ponoć największego wulkanu ziemi, który czyha pod Yellowstone w USA. Wybuch tegoż piekielnika ma nieść globalne zlodowacenie i koniec ludzkości na ziemi. Ktoś tam wyliczył, że wybuchy tego potwora są cykliczne i w przybliżeniu powtarzają się co 640 tysięcy lat, no i ponoć teraz jest właśnie pora kolejnego wybuchu. Następnie bardzo modne jest straszenie kalendarzem Majów, który to ma nieść jakąś bliżej nieznaną zagładę wszystkiego co się rusza. Są jeszcze meteoryty, komety i diabli wiedzą jakie tam jeszcze wielkie okruchy skalne pozostałe po wielkim wybuchu jaki miał miejsce u zarania dziejów. Po zderzeniu z takim okruchem nastąpi globalna pożoga i koniec cywilizacji. Jakby tego było mało są kosmici, którzy czyhają na życie każdego ziemianina i każdą roślinkę. Ktoś powie hola, hola mości panie, owszem strach z tych przyczyn jest wielki, ale co to ma wspólnego z wykorzystywaniem ludzi przez ludzi? Ano ma i to bardzo wiele. Wywołując tymi zdarzeniami ogólny strach, cwaniacy zyskują wielomiliardowe zyski z reanimacji podupadającej sprzedaży w wielu sektorach handlowych. Nie jest żadną tajemnica, że tysiące ludzi buduje sobie rodzinne bunkry w piwnicach domów albo głęboko pod ziemią na własnych działkach daleko poza miastem. Jak podaje prasa i media publiczne wiele tysięcy, może i miliony przezornych ludzi kupuje i magazynuje wielkie ilości pożywienia na okoliczność globalnej katastrofy. Magazynują ryż, kaszę, fasolę, zboże, konserwy, cukier, wodę, a nawet broń do obrony tegoż właśnie mienia. Zwiększony popyt na te towary przekłada się na kolosalne zyski cwaniaków, którzy siejąc tego rodzaju strach w społeczeństwie zacierają rączki i skrupulatnie liczą wydarte w ten sposób pieniądze. Na zakończenie powiem, że najlepszą formą wywoływania strachu, zdecydowanie jest siła wyższa. Ta forma działa długofalowo i zadziwiająco skutecznie przynosi zyski tysiącami lat. W tym temacie mamy szerokie pole do popisu i wykorzystania. Mistrzami w tej materii są kościoły i sekty religijne. Poprzez tysiące lat doświadczeń, wypracowały sobie całe systemy skutecznego zastraszania swoich wyznawców. W repertuarze mają piekło, czyściec, grzech pierworodny i wszelkie inne grzechy, do tego całą paletę kar Bożych (chociaż Bóg jest miłością) a wszystko funkcjonuje tylko po to, aby czerpać z zastraszonych wiernych potężne zyski. Już widzę te oburzone miny, niestety z żalem muszę powiedzieć, że to o czym piszę jest niezaprzeczalnym faktem, nawet Bóg dostał eksmisję bo choć rzadko wchodzę do nowo pobudowanych Kościołów nijak w nich jego symbolu odnaleźć nie mogę, a przecież to Dom Boży. Za to wszyscy wyświęceni przez Kościół Święci mają się wprost świetnie, wszędzie ich pełno chociaż nasza wiara z założenia jest monoteistyczna. Tym którzy zapomnieli jak ten symbol wygląda przypominam: jest to trójkąt promieniujący z umieszczonym pośrodku okiem, co prawda zapożyczonym z Egipskiego Kultu Horusa, ale jednak będącym symbolem Boga Chrześcijan. Czy warto o tym pamiętać? Na to pytanie już sami sobie odpowiedzcie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @piąteprzezdziesiąte   Dziękuję podwójnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          Pozdrawiam
    • Dziś* Walenty z miasta Kęty Czuł się jakby z krzyża zdjęty Była wolna chatka Miała przyjść Agatka Doszedł z viagrą sam do ...puenty   *czyli 15 dnia lutego
    • @Wiechu J. K. Próbujmy bracia nieustająco, Pięknego dnia!
    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...