Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Śniły mi się marzenia w kolorze zieleni
przetykane czerwienią i złotem i różem,
a niebieskie obłoki płynęły, hen, w górze.
Popatrz! W dole się słońce w potokach wód mieni.

Kropla deszczu wszelaka, słońca skwar promienny,
kiedy chwile radosne miały być wiecznością
i nawet dzień ponury jawił się radością,
a młodość miała wydać swój owoc brzemienny.

Te młode, lekkie lata, to durne, to chmurne -
wszystko było przed nami, czas nie miał wartości,
zdążymy jeszcze - wieczna choroba młodości,
popioły przemijania wypełniły urnę.

Srebrzysto-złote listki przelatują mamiąc –
powodzenie, zaszczyty, względy, wyróżnienia,
samochody, podróże, pęd gdzieś bez wytchnienia
rozpływają się w nicość w oddali znikając.

Śniły mi się marzenia: wyblakły kolory,
blichtr staniał i świecidła zszarzały. Ostały
się jedynie uczucia, które nie przebrzmiały,
a to już jest majątek i piękny i spory.
1985

Opublikowano

Witaj Anno,
Mimo najlepszych chęci nie znalazłem nierówności wersów.
Trzynastozgłoskowiec w pełnej rozciągłości dawno juz napisany,
a wtedy bardzo dbałem, by formalne wymogi były spełnione.
Może czegoś nie widzę, nie liczę?
Dzięki za głos

Opublikowano

Marku, widzisz, o tym mówię w moim wątku na forum. Ok, wskażę miejsca, gdzie MASZ nierówno, bo MASZ, tylko mi nie ufasz. Przybyłeś na forum, nie sprawdziłeś, komu ufać, kto pisze równo, kto nierówno... ok, ale ostatni raz:)))) bo Cię polubiłam;))))

Śniły mi się marzenia// w kolorze zieleni 7+6
przetykane czerwienią// i złotem i różem.
a niebieskie obłoki// płynęły, hen, w górze.
Popatrz, w dole się słońce //w czystych wodach mieni.

kropla deszczu czy słońca// każdy skwar promienny,
chwile radosne wkrótce// stały się wiecznością
i nawet dzień ponury// jawił się radością,
a młodość miała wydać //swój owoc brzemienny.

Te młode, lekkie lata,// to durne, to chmurne -
wszystko było przed nami,// czas nie miał wartości,
zdążymy jeszcze - wieczna// choroba młodości,
popioły przemijania //wypełniły urnę.

Srebrzysto-złote listki //przelatują mamiąc –
sukces, zaszczyty, brawa, // premie, wyróżnienia,
samochody, podróże, //pęd gdzieś bez wytchnienia
rozpływają się w nicość //w oddali znikając.

Śniły mi się marzenia: //wyblakły kolory,
blichtr staniał i świecidła //zszarzały. Ostały
tylko stałe uczucia, // jeszcze nie przebrzmiały,
a to już jest majątek // i piękny i spory.


jeszcze Ci pokażę "miarkę" do rytmu Twego trzynastozgłoskowca, i teraz sprawdź, czy jest ok. Jeśli nie spostrzeżesz różnicy - nie mamy ... trudno.

-------//------ 7+6

-------//------ 7+6

itd, itp...

każda kreseczka na wykresie - to jedna sylaba. Jasne, miałeś ich po 13 w wersie, ale nie znaczy, że było "równo". Pewnie dlatego odniosłam wrażenie, że nierówna jest długość wersów!

A swoją drogą - spójrz, jak ciężko się "pracuje" w tradycyjnej formie XIX wiecznych eposów? Może pora zrezygnować z panatadeuszowej maniery i pisać coś "dla żywych"?

Cieplutko pozdrawiam

Para:)

Ps. Rymy - nadal nie "zdobią" wiersza... Niestety.

Opublikowano

Dzięki, Anno.
Wewnętrzny rytm nie został utrzymany przeze mnie, chociaż w tej wersji poprawionej gubi się wg mnie melodyka wiersza, nie jest taki "gładki". Czy zgodzisz sie ze mną?

Zmieniłem rytm, chociaż trochę inaczej niż w sugestii.

Tak, może pora byłaby zmienić formę, ale nie bardzo potrafię. Owszem, wiersz biały. Piszę je. Nie muszą być rymy, ale brak, całkowity brak czegoś, co różni poezję od prozy, od rozważań właściwie, gdzie jeszcze treść jest często zaszywana w dalekich metaforach jest mi szalenie obca, nie czuję tego. Pewnie już mam zbyt wiele lat, by tego nauczyć się.
Tu leży pies pogrzebany, tylko czy warto go odkopywać? Czy już nie jest zbyt późno?
Próbowałem, ale sam tego nie mogłem zaakceptować.

Zawsze pisałem dla siebie. Od kilku lat zacząłem pokazywac moje wiersze różnym ludziom, również na tymże forum. To jest trudna nauka, bo często wymaga nawet wyrzucenia swego dziecka. Nie jest to łatwe, a przerabiane juz stworzone dziecię może byc jeszcze bardziej kalekie.
Pozdrawiam i dziekuje za podpowiedzi.
Czytam je z największą uwagą i zazdroszczę tym, ktorzy otrzymują wiele komentarzy.

Opublikowano

Marku:

Nigdy nie jest za późno, żeby zmierzyć się z materią, choć przyznaję, nie jest to łatwe. Trzeba czytać dużo współczesnej poezji, i wcale nie trzeba "na siłę" pisać białych wierszy. Tylko nie można już pisać archaicznych "liroepickich" klamotów...

Szukaj oryginalniejszej metafory, atrakcyjniejszych rymów. Nie chcę Cię urazić, ale - "naśladować" Mickiewicza - nie umiemy... A i on sam, w dojrzałym etapie twórczości odszedł od "kawoławowych" form, które miały w połowie XIX w. "trafiać pod strzechy". Poezja wówczas miała do spełnienia zupełnie inną rolę. Miała zadania tyrtejskie, misję patriotycznego "mistycyzmu"... A, rozgadałam się.

Dziś trzeba pisać inaczej. I zawsze jest czas na naukę.

Pozdrawiam,

Para:)

Ps.

Zmiany, które naniosłeś, znacznie poprawiają płynność tekstu. Haczy jeszcze ten wers:

a to już majątek jest i piękny i spory. - musi być, jak zaproponowałam;(((

Ale i pierwszy wers drugiej strofy - leciutko kuleje.
Nie upieram się jednak, bo... nie o to chodzi. ;)

Opublikowano

Marku, nie jest. Jeszcze coś Ci pokażę. To jest rozkład akcentów w wersach. Utrzymujesz prawie konsekwentnie taki:

Śniły mi się marzenia w kolorze zieleni Ss Ss sSs//sSs sSs
przetykane czerwienią i złotem i różem, Ss Ss sSs//sSs sSs
a niebieskie obłoki płynęły, hen, w górze. Ss Ss sSs//sSs sSs
Popatrz! W dole się słońce w czystych wodach mieni. Ss Ss sSs//Ss sSss !!!

Najmniejsza kropla deszczu, słońca skwar promienny, sSs Ss Ss// SsS sSs !!!
.....

itd,

Małe s to sylaba nieakcentowana, duże S - akcentowana.

Ale to pikuś, jak wolisz. Przecież to nie mnie powinno zależeć, żeby było "równo".

Pozdrawiam cieplutko,

Para:)

Opublikowano

Anno,
Masz rację, ale ja tego nie czuję. Ilość sylab tak, rytm wewnętrzny tak, ale już akcenty nie za bardzo.
Czytałem raz, drugi... i jestem w tym samym miejscu.

Akcent wyrazowy, akcent zdaniowy, a tu jestem bezradny.
Wbrew pozorom, nawet niewielki zmiany, niby błahe, powdują, że zmienia się wydźwięk, wymowa wiersza.
To nie tak, że nie chcę się zastosować do dobrych rad.
Nie chcę rezygnować z tej może niezbyt udanej mojej przygody wierszowania,
ale ma to sens, jeśli będzie się podobało, będzie udane, choć z małą ilościa błędów formalnych, jeśli będzie jakiś oddźwięk.
Czytam poezję na forum, czytam poezję znanych współczesnych i tych dawniejszych.
Nie wszystko mi się podoba, nawet tych z samego szczytu, ale nie musi.
Tutaj widzę, na tym forum, że moje pisanie jest inne.
Dziękuję Anno za fatygę i cierpliwość do mnie.
Serdecznie pozdrawiam
Marek

Opublikowano

Bardzo cenię sobie Twoje, Marku, podejście do sprawy. Świecisz niczym latarnia morska na wzburzonym, pofalowanym morzu emocji. Jakże niepotrzebnie złych i chorobotwórczych.

Poza tym: wcale nie jest prawdą, że Twoje wiersze odstają od innych tutaj. Wiele jest rymowanych, a pięknych. Ten powyżej WCALE nie jest do skreślenia. Anna to surowy, ale szalenie przyjazny i chętny do pomocy krytyk i warto od niej ściągać. Sama to robię i czasem coś mi wyjdzie nienajgorszego. Pozdrawiam serdecznie i tak trzymaj. Elka.

Opublikowano

Witaj Elko!
Dzięki za podparcie moralne. Potrzebne mi jest, ale nie ze względu na wiersze. Są inne przyczyny. Wiersze to dzisiaj moja forma ucieczki, wyjście na jeszcze mi dostępne przestrzenie.
Moim celem pisania ich było umieszczenie pewnej myśli, refleksji na otaczający świat. Mogę się mylić, ale nie chcę, by trzeba było zatrudniać tłumaczy do ich zrozumienia. "A co poeta chciał przez to powiedzieć".
KIedyś miałem satysfakcję, bo mój zbiorek przeczytalo kilkoro dorosłych ludzi (bez mojej wiedzy), którzy niczego nie czytają. Przeczytali wszystkie!!! Potem jeden z nich powiedział, że to są wiersze o nich. Był to problem kłótni w rodzinie, wybaczania, przepraszania itd. Takich wierszy mam kilkanaście. Napisane prosto, nie prostacko, kawonaławicznie. Postawiony problem i pointa.
Oczywiście kłótnie można przedstawic jako kataklizm, tsunami nawet itd. Pytam się jednak, czy napewno o to chodzi?
Rozpisałem się. Potrzebuje pogadać.
Dla wyjaśnienia sytuacji zamieszczę jako kolejne dwa wiersze "Zegar tyka" i "Nadzieja".
MAm nadezieję, że znajdą się pomocne głosy, które pomogą mi doszlifować niedoskonałości.
Przecież nikt nie chce pisać, by się nie podobało, by widać było te chropowatości, jakieś błędy, nierówności. Nie wszystko jednak sami widzimy.
Dzięki Wam, mili forumowicze.
Marek
Jestem to tyłu. Co znaczy peel?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow manbracie!  Spokojnej nocy!

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • budziłem się w nocy jakże znana ciemność wyraźnie pulsowała oślepiając czernią   aż wykipiały słowa o zapachu fermentu
    • Uwaga! Uwaga! Ewakuacja! - Chrapliwy głos zanika to znowu moduluje dziwnie w trzeszczących megafonach… Na słupach drewnianych, betonowych… Przekrzywionych od wiatru, obłoconych… Wiesz, idę przez wysokie trawy. Ja. Albo może moje dawne wcielenie. Moje dawne Ja. Moje… Przez trawy wilgotne. Przez jakieś krzaki. Zapętlone. Spętlone. Poplątane… Pełznie po mokrej ziemi, gliniastej, nagie ciało. Wije się w sobie… Ja? Czy ono?   Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Spójrz. Pognieciona kartka na stole. Rozlana plama. Atramentu…   Wiatr zagłusza bicie serca. A za oknem… Za oknem noc okropna kłębi się i pulsuje mnogością świateł. Dalekich. Zimnych drżących rubieży…   Jestem tutaj? Czy tam? Ja? Czy ono? Wchodzę po spirali schodów. Gdzieś wysoko. W jakimś miejscu. W jakiejś nieznanej mi egzystencji przeszłego czasu...   Uwaga! Uwaga! - Wciąż ten sam głos. Wciąż to nieustanne trzeszczenie w moim mózgu…   Piskliwy szum rozsadza nabrzmiewające żyły. Pulsujące boleśnie skronie... Wielomilimetrowe struktury tuż przed moimi oczami. Ziarniste. Powiększone w zimnym oku mikroskopu. Spuchnięte jak w chłoniaku twarde węzły. Zaciskam je powiekami.   Lecz, kiedy otwieram…   Wysypują się zdradliwie, jak lśniące koraliki. Ze szmerem: na blacie stołu. Łzawe perły. Błyszczące.   Na drewnianej podłodze ułożonej w jodłę. Wytartej. Przetartej obcasami przechadzającej się w tę i z powrotem pradawnej, zamyślonej śmierci.   Mnożą się jak w kalejdoskopie. Te zwidy nowotworowe Płyną. Donikąd płyną. W szumie i pisku gorączki.   Wiesz, umierałem tu wiele razy. I jakoś dziwnie umieram raz jeszcze...   To mnie prześwietla. Spójrz! Moja twarz okrojona półcieniem. Straszliwy blask i straszliwa ciemność. Idą we dwoje, trzymając się w objęciach. Kontrast: chiaroscuro. Twarz spalona słońcem.   Ida przez wiry w strumieniach powietrza przecinających niebo. I nikną. W milczeniu nikną.   I płoną w straszliwej pożodze ciszy. Nie słychać ich. Nie słychać tej rozpędzonej menażerii. Tej skondensowanej siły, ostrej niczym brzytwa.   Dlaczego odwracasz głowę? Twoje milczenie. .. Albowiem twoje milczenie…   Więc w tym milczeniu przedzieram się. Przez krzaki. Gałęzie kolczaste. Przez korzenie…   Sam. I sam jeden. Bez ciebie.   Wiesz, tutaj jest tego najwięcej. Cząsteczek mżących w oddali. I na każdym liściu, gałązce, łodydze…   Widzę je. I widzę coraz przejrzyściej. Dłonie zanurzam w tych srebrzystych błyskach nieuniknionej, bolesnej śmierci.   Kiedy wnikam. Kiedy… Idę… Spójrz! Twarze. Twarze. Zrakowaciałe oblicza.   I te twarze uczniów, nauczycieli.   Te twarze niczyje… Prześwietlone. Napromieniowane. Spalone słońcem…   Szkolne ławki. Klasa. Bo to jest klasa. Chyba… Na ścianach portrety poetów, malarzy… Na ścianach towarzysze. Spoglądają ze zdjęć te obojętne oblicza.   W drewnianych ramach. W metalowych. Słońce lśni na wypolerowanych szybach,   Te twarze na wprost. Te twarze w kolorze sepii.   Szare. Ziemiste. Te twarze… Całe archiwum twarzy. Umarłych. Wtedy szły zimne obłoki.   Pomiędzy nimi słońce. Teraz jest wiatr.   Ten wiatr, który wieje z przeszłości. I idzie całą nawałą. Szumią. Szemrzą czułe membrany liczników Geigera…   Gdzie ty jesteś?   Rury ciągną się kilometrami. Donikąd. Idą stąd, dotąd, aż do tamtąd. I dalej. W przestwór nicości. W cienistość przemijania.   Skorodowane naczynia. Przedmioty. Stoły. Kuchenne blaty pokryte kurzem.   Weź mnie za rękę. Ja biorę, lecz kiedy zaciskam palce, wyczuwam jedynie próżnię. Jesteś tu jeszcze?\   Nie?   Więc do kogo to mówię? Do samego siebie.   Błotnista droga. Gliniasta. Liście. Łodygi krzaków zakrzepłe w błocie. Spowite blado w całunie niemrawego słońca, które spoza chmur, z mlecznej powłoki ciężkiego nieba...   … spogląda, gdzieś w niedosycie czyichś wspomnień.   Znowu tu jestem. Po raz wtóry.   Przybyłem znikąd. I na powrót idę. Donikąd, I dalej. I jeszcze...   W bezruch zagadkowych miraży. Na skraj ciszy…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-08)    
    • @Starzec klasyk pisał: nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą!  
    • @Berenika97 piękny cytat - dziękuję! Niezwykle ciekawie poprowadziło Cię te kilka słów... od słowa do Słowa :) Mam taką może nawet nie ambicję, ale pomysł-marzenie, aby wygenerować jakiś podgatunek literacki, liryczny, ostatnie 4 moje wiersze mogłyby być jego przykładami. Na razie obmyślam ramy i definicję, może coś z tego będzie? ;) a jak nie, to też dobrze hahaha zamarzyło się być lirycznym influencerem ;)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...