Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W przeciwieństwie do tych wszystkich
dorobkiewiczów nigdy zaspokojonych
jakich znam i siebie jakiego znałem
ja już nie muszę się martwić ani całym
dorobkiem mojego życia ani żadnym -
po prostu nie może się już powiększyć
a zresztą uszczuplić też się nie może
bo taki to on jest ogromny że go nie ma
a nawet tylko wtedy jest kiedy go nie ma.

Opublikowano

jako luźna refleksja nad życiem i stosunkiem do własnej osoby podoba mi się - jako gorzka nieco refleksja, bo tak odczytuje.
jako wiersz niespecjalnie, bo dosłownie, a i nawet do składni można by się przyczepić; niezależnie czy to zamierzone językowe eksperymenta
- raczej wynik karkołomny

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A znasz np. poetycką twórczość M. Białoszewskiego.

A co do wiersza, to nie językowe eksperymenta, to wypracowana forma.

No i przepraszam Cię, że nie jestem rygorystą (głównie co do utartej składni), a właściwie jestem rygorystą, ale tylko co do wysławiania się na swój (charakterystyczny) sposób, bo nie toleruję uniwersalizmu, czyli bezduszności słownej. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A znasz np. poetycką twórczość M. Białoszewskiego.

A co do wiersza, to nie językowe eksperymenta, to wypracowana forma.

No i przepraszam Cię, że nie jestem rygorystą (głównie co do utartej składni), a właściwie jestem rygorystą, ale tylko co do wysławiania się na swój (charakterystyczny) sposób, bo nie toleruję uniwersalizmu, czyli bezduszności słownej. Pozdrawiam


to nie tak. skoro pytasz się mnie czy znam Mirona Białoszewskiego eksperymenta lingwistyczne w poezji, to muszę powiedzieć że styczność nieosobistą miałem, lecz entuzjastą nazwać mnie nie można - chociaż biografia ujmująca. skoro koniecznie jakiś związek to bardziej Mirona prozatorskie dokonania. natomiast stawiając pytanie o to, wypadało by postawić znak zapytania, miast kropki, bo to nie kwestia uniwersalizmu w tym przypadku, lecz normy ortograficznej. za nic mnie przepraszać nie musisz, to ja za przeproszeniem powiem, że do Mirona - jakkolwiek osobiście oceniam jego dokonania - to daleko temu powyższemu "uduchowionemu" oryginalnością składniową dziełku
pozdrawiam

ps
mało taka forma do mnie mówi po ludzku; czy wypracowana to nie moja rzecz - ma mówić
od tego jest poezja - jak sądzę
Opublikowano

tomek87
Albo udajesz, albo naprawdę nie wiesz w czym rzecz. Bo nie masz pretensji do Białoszewskiego, że jest (w swojej twórczości) Białoszewskim. A masz pretensje (uwagi) do mnie, że ja jestem sobą. Białoszewski więc mógł przełamywać pewne reguły i konwenanse (literackie), a mi zarzucasz niewymowną formę. Tylko że w ogóle trzymając się ściśle norm i wymogów, wielu twórcom nie dałbyś rozwinąć skrzydeł.

I żeby nie było nieporozumień, daleko mi do Białoszewskiego, zresztą też daleko mi do wszystkich innych twórców.

Ani przez chwile nie wątpiłem, że znasz twórczość Białoszewskiego, więc dlatego zadałem pytanie retoryczne, czyli również takie na które nie oczekiwałem odpowiedzi.

I zapewniam Cię, że nie tylko Tobie moja forma mało mówi, ale zapewniam Cię też że są tacy, którym coś mówi.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Już zdążyłem tak dobrze poznać Ciebie, oczywiście poprzez Twoją twórczość krytyczną i poetycką (bo poetycka też ma sporo do powiedzenia), że bardzo dobrze wiem, że im gorzej oceniasz mój wiersz, to na pewno tym bardziej jest lepszy. Tak więc nie wiem tylko co pocznę, kiedy dla Ciebie mój wiersz, nie daj Boże, nie będzie bzdetem, a twórczość nie okaże się grafomanią. Ale co też ja się martwię, przecież Twoja zajadłość w stosunku do mnie jest tak ogromna, że chyba nigdy nie da Ci na mnie otworzyć oczy i zrozumieć swoje postępowanie. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Każdy widzi to (ten mój wiersz) jak chce. To, co Ty tutaj wybrałaś, to według mnie jest tylko częścią dobrego. Ale, powtarzam, każdy zwraca uwagę na co innego, takie Twoje/jego/każdego święte prawo. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A to ciekawe, że ja nie mam krytycznego podejścia do siebie, pewnie jeszcze w przeciwieństwie Twojego krytycznego podejścia do samego siebie. I pewnie Twoje krytykanctwo nie jest typowe i zasadniczo w każdym komentarzu nie powtarza się jedno i to samo: grafomania i gniot. Takie to są mistrzowskie, pełne uzasadnienia Twoje komentarze pod moimi (żeby tylko moimi) wierszami. Ale też czego innego (nietypowego) po Tobie, przykładnym mitomanie i zawistniku, można się spodziewać. Pozdrawiam Cię
Opublikowano

wyjaśnijmy sobie że nie mam pretensji do zupełnie nikogo, całkiem poważnie uważam że każdy ma prawo do własnych zboczeń
do Białoszewksiego nie mam i do ciebie także nie. uważam że to wspaniałe iż jesteś sobą. uważam ponadto że naginanie reguł jest powszechnie znaną metodą stosowaną w celu osiągnięcia oryginalności wyrazu, i nie potrzebuje w tym zakresie pouczeń; chociaż nie mam pewności czy ta metoda dotyczy także składni. to że jesteś szczery i autentyczny cudowne o tobie świadczy, ale ja z tego powodu nie muszę być bezkrytyczny wobec wiersza, bo nie tylko na tym polega walor poezji. tu z kolei ja mam wrażenie dla odmiany że albo udajesz, albo nie wiesz w czym rzecz. sądzę także że nawet pytanie retoryczne domaga się znaku zapytania. zapewnienia nie są mi potrzebne i nie wiem czemu mają służyć. a teraz najważniejsze: nie wiem czy wiesz, ale MAM PRAWO DO WŁASNEGO ODCZUCIA, a ono jest takie, że nawet jeśli kombinatoryka styliztyczna, która jak powiadasz jest "wypracowanym stylem", to dla mnie ten styl jest w efekcie nieprzystępny a nawet /pomimo szrokiej poetyckiej formuły wyrazu/ boryka się na pograniczu niepoprawności
pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Odpowiem Ci jeszcze inaczej. Za życia Norwida, czy tym bardziej Emily Dickinson ich twórczość napotykała zasadniczo na same trudności. Powiem więcej, im większy znawca stykał się z nią (z tą twórczością), tym większe było niego (tego znawcy szkolarskiego) oburzenie. Schematyzm myślowy może być przerażający, a przynajmniej pewnymi stereotypami nie da się, ani wyrazić, ani pojąć więcej.
A po drugie, już co do Ciebie, to nie odbieram Ci żadnego prawa, a przynajmniej nie roszczę sobie żadnego prawa do Twoich odczuć. I nawet niech już tak pozostanie, że Ty wiesz swoje i ja wiem swoje. Pozdrawiam.
Opublikowano

Wija ale otóż ja to wszystko wiem, sęk w tym że to jest dosyć pobłażliwa natenczas, a ogólnie megalomańska nieco perspektywa spojrzenia na swoje wiersze. rozumiem fortel - jest dosyć powszechny. pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pierwsze słyszę, że to jest fortel, a po drugie, nie działam podstępnie (możesz mi wierzyć, nie musisz). A co do megalomanii, owszem jestem megalomanem, ale jak mniemam w dobrej sprawie, nawet, a może tym bardziej dlatego, że nie jestem doskonały, a czasami wręcz jestem błędny, a i obłędny. Ale któż z nas jest doskonały.
Na zakończenie może jeszcze powiem żartobliwie, że np. E. Dickinson, jak już postawiła przecinek, to wszędzie, tylko nie tam gdzie powinna (gdzie się przepisowo należało), może też dlatego nadużywała, dla niektórych w sposób nieprzyzwoity, myślników. I czy przez to jej twórczość jest gorsza. (A pisał o tym tłumacz jej twórczości, zresztą tłumacz wybitny /przynajmniej jak dla mnie/). Pozdrawiam
Opublikowano

Gertruda Stein dla odmiany wcale nie zwykła używać znaków interpunkcyjnych, no chyba że innej możliwości już nie było. może pierwsze słyszysz że to jest rodzaj fortelu, ale słyszysz; no bo ja uważam że przyrównywanie się do wielkich ludzi pióra w tym obszarze ma coś z samoobrony, w szczególności jeśli idzie o słabe strony. nie od dziś wiadomo że bezkrytyczne postrzeganie autorytetów sprawia, że ich wady postrzegamy jako zalety. no ale cenie sobie to, że masz w tym względzie własne zdanie. pozdro

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...