Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czy w dążeniu do celu
Napawać się chęcią
Poddawać się marzeń kartelą
Unosić się za pomocą helu

W obłokach wyobraźni
Na skraju jaźni
Wędrując po Arkanii
Idealni ludzie wymyślani

Cel niczym oaza
Na środku pustkowia
Jak dla grabarza
Piękna uroku nowia

Chęć dobiegnięcia do pnia
Który z każdym krokiem o dwa się oddala
Kiedyś nadzieją teraz nienawiścią mnie to napala
Moje życie już tak nie gna

Czy cel w życiu zatracając
Dryfować na niego nie zważając
Dzień do dnia podobny
Dzień co dzień sromotny

Jak odróżnić jeden od drugiego
Wszystkie zachodem zakończone
Wszystkie smętnym żywotem oznaczone
Odechciewa się tego wszystkiego

Czemu rozumu zostawić odłogiem nie można
Nie myśląc krok za krokiem z bestroska
Głupota zaletą niczym medal się lśni
Promyk nadzieji w moim sercu tli

I niech szlag jasny to trafi
Nie rozprawiam nad tym dalej
Z rozumem jak w pustej hali
Weź mi kurwa wódki nalej

To wyjście jednorazowe
Czas smutków tylko oddalające
A cechy me ponaglające
Każe wnet rozwiązać sprawy owe

Więc z czystym rozumem
I sumieniem na sztandze
Powiem mojej ukochance
Wypierdalaj z tłumem popłochem

Agora żywiołem Twoim
Niegdyś dla mnie teraz na swoim
Całym światem mnie okrzyknęła
Zanim znaczenie tego pojęcia pojęła

Sam sobie zostawiony
Jak w schronisku pies
W sobie zastawiony
Ty o tym dobrze wiesz

Korona cierniowa z miłości na mej głowie
Nikt mnie już nie skrzywdzi nikt nie powie
Żem doświadczenia nigdy nie zaznał
Całym tym chorym zachowaniem kasłał

Choć może warto fortunie
Drugiej szansy użyczyć
Może lawina szczęścia lunie
Może umie dobrze nam życzyć

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...