Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Dlaczego zawsze wjebka?


Rekomendowane odpowiedzi

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





To jest zemsta mocno cyniczna.
Jesteśmy przyzwyczajeni do reality show i nam by pasowało móc patrzeć godzinami, jak Osama kaja się w płaczliwych prośbach i jego przeprosinom nie ma końca a i tak w konsekwencji na ekranie obcięli by mu głowę. Może trochę by nas to usatysfakcjonowało.

No właśnie - jeśli tak, to kiepsko. Jego śmierć też mnie nie usatysfakcjonowała. Jednocześnie mam przeświadczenie że nie powinniśmy publicznie epatować własnym zadowoleniem wynikającym z tego że ktoś dostał kulkę w łeb; chociażby z dydaktycznego punktu widzenia.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • Odpowiedzi 58
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Więc należałoby to tak urządzić, że poszkodowana osoba sama określałaby (w czasie procesu), czy domaga się kary śmierci czy nie. A sąd w zależności od pisemnego oświadczenia pokrzywdzonego rozważałby jako maksymalną karę dożywocie bądź kaes-a. Orzeczenie winy bądź jej braku nadal należałoby do sądu, poszkodowany jedynie określałby, czy chce zemsty takiej czy takiej (istniałaby również możliwość zrezygnowania z przywileju wyboru najwyższej potencjalnej kary; wówczas decyzja w tej sprawie należałaby do sądu). To byłoby sprawiedliwe moim zdaniem.

Dla przykładu (nie obraź się za te ohydne rzeczy, które będę tu wypisywał): ty nie domagałbyś się śmierci dla mordercy swojej matki, ja domagałbym się. Ktoś inny jeszcze zrezygnowałby z podejmowania tego rodzaju decyzji.

Oczywiście, co jeśli dzieci była dwójka i jedna osoba jest za kaesem, a druga - nie. Na razie nie jestem w stanie rozwiązać tego rodzaju problemów, ale to świeży pomysł, który liczy sobie raptem 5 minut, więc nie ma sensu wyliczać, ile w nim dziur. Ciekaw jestem jednak, co ty o tym sądzisz? Pomiń na razie problem, kiedy jest dwójka dzieci. Na razie rozważ sytuację z jedynakiem, który decyduje nie o winie, ale o ewentualnej maksymalnej karze. Czy to nie sprawiedliwe?

Bo jeszcze jest kwestia tego typu, że część społeczeństwa w ogóle może nie godzić się na karę śmierci. Wtedy trzeba sobie jednak odpowiedzieć: kto ma większe prawo mówić o karze dla mordercy kobiety - ktoś obcy czy dziecko tej kobiety?

A sprawę podziału społeczeństwa na zwolenników i przeciwników kaesa-a rozwiązałbym demokratycznie, poprzez referendum, które należałoby co dekadę powtarzać. To chyba rozsądne?



Kolosalną. Dla mnie zabicie chorego kota strzałem w głowę (a więc skrócenie jego mąk), to nie to samo co obdzieranie go powolutku ze skóry (no bo w jakim celu?). To pierwsze to "czysta robota", zwykłe miłosierdzie. Kot i tak zdechłby za dzień czy dwa, ale do tego czasu okrutnie by się męczył. Skracamy jego jęki jednym pociągnięciem cyngla. W tym drugim przypadku zadajemy niepotrzebny ból i to jest to, co w tej konkretnej sytuacji nazywam "brudną robotą".

Napisałeś: "Ja jestem przeciwko karze śmierci, ale gdyby jednak doszło do przyzwolenia na takie rozwiązania, to nie widzę różnicy z etycznego punktu widzenia czy owy skazaniec byłby uprzednio torturowany czy nie.".

Dla mnie zabicie zwyrodnialca po uprzednim przeprowadzeniu procesu, to czysta robota. Torturowanie go to brudna robota. Przez zwyrodnialca rozumiem m.in. sadystę, który sam lubił pastwić się nad swoimi ofiarami. Ja nie jestem za tym, żeby każdego mordercę wieszać (bo wiem, że istnieje coś takiego jak choćby nieumyślne spowodowanie śmierci).

Nie dojdziemy prawdopodobnie do porozumienia w kwestii podstawowej. Dla ciebie zabicie zwyrodnialca zawsze będzie złe, zawsze będzie brudną robotą. Ale czy nie dostrzegasz pewnej "stopniowalności"? Czy nie może być brudnej roboty i jeszcze brudniejszej? To nieco śmieszne brzmi, może niepotrzebnie rzuciłem te hasła, ale stało się.

Znowu zarzuciłbym ci brak "zdroworozsądkowego" podejścia. Dla ciebie jeśli coś jest złe, to jest złe, i basta. A ja zauważam, że w popełnianiu zła można być większym bądź mniejszym okrutnikiem. I jeśli już nawet uważasz wykonywanie egzekucji na ludziach pokroju Alberta Fisha za złe, to nie mogę uwierzyć, że nie dostrzegasz, że okrucieństwo może być większe bądź mniejsze.

To nie jest tak, że jeśli coś jest złe, jest złe, a jeśli coś jest dobre, jest dobre, i żadnego większego rozróżnienia już nie robimy. Nie będę podawał przykładów, bo przecież rozumiesz, o co mi chodzi.



Mówisz, że mój podział jest zbyt radykalny, a sam nie dostrzegasz żadnej różnicy! Dla ciebie życie to życie i jako takie każde stanowi wartość. A ja już powiedziałem wcześniej, co na ten temat myślę, tu nie chcę się powtarzać. To właśnie twój podział jest radykalny. A może to niezbyt celne określenie, raczej "ślepy" będzie lepsze. Ślepy, ponieważ nie uwzględniający różnorodności (niezgodny z codziennym doświadczeniem, "ślepy" na fakty). Ja ją uwzględniam, mam dwa wory "dobry" i "zły", a w tych workach mniejsze kieszonki. Już o tym pisałem, ale w innych słowach.

Ludzie neutralni? Abstrakcja. Jeśli ktoś ma skłonności do czynienia dobra, ale jednak daje wygrać bakcylowi zła, ten jest zły. Przecież ocenia się zawsze aktualność człowieka, a nie jego potencję, czyli to, czym może być. Gdyby oceniać potencję, to należałoby mnie uznać za zbrodniarza, bo przecież nie mogę wykluczyć, że nie jestem zdolny do zgwałcenia kobiety (choć gdy o tym myślę, robi mi się niedobrze).


Pytasz: "Czy jeden postępek ma w takim razie świadczyć o człowieku?".

Ludzi sądzi się za pojedyncze postępki. Być może to, że ktoś napadł na konwój z pieniedzmi, nie przesądza o tym, że jest człowiekiem złym do cna, ale to nie zmienia faktu, że za swój wyczyn musi ponieść konsekwencje. Jeśli ktoś odetnie komuś głowę dla zabawy, nieistotne jest dla sądu, że jeszcze niedawno zbierał kwiaty na łącę i był miły dla starszych ludzi. To znaczy - przebieg całego życia jest często okolicznością łagodzącą. Ale to też zależy, za jaki czyn człowieka sądzimy. Jeśli ktoś znęcał się nad ludźmi, to nie jest "neutralny" i nieistotne są jego - jakże głęboko ukryte! - skłonności... (wybacz drwinę)

Poruszasz kwestię żalu - zadam proste pytanie: co zmienia żal? Kara powinna być adekwatna do przestępstwa czy zbrodni, powinna uwzględniać intencję i rezultat, cała reszta nie podlega ocenie. To, że ktoś żałuje swoich złych czynów, nie może zwalniać od odpowiedzialności za to konkretne przestępstwo.



Muszę ci tutaj przyznać całkowitą rację. "Prawdziwa" przyczyna nigdy nie jest znana. To jednak niewiele zmienia w dyskusji. Bo choć prawdziwa przyczyna nigdy nie zostanie poznana, pociągać do odpowiedzialności (nawet za wykroczenia) i tak musimy. W przeciwnym razie nie moglibyśmy w ogóle na nic reagować (godzić się na chaos?).

Ten punkt nie może więc być argumentem przeciw karze śmierci czy zemście w ogóle.



Czynniki chorobowe i reszta z wymienionych rzeczy to jednak coś obiektywnego, chyba że inaczej rozumiemy "obiektywność". Nieważne...

Niezależnie od wszystkiego określa się jedynie intencję i rezultat. Często nawet pomija się okoliczności, które niby powinny być łagodzące, np. nietrzeźwość. Jestem pewien, że gdyby zapytać osoby, które po pijaku zabiły kogoś prowadząc auto, czy wsiadłyby za kierownicę po spożyciu, większość szczerze zaprzeczyłaby. A jednak wsiadają, bo już się nie kontrolują. Mimo tego nie jest to okoliczność łagodząca. Więcej - jest to okoliczność, która zaostrza ich czyn.

Te wywody też są zresztą nieważne, bo kiedy ja mówię o karze śmierci, chcę ich dla zbrodniarzy, a nie dla kogoś, kto fatalnie się pomylił. Jak ktoś robi naprawdę okrutne rzeczy, to nie powinno być okoliczności łagodzących. I normalnie nie ma, nie licząc chorób psychicznych (nawiasem mówiąc - zbrodniarzy chorych psychicznie też posyłałbym na szafot, taki już jestem niemiłosierny).



Wytłumacz mi, jaka alegoria kryje się za dziesiątą plagą egipską i "zbrodniczym" czynem Boga? Ja rozumiem, że w Biblii i Koranie znajdują sie przypowieści, ale ja nie powoływałem się na przypowieść. Kryjesz się za religią, stąd ponoć wypływa twoje poszanowanie dla wszelkiego życia. A ja ci tylko pokazuję, że sam Bóg nie szanuje wszelkiego życia. Więcej - On nawet nie szanuje niewinnego życia.

Na Koranie się nie znam, ale chwila googlowania i już widzę, że o nawoływaniu do śmierci i zabijania jest tam co najmniej parę fragmentów. Rzucać cytatami? Ja tam alegorii żadnych nie widzę...

EDYCJA: chwila googlowania i taka piękna stronka. Autor twierdzi, że przeczytał Koran od deski do deski. Nie będę nic cytował, całą stronę warto przeczytać.
www.fundamentjezus.com/koran.html

Sam przeniosłeś dyskusję na tematy religijne. Ja nie zwykłem atakować religii publicznie, bo jestem ateistą bez posłania, he, he. Ale skoro już się nią zasłaniasz, to nie mogę argumentować inaczej.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Więc należałoby to tak urządzić, że poszkodowana osoba sama określałaby (w czasie procesu), czy domaga się kary śmierci czy nie. A sąd w zależności od pisemnego oświadczenia pokrzywdzonego rozważałby jako maksymalną karę dożywocie bądź kaes-a. Orzeczenie winy bądź jej braku nadal należałoby do sądu, poszkodowany jedynie określałby, czy chce zemsty takiej czy takiej (istniałaby również możliwość zrezygnowania z przywileju wyboru najwyższej potencjalnej kary; wówczas decyzja w tej sprawie należałaby do sądu). To byłoby sprawiedliwe moim zdaniem.

Dla przykładu (nie obraź się za te ohydne rzeczy, które będę tu wypisywał): ty nie domagałbyś się śmierci dla mordercy swojej matki, ja domagałbym się. Ktoś inny jeszcze zrezygnowałby z podejmowania tego rodzaju decyzji.

Oczywiście, co jeśli dzieci była dwójka i jedna osoba jest za kaesem, a druga - nie. Na razie nie jestem w stanie rozwiązać tego rodzaju problemów, ale to świeży pomysł, który liczy sobie raptem 5 minut, więc nie ma sensu wyliczać, ile w nim dziur. Ciekaw jestem jednak, co ty o tym sądzisz? Pomiń na razie problem, kiedy jest dwójka dzieci. Na razie rozważ sytuację z jedynakiem, który decyduje nie o winie, ale o ewentualnej maksymalnej karze. Czy to nie sprawiedliwe?

Bo jeszcze jest kwestia tego typu, że część społeczeństwa w ogóle może nie godzić się na karę śmierci. Wtedy trzeba sobie jednak odpowiedzieć: kto ma większe prawo mówić o karze dla mordercy kobiety - ktoś obcy czy dziecko tej kobiety?

A sprawę podziału społeczeństwa na zwolenników i przeciwników kaesa-a rozwiązałbym demokratycznie, poprzez referendum, które należałoby co dekadę powtarzać. To chyba rozsądne?



Kolosalną. Dla mnie zabicie chorego kota strzałem w głowę (a więc skrócenie jego mąk), to nie to samo co obdzieranie go powolutku ze skóry (no bo w jakim celu?). To pierwsze to "czysta robota", zwykłe miłosierdzie. Kot i tak zdechłby za dzień czy dwa, ale do tego czasu okrutnie by się męczył. Skracamy jego jęki jednym pociągnięciem cyngla. W tym drugim przypadku zadajemy niepotrzebny ból i to jest to, co w tej konkretnej sytuacji nazywam "brudną robotą".

Napisałeś: "Ja jestem przeciwko karze śmierci, ale gdyby jednak doszło do przyzwolenia na takie rozwiązania, to nie widzę różnicy z etycznego punktu widzenia czy owy skazaniec byłby uprzednio torturowany czy nie.".

Dla mnie zabicie zwyrodnialca po uprzednim przeprowadzeniu procesu, to czysta robota. Torturowanie go to brudna robota. Przez zwyrodnialca rozumiem m.in. sadystę, który sam lubił pastwić się nad swoimi ofiarami. Ja nie jestem za tym, żeby każdego mordercę wieszać (bo wiem, że istnieje coś takiego jak choćby nieumyślne spowodowanie śmierci).

Nie dojdziemy prawdopodobnie do porozumienia w kwestii podstawowej. Dla ciebie zabicie zwyrodnialca zawsze będzie złe, zawsze będzie brudną robotą. Ale czy nie dostrzegasz pewnej "stopniowalności"? Czy nie może być brudnej roboty i jeszcze brudniejszej? To nieco śmieszne brzmi, może niepotrzebnie rzuciłem te hasła, ale stało się.

Znowu zarzuciłbym ci brak "zdroworozsądkowego" podejścia. Dla ciebie jeśli coś jest złe, to jest złe, i basta. A ja zauważam, że w popełnianiu zła można być większym bądź mniejszym okrutnikiem. I jeśli już nawet uważasz wykonywanie egzekucji na ludziach pokroju Alberta Fisha za złe, to nie mogę uwierzyć, że nie dostrzegasz, że okrucieństwo może być większe bądź mniejsze.

To nie jest tak, że jeśli coś jest złe, jest złe, a jeśli coś jest dobre, jest dobre, i żadnego większego rozróżnienia już nie robimy. Nie będę podawał przykładów, bo przecież rozumiesz, o co mi chodzi.



Mówisz, że mój podział jest zbyt radykalny, a sam nie dostrzegasz żadnej różnicy! Dla ciebie życie to życie i jako takie każde stanowi wartość. A ja już powiedziałem wcześniej, co na ten temat myślę, tu nie chcę się powtarzać. To właśnie twój podział jest radykalny. A może to niezbyt celne określenie, raczej "ślepy" będzie lepsze. Ślepy, ponieważ nie uwzględniający różnorodności (niezgodny z codziennym doświadczeniem, "ślepy" na fakty). Ja ją uwzględniam, mam dwa wory "dobry" i "zły", a w tych workach mniejsze kieszonki. Już o tym pisałem, ale w innych słowach.

Ludzie neutralni? Abstrakcja. Jeśli ktoś ma skłonności do czynienia dobra, ale jednak daje wygrać bakcylowi zła, ten jest zły. Przecież ocenia się zawsze aktualność człowieka, a nie jego potencję, czyli to, czym może być. Gdyby oceniać potencję, to należałoby mnie uznać za zbrodniarza, bo przecież nie mogę wykluczyć, że nie jestem zdolny do zgwałcenia kobiety (choć gdy o tym myślę, robi mi się niedobrze).


Pytasz: "Czy jeden postępek ma w takim razie świadczyć o człowieku?".

Ludzi sądzi się za pojedyncze postępki. Być może to, że ktoś napadł na konwój z pieniedzmi, nie przesądza o tym, że jest człowiekiem złym do cna, ale to nie zmienia faktu, że za swój wyczyn musi ponieść konsekwencje. Jeśli ktoś odetnie komuś głowę dla zabawy, nieistotne jest dla sądu, że jeszcze niedawno zbierał kwiaty na łącę i był miły dla starszych ludzi. To znaczy - przebieg całego życia jest często okolicznością łagodzącą. Ale to też zależy, za jaki czyn człowieka sądzimy. Jeśli ktoś znęcał się nad ludźmi, to nie jest "neutralny" i nieistotne są jego - jakże głęboko ukryte! - skłonności... (wybacz drwinę)

Poruszasz kwestię żalu - zadam proste pytanie: co zmienia żal? Kara powinna być adekwatna do przestępstwa czy zbrodni, powinna uwzględniać intencję i rezultat, cała reszta nie podlega ocenie. To, że ktoś żałuje swoich złych czynów, nie może zwalniać od odpowiedzialności za to konkretne przestępstwo.



Muszę ci tutaj przyznać całkowitą rację. "Prawdziwa" przyczyna nigdy nie jest znana. To jednak niewiele zmienia w dyskusji. Bo choć prawdziwa przyczyna nigdy nie zostanie poznana, pociągać do odpowiedzialności (nawet za wykroczenia) i tak musimy. W przeciwnym razie nie moglibyśmy w ogóle na nic reagować (godzić się na chaos?).

Ten punkt nie może więc być argumentem przeciw karze śmierci czy zemście w ogóle.



Czynniki chorobowe i reszta z wymienionych rzeczy to jednak coś obiektywnego, chyba że inaczej rozumiemy "obiektywność". Nieważne...

Niezależnie od wszystkiego określa się jedynie intencję i rezultat. Często nawet pomija się okoliczności, które niby powinny być łagodzące, np. nietrzeźwość. Jestem pewien, że gdyby zapytać osoby, które po pijaku zabiły kogoś prowadząc auto, czy wsiadłyby za kierownicę po spożyciu, większość szczerze zaprzeczyłaby. A jednak wsiadają, bo już się nie kontrolują. Mimo tego nie jest to okoliczność łagodząca. Więcej - jest to okoliczność, która zaostrza ich czyn.

Te wywody też są zresztą nieważne, bo kiedy ja mówię o karze śmierci, chcę ich dla zbrodniarzy, a nie dla kogoś, kto fatalnie się pomylił. Jak ktoś robi naprawdę okrutne rzeczy, to nie powinno być okoliczności łagodzących. I normalnie nie ma, nie licząc chorób psychicznych (nawiasem mówiąc - zbrodniarzy chorych psychicznie też posyłałbym na szafot, taki już jestem niemiłosierny).



Wytłumacz mi, jaka alegoria kryje się za dziesiątą plagą egipską i "zbrodniczym" czynem Boga? Ja rozumiem, że w Biblii i Koranie znajdują sie przypowieści, ale ja nie powoływałem się na przypowieść. Kryjesz się za religią, stąd ponoć wypływa twoje poszanowanie dla wszelkiego życia. A ja ci tylko pokazuję, że sam Bóg nie szanuje wszelkiego życia. Więcej - On nawet nie szanuje niewinnego życia.

Na Koranie się nie znam, ale chwila googlowania i już widzę, że o nawoływaniu do śmierci i zabijania jest tam co najmniej parę fragmentów. Rzucać cytatami? Ja tam alegorii żadnych nie widzę...

EDYCJA: chwila googlowania i taka piękna stronka. Autor twierdzi, że przeczytał Koran od deski do deski. Nie będę nic cytował, całą stronę warto przeczytać.
www.fundamentjezus.com/koran.html

Sam przeniosłeś dyskusję na tematy religijne. Ja nie zwykłem atakować religii publicznie, bo jestem ateistą bez posłania, he, he. Ale skoro już się nią zasłaniasz, to nie mogę argumentować inaczej.

Może i masz rację. Dzięki. Pozdro.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Rozumiem emocje związane z doznaną przez nas, lub kogoś -krzywdą, te skrajne również, warto o tym dyskutować, ale przeraziło mnie jedno z końcowych zdań:
"A ich coraz więcej na naszych europejskich ulicach."
Nie będę rozwijała tego tematu, kto zna choć trochę historię, zrozumie mnie; to już
ludzkość słyszała w różnych językach, na różnych kontynentach. Jest mi bardzo smutno!
- baba

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie martw się Babo, świat zły jest od zarania dziejów, i mnóstwo po świecie chodzi osób które knują zło i złu się poddają, ale na całe szczęście nawet jeśli tacy ludzie tworzą większość a nawet w czasach obecnych rosną w siłę; nie stanowią całości społeczności i nie wyznaczają podstawowych wartości, zatem jest nadzieja w poszczególnych jednostkach mocno utwierdzonych w założeniach humanizmu, który moim zdaniem niestety coraz rzadziej stanowi rdzeń wszelkich inicjatyw artystycznych z literaturą włącznie.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Więc należałoby to tak urządzić, że poszkodowana osoba sama określałaby (w czasie procesu), czy domaga się kary śmierci czy nie. A sąd w zależności od pisemnego oświadczenia pokrzywdzonego rozważałby jako maksymalną karę dożywocie bądź kaes-a. Orzeczenie winy bądź jej braku nadal należałoby do sądu, poszkodowany jedynie określałby, czy chce zemsty takiej czy takiej (istniałaby również możliwość zrezygnowania z przywileju wyboru najwyższej potencjalnej kary; wówczas decyzja w tej sprawie należałaby do sądu). To byłoby sprawiedliwe moim zdaniem."

Daleki jestem od tak skrupulatnego rozsądzania, czyli relatywizowania przewin danego człowieka na podstawie dowodów zebranych przeciwko niemu. Żeby nie było wątpliwości: dla mnie bestialstwo jest karygodne i należy je potępiać z całą stanowczością, ale nie uważam aby uśmierceniem człowieka można było coś rozwiązać konstruktywnie, i aby była to metoda wymierzania sprawiedliwości godna myślących i świadomych ludzi zdających sobie sprawę z wielopłaszczyznowych, niezbadanych moralnych aspektów życia człowieka i działania człowieka. Dla mnie kwestia wyboru w tej sytuacji w ogóle z założenia jest zła, bo zła jest kara śmierci. Moim zdaniem - mówiłem wyżej o humanizmie - rozwiązywanie takich krańcowych problemów z wysoce patologicznymi jednostkami w tle w sposób krańcowy jest jedynie wyrazem ludzkiej bezsilności wobec zagadnień etyczno-resocjalizacyjnych. Kara śmierci w gruncie rzeczy jest najprostszym rozwiązaniem; rozwiązaniem wymagającym najmniej wysiłku i wkładu w kwestie dydaktycznego podejścia do śmierci w ogóle. Wszystko to o czym piszę warunkuję humanizm i moim zdaniem takie delikatne problemy które traktują o życiu człowieka nie powinny być rzucane na krótkowzroczny, quasi obiektywny ruszt logicznego dowodzenia zysków i strat. Taka metoda odziera człowieka z empatii.

"Dla przykładu (nie obraź się za te ohydne rzeczy, które będę tu wypisywał): ty nie domagałbyś się śmierci dla mordercy swojej matki, ja domagałbym się. Ktoś inny jeszcze zrezygnowałby z podejmowania tego rodzaju decyzji."

Nie domagałbym się śmierci dla tego mordercy, co nie oznacza że byłoby to dla mnie łatwe. Starałbym się stanąć ponad osobistą frustracją i rozżaleniem i nie dążyć za wszelką cenę do zemsty, czyli rzekomego "wymierzenia sprawiedliwości", która to sprawiedliwość jest jedynie płytkim rodzajem odwetu.

"Bo jeszcze jest kwestia tego typu, że część społeczeństwa w ogóle może nie godzić się na karę śmierci. Wtedy trzeba sobie jednak odpowiedzieć: kto ma większe prawo mówić o karze dla mordercy kobiety - ktoś obcy czy dziecko tej kobiety?"

No widzisz, dziecko tej kobiety z całą pewnością przepełnione będzie żalem i goryczą, a jeśli jest nierozważne to i furią przesłaniającą wszelkie ludzkie odruchy i stosowne zachowania z moralnego punktu widzenia. Dla mnie stanowisko wobec takich problemów powinno być ustanawiane ogólnie, w procesie kulturowym i przez pryzmat takiego terminu jak człowieczeństwo i tego, co to w ogóle oznacza: człowieczeństwo (jakie wartości się z tym wiążą).

"A sprawę podziału społeczeństwa na zwolenników i przeciwników kaesa-a rozwiązałbym demokratycznie, poprzez referendum, które należałoby co dekadę powtarzać. To chyba rozsądne?"

To jest aż nazbyt uniwersalna metoda gdyby miała stanowić o czymś takim jak śmierć człowieka dla mnie. Kto jest za a kto jest przeciw. Nie idzie za tym żadna moralna, filozoficzna refleksja nad skutkiem takiego automatyzmu. Stosując się do humanizmu jako zbioru nadrzędnych wartości generowanych przez człowieka...




"Kolosalną. Dla mnie zabicie chorego kota strzałem w głowę (a więc skrócenie jego mąk), to nie to samo co obdzieranie go powolutku ze skóry (no bo w jakim celu?). To pierwsze to "czysta robota", zwykłe miłosierdzie. Kot i tak zdechłby za dzień czy dwa, ale do tego czasu okrutnie by się męczył. Skracamy jego jęki jednym pociągnięciem cyngla. W tym drugim przypadku zadajemy niepotrzebny ból i to jest to, co w tej konkretnej sytuacji nazywam "brudną robotą"."

A dla mnie każda postać śmierci jest nierozumna i nierozważna tak samo jak obdzieranie kota ze skóry. Skoro już traktujemy człowieka jako osobę nie wartą dalszego życia i to my decydujemy o tym o której godzinie umrze, to jednocześnie jako mocodawcy i wykonawcy tegoż ustalenia sami przyznajemy się do tego, iż nie jest on godzien dalszego życia. Z jakiej więc perspektywy i w imię jakich racji uznajemy że nie należy mu sprawiać cierpienia? Akurat jest godzien tego aby nie doznawać cierpienia? Czy chodzi może o to, że to my zadajemy to cierpienie, a skoro my je zadajemy, to potrafimy się wznieść na wyżyny litości i nie zadawać mu tego cierpienia? A czemu, skoro w ogóle nie wart jest życia?

"Nie dojdziemy prawdopodobnie do porozumienia w kwestii podstawowej. Dla ciebie zabicie zwyrodnialca zawsze będzie złe, zawsze będzie brudną robotą. Ale czy nie dostrzegasz pewnej "stopniowalności"? Czy nie może być brudnej roboty i jeszcze brudniejszej?"

Dokładnie, zabicie człowieka zawsze będzie dla mnie czynem nierozważnym z pozycji cywilizowanego, świadomego i rozumnego człowieka. Śmierć po prostu nie jest dla mnie kwestią logicznego wymierzenia na szalce zysków i strat. A stopniowalność dostrzegam naturalnie, z tym że nie wiem o jakim odniesieniu mówisz, bo jeśli śmierć człowieka jest bardziej z twojej perspektywy etyczna aniżeli uprzednie torturowanie go a dopiero później zadanie śmierci, to jednak zachodzi rodzaj litości z twojej strony której ja nie rozumiem. Skoro bowiem kara śmierci ma być najbardziej sprawiedliwym i dotkliwym wyrokiem za wcześniejsze, bestialskie zachowanie oskarżonego, to dlaczego nie uprzykrzyć mu życia jeszcze bardziej torturując go, tak aby doznał krzywd nieopisanych? Czy to nie jest logiczne? Logiczne, ale moralnie niedopuszczalne - moralnie niedopuszczalne jest pastwienie się na ofiarą z perspektywy osób cywilizowanych - jednocześnie ci sami ludzie wyrokują że śmierć jest moralnie dopuszczalna. Dziwne, co najmniej.

"Znowu zarzuciłbym ci brak "zdroworozsądkowego" podejścia. Dla ciebie jeśli coś jest złe, to jest złe, i basta. A ja zauważam, że w popełnianiu zła można być większym bądź mniejszym okrutnikiem. I jeśli już nawet uważasz wykonywanie egzekucji na ludziach pokroju Alberta Fisha za złe, to nie mogę uwierzyć, że nie dostrzegasz, że okrucieństwo może być większe bądź mniejsze."

Dostrzegam - to jest dla mnie oczywiste. Oczywiste jest dla mnie też to, że każdy człowiek ma skłonności do błądzenia i popełniania różnych złych czynów czy dokonywania złych wyborów. I rozumiem też że tak jak mówisz ostatecznie każdy odpowiada za swoje czyny, i na tej zasadzie należy ludzi karać. Nie uważam jedynie aby człowiek był uprawniony do tego aby osądzać czy dany człowiek powinien być natychmiast unicestwiony, bo bez wątpienia to co zrobił świadczy o tym, że nigdy nie przestanie tego żałować, więc należy go czym prędzej zabić jako niemożebnie zatwardziałego okrutnika.


"Ludzie neutralni? Abstrakcja. Jeśli ktoś ma skłonności do czynienia dobra, ale jednak daje wygrać bakcylowi zła, ten jest zły. Przecież ocenia się zawsze aktualność człowieka, a nie jego potencję, czyli to, czym może być. Gdyby oceniać potencję, to należałoby mnie uznać za zbrodniarza, bo przecież nie mogę wykluczyć, że nie jestem zdolny do zgwałcenia kobiety (choć gdy o tym myślę, robi mi się niedobrze)."

Dla mnie to nie jest żadna abstrakcja tylko zwykłe życie. Nie ma ludzi idealnych, czyli mamy ludzi, którzy są bardziej idealni, a mniej wadliwi; ale skoro nie ma ludzi idealnych, to są też tacy, którzy są mniej idealni, a bardziej wadliwi i tak dalej ;). Życiem człowieka
rządzą jego słabości, których wcale nie musiał poodkrywać wcześniej, aby się na nie przygotować; natomiast popełnianie błędów stwarza przedpole do nauki. I tak na przykład dzisiaj sam o sobie możesz sądzić że nigdy w życiu nie zdradziłbyś swojej dziewczyny ponieważ to jest dla ciebie postępek karygodny, ale w sytuacji jakiegoś nieprzewidywanego wcześniej wydarzenia, gdybyś jednak się skusił (ze względu na szereg wytłumaczalnych determinizmem powodów), byłbyś jednoznacznie napiętnowany do końca życia jako ten, który zdradził. Ślepe i zbyt radykalne. Tymczasem błędy są źródłem pokory, i nie ma innej nauki poza doświadczeniem.

"Poruszasz kwestię żalu - zadam proste pytanie: co zmienia żal? Kara powinna być adekwatna do przestępstwa czy zbrodni, powinna uwzględniać intencję i rezultat, cała reszta nie podlega ocenie. To, że ktoś żałuje swoich złych czynów, nie może zwalniać od odpowiedzialności za to konkretne przestępstwo."

No właśnie, dlatego powinien zostać osądzony za konkretne przestępstwo; natomiast to jaki był to rodzaj przestępstwa nie powinno zaświadczać o tym, iż powinien zostać zabity, bo to odbiera mu szanse na wyciągnięcie błędów; a chyba o to chodzi w wymiarze sprawiedliwości, aby sobie pomagać; pomagać też tym, którzy są na złej ścieżce.


"Te wywody też są zresztą nieważne, bo kiedy ja mówię o karze śmierci, chcę ich dla zbrodniarzy, a nie dla kogoś, kto fatalnie się pomylił. Jak ktoś robi naprawdę okrutne rzeczy, to nie powinno być okoliczności łagodzących. I normalnie nie ma, nie licząc chorób psychicznych (nawiasem mówiąc - zbrodniarzy chorych psychicznie też posyłałbym na szafot, taki już jestem niemiłosierny)."

Rzecz okrutna w świetle stopy i jakości życia społeczeństw świata to jest lobby atomowo-gazowe, bo rzutuję na ekonomię danych gospodarstw i stan rodzin, dalej relacji pomiędzy nimi, a następnie na powstawanie patologii, gdzie patologie są przewartościowanym obrazem świata. I kto osądzi takie okrutne rzeczy? Tych okrutników którzy są sobie wzajemnymi poplecznikami w zmowach cenowych mimo iż jasno zdają sobie sprawę że działają na niekorzyść wszystkich ludzi? To okrutne. Ty po prostu patrzysz na egzekutora i na to, czy egzekutor nie przejawia znikomej choćby empatii w stosunku do uśmiercanego człowieka; a moim zdaniem większą winą jest wina mocodawcy aniżeli tego, kto żyjąc w świecie przewartościowanych wartości, uwikłał się być może na tyle w różne zależności, że dla jakiegoś źle pojętego zysku, potrafi uśmiercić osobę. Daję ci głowę że gdyby śmierć nie była zabroniona większość zdebilniałych do szczętu maniaków gier komputerowych i bezrefleksyjnych entuzjastów internetowych filmików na sadistic.pl nie miałaby problemu z zabiciem człowieka bez cienia zawahania, i litości. Tak dla hecy.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Odnieś się jeszcze do ostatniego akapitu, bo na razie to nie mam na co odpowiadać.

EDYCJA: chodzi mi oczywiście o fragmenty dotyczące Biblii i Koranu. Są one bardzo istotne, odkąd wyznałeś: >

Jak już się do tamtego ustosunkujesz w sensowny sposób (nie uciekając się do pseudo-argumentów w stylu: "bo to tajemnica wiary"), wtedy możesz oczekiwać mojej reakcji. Na razie pominąłeś część mojej wypowiedzi, więc z "pozycji cywilizowanego, świadomego i rozumnego człowieka" nie mogę traktować twojej odpowiedzi poważnie :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W gruncie rzeczy nie zdążyłem przeczytać tej proponowanej przez ciebie lektury dotyczącej czyjegoś znawstwa na temat Koranu. Ja również przeczytałem Koran, i to przeczytałem nie raz, i nadal cięgle jestem w trakcie lektury, i zawsze już będę; podobnież jest z Biblią, że czytanie literalne ma jedynie wtedy sens, kiedy występuję usilna chęć wyszukania kontrargumentów, które rzekomo zaprzeczają całej istocie wiary w Jednego Boga (czy najwyższy absolut) - świadczy o tym statystyka; spotykałem się bowiem z taką metodą wyławiania poszczególnych znaczeń wyrwanych z całościowego kontekstu a zarazem przekazu w nim zawartego, kiedy miałem do czynienia z czynnymi ateuszami, których ambicją było podważenie tezy, o absurdalnym Bogu. Nie musisz wcale mi w tę statystykę wierzyć.

A co tyczy się Koranu to większość ludzi zaznajomionych w temacie powie ci, że jest on jedynie objaśnieniem tego, co wcześniej zostało zawarte w Starym i Nowym Testamencie; dlatego można powiedzieć że żydzi, katolicy i muzułmanie wierzą w zupełnie te same wartości personifikujące obraz Boski, a różnią się jedynie dogmatami i rodzajem rytuałów a także obrządków które są różne ze względu na czynniki geograficzne, kulturowe i czasowe dotyczące danej społeczności. I zarówno w Biblii jak i Koranie jasno jest napisane że Bóg o którym mowa jest Bogiem bardzo wyniosłym i zapalczywym, ale czy to czegoś dowodzi? Czy to dowodzi jakowegoś braku miłosierdzia wobec ludzi? Kiedy czyta się dosłownie Księgi Święte, to zapewne właściwie na podstawie analizy słowa "wyniosły" i "zapalczywy" określić można wiele...

Jeśli sobie dobrze przypominam to plagi egipskie zostały zesłane na ludzi w wyniku niesubordynacji Faraona i jego świty wobec objawień i nakazów Boskich, a że nie jestem świeżo po lekturze Starego Testamentu to nie powiem ci plaga po pladze jaką ja ustalam EGZEGEZĘ na podstawie tych zdarzeń, jednakże jeśli sądzisz iż poprzez to że Bóg unicestwił każdego pierworodnego z rodu Egipcjan stał się wyrazicielem bezbrzeżnego nie-miłosierdzia wobec niewinnych istot, to muszę ci powiedzieć, że dla człowieka odbierającego wszelkie znaczenia alegoryczne poprzez pryzmat całościowej lektury Pisma nie jest to żadnym dowodem choćby przez to, iż w religii monoteistycznej kluczową kategorią jest kategoria grzechu; a w związku z tym iż nastąpiła niesubordynacja poddanych wobec woli swojego Pana, Pan dotknął poddanych w bardzo dotkliwy, i nieprzewidywalny dla nikogo sposób. Z mojej też perspektywy nie ma się co nurzać w rozważaniach typu: a co zawiniło owe dziecko bezbronne przecież? Otóż nic nie zawiniło, natomiast stało się narzędziem w rękach Boga aby wykazać innym osobom postępującym źle nierozumność własnej drogi. Nie ma też większego sensu zastanawianie się nad tym czy skoro tak, to czy one dzieci - niewinne przecież - zostały pozbawione dalszej możliwości przepięknego być może dla nich życia, bo, tak jak mówię: w tej kwestii ja swoje teorie opieram wyłącznie na podstawie egzegezy Pisma i Koranu, dlatego to iż według mojego rozumienia rzeczy i tego jaki jest świat, to iż owe dzieci zostały wykorzystane przez Boga na ziemi na rzecz szerzenia jego nauki, zostanie im policzone i odwzajemnione w dwójnasób...

Tym bardziej że życie wcale nie jest przyjemne. Właściwie życie jest katorgą.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Już w ogóle pomijając to iż z mojej perspektywy skoro Bóg jest Wszechmogący i to on kreuje rzeczywistość, to te dzieci w zamierzeniu zostały po to na świat wydane, aby okazać jak bardzo lichy żywot człowieka nie jest zależy od niego samego, ale od Opaczności i stosowania się do ustalonych, jednakowych reguł wobec wszystkich. Podobnie jest z osobami chorymi, upośledzonymi, pokrzywdzonymi przez los: nie ma co się skupiać na ich jednostkowej niedoli, ale należy rozpatrzeć to, gdzie tu sprawiedliwość? Nie ma sprawiedliwości na ziemi, chociażby dlatego że każdy z nas ma różne szanse i możliwości aby się realizować w przyszłości, a ludzie chorzy są krańcowo ograniczeni w tym względzie. Moim zdaniem w ogóle nie ma na świecie sprawiedliwości poza poczuciem sprawiedliwości, a to już idea, iluminacja tego "jak powinno być". Więc ja wierze w to iż każda chora osoba służy za przypadek wobec którego musi określić się człowiek zdolny do pomocy takiej osobie; musi zacząć bić się z sobą, czyli wybierać łatwe i niedobre /grzeszne/ rozwiązanie, bądź przemóc się, i zachować się tak, jak wymaga tego przyzwoitość - w taki sposób Bóg doświadcza ludzi wzajemnie; ma swoje narzędzia których używa w tym celu. Poza tym ostatecznie występuję na świecie taki diagnozyjny bardzo paradoks, że częstokroć ludzie pokrzywdzeni przez los, czyli ludzie chorzy, niepełnosprawni i wszyscy cierpiący, mają w sobie więcej pogody ducha i przyzwoitości a zarazem chęci do życia i optymizmu, aniżeli jeden z drugim finansowy magnat, który żyjąc w dostatku i demoralizacji odznacza się rozwścieczeniem na cały świat... To śmieszne jest. Ale nie da się ukryć, że cierpienie hartuję wolę, a tym samym życie w cnotach, które często kojarzone są z moralnym postępowaniem.....

/ja mam tych objawień własnych hoho, a może i więcej, hehe/

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- Skoro już koniecznie zapragnąłeś podrążyć religijną tematykę no to proszę bardzo.
- Dlaczego bardzo istotne są moje wyznania i przekonania?

- Bo widzisz, otóż ja uważam generalnie, że wiele zasadniczych spraw to są sprawy dotyczące przekonań i odwołujące się do własnego sumienia, czy dla odmiany /wersja świecka/ poczucia przyzwoitości. Nie uważam ażeby kwestia śmierci jako kary w procesie karnym, czy w ogóle śmierci bez procesu karnego, była kwestią dowodową; innymi słowy sądzę, że możesz podawać milion wątpliwych, nibyobiektywnych przesłanek świadczących o wyraźnie ekstremalnym okrucieństwie danego człowieka, ale to i tak w ostateczności pozostanie kwestią etyki i moralności w zakresie kompetencji i przekonań danej jednostki. Mówiąc szalenie krótko: jeśli masz ambicję wykazać dowodowo to iż lepiej być ze względu na szereg różnorakich czynników za karą śmierci niż odwrotnie, to definitywnie moim zdaniem jest to ambicja zupełnie zbędna.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Nie wiem, czy ten komentarz to nie bełkot, ale jestem w trakcie pisania pracy magisterskiej, czas goni, za miesiąc chcę się bronić, więc ta dyskusja jest mi wybitnie nie na rękę. Na szybko więc...

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Według Biblii Jezus jest Synem Bożym, według Koranu - nie jest (i chyba nawet nie został ukrzyżowany, dobrze gadam?). Według Biblii jest Jeden Bóg w Trzech Osobach, według Koranu jest Jeden Bóg, i koniec kropka. Jak więc można twierdzić, że Koran jest objaśnieniem Biblii? Znowu jakaś "alegoria", której nie rozumiem? :)


Ja rozumiem, że nie można Biblii czy Koranu czytać wyłącznie dosłownie, ale chyba mi nie powiesz, że każdy jeden ustęp to alegoria czegoś tam czy metafora czegoś tam? Mnie najbardziej rozwala zawsze, kiedy ludzie sprzeczają się o opis stworzenia świata z Księgi Rodzaju. Tamtych fragmentów też nie należy odczytywać dosłownie, bo "jeden dzień" nie koniecznie ma się równać ziemską dobę. No i spoko, tylko to dalej nie zmienia faktu, że (niezgodnie z wiedzą astronomiczną) Bóg niby najpierw stworzył Ziemię, a dopiero potem Słońce. Ciekaw jestem, jaka tu "głęboka alegoria" jest ukryta?

Problem wyznawców "świętych ksiąg" (zapisuję w cudzysłowie, bo święty jest tylko Bóg, a nie jakieś książki) jest taki, że NIGDY nie przyznają, że autor mógł się przecież mylić. Skoro mylił się z Ziemią i Słońcem, być może cała reszta również nadaje się jedynie na papier toaletowy.


Chodziło mi tylko o pokazanie, że twój kategoryczny sprzeciw wobec zemsty czy karze śmierci wynikający z wiary w Boga takim, jakim ukazuje go Koran czy Biblia, jest w świetle tego, co sam Bóg (niby) wyczyniał i do czego sam (niby) nakłaniał, niepoważny. Albo inaczej: nielogiczny.

Piszesz: "Otóż nic nie zawiniło, natomiast stało się narzędziem w rękach Boga aby wykazać innym osobom postępującym źle nierozumność własnej drogi. Nie ma też większego sensu zastanawianie się nad tym czy skoro tak, to czy one dzieci - niewinne przecież - zostały pozbawione dalszej możliwości przepięknego być może dla nich życia, bo, tak jak mówię: w tej kwestii ja swoje teorie opieram wyłącznie na podstawie egzegezy Pisma i Koranu, dlatego to iż według mojego rozumienia rzeczy i tego jaki jest świat, to iż owe dzieci zostały wykorzystane przez Boga na ziemi na rzecz szerzenia jego nauki, zostanie im policzone i odwzajemnione w dwójnasób...".

Odwzajemnione w dwójnasób? Musisz mieć spore chody u Boga, skoro ci wyjawił, co dalej stało się z tymi dziećmi. Ironizuję, tak naprawdę nie ma znaczenia, co dalej się stało z duszami tych dzieci. Chciałem tylko pokazać, że Bóg z Biblii czy Koranu dopuszcza karę śmierci czy odwet, tu, na Ziemi. W Koranie nawołuje nawet do zabijania (w Internecie jest pełno cytatów) i jeśli są tam jakieś "alegorie" czy "metafory", to z chęcią bym je poznał. Oczywiście głupio tłumaczyć i interpretować można cokolwiek, tylko po co? Skoro Bóg dopuszcza odwet, niech dopuszcza, i kropka. Tak naprawdę wcale nie zamierzam tego wykorzystywać w rozmowie przeciw tobie. I tak by mi się to nie udało. Oczywiście, gdybym święcie wierzył w bzdury napisane w Koranie czy Biblii, sprawa byłaby załatwiona. Bóg był zazdrosny, gniewny, mściwy. To jest fakt, chyba trzeba by było źle interpretować dane fragmenty, żeby twierdzić inaczej (mam w ogóle takie wrażenie, że nie dopuszczasz błędu w interpretacji; dla mnie jest oczywiste, że skoro ludzie wyciągają sprzeczne ze sobą wnioski po lekturze Biblii, to przynajmniej jedna ze stron się myli).

Mnie tylko wkurzyło, że wycierasz sobie twarz Bogiem. Boga w naszą dyskusję nie mieszaj. Wierz w niego, ja w niego nie wierzę, bo wiara w Boga kojarzy mi się z religią, a ta ostatnia z urzeczowieniem Boga. To, co religie zrobiły z Boga, to przechodzi wszelkie pojęcie. Bóg jest tylko narzędziem w ich rękach. To karykatura Boga, o którym nic nie wiadomo, poza tym że Jest, Był i Będzie. Bóg po prostu jest, jest wszechmogący, niepojęty i święty. Kto stara się go zrozumieć, ten się do niego oddala. Chcesz być bliżej Boga? Pomóż człowiekowi w potrzebie (albo go zabij, co bardziej przybliży?; i proszę, już gubię Boga, bo staram się Go zrozumieć...). O nagrodach, zbawieniach, dobroci Boga (swoją drogą - skoro Bóg jest wszechmogący, jest nie tylko nieskończenie dobry, ale również nieskończenie zły) nie wspominaj. Nie wierzę, żeby kiedykolwiek Bóg zesłał jakąś plagę na Egipt. A jeśli nawet to jego wyroki jako święte nie podlegają niczyim ocenom.

Boga zostawmy więc w spokoju. Tak wiele razy użyłeś w tej dyskusji przymiotnika "filozoficzny". Dojdźmy więc do wniosków na rozumowej drodze, a nie wpychajmy w to wszystko Boga, którego zresztą inaczej "rozumiemy" (dałem cudzysłów, bo ja doskonale wiem, że nie wiem, czym jest Bóg, poza tym że Jest, wy natomiast, wyznawcy różnych religii, wiecie chyba o Nim więcej, niż On sam).

Cholernie chaotycznie wyszedł mi ten komentarz. Za duże doznania :)

Jak chcesz, to sobie jeszcze coś odpisz nt. temat. Ja tego nie będę traktował jako argumentu w dyskusji.



Pieprzenie. Nie wiesz, czego byś chciał, gdyby doszło do takiej ohydnej sytuacji. Na tym przykładzie najlepiej widać, że twój światopogląd jest nie do ruszenia, jest zbyt "dogmatyczny", bo przyjmuje pewne ustalenia w sposób ostateczny. Ty nawet wiesz, jakbyś się zachował w stosunku do mordercy swojej matki!
Tak naprawdę to nawet ja nie mogę być pewnym, czy bym przebaczył czy nie. Z tym że ja nie lekceważę swoich emocji i na samą myśl wpadam w gniew, mogę więc zakładać z dużym prawdopodobieństwem, że gdybym miał możliwość, to sam bym gnoja zatłukł.



A co jeśli twórca emotywizmu się nie mylił? Co jeśli to, w jaki sposób postrzegamy dany czyn, zależne jest od naszych emocji? Co wtedy? Kto ma większe prawo do emocji: dziecko po stracie matki czy ktoś obcy?

Już nie mówiąc o tym, że tzw. chłodny i obiektywny (w sensie: wolny od emocji) sposób patrzenia, może cechować chyba tylko osoby otępione narkotykami. Wierzę, że nawet sędziowie (choćby nieświadomie) kierują się emocjami. Żal i gorycz, kiedy się słyszy o zabójstwie dziecka, dotyka chyba wszystkich ludzie dobrej woli. Dlaczego nie kierować się tymi emocjami? Tego tez nigdy nie skumam, tego pomniejszania wartości emocji, kiedy to właśnie na nich nieustannie polegamy. Znowu jakaś abstrakcja się tu wkradła, mająca za nic codzienne doświadczenie.



Muszę ci przyznać, że tu mnie zażyłeś, ale to żaden wyczyn, bo żaden ze mnie "myśliciel". Rzeczywiście, skoro odmawiamy prawa do życia, to tak jakbyśmy odmawiali prawa do wszystkiego, a więc równiez prawa do niecierpienia.

Wychodzi mi, że na tortury musiałbym przystać. I przystaję. Naprawdę przystaję. Ale z obostrzeniem, że tortury dla wyjątkowych zwyrodnialców, czyli nie dla każdego mordercy, a nawet nie dla każdego sadysty.

I mam przy tym do ciebie pytanie-pułapkę: jaka powinna być według ciebie najsroższa kara przewidziana przez system i za jaki czyn? I jaka powinna być druga w kolejności maksymalna kara i za jaki czyn?



Skoro ty nadajesz z pozycji cywilizowanego, świadomego i rozumnego człowieka, ja muszę pewnikiem z pozycji troglodyty, ociemniałego i wierzącego w chaos człowieka... Lubię takie dyskusje!



Znaczy co - wszyscyśmy neutralni? To już naprawdę nie wierzysz w to, że można określić, że ktoś jest dobry, a ktoś zły?

Jak można być neutralnym? Większość tego, co robimy, ma wartość dodatnią bądź ujemną. są oczywiście czyny moralnie obojętne, ale nie da się tylko ich wykonywać. Nasza postawa wobec świata, nasza bezczynność i cała reszta określa, czy jesteśmy bardziej źli czy bardziej dobrzy. Często niemożliwe jest ustalenie, czy ktoś jest taki czy taki, ale bierze się to raczej z naszej niewiedzy o danym osobniku.

Ja wierzę w to, że są jednak takie czyny, które jednoznacznie określają, jacy jesteśmy. Dam ci skrajny przykład: ktoś przez pięć lat gwałcił, znęcał się i mordował dzieci. Przez 40 kolejnych lat gorzko tego żałował i ratował dzieci z pożarów. Chyba trochę się zagalopowałem, bo takich ludzi po prostu nie ma. Ale okej, większego kontrastu między czynieniem zła a dobra nie da się chyba wymyślić. Czy ten ktoś jest dobry czy zły? Moim zdaniem bezwzględnie zły. Bo z mojego "filozoficznego" (ha, ha, ha!) punktu widzenia, ten kto zabije, ten staje się "zadłużony po uszy" i żaden czyn nie zmaże jego hańby. Co z nim zrobi Bóg po śmierci, to jest Boga sprawa. Może go nawet wywyższyć nad innych. Boga jednak w to nie mieszajmy, bo Bóg może czynić, co zechce. Niezależnie od tego czy byłeś ostatnim skurwielem czy super-wzorem dla innych, Bóg jako niepojęty, święty i wszechmogący i tak zrobi, co zechce, i nikt tego nie zakwestionuje. Zastanówmy się lepiej, co mają zrobić z takim człowiekiem ludzie? Moim zdaniem zabić. Być może dla wiecznego Boga żal za grzechy ma znaczenie, ale jakie znaczenie ma to dla ludzi???

I tu chyba koniec dyskusji, bo - wierząc w tzw. "święte księgi" - wierzysz, że żal za grzechy może w jakiś sposób uratować człowieka i jego duszę; że Bóg zlituje się nad tym kimś po śmierci, więc my ludzie nie powinniśmy przerywać jego życia, ale dać mu szansę rehabilitacji. Dla mnie jest to nie pojęte, jak można stwierdzać, że niepojęty Bóg działa jak nakręcany samochodzik, to znaczy według pewnego schematu. Co i z kim zrobi Bóg, tego nie wie żaden człowiek, tym samym żal za grzechy jakiegoś mordercy nie powinien nas interesować ani trochę. Nas interesować powinien czyn i intencja czynu. Kara powinna być adekwatna do czynu. Oczywiście, jeśli ktoś komuś utnie rękę, to nie powinno się mu w odwecie ucinać ręki. To zbyt dosłowne potraktowanie "adekwatności". No ale jeśli ktoś (stop na chwilę - już mi się nie chce wymyślać tych wszystkich odrażających przykładów - okej, jedziemy dalej) zachowa się jak Albert Fish, to zabicie go jest właśnie czymś odpowiednim. Nie mówię adekwatnym, bo dla tego typa żadna kara nie będzie adekwatna, nawet tortury i śmierć (a to z tego powodu, że torturowany i zabijany Albert Fish ma łatkę "winny", "zadłużony po uszy", a jego torturowane ofiary były "niewinne"; innymi słowy tortury nie równają się torturom, bo ludzie nie są neutralni, ale jedni źli, inni dobrzy; zabić złego to nie to samo co zabić dobrego itd.)



Zdrada dziewczyny postępkiem karygodnym? W jakim ty wieku żyjesz? ;)



Chwila, ale jeśli to konkretne przestępstwo było aż tak ciężkie, że adekwatna kara to egzekucja?

Czy o pomaganie chodzi w wymiarze sprawiedliwości to bym się kłócił. Chyba że o pomaganie społeczeństwu, żeby go już więcej delikwent nie krzywdził.

Sadistic.pl? Wszedłem, nic wielkiego tam nie zauważyłem, ale też nie chciało mi się tam buszować. Widziałem kiedyś kawałek "Dagestan Massacre", a poza tym słyszałem o nich: www.en.wikipedia.org/wiki/Dnepropetrovsk_maniacs , więc naprawdę mało rzeczy jest w stanie mnie teraz zaskoczyć.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czyli mówiąc krótko: filozoficzna refleksja, o której brak się martwiłeś przy mojej propozycji referendum, na nic się zdaje, bo ostatecznie ani ja nie mam dowodów, ani ty nie masz dowodów za czy przeciw karze śmierci. Ale coś ustalić trzeba, więc dlaczego by nie zorganizować referendum? Hm?

Nigdy 100 procent społeczeństwa nie będzie zadowolone. Ale lepiej chyba kiedy wygrywa demokracja i kiedy wygrywa wola większości, prawda?
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Według Biblii Jezus jest Synem Bożym, według Koranu - nie jest (i chyba nawet nie został ukrzyżowany, dobrze gadam?). Według Biblii jest Jeden Bóg w Trzech Osobach, według Koranu jest Jeden Bóg, i koniec kropka. Jak więc można twierdzić, że Koran jest objaśnieniem Biblii? Znowu jakaś "alegoria", której nie rozumiem? :)"

Jezus jest co prawda synem Bożym, ale wyłącznie według Nowego Testamentu, czyli de facto według mniejszej części całości Biblii. W Starym Testamencie czytamy stanowczo i niezaprzeczalnie: "Jest jeden Bóg, który cię wywiódł z ziemi Egipskiej, z domu niewoli; pierwsze - nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną." i tak dalej. A jednak pomimo braku Jezusa w tymże Starym Testamencie, który został spisany daleko wcześniej przed jego narodzinami, czytamy w nim o wskazówkach i wskazaniach, które odzwierciedlają jakiś jasny dekalog moralny; czyli określają pewne zasady - sugestie postępowania. Podobną rolę pełni Nowy Testament, ponieważ też jako Słowo Boże, jest wyłącznie zbiorem przypowieści, listów i dziejów, których zadaniem jest krzewienie życia według konkretnych zasad na podstawie przykładów. Natomiast według Nowego Testamentu Jezus faktycznie jest Bogiem, podobnież jak Duch Święty, ale ja w to nie wierzę, tylko ufam temu, co mówi Koran. A według Koranu Bóg jest jeden, tak jak według Tory; przy czym Jezus według Koranu jest nie synem Bożym, tylko prorokiem takim samym jak dla muzułmanów był Noe, Abraham, Izaak, Jakub, Józef, Mojżesz, Aron (Tora), Św. Jan, Jezus (NT) i Muhammad (Koran). Koran bowiem jest "klamrą Ksiąg", powstał najpóźniej, pomiędzy rokiem 622 - 632 n. e., i również traktuję wyłącznie o tym, aby nie wypaczać słów Bożych, i aby wierzyć w Jednego Boga, prawodawce wszelkiego dobra, cnoty, i moralnego zrozumienia. Koran odwołuję się do wszystkich wcześniejszych Ksiąg religii monoteistycznych jakie znamy, i odnosi się bezpośrednio do konkretnych osób; np. zawsze czytamy że Jezus to syn Marii, a nie syn Boży, i tak dalej. Jednakowoż niezależnie od tego wszystkie te Księgi razem wzięte i każda z osobna ogniskują swój przekaz wobec ściśle określonego rdzenia najsłuszniejszego moralnego rozumienia i postrzegania świata. Bo to jest to samo słowo Boże ;) Ta sama moralność ;) Ten sam Absolut ;) A dodając do tego swoje własne przeczucia życiowe, trzeba być bardzo niemądrym człowiekiem, aby nie wierzyć (moim zdaniem) ;)

......................................................................................................................................
"Ja rozumiem, że nie można Biblii czy Koranu czytać wyłącznie dosłownie, ale chyba mi nie powiesz, że każdy jeden ustęp to alegoria czegoś tam czy metafora czegoś tam? Mnie najbardziej rozwala zawsze, kiedy ludzie sprzeczają się o opis stworzenia świata z Księgi Rodzaju. Tamtych fragmentów też nie należy odczytywać dosłownie, bo "jeden dzień" nie koniecznie ma się równać ziemską dobę. No i spoko, tylko to dalej nie zmienia faktu, że (niezgodnie z wiedzą astronomiczną) Bóg niby najpierw stworzył Ziemię, a dopiero potem Słońce. Ciekaw jestem, jaka tu "głęboka alegoria" jest ukryta?"

Wiesz, z przyczyn obiektywnych każdy ustęp nie może być alegorią bo aby stworzyć figurę alegorii należy użyć wielu słów; rozwinąć (historię) obraz, i go zakończyć. Nigdzie indziej nie ma inaczej ;) Mnie też rozwala... kiedy ludzie sprzeczają się o opis stworzenia Świata. Niemniej nie należy tamtych fragmentów czytać dosłownie, bo Bóg to nie jest jakiś karykaturalny, pocieszny, sądziwy staruszek, który zasiada wygodnie co dzień na swoim tronie wśród orszaku archaniołów, jak to sobie iluminują ludzie czytający Biblię dosłownie. Biblia i Koran są alegorią moralności, a Bóg jest personifikacją ideału człowieka. Nic więcej. Ale co do wiedzy astronomicznej to faktycznie gdyby się kurczowo trzymać słowa "Świat" jako planeta Ziemia, to według Starego Testamentu zachodzi sprzeczność, ale tak naprawdę tylko nieliczni wiedzą, hehehe (wybacz ironie!), że Świat nie oznacza wyłącznie Ziemi ;)


........................................................................................................................................
"Chodziło mi tylko o pokazanie, że twój kategoryczny sprzeciw wobec zemsty czy karze śmierci wynikający z wiary w Boga takim, jakim ukazuje go Koran czy Biblia, jest w świetle tego, co sam Bóg (niby) wyczyniał i do czego sam (niby) nakłaniał, niepoważny. Albo inaczej: nielogiczny."

A ja nadal uparcie uważam że zemsta jest wyrazem słabości. Natomiast jeśli dotykamy logiki to ja ci powiem że logika jest tak rozciągliwa, że w zależności od spojrzenia, można ją stosować w różnoraki sposób, a mimo wszystko nadal ona pozostaje tą samą logiką. Otóż jeśli Bóg coś wyczyniał, czyli mścił się, to akurat według wszystkich Ksiąg, zemsta na ludziach niesprawiedliwych/ niewierzących, i kara dla nich, jest nieuchronna - w ramach sprawiedliwości którą określa Stwórca Wszystkiego, czyli każdej materii - w ramach życia materialnego; i każdego zachowania czy postawy moralnej - w ramach życia duchowego, moralnego. Bóg jest bowiem nie tylko stwórcą Świata (czyli niekoniecznie Ziemi, hehe - wybacz sarkazm), ale także moralności i duchowości występującej pomiędzy ludźmi, jako iż wyłącznie ludzie są obłaskawieni i stworzeni na Jego podobieństwo. Duchowości odznaczającej się występowaniem zła i dobra, odczuwalnych a dzięki temu rozumianych przez nas, ludzi: różnych dróg, skrajnych wyborów...

Ale dobra, skończmyż już z tą logiką ;)

.......................................................................................................................................
"...mam w ogóle takie wrażenie, że nie dopuszczasz błędu w interpretacji; dla mnie jest oczywiste, że skoro ludzie wyciągają sprzeczne ze sobą wnioski po lekturze Biblii, to przynajmniej jedna ze stron się myli..."

Muszę ci przyznać że to jest logicznie powiedziane, ale muszę też ci powiedzieć, że niektórzy ludzie, nawet wierzący, są bardzo głupi.


"To, co religie zrobiły z Boga, to przechodzi wszelkie pojęcie. Bóg jest tylko narzędziem w ich rękach."

Zgadzam się ale wcale mnie to nie przeraża. Nawet mogę ci powiedzieć że dla mnie islamscy terroryści są najbardziej niewierzącymi osobami; nie wierzą bowiem w słuszność moralnego postępowania, ale wykorzystują Koran, interpretując go instrumentalnie, co jest zwyczajnym wypaczaniem znaczenia, jakie niesie Koran. Więc oni są po prostu debilami, jak większość świętoszkowatych, nierozumnych ludzi.

"...swoją drogą - skoro Bóg jest wszechmogący, jest nie tylko nieskończenie dobry, ale również nieskończenie zły..."

To może lepiej od razu powiedzieć: "Skoro Bóg jest Wszechmogący to dlaczego nie stworzy takiego samego? Nie nudziłoby się mu."

Wybacz cytat, tak mi się napatoczył jakoś ;)

...................................................................................................................................


"Pieprzenie. Nie wiesz, czego byś chciał, gdyby doszło do takiej ohydnej sytuacji. Na tym przykładzie najlepiej widać, że twój światopogląd jest nie do ruszenia, jest zbyt "dogmatyczny", bo przyjmuje pewne ustalenia w sposób ostateczny. Ty nawet wiesz, jakbyś się zachował w stosunku do mordercy swojej matki!"

Wybacz ale nie uważam aby to było pieprzenie. Pewnie że nie wiem jak wyglądałaby ta chwila i nie mam możliwości w tej chwili tego odczuć aby ci zrelacjonować na żywo reakcje mojej psychiki, ale mogę natomiast zakładać, że znam siebie w taki sposób, że wiem co jest dla mnie ważne i jakie zachowania uznaję za słuszne. Jakikolwiek ostateczny wniosek który napisałem brzmiał tak że starałbym się postąpić tak a nie inaczej: starałbym się, a nie, że bym postąpił...
Ty też nie wiesz zresztą jak być postąpił; pewne jest to że najprawdopodobniej krócej byś się zastanawiał ;)

"Z tym że ja nie lekceważę swoich emocji i na samą myśl wpadam w gniew, mogę więc zakładać z dużym prawdopodobieństwem, że gdybym miał możliwość, to sam bym gnoja zatłukł."

Prędzej niż później zatłukł byś, na bank.

........................................................................................................................................


"Już nie mówiąc o tym, że tzw. chłodny i obiektywny (w sensie: wolny od emocji) sposób patrzenia, może cechować chyba tylko osoby otępione narkotykami. Wierzę, że nawet sędziowie (choćby nieświadomie) kierują się emocjami. Żal i gorycz, kiedy się słyszy o zabójstwie dziecka, dotyka chyba wszystkich ludzie dobrej woli. Dlaczego nie kierować się tymi emocjami? Tego tez nigdy nie skumam, tego pomniejszania wartości emocji, kiedy to właśnie na nich nieustannie polegamy. Znowu jakaś abstrakcja się tu wkradła, mająca za nic codzienne doświadczenie."

Nie osoby tylko otępione narkotykami ale tak zwani stoicy, ludzie zrównoważeni, ludzie nieustannie pracujący nad swoim opanowaniem: wielcy i oświeceni: Budda, Sokrates, różni asceci i tak dalej. Wszystko w imię moralnej doskonałości i perfekcyjnej umiejętności panowania nad emocjami. Praca nad sobą, po prostu. Po to aby potrafić zareagować rozumnie w sytuacji która jest ekstremalna ale wymaga od nas wspaniałomyślności; bo wszakże nieustannie na emocjach polegamy... a w danej chwili musimy zachować się ROZUMNIE, czyli na chłodno, bez-emocjonalnie. A to jest możliwe tylko w sytuacji bardzo wyciszonego duchowo człowieka; mistyka ;).

.....................................................................................................................................


"I mam przy tym do ciebie pytanie-pułapkę: jaka powinna być według ciebie najsroższa kara przewidziana przez system i za jaki czyn? I jaka powinna być druga w kolejności maksymalna kara i za jaki czyn?"

Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem bez wyrażania żadnej skruchy i gotowość do popełnienia kolejnych zabójstw, człowieka takiego na dożywocie, w ciasny, ciemny kąt z toaletą. Innymi słowy izolacja społeczna, całkowita. Profit jest taki że to tworzy nowe miejsca pracy dla ludzi obsługujących danego delikwenta.

......................................................................................................................................

"Skoro ty nadajesz z pozycji cywilizowanego, świadomego i rozumnego człowieka, ja muszę pewnikiem z pozycji troglodyty, ociemniałego i wierzącego w chaos człowieka... Lubię takie dyskusje!"

Wiesz, ja też wierze w teorie chaosu, nie wiem o co ci chodzi; ja wierze ponadto jedynie, że chaos, wybuch wielki, czy inne tam wszystkie inteligenckie maniery nazewnictwa tego zdarzenia - które niezaprzeczalnie było - zaczął się od czegoś konkretnego, i że to konkretne coś było właśnie moim ukochanym Absolutem ;) Wuala, hehe

część 1
c.d.n szybkim niebawem

;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Jak można być neutralnym? Większość tego, co robimy, ma wartość dodatnią bądź ujemną. są oczywiście czyny moralnie obojętne, ale nie da się tylko ich wykonywać. Nasza postawa wobec świata, nasza bezczynność i cała reszta określa, czy jesteśmy bardziej źli czy bardziej dobrzy. Często niemożliwe jest ustalenie, czy ktoś jest taki czy taki, ale bierze się to raczej z naszej niewiedzy o danym osobniku."

Wiem że można określić czy ktoś jest złym człowiekiem i czy ktoś jest człowiekiem dobrym, ale wiem też że człowiek jest istotą słabą, niekoniecznie zawsze w pełni panującą nad swoim zachowaniem - ze względu na szereg czynników obiektywnych, takich jak depresje, załamania, niespodziewane utraty bliskich, choroby: to wszystko może człowieka złamać i sprawić, że to jakie będzie miał przekonania nie będzie odzwierciedlało się w jego zachowaniu, ponieważ chwilowo nie będzie wstanie się zmobilizować i ulegnie przemożnej pokusie łatwości i pójścia na łatwiznę. Wiem też że ludzie potrafią szczerze za takie zachowania żałować. Moim zdaniem wszystko można obiektywizować w nieskończoność, ale to nie jest droga; bo logika i rozum nie są w życiu najważniejsze - moralność (czyli ostatecznie emocje) jest ponad nimi bezsprzecznie dla mnie.


.......................................................................................................................................

"Ja wierzę w to, że są jednak takie czyny, które jednoznacznie określają, jacy jesteśmy. Dam ci skrajny przykład: ktoś przez pięć lat gwałcił, znęcał się i mordował dzieci. Przez 40 kolejnych lat gorzko tego żałował i ratował dzieci z pożarów. Chyba trochę się zagalopowałem, bo takich ludzi po prostu nie ma. Ale okej, większego kontrastu między czynieniem zła a dobra nie da się chyba wymyślić. Czy ten ktoś jest dobry czy zły? Moim zdaniem bezwzględnie zły. Bo z mojego "filozoficznego" (ha, ha, ha!) punktu widzenia, ten kto zabije, ten staje się "zadłużony po uszy" i żaden czyn nie zmaże jego hańby. Co z nim zrobi Bóg po śmierci, to jest Boga sprawa. Może go nawet wywyższyć nad innych. Boga jednak w to nie mieszajmy, bo Bóg może czynić, co zechce. Niezależnie od tego czy byłeś ostatnim skurwielem czy super-wzorem dla innych, Bóg jako niepojęty, święty i wszechmogący i tak zrobi, co zechce, i nikt tego nie zakwestionuje. Zastanówmy się lepiej, co mają zrobić z takim człowiekiem ludzie? Moim zdaniem zabić. Być może dla wiecznego Boga żal za grzechy ma znaczenie, ale jakie znaczenie ma to dla ludzi???"

E, wiesz. Bo twój filozoficzny punkt widzenia jest ślepy - kończy się na śmierci.
Moim zdaniem relatywizujesz i ponadto nic innego.

.....................................................................................................................................


"Zdrada dziewczyny postępkiem karygodnym? W jakim ty wieku żyjesz? ;)"

Straszliwym, bezrozumnym, szybkim, wierzchnim, zatraconym, hedonistycznym, obrzydliwie bezrefleksyjnym; krótkowzrocznym, bezideowym, finansowym, bezwartościowym, globalnie ogłupionym; z płaskostopiem mózgowym, i nie tylko. Nie przyznaję się do tego i nie utożsamiam się z tym wiekiem wcale. Postuluję bombę atomową i zorganizować wszystko od nowa ;)

....................................................................................................................................

"Chwila, ale jeśli to konkretne przestępstwo było aż tak ciężkie, że adekwatna kara to egzekucja?"

Śmierć za śmierć, ząb za ząb, oko za oko; nauczymy was moresu skurwysyny.
hehehe, wybacz, ale poczułem się wybitnie pierwotnie ;)


"Sadistic.pl? Wszedłem, nic wielkiego tam nie zauważyłem, ale też nie chciało mi się tam buszować. Widziałem kiedyś kawałek "Dagestan Massacre", a poza tym słyszałem o nich: www.en.wikipedia.org/wiki/Dnepropetrovsk_maniacs , więc naprawdę mało rzeczy jest w stanie mnie teraz zaskoczyć."

To po pierwsze obrazuje jak bardzo otępiają nam się globalnie zmysły i emocje; uodparniamy się jak mszyce na środki owadobójcze. Poza tym no nie wiem, dla mnie podstrona "hard" czy tam "sic", gdzie odcina się ludziom głowy i tak dalej, to już jest wystarczający obraz zwyrodnialstwa abym przestał się licytować. Bo mówiąc szczerze wyobrażam sobie że ludzie mogą być jeszcze głupsi, owszem

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

"Czyli mówiąc krótko: filozoficzna refleksja, o której brak się martwiłeś przy mojej propozycji referendum, na nic się zdaje, bo ostatecznie ani ja nie mam dowodów, ani ty nie masz dowodów za czy przeciw karze śmierci. Ale coś ustalić trzeba, więc dlaczego by nie zorganizować referendum? Hm?

Nigdy 100 procent społeczeństwa nie będzie zadowolone. Ale lepiej chyba kiedy wygrywa demokracja i kiedy wygrywa wola większości, prawda?"

Humanizm stoi za odstąpieniem od kary śmierci.
Za karą śmierci stoi adekwatność kary wobec przewiny.

Zależy co ważniejsze z filozoficznego, a ostatecznie nawet pokoleniowego punktu widzenia widzenia. Czy odwet i zemsta są najodpowiedniejszymi atrybutami w rękach pokrzywdzonego - którego wyrazicielem jest sąd - czy nie.

Ale ok, no, rozpiszmy to referendum, i tak nie przyjdzie nawet połowa, a śmierć w Polsce i tak nie przejdzie - za dużo różnych bezmózgich, ale przywiązanych do tradycji, starszych ludzi.

Całe szczęście
;) Pozdro

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To żmudna robota, ale warto poświęcić jej chwilę. Kiedy chcesz zacytować czyjąś wypowiedź, zaraz pod danym wpisem po prawej jest przycisk "Cytuj"; klikasz na niego i przenosi cię do okna odpowiedzi. Da się łatwo zauważyć, że cała wypowiedź zamknięta jest w pewnej komendzie, której tutaj nie mogę ci przedstawić. W każdym razie wygląda ona zawsze tak samo, zmienia się tylko nazwa użytkownika.

Kiedy ja chcę cytować ciebie, to tworzę sobie kilka takich komend, a potem między nie wrzucam tekst, do którego się odnoszę.

Można cytować w jednym komentarzu wpisy wielu użytkowników. Pod oknem, w którym tworzysz wypowiedź, jest zapisane kilka ostatnich "postów".

Można też dowolnie manipulować cytatami. Oto przykład:


Ja się nie gniewam, spoko. Miło się rozmawiało ;)

Przy okazji - korzystaj z opcji edytowania postów, bo kilka wpisów z rzędu nieładnie wygląda i tworzy bałagan.


Przeczytałem twoją odpowiedź, ale nie mam już sił odpowiadać. Zawalony jestem książkami, w środę mam termin u promotora, na forum wpadam na 5 minut. Z chęcią odpowiedziałbym ci już dziś, ale to ponad moje siły. Dlatego mojej większej reakcji oczekuj dopiero w środę. Temat do tego czasu na pewno nie spadnie, a nawet jeśli to dam ci znać drogą pw, że już odpisałem.

Generalnie chyba już będziemy kończyć dyskusję, ale jeszcze parę spraw zostało do wyjaśnienia.

Wysłałem ci wiadomość prywatną (odpisz, czy doszła), gdzie odniosłem się do najmniej istotnej kwestii, czyli strony sadistic.pl (nie wiedziałem, że są tam takie materiały...).
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To żmudna robota, ale warto poświęcić jej chwilę. Kiedy chcesz zacytować czyjąś wypowiedź, zaraz pod danym wpisem po prawej jest przycisk "Cytuj"; klikasz na niego i przenosi cię do okna odpowiedzi. Da się łatwo zauważyć, że cała wypowiedź zamknięta jest w pewnej komendzie, której tutaj nie mogę ci przedstawić. W każdym razie wygląda ona zawsze tak samo, zmienia się tylko nazwa użytkownika.

Kiedy ja chcę cytować ciebie, to tworzę sobie kilka takich komend, a potem między nie wrzucam tekst, do którego się odnoszę.

Można cytować w jednym komentarzu wpisy wielu użytkowników. Pod oknem, w którym tworzysz wypowiedź, jest zapisane kilka ostatnich "postów".

Można też dowolnie manipulować cytatami. Oto przykład:


Ja się nie gniewam, spoko. Miło się rozmawiało ;)

Przy okazji - korzystaj z opcji edytowania postów, bo kilka wpisów z rzędu nieładnie wygląda i tworzy bałagan.


Przeczytałem twoją odpowiedź, ale nie mam już sił odpowiadać. Zawalony jestem książkami, w środę mam termin u promotora, na forum wpadam na 5 minut. Z chęcią odpowiedziałbym ci już dziś, ale to ponad moje siły. Dlatego mojej większej reakcji oczekuj dopiero w środę. Temat do tego czasu na pewno nie spadnie, a nawet jeśli to dam ci znać drogą pw, że już odpisałem.

Generalnie chyba już będziemy kończyć dyskusję, ale jeszcze parę spraw zostało do wyjaśnienia.

Wysłałem ci wiadomość prywatną (odpisz, czy doszła), gdzie odniosłem się do najmniej istotnej kwestii, czyli strony sadistic.pl (nie wiedziałem, że są tam takie materiały...).

Wiadomość prywatna niestety nie dotarła a za wskazówki dotyczące cytowania dziękuję. A odnośnie pracy magisterskiej, to jeśli wszystkie lata na uczelni zleciały ci programowo, to wychodzi na to, że jesteśmy rówieśnikami ;)
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



×
×
  • Dodaj nową pozycję...