Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Współczuje światu za to co mu się robi.
Współczuje za łzy niepotrzebnie wylane.
Współczuje tobie chłopcze młody i
współczuje także tobie mężczyzno stary.

Współczuje tym biednym co dzieci mają,
I tym bogatym co ich nigdy mieć nie będą.
Współczuje tym co zniknęli w chwili
I tym co w całym życiu się nigdy nie odnajdą.

Współczuje tobie wietrze napalony,
co masz siły dąć a nie masz żagli.
Współczuje tobie statku zatopiony
co choć z żaglami nigdzie nie dopłyniesz.

Współczuje tobie pająku co całe życie
czekasz na właściwą chwilę;
I tobie ważko w sieci złapana,
I tobie chrząszczu, co zawsze masz pod górkę.

Opublikowano

nie mam czasu bawić się tym wierszem,ale jest ogólnie do d***
dlaczego? uzasadniam - po co te powtórzenia ?
można było to np.tak

Współczuje

Współczuje światu za to co mu się robi.
Za łzy niepotrzebnie wylane.
Współczuje tobie chłopcze młody i
tobie mężczyzno stary.

Moja litośc ogarnia tych biednych co dzieci mają,
bogatych co ich nigdy mieć nie będą.
Współczuje tym co zniknęli w chwili
I tym co w całym życiu się nigdy nie odnajdą.

Żal mi ciebie wietrze napalony,
co masz siły dąć a nie masz żagli.
i ciebie statku zatopiony
co choć z żaglami nigdzie nie dopłyniesz.

Współczuje tobie pająku co całe życie
czekasz na właściwą chwilę;
I tobie ważko w sieci złapana,
I tobie chrząszczu, co zawsze masz pod górkę.



pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a jest coś takiego? coś ,że można jeszcze współczuć światu ?
"świat z natury nie jest zły-jest nijaki...źli jesteśmy tylko my"
wiec współczucie się nam należy jak psu miska
pozdrawiam
Opublikowano

@Cogito13

Twoja wersja tego wiersza jest rzeczywiście bardziej sensowna, i masz 100% racje, te powtórzenia są rzeczywiście bardzo zbędne, psują tylko cały przekaz.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...