Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witam! Ta opowieść jest 10-rozdziałowa, tak więc czytanie trochę zajmie. Mam nadzieję, że jednak wyszło dobrze(uważam to opowiadanie za mój osobisty hit ;-) ).


Rozdział I
ZIMA
Mirabella bawiła się lalkami, a jej starsza siostra, Arabella, siedziała przy biurku. Rozmarzona patrzyła przez okno. Był pierwszy grudnia i spadł właśnie pierwszy śnieg, a Ara kochała zimę.

- Ara, pobaw się ze mną!- narzekała Mira.

- Idź do Grześka.- poradziła marzycielka.

- Grzesiek nie chce sie bawić. Walec drogowy do niego przyszedł.- odparła Mira. Ara się zjerzyła.

Walcem drogowym siostry nazywały Walerię Nil, dziewczynę ich starszego brata. Była to panna tak wulgarna, tak przesłodzona i przeróżowiona, że woda zamarzała na dźwięk jej imienia. Gdy wymawiano zdrobnienie Walerii, wyłączał się prąd. Do wszystkich odnosiła się z wyższością. Nikt nie wiedział, dlaczego Gregory wybrał ją właśnie. Siostry jej nie znosiły.

Ara wyszła z pokoju i ruszyła w stronę kuchni. Na korytarzu spotkała Wulgarną Barbie. Grzesiek się do niej łasił. Dziewczyna wymineła ich bez słowa.

- Nawet pożegnać się nie umiesz??!! Ale wychowana ta twoja siostra, nie ma co!- zauważyła Waleria.

- Ara, co to ma być??!! Pożegnaj się, ale już!!- zganił siostrę Grzesiek, wysyłając jej zimne spojrzenie. Arabella popatrzyła mu w oczy. Grzesiek się zmieszał i przeprosił siostrę.

- Za co ty ją przepraszasz??!!!- wrzasneła oburzona Waleria.

- Nie zrozumiałabyś.

- Myślisz, że skoro jestem blondynką, to nic nie łapię?!- warkneła Walec drogowy.

- Nie to, żeby coś,Walerio,ale przefarbowałaś je na różowy.Wyglądasz w nich jak księżniczka!- pochwalił Gregory.

- Też prawda. Wracając do twojej siostry: powinna mnie na kolanach mnie błagać, żebym nie wychodziła, a ta stoi jak słup soli!- krzykneła Waleria.

- Coż, widok różowego plastika mnie zamurował. Pożegnam się z tobą tylko wtedy, kiedy wyjdziesz i już nie wrócisz.- rzuciła Ara. Waleria prychneła i wyszła z ich domu. Grzesiek rzucił siostrze spojrzenie pełne wyrzutu.

- Nie ma za co.- odparła z figlarnym uśmiechem.

- Ara, rujnujesz mi życie!

- Raczej pomagam ci go kompletnie nie zmarnować.

- Jesteś niemożliwa!

- Nie tylko ja.- dziewczyna uśmiechneła się jeszcze szerzej. Poszła do kuchni i wzieła do ręki czajnik. Spróbowała nalać wody do kubka.. i nic. Odkręciła kran. Nie spadła ani jedna kropla.

- Grzesiek!

- Co?- brat stanął za nią.

- Woda zamarzła przez wulgarną Barbie!!

- Co ma do tego Wal...?

- Nie wymawiaj tego imienia!!!!- przerwała mu w połowie zdania -Inaczej zamarznie na amen i trzeba będzie wymienać całą instalację. Nie mam zamiaru się tak upaćkać!!!

- Ale co ma do tego Walerunia??- spytał Grzesiek. W całym domu zgasło światło.

- No pięknie! Widzisz, coś narobił?

- Dobra, już się zamykam.

- Ty lepiej sprawdź, co robi mira.- zauważyła Ara.- Ja zajmę się Isą.- miała na myśli swoją niepełnosprawną. równoległą wiekiem siostrę Isabellę.

Oboje rzucili się w stronę schodów. Gregory nie zauważył Jasmin i pocałował ją, myśląc, że to Waleria przyszła ponownie.

Jasmin la Luna również należała do grona różowych pustaków. Była najlepszą przyjaciółką Walerii i... DZIEWCZYNĄ KONNY'EGO!!

Całującą parkę oświetlił blask latarki Konny'ego.

- GREGORY PEPE WINTER!!!!!!!!- wrzasnął poirytowany Konny. Której jego dziewczyny Grzesiek jeszcze nie całował?!

- Pepe?!- Arabella rykneła śmiechem.- Od Pepe Pana Dziobaka z kreskówki??

- Zrywam z tobą!- powiedział Konny do Jess, zgasił latarkę i pogrążył się w mroku.

- Isa!- Ara oprzytomniała i rzuciła się w stronę pokoju siostry, zostawiając Grześka Pepe z Jess na korytarzu.

" Jak ja lubię zimę. Na nudę nie ma co liczyć."- pomyślała Ara, szukając po omacku drzwi do pokoju Isabelli.




Rozdział II
POZNANIE
Ara suneła z książkami do klasy. Chodziła do Zespołu Szkół nr1 w Angerbornie, znanej również jako Zespół Szkół Pięknych imion. W tej szkole każde imie było dość orginalne lub ładne.

Dziewczyna położyła książki i piórnik z Edwardem Cullenem na ławce.

- Cześć Ara.- usłyszała.

- Cześć Ada.- odparła.

Ada Avonlea była jedną z przyjaciółek Ary. Dziewczyny poznały się na konkursie wyboru Orginalnej MIss. Żadna z nich nnie wygrała, ale bardzo się zaprzyjaźniły.

- Co robisz?- spytała Ada.

- Nic.- padła odpowiedź.

- To przestań to robić, bo idzie tu super ciacho!!!-szepneła koleżance do ucha. Ara podniosła oczy.

Stał przed nią chłopak o brązowych oczach, takiż włosach oraz cerze mulata. Chodził do Ig.

- Cześć.-powiedziała i spojrzała nieznajomemu w oczy. Chłopaka zamurowało.

- Cześć! Jestem Artur, a ty?- spytał.

- Arabella. Mów mi Ara.

- Fajne imie. Jestem nowy.

- To odrazu widać. Inaczej by cię nie zamurowało na widok moich oczu. Dobra- tak czy tak, zaniemówiłbyś.- rzekła rezolutnie Ara. Ada westchneła.

- Muszę lecieć. Cześć!- rzucił po chwili milczenia.

-Pa!- zakliwiła Ada.

- Cześć.- odparła trzeźwo Ara i poczeła ściągać przyjaciółkę na ziemię. Artur wyszedł z ich klasy i prędko pobiegł do sali nr2.

* * *

Artur był nowy w tej szkole i właśnie pędził na historię, gdy natknął się na Arę.

W pierwszej chwili wziął ją za zwykłą dziewczynę, później widział już tylko niebieskie oczy.

Nigdy w życiu nie widział takiej głębi w czyiś oczach( nie licząc swoich). Ara po prostu nimi hipnotyzowała. Niezdobyty przez nikogo lew uległ urokowi jagnięcia o błękitnych oczach. Chłopak stwierdził, że pewnie ma chłopaka. Zrezygnował ze "zdobyczy", pożegnał się i odszedł, zostawiając Arabellę i jej przyjaciółkę w klasie.

"Ładne imię- Arabella. Ładne ma oczy... i włosy... kurcze! Obiecałem sobie- zero okularnic, tych podłych piegusek! Co prada, Ara nie ma piegów, no ale..."- mniej więcej takim torem biegły myśli Artura przez całą historię. Próbował się skupić, co skończyło się wywołaniem do tablicy. Chłopak odpowiadał bezbłędnie na pytania, zerkając na klasę. Wszystkie dziewczyny skupiły wzrok tylko na nim. Kiedy pani wpisywała ocenę do dziennika, noszalancko uśmiechnął się do żeńskiej części widowni. Wszystkie dziewczyny, jak jeden mąż, westchneły.

"Co za naród. Ktoś powie->, reszta leci za nim."- pomyślał, siadając.

Przez wszystkie następne lekcje przyłapywał dziewczęta na uśmiechach i chichotach pod jego adresem.




Rozdział III

ODRZUCONA
Arabella przekopywała całą bibliotekę, sama niue wiedząc, czego szuka. Po prostu była niewiarygodnie szczęśliwa, aż buchała z niej energia.

Odkąd tylko poznała Artura, zapragneła, aby był szczęśliwy, żeby czuł się dobrze. Dla niego zrobiłaby wszystko.

Nagle zauwarzyła swój obiekt westchnień. Spacerował sobie pomiędzy regałami z kryminałami. Dziewczyna nakazała obie spokój i podeszła do niego.

- Cześć.- przywitała się.

- Cześć.-burknął.

- Czego szukać? Może ci pomóc?-spytała.

- Wiesz może, w której książce znajdę opisaną chorobliwą miłośćć popularnego chłopaka do pięknej okularnicy?- spytał.

- Szukaj w romansach " Magic shell"( Magiczna muszla).-odparła zdziwiona Ara. Co on, książke pisze? Przecież tylko ona to przeczytała( z tego, co mówiła bibliotekarka)!

- Aha. Dzięki. Cieszę się, że tak nie wpadłem. Piękne okularnice?! To się dopiero nazywa fikcja literacka.Oj, sorki.- zdeklarował się.- Muszę lecieć. Idę z Olimpią do kina.- odparł i wyszedł z biblioteki, nie wypożyczając ani jednej książki. Doskonale wiedział, jaką przykrość zrobił Arze.

Arabella westchneła i usiadła przy jednym ze stolików, stojąych w bibliotece. Nie zauważyła pewnej dziewczyny, ukrytej za stosen książek. Osóbka siedziała przy stoliku pod oknem i udawała, że czyta. W rzeczywistości pisała na małym notebooku notkę, którą publikowała na blogu. Zerkała na Arę, pisząc jak szalona. Nagle zauważyła, że opisywany obiekt kieruje się do wyjścia z biblioteki. Zdążyła tylko dopisać:" Już niedługo kolejne przygody Amelii i Armanda!", nim Ara wyszła z biblioteki. Dziewczyna odłożyła książki na miejsce, spakowała notebooka do torby i wyszła z biblioteki.

"Dzięki Arze i Arturowi ludzie chętniej czytają mój blog! Co z tego, że pozmieniałam im imiona? Ważne jest to, że ludzie mnie uwielbiają!"- pomyślała i ruszyła do domu.

Tymczasem Ara zdążyła już do rodzinnego domu wrócić. Udało jej się również zobaczyć, jak jej starszy brat, Grzesiek, całuje się z byłą dziewczyną Konny'ego. Brat speszył się, widząc siostrę.

- Czego chcesz?- spytał.

- Pomyślmy... chciałabym własną fabrykę cukierków, żeby Mira pokuła kaktusami Walca drogowego, wejść do domu i żebyś nie całował się tu z Jess! Grzesiek, ty naprawdę jesteś mega powierzchowny!- rzuciła, przepchneła się pomiędzy nimi i staneła koło schodów, prowadzących do pokojów rodzeństwa.

- Do zobaczenia Grzesiu.- zaświergoliła Jess. Ara o mało nie zwróciła obiadu.

- Pa pa, Jasminko(czytaj: Dżasminko).- odparł Grzesiek. Jess wyszła z domu. Chłopak westchnął marzycielsko i zaczął się szykować do ucieczki.

- Możesz mi powiedzieć, co to ma być??!!- zaczeła Arabella.

- Ale że co?- Grzesiek zaczął grać na zwłokę.

- Ty mi tu nie udawaj, że nie wiesz, o czym mówię!!!!!!! Jak możesz zdradzać Walec Drogowy?! Co prawda, jest paskudnie wredna, ale nikt nie zasługuje na coś takiego!!! Ty podły szczurze!!! Nie zasługujesz na miano brata, padalcu!!!- wrzasneła Ara, uderzyła go w twarz i ruszyła do swojego pokoju.

- Nie masz prawa...!- w Grześku zrodził się bunt. Siostra rzuciła mu wrogie spojrzenie ze schodów.

- Tak??- wysyczała. W jej oczach płoną ogień.

-... tak wrzeszczeć. Is może mnieć atak.- podsunął ostrożnie. Z Arabellą lepiej nie zadzierać.

- Nie wymiguj się siostrą!!! Jesteś tak podły i tchórzliwy, że osłaniasz się chorym człowiekiem!!!!- warkneła i poszła na górę. Grzesiek odetchnął z ulgą.

Ara bywała nieprzewidywalna, ale jedno kżdy wiedział na pewno: nigdy nie należy doprowadzać jej do furii. Inaczej istniało ryzyko trafienia do szpitala z połamanymi kośćmi.




Rozdział IV

SEN

Artur nie mógł pojąć, co się stało. 5 minut temu leżał w łóżku, a teraz stał ubrany w zimowe ciuchy stał w szczerym polu. Prószył śnieg.

"Jest 8 grudnia. Śnieg nigdy nie pojawił się tak wcześnie. Co to?"- pomyślał. Ujrzał cień, zmierzający w jego stronę. Raźno ruszył ku postaci. Kiedy ujrzał twarz gościa, stanął jak wryty. To właśnie Arabella stała przed nim ze spuszczoną głową.

-Cześć.-usłyszał.

- Cześć-odparł.

- Co tu robisz?

- Sam nie wiem, a ty?

-Szukam cię. Chciałabym ci coś pokazać.-szepneła Ara i uniosła głowę. Śnieg przestał padać, a księżyc wyjżał zza chmur. Artur ujrzał jej zakrwawioną twarz.-co...co...co... co ci się stało???- spytał przerażony.-Co? A, chodzi ci o to?-wskazała zakrwawionym palcem na swoją poranioną twarz.- Nie widziałeś tego.- rzekła i wyjeła coś czerwonego spod płaszcza. Artur zbladł. Uświadomił sobie, że oto stała przed nim cudowna, zakrwawiona zjawa, która pokazywała mu swoje jeszcze bardziej niż ona skrwawione serce.

- Co..?- wyszeptał tylko tyle.

-To wszystko sprawiły twoje słowa wypowiedziane 3 dni temu. Teraz już wszystko wiesz.- powiedziała i schowała serce z powrotem pod płaszczyk.

- Nigdy nie będziemy razem!!!! Zrozum to wreszcie!!!- wrzasnął Artur.

Na obliczu Arabelli pojawiła się największa rana. W miejscu, gdzie powinno być serce, chłopak dostrzegł czerwoną plamę krwi. Usłyszał huk.

Po chwili znalazł się przed murem z czerwonej cegły. Pojawiło się na nim pęknięcie. Artur ujżał... niebieskie oczy. Mur pękał dalej. Chłopak zrozumiał kto za nim stoi. Kiedy mur runął, jego przypuszczenia się potwierdziły. Po drugiej stronie gruzowiska stała cicho szeptająca Ara. Nagle zerwał się na równe nogi. Był w swoim pokoju, leżał we własnym łóżku. Spojrzał na zegarek. Była 3 nad ranem. Chłopak opadł spowrotem na poduszkę.

5 minut później smacznie spał.


Rozdział V
WALERIA CZY JESS?
Isabella leżała zwinięta w kłębek na łóżku. Miała kolejny atak migreny. Z każdą chwilą ból się nasilał.

Isa, mając 4 lata, spadła z huśtawki. Od tamtego czasu nie miała już szans na normane dzieciństwo. Przeszła operację i jeszcze się rehabilitowała. Z niewielkimi skutkami.

"Biedna Is. Tyle musi znieść- rozwrzeszczana Waleria i Mira, otumaniony Grzesiek, humorzast Konny... oddałabym wszystko, byleby tylko wyzdrowiała."- pomyślała z czułością Ara i przykryła siostrę kocykiem. W pokoju obok rozległa się niewiarygodnie głośno muzyka. Wszystko zaczeło drgać, a Is zwineła się jeszcze bardziej. Na czole wystąpił pot.

" No tak- ona to słyszy 3 razy głośniej"- pomyślała siostra i ruszyła do pokoju obok. Gdy weszła do środka, ujrzała swojego brata tańczącego na biurku i śpiewającego piosenkę "Boy likeYou"(Charlee), co było o tyle dziwne, że z głośników płyneła piosenka Seleny Gomez "Magic".

- What to do, what to do with the boy like you?- wrzeszczał jak opętany.

- Ścisz to! Is ma atak!- rozkazała Arabella.

- No to co? Kogo obchodzi taki bachor?? Niech zdycha, będzie o jedną mniej.- fukneła Waleria.- L-like you? What to do with you? (Oh!) What to do with the boy like you?- zawyła.

- Właśnie!- poparł ją Grzesiek.-I know you know Im wrapped around your finger You're so, you're so Beautiful and dangerous Hot and cold...- znów zaczął wrzeszczeć.

- Mam nadzieję, że na tę jego Walrunię spadnie co najmniej stu tonowy głaz, góra ptasich odchodów i pokąsają ją żmije.- mrukneła cicho Ara. W całym domu zgasło światło, a z wieży Grześka nie płyneła już żadna muzyka.

- Co jest??- warkneła poirytowana Waleria.

- Ara, coś ty zrobiła?- spytał Grzesiek swą młodszą siostrę.

- Dlaczego winę zwalasz odrazu na mnie. Czy te oczy mogą kłamać?- spytała niewinnie.

- I to jeszcze jak...!

- Dobrze, powiem. To wszystko dzięki charakterowi twojej super-blondi.- rzuciła beztrosko siostra.

- Już nie super-blondi, a super- narze...- zaczeła Waleria, ale raptownie przerwał jej Grzesiek Pepe( od Autorki: Zawsze mnie to imię rozbraja).

- Tak, tak, miło było, won...!- rzekł pospiesznie i wyrzucił siostrę za drzwi.

" O co chodziło? Nie super-blondi, tylko super-kumpeli...?znajomej...?... narzeczonej...? Chwila! Narzeczoną!!! TYLKO NIE TO!!!!!"- myślała Ara, wracając do pokoju siostry. Usiadła na jej łóżku i pogładziła ją po ręce.

- Lepiej?- spytała.

- O wiele. Dzięki.- szepneła wycieńczona Is. Arabella opowiedziała jej o dziwnym zdarzeniu.

- Możesz być pewna, że narzeczonej. Czyli, że to ona, a nie Jasmin.- odparła cichutko siostra.

- Oby nie...- Ara próbowała zatrzymać w sobie chodź odrobinę nadzieji.





Rozdział VI

MARZYCIEL
Konny siedział w kuchni razem z (uwaga!) cichobawiącą się Mirabellą. Co chwilę chłopak wzdychał. Mira w końcu nie wytrzymała.

- Co jest?-spytała.

-Co...? Nic.- odparł nieprzytonmy (umysłowo) brat.

Westchnął.

- Konny! Przestań!

- Dobrze, siostro, tylko nie wrzeszcz. Isa jest po ataku.

20 sekund później:

-Ach...

- KORNELIUSIE!!! Przestań!

-... ech...

-KONNYYYYYY!!!!!! Mam cię trzasnąć patelnią??!!-krzykneła rozjuszona Mira. Do kuchni weszła (szara ze zmęczenia) Is oraz Ara.

- Och...

- Coś taki rozmarzony??- spytała Ara, siadając obok Isabelli przy przeciwległym krańcu stołu.

- Hm?? Nie, nie jestem. Wydaje ci się.- odparł Konny i znów westchnął. Mirabella uderzyła go patelnią.

Zero reakcji ze strony brata.

- Och...!- westchnął znów Kornelius, doprowadzając tym samym najmłodszą siostrę do szału.

Niebieskie oczy Miry zaiskrzyły, porozrzucane loki nastroszyły się. Dziewczyna zaczeła krzyczeć, tupać nogami i rzucać w brata czym popadnie. Isę znów rozbolała głowa. Ara przytuliła siostrę i pogłaskała ją po głowie.

Po zdemolowaniu kuchni przez narwaną siostrę Ary:

Konny siedział posród sterty garnków i nadal był duchowo nieobecny. Mira potwornie się zziajała. Miała cichą nadzieję, że brat już odpuścił.

- Ach...- usłyszała cała trójka sióstr.

- KORNELIUSIE JAMESIE (czytaj: Dżejmsie) WINTER!!!!!- wydobyło się z piersi Mirabelli.

- Ona jest taka piękna...- dziewczęta zamurowało.

O co znowu chodziło???




Rozdział VII
MUR SIĘ BURZY
Mineło już 6 dni od dziwnego snu, a Artur wciąż słyszał w głowie huk pękającego muru.

"Okulary w niczym nie przeszkadzają."-pomyślał. Przed oczyma znów stanął mu okropny obraz: Ara cała we krwi. Otrząsnął się i ze zdziwieniem stwierdził, iż siedzi w kontenerze na śmieci. Obok niego przykucnął jego kumpel, Alex.

- Przypomnisz mi, co ja tu z tobą robię?- spytał Artur. Alex opowiedział wszystko szeptem, lustrując wzrokiem parking.

Sytuacja przedstawiała się dosyć nieciekawie- Artur dał się namówić na "akcję" i wyciągnięcie z domu o wpół do 21 tylko po to, by śledzić jakiś-tam złoczyńców. Okazało się, że chłopak Sary (najepszej przyjaciółki Ary, o czym Artur nie miał zielonego pojęcia) gwizdnął jakąś pakę z bagażnika stojącego na parkingu opla. Chciał ją niepostrzeżenie zwrócić, ale jak na złość ciągle ktoś się tam kręcił. Na przykład: akuratnie jakiś starszy facet (około 30-stki) próbował poderwać 16-latkę.

- Po co to robisz?- spytał Artur.

- Bo nie chcę, żeby Sara dostała donicą z palmą w głowę, chodząc po mieście. Dlatego!- odparł Alex i wywrócił oczami.- Ile można siedzieć na głupim parkingu??!!- warknął.

- Jaka palma??!! Człowieku, jesteśmy w Polsce, a nie w tropikach!- zdziwił się Artur.

- Dobra, dobra. Agerborn i tak nie występuje na żadnej mapie świata.- prychnął Alex.- Patrz!- syknął. Artur wychylił się trochę.

Ujżał faceta, który usilnie próbował wyjść z tej kamienicy razem z dziewczyną. Dziewczyna opornie odmawiała i co chwila wykrzywiała twarz.

- O boże, ale osioł!- Alex wywrócił oczami.

- Nie nazywaj barana osłem.- ostrzegł Artur.- Pewnie gada teksty typu: "Wiesz, którędy do nieba? Bo wyglądasz, jakbyś się z tamtąd urwała!"- podsunął.

- Lub: "Gdyby zamykali za bycie pięknym, to teraz pewnie siedziałabyś w celi razem ze mną"- dorzucił Alex.

- Albo: "Czy tu w pobliżu jest lotnisko, czy to me serce aż wystrzeliło na twój widok??"- Alex aż się zataczał ze śmiechu. Natychmiast jednak spoważniał na widok nowego przybysza.

- Ja... ja... ja... ja go znam!!!- wyszeptał konspiracyjnie.

- Co?- spytał nieprzytomnie Artur.

- To ten facet!!

- To że facet, to akurat widzę. Co jest, łażą tu tylko i wyłącznie twoi znajomi??

- Artek, zwiewamy!!!!!!!!!!!!!!- krzyknął cicho Alex. Artur porwał paczkę, wyskoczył z kontenera i pobiegł w stronę wyjścia z kamienicy. Alex runął za nim.

- Co jest? Czemuś uciekł??- spytał Alex, kiedy zziajani, odpoczywali przed kamienicą.

- Kazałeś wiać!- odparł Artur.

- GDZIE JEST PACZKA??!!

- Facio chciał się pochwalić autem, więc otworzył bagażnik. W biegu wrzuciłem tam paczkę. Razem z dziewczyną siedział już w samochodzie.- rzekł Artek, ciągle łapiąc oddech. Chłopcy powoli ruszyli w dół ulicy.

- Sprytne.-pochwalił Alex.

- Gdzie my jesteśmy?

- Na Gdańskiej.- odparł zapytany.

- Ech... Co tam u Sary??- spytał Artur.

- Spox. A u Ary?

- Skąd mam wiedzieć??- zdziwił się Artur.

- No... tak na siebie patrzycie w szkole...- zaczął Alex.

- Bzdury! Między nami nic nie ma.- prychnął Artek. Jego kumpel westchnął.

- Jest. Pomiędzy wami jest niespotykana chemia. Im szybciej to zrozumiecie, tym lepiej. Cześć!-porzegnał się i ruszył w kierunku ulicy Morskiej.

- Cześć!- odparł Artur i ruszył w przeciwnym kierunku ulicą Armii Krajowej do domu.





Rozdział VIII
ZARĘCZYNY
Był 15 grudnia. Najgorszy dzień w życiu Ary.

Od rana po domu biegała podenerwowana Waleria. Co chwilę cicho ustalała coś z Grześkiem i chichotała.

Koło południa, gdy Ara i Mira nakładały do stołu, do domu wpadła Is z zakupami. Rzuciła je na podłogę i pędem zdjeła z siebie zieloną kurtkę.

- Wróciłam!- obwieściła domownikom. Waleria wybiegła z pokoju Grześka i sprawdziła zawartość siatek.

- Ałł! Is, tobie nie wolno dźwigać takich ciężarów. Chcesz, żeby cała rehabilitacja wzieła w łeb?- sykneła Arabella, kiedy przenosiła siatki z zakupami do kuchni.

- Sara, Alex i Artur mi pomogli. Aha, przynieście więcej krzeseł. Zaprosiłam ich.- odparła siostra, próbując uwolinć się od szalika. Pomogła jej w tym Mira.

-CO??!!- wrzasneła Waleria.- Kto ci pozwolił??!!- krzykneła na Is.

- Ja sama.- szydziła Isabella.

- No to w takim razie leć po przyprawę do nuggetsów, bo już się skończyła!- zastrzegła Waleria.

- Ty tu pomóż. Ja pójdę.- powiedziała Ara i wcisneła na głowę żółtą czapkę-smerfetkę. Prędko się ubrała, wzieła żółty portfelik i wyszła z domu. Popędziła do pobliskiego spożywczaka. Wybrała potrzebne rzeczy i staneła w kolejce do kasy.

- Ara??- usłyszała za plecami. Odwróciła się.

Stała za nią ruda dziewczyna o brązowych oczach. Cała była ubrana na szaro.




Wydała się Arabelli znajoma.

- Sara??- zapytała z niedowierzaniem. Po chwili obie dziewczyny dusiły się o siły uścisku.

- Co ty tu robisz???- wydukała.

- Rodzice dostali nową pracę w tutejszej klinice dla zwierząt i się tu przeprowadziliśmy. Nie wierzę!! Szalony duet znów razem! Drżyjcie, mieszkańcy, bo oto nadchodzi era niesfornych dziewczyn!- zachichotała Sara. Dziewczyny zapłaciły, wyszły ze sklepu i ruszyły zaśnieżoną ulicą Senatorską 5.

Gadały i gadały, nie zwracając uwagi na to, że wędrują z domu Ary pod blok Sary i vice versa. W połowie drogi spotkały... ARTURA!!!!!

- Cześć!- wydukała Ara.

- Hejka Artek!- rzuciła Sara. Arabellę zamurowało.

- Cześć rudziku! Dawno się nie widzieliśmy!- stwierdził Artur.- O, Ara. Cześć.- zdziwił się.

- To wy się znacie?- spytała zdumiona Sara.

- Tak. Chodzimy razem do szkoły. A wy skąd się znacie?- zapytał Artur.

- Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami od I klasy podstawówki!- odparła Sara.

- Wiecie, chętnie bym z wami tu pozostała, ale... muszę... muszę iść do domu... bo... bo, tentego, no... jadę z mamą... po ogórki. Tak, po ogórki! Pa!- czerwona ze wstydu, Arabell ruszyła pędem do domu. Rzuciła torebeczkę z przyprawą na stół, wyswobodziła się z szalika i została wciągnięta przez nurt nerwowych przygotowań. Waleria zagoniła trójkę sióstr do smażenia nuggetsów na patelin. Dziewczyny podzieliły się pracą; Is kroiła w paski piersi z kurczaka i je rozbijała(jak na koklety), Mirabella obtaczała je w mleku i w panierce, zrobiła również ostry sos. Ara natomiast smażyła mięso na pateli. Waleria tymczasem je wszystkie poganiała. Do kuchni weszli rodzice siostrzyczek.

Zdziwili się na widok odświętnie ustrojonego stołu. Waleria podskoczyła.

- Dziewczynik, ja to zrobię. Jestem dorosła, zaradna, umiem gotować i na pewno dam sobie radę.- zaczeła słodko kliwić, odganiając rodzeństwo od patelni.

- Widzę, iż jesteś bardzo troskliwą osobą.- zauważył tata. Arabell, Is oraz Mira otworzyły ze zdziwienia usta. Waleria??!! Troskliwą OSOBĄ??!! W troskliwość można by uwieżyć po wypraniu mózgu, ale to, że ona jest człowiekiem, przekraczało wszystkie dopuszczalne normy.

- Och, dziękuję. Arabelusia, Mirka i Isunia są dla mnie jak młodsze siostry, których nigdy nie miałam!- pisneła z przejęciem Walec i przytuliła zdębiałe z osłupienia siostry. Grzesiek usiadł naprzeciw rodziców. Ara zakrztusiła się sokiem pomarańczowym.

- Dobra, co jest? Od kiedy to Walec Drogowy się o kogoś oprócz siebie troszczy????- spytała, nic nie pojmując.

- Och, ależ one mają poczucie humoru!- zachichotała sztucznie Waleria.- Proszę usiąść. Jedzenie podano do stołu. Konny!- zaświergoliła.- Obiadek na ciebie już czeka! Szybciutko na dół, bo ci wystygnie!!- kliwiła niczym słowik z podciętym gardłem. Nikogo zapewne też nie zdziwi, że Mira tak mocno się zdziwiła, że spluneła sokiem przez pół kuchni.

- Komu gorzej??- spytał sarkastycznie Konny, stając w drzwiach kuchni.

- Siadaj, Konnusiu.- wskazała mu krzesło i zaczeła nakładać nuggetsy na półmisek. Podała je na stół razem z ostrym sosem. Zadzwonił dzwonek.

- Otworzę!- rzekła Ara i pobiegła do drzwi. Bała się, że Waleria wyrzuci Sarę, Alex'a i ...JEGO. Otworzyła.

- Hej! Wchodźcie!- zaprosiła gości do środka. Powiesiła ich rzeczy na wieszaku i poprowadziła ich do kuchni. Usiedli przy stole i w milczeniu zaczeli jeść. Ara zaczeła pić sok, zerkając co chwila na siedzącego po przeciwnej stronie stołu Artura. Konny usiadł obok niego.

- Tato, mamo.- zaczął w pewnej chwili Grzesiek. Wstał od stołu razem z Walerią.- Pragniemy was pionformować, iż zamierzam się ożenić z Walerią-( po wypowiedzeniu tego imienia wszystkie soki, woda oraz to, co było w tym domu w postacci płynnej, zamarzło. Nawet sok, który akurat teraz piła Ara).

- Artur...- usłyszała szept Alex'a. Płyn znów przybrał normalną formę. Ara przełkneła sok i również wstała.

- GRZESIEK!!!!! JAK MOGŁEŚ???!!!- krzykneła, po czym uciekła do swojego pokoju. Konny stanął koło brata.

- Powodzenia z przeproszniem Ary.- rzekł i wyszedł. Is, Mira, Sara, Alex i Artur opuścili kuchnię bez słowa.

- Zgadzamy się.- powiedzieli rodzice i pospiesznie wyszli z domu.




Rozdział IX
PRZYGOTOWANIA
- Wszystko ma być bladoróżowe; kwiaty, buty, twoja koszula, ubrania gości, wystrój sali i kościoła.- wyliczała Waleria.

- A twoja suknia??- spytał Grzesiek, notując wszystko w notesie.

- To niespodzianka.- rzekła Walec i wyciągneła z szafy wielkie pudło. Otworzyła je i wyciągneła zawartość. Oczom zebranych(czyli że Arze i Gregory'emu) ukazała się oto ta suknia:



- A suknia ślubna?- spytał Grzesiek, stwierdzając, iż Walec pokazała mu suknię balową.

- Ara po nią pójdzie.- stwierdziła beztrosko panna młoda i spojrzała na Arabellę.

Od czasu zaręczyn Walerii i Grześka dziewczyna ubierała się wyłącznie na czarno. Nie była również rozmowna.

Ara wzięła wizytówkę sklepu i poszła do galerii handlowej. Po drodze spotkała Sarę.

- Hej! Gdzie tak suniesz?- spytała ją przyjaciółka, chwytając za łokieć.

- Walec kazał mi iść po suknie ślubną dla niej. Pewnie jest ze złota.- prychneła Ara.

- Nie, no aż tak nie mogła cię załatwić. Grzesiek nie ma tyle kasy. Pewnie jest koloru liliowego.- zażartowała. Widząc, że koleżance nie jest do śmiechu, umilkła.

- To ten sklep.- rzekła po chwili Arabella, wskazując na biały budynek wciśnięty pomiędzy Cropp City a H&M. Nad szyldem z napisem "Sweet Weddings- moda ślubna"dwa gołębie trzymały w dziobach obrączkę. Dziewczyny weszły do sklepu.

- Witamy w "Sweet Weddings"- najlepszym sklepie z modą ślubną. Czym mogę służyć?- spytała automatycznie ekspedientka.

- Przyszłyśmy odebrać zamówioną suknię dla Walerii Nil- Winter. "Very Pig Weddings Dress á la Cherllote Vill"- przeczytała niewyraźne bazgroły z kartki.

- " Very Pink Wedding Dress á la Charlotte de Vill"- poprawiła ekspedientka.- Proszę za mną. To jedna z najbardziej orginalnych sukien znanej projektantki Charlotte de Vill. Proszę zobaczyć.- ekspedientka podała im wieszak z zawieszoną na nim suknią.

- O bosz! Jakie to różowe!- wydukała Sara.

- Najlepsze jest to, że Walec już taką ma.- odparła Ara. Ekspedientka przedstawiła im suknię balową panny młodej.- Tu chyba jest pomyłka. Panna młoda już taką ma.- rzekła do ekspedientki i podała jej karteczkę z nazwą sukni.- O tą nam chodzi.- powiedziała.

- " Very Pain Wedding dress á la Charlee Moon"!- westchneła z ulgą ekspedientka.- Przepraszam za pomyłkę. Proszę za mną.- poprowadziła dziewczęta w stronę sukien na specjalne okazje.- Proszę.- podała im prawdziwe cudo:



- Wow.- wyszeptała Sara.

- Ile płacę?- spytała trzeźwo Ara. Od zaręczyn wszystko było dla niej tak samo brzydkie i szare.

- 25 554 zł.- odparła ekspedientka.

- CO??!!- wrzasneła Ara.

- 20 500 zł za to, iż to orginalny produkt, a 5 054, ponieważ wykonano ją z czystego kaszmiru.- wyjaśniła ekspedientka. Arabella bez słowa podała jej kartę kredytową Gregory'ego.

- Raczej niewiele mu zostanie z tych 50 tysiaków, które rodzice przesłali mu na konto jako prezent urodzinowy.- szepneła do przyjaciółki.

- No tak. A buty?? Kosmetyczka, fryzjerka??- wyliczała Sara.

- Dobra, spadamy.- odparła Ara, wzieła suknię, zapakowaną w orginalny pokrowiec z logo sklepu, odebrała kartę, podziękowała i wyszła.

-Arabell, idziemy po buty?- spytała Sara.

- Niech Walec sam sobie lata z tymi gryzmołami na kartkach.- warkneła Ara. Przyjaciółka próbowała odciągnąć ją od tematu ślubu.

- Sar, to i tak nic nie da. Cześć.- pożegnała się po chwili i poszła w stronę swojego domu. Sara wzruszyła ramionami i pognała do pobliskiej kafejki zjeść śniadanie.






--------------------------------------------------------------------------------


W pokoju Grześka:

- No pokarz mi te suknię!!- Gregory Pepe skakał niczym piłka.

- W życiu!! Pokazanie sukni Panu Młodemu przed ślubem wróży nieszczęście!!- odparła Waleria, chwając pokrowiec z suknią na dnie szafy.

- No to Grzesiek patrzył na tę suknię chyba przez całe życie.- mrukneła cicho Arabella i poszła do swojego pokoju. Nie miała najmniejszego zamiaru zwariować przy narzeczonych.





Rozdział X
NAJLEPSZE ŻYCZENIA!
Arabella obudziła się ze świadomością, jaki okropny dzień ją czeka. Był to dzień jej urodzin.

Do pokoju Ary jak burza wpadli: Is, Mira, Waleria oraz Grzesiek. Każdy chciał jako pierwszy złożyć życzenia, więc powstał mały harmider. Kiedy już wszystko się uspokoiło, rozdano już prezenty i przygotowano się na piski wdzięczności ze strony Ary, dziewczyna rzuciła:

- Fora ze dwora! Dajcie mi się w spokoju przebrać!!- rodzinka wzruszyła ramionami i ulotniła się z pokoju solenizantki. Dziewczyna przebrała się w najczarniejsze ciuchy jakie miała. Zebrała się w sobie i ruszyła do kuchni.

- Siema, Konny.- rzekła, przechodząc przez kuchnię. Zdziwiła się, widząc siedzącą koło brata Sarę.

- Cześć! Wszystkiego naj, Aro, aby ci się w życiu szczęściło pełną parą!- kumpela natychmiast wstała i złożyła życzenia przyjaciółce.

- Doberek.- odparła Ara, ubierając żółty płaszcz (ten ze snu Artura).

- Gdzie tak pędzisz??- spytała Sara.

- Nigdzie.- odparła solenizantka, pospiesznie ubierając buty.- Pa, Saruchna.- cmokneła przyjaciółkę w policzek i wyszła z domu. Sara wróciła do kuchni.

- Ara jakaś taka dziwna się ostatnio zrobiła.- stwierdziła.

- Mhm.- potwierdził Konny, zjadając czekoladę.

- EJ!!!! To miało być dla Ary!!- wrzasneła Sara i rzuciła się ratować prezent urodzinowy.










--------------------------------------------------------------------------------



Arabella zjadła śniadanie w pobliskiej kawiarni. Przy wyjściu natkneła się na Artura.

- Cześć.- przywitał się.

- Cześć.- odburkneła, wychodząc z kawiarni i ruszając w stronę Placu Czterech Krzyży.

- Może cię odprowadzić?- spytał Artur, idąc za nią.

- Nie idę do domu.- odparła.

- To może chodźmy do mnie?- spytał nieoczekiwanie.

- Zgoda.- Ara nie wierzyła w to, co sama mówiła. Przez dłuższą chwilę szli w milczeniu, do momentu, kiedy skręcili na ulicę Armii Krajowej.

- To tu.- zatrzymali się przed pomalowanym na biało blokiem. Weszli do środka i windą wjechali na 4 piętro. Weszli do mieszkania numer 21. Zdjęli kurtki i ruszyli do pokoju chłopaka. W domu chłopaka nie było nikogo prócz nich.

- Usiądź.- Artur wskazał brodą sofę stojącą w kącie pokoju. Zaczął szukać czegoś w biurku.

Ara usiadła i z zaciekawieniem zaczeła rozglądać się po pokoju. Niby nic w nim szczególnego nie stało, ale posiadał on jakąś dziwną atmosferę.

- Wszystkiego naj.- rzekł, podając Arabelli pierścionek.

- CO??- wydukała.- Skąd...?

- Sara mi powiedziała.

- Ja się stąd zmywam.- powiedziała i wstała. Artur zaczynał ją przerażać. Chłopak odprowadził ją pod drzwi.

- No to cześć.- powiedziała, kiedy stała już w progu drzwi do mieszkania Artura.

- No to cześć.- odparł on. Oparł się o fragmurę drzwi i rozbrajająco się uśmiechnął.

Ara przybliżyła się do nieo. Artur przysunął się do niej. Sami nie wiedzieli, kiedy to się stało.

Pocałowali się.

To właśnie tak lody pomiędzy nimi stopniały.

KONIEC.


PS. W niektórych fragmentach opowiadania powinny być obrazki. Jeśli chcecie zobaczyć opowiadanie w pełnej krasie, zapraszam na: www.opowiadania-o-nas.bloog.pl

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wróć  Wiedz że przepraszam nie padnie To za małe słowo na ostatnią zgaszoną zapałkę w pudełku podpisanym zaufanie i wiara w drugiego człowieka  Czynami też nie przeproszę  ale marzyłby mi się wers, który odbudowałby podpalony most płomieniem o czarnej barwie z piekła wzięty za odpowiedni drogowskaz by nie widzieć nie słyszeć nic ale krzyczeć skrzeczàcymi dźwiękami słowa wojennych nabo i  i jeszcze wiemy (ja to split być może więc powiem o sobie w trzeciej osobie) że ból fizyczny jest za zasługi chaosu na synaptycznych drogach zasłużony  pięć lep liści wypłaconych jak byś sam chciał moc ich zarobić błagam prosić  Wiem że błaganie po tym bałaganie jest równie bezczelne poza wyobrażenie  ale wiesz jak mam być szczelny  cały pokluty i podziurawiony blizny które omija słońce  blizny nieopalone już nigdy to zrobiłem wam to zrobiłem sobie to chore  a spowiedź  czekamy z moimi grzechami na samotności czas gdy stalker powieczas opuścić was ale bestia 24/7 w obserwacji myśli  po operacji skalpelem świata który nie  istnieje z teczki o kryptonimie  Anioły i demony gdzie jednym z rozdziałów był zabieg wszepienie sumienia  mk ultra nie ma słuchawki w lewej ucha przestrzeni takiej małej ale techniki technologi jak w serialu z De Nirem są realne i tak się robi z tymi co na zawsze bezimmienie umrą pochowani z dala miejsc które na mapach świata jako białe plamy odznaczają się  przysypani piachem o ciężarze własnych klamstw czyli żwir i kamienie jak te które tworzą cud świata w Gizie i nikt się nie dowie bo to nieistotne ważne jest to co jest cud przypadku gdzie Duch Święty przejął demoniczne myśli i wiatr poniósł w Niebo na skrzydłach które nie palą w słońcu się  Nie Ikar  Dedal Latają ptaki nie uznając granic Niosą melodię i śpiewając trelami Odnajdują mistykow za Pań brat z natury wibracjami którzy czytając nuty tych które ponad chmurami kontynety pokonują prowadzone gwiazdami i Ziemskim (tym no na co reaguje kompas zapomniałem słowa a niby myślę w tym języku jako Polak ale to chaos który przejął mnie i przekonał jako droga ku dobremu może nie dla mnie może nie dla bliskich ale dla cyfr które pokonują nazwane setkami milionów z definicji pojedyncze głowy słowem kmwtw omerta ale chyba i tak za dużo gadam jako że...) Skrzydła dał Bóg Bóg Bóg Bóg Bóg (taka tam rewolucja mała ale jeśli nie ma stalkera a jest schizofrenia nigdy nie wyjdzie na jaw jak prawda mojego życia za mojego życia jako to moja łaska i nagroda by bezimiennie zniknąć i wybuchając nad grobem zbudować parkiet śliski od plwocin (pisząc wiersz gdzie wieczny deszcz nie wiedziałem że Niebo pluje we mnie jeszcze ale co to tam za nieistotne to dziś się ma ja to mam albo mieć powinienem ale życie jest takie że myśli są subiektywne)) Armi Aniołów  połamany głos hałas i skrzek to objaw jednej z chorob dzieci wychowanych bezstresowo w tłumie bezimiennych mas wielkich miast sąsiadów których znasz ledwo twarz spowiedzi czas i bólu którego bym nie chciał uczulony na ciosy który boi się bić a ruszył do wojny ze słowem jak z przysłowiowym mieczem i nie przepraszam bo tu się wali mocniej tylko wydaje mi się że definicja slowa przepraszam nie sklei szkła ekranu przez który pukają ale to jeszcze nie to do takich jak my (trzecia osoba bo skalpela pociągnięcia po półkuli jednej drugiej mózgu (o ja glupcu ze mnie głupiec nie używałem mózgu jako ego było mym rozumem a słuchaćc ego to jak zamknąćoczy i zatkaćuszy zasnąć na jawie i w drogę ruszyć somnabulizm) przez który widzą jak monster idzie jak po nitce  art monster grzechy coraz gorsze by przeżyć cokolwiek  czuje ból  czy czuje ból?  czuje żal po operacji na sumieniu dziś do siebie choć nad ranem w snach poleciały nie tak dawno temu wersy że też mogliście być więcej i bardziej niż wymyslaczem góry k2 białych kłamstw wiem że ta metoda nie mówienia prawdy jest ku dobru tego co w niewiedzę ubieramy ale jak można nie wiedzieć o sobie tak bardzo nic myślęc że sumienie czyste jest i wykrzyczeć to zaklocajac nocny czas cisz i spkkojnego snu tym którzy nocą nie oddają się demonom lecz poscielili sobie dobrze by się dobrze wyspać  sen jako bezpieczna przystań gdzie umysł odpoczywa na oceanie wymiarów równoległych morzu pływa by poznać drogi wcieleń swojej osoby by poznać choć trochę losy na gałęziach drzewa możliwości którego tutejsze istnienie nie wybrało jako kroki (mi się często śni że to dorośli chodzą do szkoły ale nie wiem co z dziećmi chciałbym by rozwijały umiejętności słuchania psychiki i czytania uczyć swoich innych ku ogromowi empatii dla uwaznosci by innych w życiu nie ranić tylko miłością traktować siebie i innych ku nie nienawiści i ku ogólnego wspólnego umysłu cywilizacji spokoju niczym w Raju (ale co ja tam wiem jedynie że to nieistotne jest) więc przepraszam nie padnie bo jest za małe z definicji i nie padnie ubrane w czyny  marzy mi się jeden wers który cofnie czas i znów będzie musiało paść pierwsze słowo ale z zachowaną świadomością tu dotrę i nie popełnię sekundy gdzie ego zgubi mnie w chaosie  niejeden raz krzyk wyzwiska spokój będę umiał dać zamiast bólu i ran zamiast być krzyżem im i golgotą  faryzeuszem który przerażony wizją że ktoś może być lepszą wyższą mocą istotą wyda rozkaz słowami  zabije cię  i za cudze czyli moje grzechy nie będzie nikt cierpiał i nie złamię serc i wypiekajac chleb którego od razu nie pokryje pleśń który będzie sycił głodnych i nie poleje się krew na pustyni piach tworząc czerwone bagno ruchomych piasków nievdam się wciągnąć do miejsca znanego jako dno drugiego dna  że ponowny Big Bang stopi lody arktycznej pustyni mojego serca by spragnionych napoić wodą która nie zna zanieczyszczeń w jakich plywa dziś siedem morz i oceany  jesteśmy jak lalki barbie wypełnieni plastikiem  i jak dinozaury z których powstała ropa by ten plastik powstał  cudowna zwrotka która przekona że wojna też była kłamstwem bo kłamcą jest ten który do kłamstwa przyznaje się  bo kłamcą jest ten który sam siebie nie zna marzy mi się metafora która rozpali zapałkę po raz drugi (a może kolejny w nieskończoność oczekiwany z ufnoscia ale pozostało z wzruszeń w końcu jedynie ramieniami wzruszanie bo ile razy można dać drugą szansę jeden raz i jeden jeszcze to definicja liczby dwa (liczby mają definicje czemu nie czytamy za slownikiem ile to jedynek jest w tej liczbie bo to pewnie nieistotne jest) a nie że wydłuża się ciąg szans)  zapalić zapałkę która da ogień by na nowo złożyć lustro zbite poprzez stopienie i wykonanie jak w hucie szkła jego czystej tafli by nie było tam rys jak ran na sercu i duszy ale to na koniec i potem przyjdzje mi skończyć z biciem serca i po tych słowach jeszcze przed kropką lub zamknięciem ostatniego nawiasu ostatni oddech opuści płuca i w końcu dla wielu czekających nie będę już marnował tlenu na marny żywot ku utrapieniu niewinnych  Zbudować parkiet na mojm grobie bardzo proszę  tańczyć jak w tej sentencji o tańczeniu nad wroga grobem byłem  jestem wrogiem Z nienawiści wziąłem banicję i wygnanie jak na życzenie  Zapomnienie o mnie to by było dobre Wielkie Pierwsze Słowo niech nie doda mnie może gdy po wersie który przekona czas by zaczął wszystko dla nas żyjących na zasadzie jego (czasu) do przodu zawsze uplywania by ma osoba nie była cyfrą jeden w równaniach Stwórcy i jego planach wyliczenia granic nieskończenie długiego ciągu jedynek kolejno ustawianych na poziomej linii aż ta ostatnia nazwana jakimś krótkim słowem dla definicji i ułatwienia myślenia o niej rozpocznie Rajską epokę po sądzie który skończyć się może miłością i szczęściem wszystkich pojednaniem początku z końcem  czerni z bielą  gdzie zaczniemy być po środku każdej przeciwności jak w ziarnie z którego wszystko powstało  pogodzeni z historią docenimy dobro znając moc zła i strachu  nie będzie mowy tam w tym drugim Raju na którym się skończy koło historii zatoczy obrót i jak od Raju się zaczęło tak Rajem się skończy  ale z.madroscia historii która sprawi że zakazany smak owocu drzewa poznania będzie w genach dusz dzieci Boga które wydała Gaja ku skonczonosci materialnych dni by przekonać każdy byt jak to jest żyć z grzechem pierworodnym  i zostanie w nas miejsce gdzie pacierz to tylko krótkie Amen jak pozdrowienie obecnych które wszystko tłumaczy i czyni zrozumiałym  miejsce maleńkie które pomieści wszechświat cały by czuł się jednym i doskonałym  który w skromności swej wspólnej cząstki nie upoi się zachwytem własnej istoty jako doskonałości i zapragnie stworzyć na podobieństwo swoje Pierwsze Słowo by rozpoczęło nieskończoność Bożych istnień  ku towarzystwu i ku możliwości poznania zachwytu nad cudem  życia śmierci świata w obrazkach i kolorach i dusz rzędu z których każda dokona kolejnego obrotu osi koła czasu   na przepraszam nie mam czasu leżę na kanapie odwrócony plecami do świata z którym chciałem się pogodzić wojnami który chciałem przekonać ranami gasząc i tłukąc ogień i szkła okien i luster źrenice moje puste a podobno to miejsce gdzie widać duszę      za długie ale op dzięki za inspirację do niepotrzebnie nieistotnego komentarza tu który się ku jutrzejszym chęciom by się nievwydarzllyl uswiadomi mnie że nie jestem jak czas tylko jak sekundbik na zegarze pędzący tylko w jedną stronę  koniec
    • Ara, Ic - raf oto farciara.    
    • @KOBIETA   Dominika...      
    • Ada na łodzi: zdoła - nada.   Ja po statek, a jak etat - stop, aj.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...