Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

od 12 lat nie potrafię o Tobie zapomnieć.


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Bezsennych lat 12

Na twarzy odbijała się nieśmiała łuna jak z latarki, w której wysiadały baterie. Miarowy i spokojny szum wiatraka w komputerze stanowił podkład muzyczny, a nawet cały akompaniament dla melodramatu który zamierzał napisać Viktor. Nie wiedział jak zacząć aby nie został zidentyfikowany przed czasem, który wyznaczył na premierę.
***
Nazywam się Viktor. Zaskoczę Was, a może i nie- nie wiem, o czym będzie ta książka, ani nawet czy to będzie powieść dramat, czy może przydługie opowiadanie. Za kilka chwil stanę się swoim narratorem, zmienię tożsamość ,a zatem i nazwisko i przeniesiemy się w miejsce i czas którego nie znam, ale tak właśnie zaczynają się przygody, pora uśmiercić Viktora i pobudzić do życia Dike Aristajowskiego.


Rozdział 1

Dike nie mógł znaleźć sobie tego dnia miejsca. Chyba się zakochał. Drobny punkt na suficie zaczął się przemieszczać. Tak to musiała być mucha, zapewnie nie pozwoli spać tej nocy ale kto by spał. Cudowne długie, blond, kręcone włosy, zadarty nosek, nienaganna sylwetka, czerwony sweter, który lekko zakrywał jej pośladki przylegając do jej jasnych dżinsów.
Spotkam ją jeszcze, muszę ją spotkać, pomyślał podkładając dłonie pod głowę. Chyba się Jej podobam, w końcu to Ona podeszła dziś do mnie, podała pierwsza rękę i przedstawiła się. Ale, tak, teraz Dike przypomniał sobie, może ona była tą odważniejszą, przecież podeszły we dwie, jak ta druga miała na imię, jak w ogóle wyglądała, zresztą, kogo to obchodzi. Ona się nie liczy. Megi albo Bóg. Tak teraz nie sposób zapomnieć o tym, że tydzień temu Dike zdał egzaminy na medycynę, przecież dawno temu zdecydował że resztę życia spędzi w Afryce pomagając chorym i cierpiącym. Nie, nie jest typem do końca normalnym. Przecież jest poezja, któa da upust jego uczuciom, może malować, kocha sztukę.
Wtedy Dike nie rozumiał jeszcze ile zmieni ten czerwony sweter ze wzorem, jak bardzo odmieni jego życie i Megi, czy kiedyś ją jeszcze zobaczy? Mucha przestała się ruszać Dike spojrzał na telefon, dochodziła pierwsza w nocy, kto by przypuszczał że po 12 latach będę ją kochał tak samo, tak jak dziś, kiedy siedzę przed komputerem i pod zmienionym nazwiskiem spisuję swoją historię, która się zaczyna ponownie, może tym razem będzie miała inny epilog. Zobaczymy. Dike zapisał plik pod tajemniczą nazwą dok1. Pora spać Viktorze jutro impreza urodzinowa Twoje córki. Viktor zastanawiał się tylko czy gdyby Dike wiedział, że Viktor będzie po 12 latach tak cierpiał, dwa dni później, miesiąc później, cztery lata później i pięć lat później nie podjał by tych decyzji ,które spowodowały śmierć Dike i trzech innych mężczyzn, którzy jak On kochali się w Megii. Niestety Viktor nie ma wpływu na Dike, a Dike nie zdaje sobie sprawy z przyszłych cierpień Viktora.
*************************************************************************

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Stukacz a dlaczego źle? inaczej:)
    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
    • @hollow man

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Poet Ka  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        A szkoda.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...