Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oto kolejne opowiadanie:

"La la la la la la la la la laj"- spiewala Mikusienka. Nagrywalysmy wlasnie nowa piosenke w studiu ( nie twierdze, mialysmy zespól: ja, Mikusienka, Klaudissa no i bezkonkurencyjnie- Katka). Ja z dziewczynami sluchalysmy jak spiewa.
- Super jej to wychodzi.- powiedziala Katka.
- Na pewno lepiej niz dotychczas.- potwierdzilam.
- No i na pewno gorzej ode mnie.- dorzucila snobistycznie Klaudissa.- Poprawka nie zaszkodzi.- rzekla i zaczela remixowac jej glos. Wyszedl bardzo piskliwy. Wrzasnela do podrecznego mikrofonu.
- Dobra, koncz. Ty sobie teraz posluchaj tego wycia, a ja zaspiewam, oki?- powiedziala.
- Nieeee chceeeee miii sieee sluuuuchac, jak wyyyyjesz!- zaspiewala Mikusienka. Razem z Katka wybuchlysmy smiechem.
- Oh, ale mi chodzilo, bys posluchala wlasnego wokalu.- powiedziala z wyjasniajacym usmiechem.
- Jak mam sluchc, skoro nie dasz mi spiewac???- zapytala MIkusienka983, wchodzac do pomieszczenia, w którym bylysmy.Zarly sie tak jeszcze przez chwile, gdy nagle Mikusienka wrzasnela:
- Masz ksiezniczko!!! Jestes taka jak Milcia!!! O przepraszam- nikt nie jest taki wredny jak ty!!!- rzucila i wyszla ze studia. Razem z Katka popatrzylysmy po sobie, wzruszylysmy ramionami i pobieglysmy za Mikusienka. Co do Milci: kiedys Mikusienka poklucila sie z nia w sklepie o sukienke. Zdenerwowana Milcia wrzasnela w pewnym momencie, ze to i tak nie jej rozmiar, bo jest za gruba. Mikusienka uznala to za szczyt wrednosci i poszla sobie. Teraz zobaczyla, ze milcia to bylo ziarenko piasku na pustyni, jesli chodzi o wredne pandy. Milcia byla bardzo mila, ale karzdemu nerwy puszczaja.
- Uch nie nawidze jej!!! Chetnie bym jej dopiekla!!!- warknela Mikusienka. Jej wlosy nastroszyly sie, co oznaczalo, ze moze w karzdej chwili zepchnac kogos z pobliskiego mostu.
- Mam pomysl.- powiedzialam i wyszeptalam im to, co wymyslilam.
- O tak... .- powiedzialy zlosliwie dziewczyny. Z kim ja sie tu zadaje???
- Dzisiaj badzcie u mnie, obgadamy plan szczególowy.- powiedziala Mikusienka i poszla do swojej chatki. Ja z Katka poszlysmy do Kamarii, bo nie mialysmy nic do roboty. Po godzinnym plotkowaniu z nia poszlysmy do Mikusienki, gdzie do pózna w nocy dopieszczalysmy szczególy planu. Zalozylysmy wtedy bande Mietusek. Juz nastepnego dnia, po przypieczetowaniu powstania bandy mietowymi dropsami, poszlysmy zniszczyc Klaudisse( kurcze, nastrój grupy mi sie udzielil). Mikusienka pobiegla do studia przerobic jej plyty, ja pobieglam do miasta kupic jakies ochydne szmaty, a Katka poleciala jak na skrzydlach kupic maly, podreczny aparat. Bieglam do sklepu Peli, gdzie znajdowal sie kantorek na brzydkie ubrania. Wykupilam od niej wszystko za jakies 500 monet( naprawde niedrogo, bo to byly ciuchy przeokropne). Biegalam dalej, szukajac róznych ochydnych ciuchów, gdy nagle wpadlam na Manie. Z rak wylecialy mi te wszystkie okropne ubrania, a Mania stlukla przez przypadek szklana kulke.
- Cz... czesc.- przywitalam sie i rzucilam sie zbierac szmaty. Mania natomiast jak skamieniala patrzyla na stluczona szklana kulke.
- Cos ty zrobila!!!!!!!- wrzasnela nagle, tak ze wszystkie pozbierane dotychczas przeze mnie rzeczy znów rozlecialy sie po calym miescie.- To byl bezcenny egzemplarz!!!!!!!! Wyprodukowano ja jeszcze w 1923!!!!!!!!!!!! To byla najstarsza i najladniejsza kulka z mojej kolekcji!!!!!!!!!!!!!!!- wrzeszczala. Nalezy nadmienic, ze Mania byla rozmilowana kolekcjonerka szklanych kulek. Codziennie nosila przy sobie inny egzemplarz. Akurat musiala sie trafic ta kulka!!!- To bylo cudo!!!! Na panfu nie ma takiej drugiej!!!!!!! Mój skarbus!!! Moje kochanie!!!!! Moje slodkie malenstwo!!!! Biedaczyno!!!! Mania o tobie nie zapomniec!!!- mówila.
- A fanka rzygac.- mruknelam pod nosem. Pozbieralam ubrania i zmylam sie do chatki. Upchnelam te ciuchy pod lózko, gdy zauwarzylam, ze za oknem zaczelo padac. Po pólgodzinie przybiegla do mnie Mikusienka.
- Nie widzialas, ze pada????- spytalam, podajac jej recznk. Byla cala przemoczona.
- Widzialam, ale tak sie spieszylam, ze zapomnialam o parasolce. W koncu przyjechalam rowerem!- powiedziala, wycierajac sie. Kazlam jej powiedziec, po co przyszla. W kilku zdaniach strescila, co u mnie robi.
- A to dranie!!!! Juz oni mnie popamietaja!!!!!!- wrzasnelam i rzucilam sie w strone chatki. Przestalo akurat padac. Z garazu wyciaglam mój skuter i pomknelam w strone chatki bandy KAPAJES ( jak mozna mieszkac we trójke w jednej chatce??????) od imion nalezacych do nich chlopaków: kamyka5, jespera i patryka 12( ich imiona pisane sa z malej litery, poniewaz znam ich na zywo i gardze nimi. Swieta wojna).Ostatnio wycieli nam jakis numer( nie moge powiedziec, jaki. Mikusienka za szybko tlumaczyla.), wiec chcialysmy sie odwdzieczyc. Oparlam skuter o plot sasadniej posesji. Stanelam pod oknem pokoju.
- No a wiec??- spytala niecierpliwie Mikusienka. Spojrzalam do srodka.
- Nikogo nie ma! Wchodze, ty stój na czatach!- szepnelam i chwycilam rekami parapet. Podciagnelam sie. Okno bylo uchylone, wiec pomyslalam, ze otworze je i wejde do srodka. Jak postanowilam, tak zrobilam. Wskoczylam do srodka. Dokladnie spenetrowalam wnetrze, gdy nagle cos przykulo moja uwage: komurka kamyka! Szybko schowalam ja do kieszeni bluzy, gdy uslyszalam szept Mikusienki:
- Ida tu! Jesper i patryk!- szeptala zdenerwowana. Wyjrzalam przez okno.
- Juz tu sa! I, o cholera! Widzieli nas!!!!!!!- wydobylo sie z mojej krtani. Chlopcy, pewni wygranej, powoli szli w nasza strone.
- Co teraz??- uslyszalam glos Mikusienki.
- Wiejemy do ogrodu!!! Szybko!- szepnelam. Niestety "szybko" nie mialo juz szans realizacji. Jesper oraz patryk chwycili Mikusienke, a ja poczulam silne ciagniecie do srodka pokoju. Nie wiem, co sie dzialo z Mikusienka, poniewaz wdalam sie w pojedynek z kamykiem. Przewalalismy sie po podlodze, jeczac i postekujac. Chwycilam ucho kamyka i zaczelam je ciagnac. Kamyk usiadl mi na brzuchu.
- Pusc moje ucho!- warknal.
- Nigdy!- syknelam.- Co ty tu robisz?? Zamknelam drzwi od srodka!- wrzasnelam.
- Bylem w szafie. Puszczaj!!!!!- odparl. Z szafy zaczely dochodzic jakies dziwne dzwieki, az uslyszalam stlumiony glos.
- Fanka?- uslyszalam.
- Katka!!!!!!! A co ty tu robisz????- spytalam.
- Siedze tu jakby zwiazana.- odparla. Popatrzylam ognistym wzrokiem na kamyka.
- Ty ja zwiazales??? Zobaczysz jeszcze! Sprawie, ze nie bedziesz chcial zyc!!!- warknelam niczym zly tygrys i z calej sily pociagnelam czerwone juz ucho kamyka.
- Aluuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu!- zawyl.
- Nie zabij go!- zaskrzeczala Katka z szafy.
- Spoko!- odparlam. D pokoju wszedl jesper wraz z Mikusienka i patrykiem. Patryk poszedl zamknac okno, a Mikusienka uwolnila Katke.
- Pusc go.- zarzadala.
- Nie.- odparlam.
- On juz krwawi!- zaskrzeczala Katka.
- Nie mozemy sie poddac bez walki!- odparlam, ciagnac jeszcze mocniej.
- Ale musicie.- powiedzial jesper i kucna kolo mojej glowy. Zatopil reke w moich krótkich, czarnych wlosach.
- Pusc, albo zaczne ciagnac.- ostrzegl.
- Chcialbys.- rzucilam i pociagnelam dwa razy mocniej.
- Trudno. Musze sprawic ci ból.- powiedzial i zaczal delikatnie ciagnac. No i wlasnie przez to moje nieszczesne palce puscily to glupie, czerwone ucho. Kamyk wyszedl z jekiem z pokoju.
- Mamy przewage! Na co czekacie?- spytala Mikusienka i podbiegla do okna. Katka spoliczkowala patryka i ruszyla za nia, a ja zafundowalam jesperowi mocny cios w zebra i pobieglam za nimi. Gdy bylysmy juz za plotem, krzyknelysmy:
- Jestesmy mietowymi kociakami, jedynymi dla chlopców nigdy nie uchwytnymi dziewczynami!- po czym glosno wiwatujac, pobieglysmy po nasze pojazdy.
- Co jest????!!!!!!- wrzasnelam, gdy dobieglysmy na miejsce. Po moim skuterze nie zostal nawet slad.
- Ha ha ha!- uslyszalam za plecami szyderczy smiech. Odwrócilam sie i ujrzalam cala bande KAPAJES. Moje oczy rozjarzyly sie od srodka, a wlosy zaczely sie stroszyc. Wygladalam strasznie, a zarazem tak dziwnie pieknie.
- Oddawajcie mój skuter!!!!!!- wrzasnelam.
- A z kad wzial sie pomysl, ze to my go mamy??- spytal niewinnie kamyk.- Czy ty masz nas za bezmózgowców??
- Tak! Wasze zakute lby moga sluzyc jedynie za wychodek dla ptaków!- wrzasnelam, a kamyk pobladl. Jego bezczelny chichot zamilkl.
- Chlopaki, wy tez to slyszeliscie??- spytal swoich (wedlug mnie: niby) kumpli..- Wychodek dla ptaków!- chichotal, klepiac sie dlonia w czolo.- Wiecie, co miala na mysli??- chlopcy poruszyli ramionami i potrzasli glowami.
- Za kogo ona sie uwaza??- spytal patryk.
- I dlaczego ciagle gada o smierci pejczowej??- dodal jesper.
- Wlasnie. Smierc pejczowa. Nigdy nie slyszalem.- powiedzial patryk.
- Dalej chlopcy. Z taka iloscia ptasich odchodów w mózgu nie jestem w stanie myslec!- mówil kamyk, chichotajac jak wariat.
- Bo nigdy tego nie robiles.- mruknela Katka.
- Smierc pejczowa. Usmiercic pejczem. Smirc puprzes zapjiczowanie(poprawnie: Smierc poprzez zapejczowanie). Podprowadzimy komus szmal!- wrzasnal na odchodnym jesper i ruszyl za kamykiem i patrykiem w strone swojej chatki.
- Moze, dla wlasnego bezpieczenstwa, nie zadawajmy sie juz z nimi.- podsunela Mikusienka983.
- Najpierw skuter.- warknelam.
- Oczywiscie. Najpierw odzyskamy twój skuter.- przytaknela Mikusienka.
- Moze do tego czasu zmadrzeja.- powiedzialam, a Katka zaklnela siarczyscie. Caly nastepny dzien myslalysmy, co robic. Oczywiscie Fryderykpanfu musial sie we wszystko wmieszac.
- Chodzcie!- powiedzial i wybiegl z chatki, a my za nim. Podjechalismy pod chatke KAPAJES. Wzielam pojazd Fryderyka( mialam go pilnowac).
- Zostawcie to mnie.- szepnal teatralnie i ruszyl pod jego dom.
- A, ty pewnie do Bolly'ego?? Sorki, nie znam jego wiecznie zmieniajacych sie kumpli.- uslyszalysmy glos kamyka i ukrylysmy sie w pobliskich krzakach( razem z rowerami.
- Nie szkodzi.- To byl Fryderyk.
- Bolly gra z tylu domu w ping-ponga.- i znów kamyk.
- Dzieki.- no i Fryderyk. Wysunelam glowe z krzaków. Juz po 5 minutach ujrzalam Fryderyka pchajacego mój skuter.
- Ej! To moje!!- wrzasnal kamyk.
- Bo ci uwieze! Znam prawowita wlascicielke tego skutera i ide go jej oddac!- odwrzasnal Fryderyk. Wyskoczylam z krzaków i podbieglam do Fryderyka, by odebrac mój skuter.
- Dzieki.- szepnelam, odwrócilam glowe i wrzasnelam( dziewczyny wyszly juz z krzaków).- Jestesmy Mietuski i wlasnie teraz tresujemy kamyka, jespera i patryka- nasze male glupiutkie kuzki!- krzyknelam i wskoczylam na skuter.
- Mietuski! Udusze wam!!!!!- wrzeszczal kamyk.
- Powodzenia w misji, pani z Tibilisi!- odkrzyknela Katka. Wsiedlismy na nasze pojazdy i odjechalismy. Pól godziny pózniej siedzielismy w restauracji "Trampka's restauration"( bez Fryderyka). i ucztowalysmy zwyciestwo.
- O patrzcie, kto sie zjawil.-szepnela Katka i wskazala glowa na drzwi. W drzwiach stanely trzy pandy.
- Uch, ale sie zachowuja.- uslyszalam szept jednej z nich.
- Ty lepiej patrz jak jedza.- odparla ta druga.
- Kari, Lili, chodzcie na zakupy, a te swinki niech lepiej kupia sobie korytko.- uslyszalam trzecia pande i z miejsca mnie zamurowalo. To byla Klaudissa! Wszedzie rozpoznalabym jej glos! Razem z dziewczynami ruszylam za nimi( oczywiscie tak, zeby nas nie widzialy). Klaudissa zalozyla blond peruke( wystepuje w niej na scenie) i powiedziala:
- Dzisiaj wszystko idzie na koszt Kelsi( tak sie nazywa w zespole).- towarzyszace jej dziewczyny zapiszczaly i poszly dalej. Klaudissa wlasnie przymierzala jakis okropny strój, gdy pstryknelam jej z ukrycia fotke aparatem kupionym przez Katke. Pobieglam do chatki i zaczelam przerabiac na komputerze zdjecie Klaudissy. Po przeróbce wygladala ochydnie na zdjeciu. Jako Jesika pobieglam do redakcji pewnej znanej gazety i dalam im to zdjecie. Juz na nastepny dzien juz wszyscy wiedzieli o wtopie Klaudissy. Pózniej wywalilysmy ja z zespolu pod pretekstem, ze mamy juz dosc, kiedy ona ciagle spiewa z playback'u( to prawda!!!!). Na koniec Max900 zerwal z nia dla Elli900. Do tego jakis paparazzi (Kari ja wydala) zrobil jej mase kompromitujacych zdjec, które potem opublikowal. Nasze szalone Mietuski zniszczyly jej zycie. Niestety, to sie stalo. Kiedys przeciez musialo. Tego dnia siedzialam w mojej chatce i przerzucalam kanaly w telewizji. Nagle zadzwonil dzwonek, wiec poszlam otworzyc. Za drzwiami stala Klaudissa.
- Czesc! Moge wejsc?- spytala i wparowala do mnie do chatki. Buchnela na kanape.
- Ratuj!!!!! Mietuski niszcza mi zycie!- powiediala.
- Niby dlaczego?? Należy ci sie za to, co o nas nagadałaś Kari i Lili!- odparlam.
- Zapomnialas o Belli2999. Jej tez powiedzialam.- szepnela, a ja poczerwienialam. Wyrzucilam ja z chatki. Na koniec wrzasnełam:
- Mam nadzieje, że cie niedługo uśmiercimy! To ja, Miętowy kociak! Nie pozwolę, by życie zniszczył mi Hrabiański psociak!- krzyknełam i zamknełam jej drzwi przed nosem.
Tak wypełniła się zemsta szalonych Miętusek.

KONIEC!

Przepraszam za błędy, nie ma przecież idealnej klawiatury.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wróć  Wiedz że przepraszam nie padnie To za małe słowo na ostatnią zgaszoną zapałkę w pudełku podpisanym zaufanie i wiara w drugiego człowieka  Czynami też nie przeproszę  ale marzyłby mi się wers, który odbudowałby podpalony most płomieniem o czarnej barwie z piekła wzięty za odpowiedni drogowskaz by nie widzieć nie słyszeć nic ale krzyczeć skrzeczàcymi dźwiękami słowa wojennych nabo i  i jeszcze wiemy (ja to split być może więc powiem o sobie w trzeciej osobie) że ból fizyczny jest za zasługi chaosu na synaptycznych drogach zasłużony  pięć lep liści wypłaconych jak byś sam chciał moc ich zarobić błagam prosić  Wiem że błaganie po tym bałaganie jest równie bezczelne poza wyobrażenie  ale wiesz jak mam być szczelny  cały pokluty i podziurawiony blizny które omija słońce  blizny nieopalone już nigdy to zrobiłem wam to zrobiłem sobie to chore  a spowiedź  czekamy z moimi grzechami na samotności czas gdy stalker powieczas opuścić was ale bestia 24/7 w obserwacji myśli  po operacji skalpelem świata który nie  istnieje z teczki o kryptonimie  Anioły i demony gdzie jednym z rozdziałów był zabieg wszepienie sumienia  mk ultra nie ma słuchawki w lewej ucha przestrzeni takiej małej ale techniki technologi jak w serialu z De Nirem są realne i tak się robi z tymi co na zawsze bezimmienie umrą pochowani z dala miejsc które na mapach świata jako białe plamy odznaczają się  przysypani piachem o ciężarze własnych klamstw czyli żwir i kamienie jak te które tworzą cud świata w Gizie i nikt się nie dowie bo to nieistotne ważne jest to co jest cud przypadku gdzie Duch Święty przejął demoniczne myśli i wiatr poniósł w Niebo na skrzydłach które nie palą w słońcu się  Nie Ikar  Dedal Latają ptaki nie uznając granic Niosą melodię i śpiewając trelami Odnajdują mistykow za Pań brat z natury wibracjami którzy czytając nuty tych które ponad chmurami kontynety pokonują prowadzone gwiazdami i Ziemskim (tym no na co reaguje kompas zapomniałem słowa a niby myślę w tym języku jako Polak ale to chaos który przejął mnie i przekonał jako droga ku dobremu może nie dla mnie może nie dla bliskich ale dla cyfr które pokonują nazwane setkami milionów z definicji pojedyncze głowy słowem kmwtw omerta ale chyba i tak za dużo gadam jako że...) Skrzydła dał Bóg Bóg Bóg Bóg Bóg (taka tam rewolucja mała ale jeśli nie ma stalkera a jest schizofrenia nigdy nie wyjdzie na jaw jak prawda mojego życia za mojego życia jako to moja łaska i nagroda by bezimiennie zniknąć i wybuchając nad grobem zbudować parkiet śliski od plwocin (pisząc wiersz gdzie wieczny deszcz nie wiedziałem że Niebo pluje we mnie jeszcze ale co to tam za nieistotne to dziś się ma ja to mam albo mieć powinienem ale życie jest takie że myśli są subiektywne)) Armi Aniołów  połamany głos hałas i skrzek to objaw jednej z chorob dzieci wychowanych bezstresowo w tłumie bezimiennych mas wielkich miast sąsiadów których znasz ledwo twarz spowiedzi czas i bólu którego bym nie chciał uczulony na ciosy który boi się bić a ruszył do wojny ze słowem jak z przysłowiowym mieczem i nie przepraszam bo tu się wali mocniej tylko wydaje mi się że definicja slowa przepraszam nie sklei szkła ekranu przez który pukają ale to jeszcze nie to do takich jak my (trzecia osoba bo skalpela pociągnięcia po półkuli jednej drugiej mózgu (o ja glupcu ze mnie głupiec nie używałem mózgu jako ego było mym rozumem a słuchaćc ego to jak zamknąćoczy i zatkaćuszy zasnąć na jawie i w drogę ruszyć somnabulizm) przez który widzą jak monster idzie jak po nitce  art monster grzechy coraz gorsze by przeżyć cokolwiek  czuje ból  czy czuje ból?  czuje żal po operacji na sumieniu dziś do siebie choć nad ranem w snach poleciały nie tak dawno temu wersy że też mogliście być więcej i bardziej niż wymyslaczem góry k2 białych kłamstw wiem że ta metoda nie mówienia prawdy jest ku dobru tego co w niewiedzę ubieramy ale jak można nie wiedzieć o sobie tak bardzo nic myślęc że sumienie czyste jest i wykrzyczeć to zaklocajac nocny czas cisz i spkkojnego snu tym którzy nocą nie oddają się demonom lecz poscielili sobie dobrze by się dobrze wyspać  sen jako bezpieczna przystań gdzie umysł odpoczywa na oceanie wymiarów równoległych morzu pływa by poznać drogi wcieleń swojej osoby by poznać choć trochę losy na gałęziach drzewa możliwości którego tutejsze istnienie nie wybrało jako kroki (mi się często śni że to dorośli chodzą do szkoły ale nie wiem co z dziećmi chciałbym by rozwijały umiejętności słuchania psychiki i czytania uczyć swoich innych ku ogromowi empatii dla uwaznosci by innych w życiu nie ranić tylko miłością traktować siebie i innych ku nie nienawiści i ku ogólnego wspólnego umysłu cywilizacji spokoju niczym w Raju (ale co ja tam wiem jedynie że to nieistotne jest) więc przepraszam nie padnie bo jest za małe z definicji i nie padnie ubrane w czyny  marzy mi się jeden wers który cofnie czas i znów będzie musiało paść pierwsze słowo ale z zachowaną świadomością tu dotrę i nie popełnię sekundy gdzie ego zgubi mnie w chaosie  niejeden raz krzyk wyzwiska spokój będę umiał dać zamiast bólu i ran zamiast być krzyżem im i golgotą  faryzeuszem który przerażony wizją że ktoś może być lepszą wyższą mocą istotą wyda rozkaz słowami  zabije cię  i za cudze czyli moje grzechy nie będzie nikt cierpiał i nie złamię serc i wypiekajac chleb którego od razu nie pokryje pleśń który będzie sycił głodnych i nie poleje się krew na pustyni piach tworząc czerwone bagno ruchomych piasków nievdam się wciągnąć do miejsca znanego jako dno drugiego dna  że ponowny Big Bang stopi lody arktycznej pustyni mojego serca by spragnionych napoić wodą która nie zna zanieczyszczeń w jakich plywa dziś siedem morz i oceany  jesteśmy jak lalki barbie wypełnieni plastikiem  i jak dinozaury z których powstała ropa by ten plastik powstał  cudowna zwrotka która przekona że wojna też była kłamstwem bo kłamcą jest ten który do kłamstwa przyznaje się  bo kłamcą jest ten który sam siebie nie zna marzy mi się metafora która rozpali zapałkę po raz drugi (a może kolejny w nieskończoność oczekiwany z ufnoscia ale pozostało z wzruszeń w końcu jedynie ramieniami wzruszanie bo ile razy można dać drugą szansę jeden raz i jeden jeszcze to definicja liczby dwa (liczby mają definicje czemu nie czytamy za slownikiem ile to jedynek jest w tej liczbie bo to pewnie nieistotne jest) a nie że wydłuża się ciąg szans)  zapalić zapałkę która da ogień by na nowo złożyć lustro zbite poprzez stopienie i wykonanie jak w hucie szkła jego czystej tafli by nie było tam rys jak ran na sercu i duszy ale to na koniec i potem przyjdzje mi skończyć z biciem serca i po tych słowach jeszcze przed kropką lub zamknięciem ostatniego nawiasu ostatni oddech opuści płuca i w końcu dla wielu czekających nie będę już marnował tlenu na marny żywot ku utrapieniu niewinnych  Zbudować parkiet na mojm grobie bardzo proszę  tańczyć jak w tej sentencji o tańczeniu nad wroga grobem byłem  jestem wrogiem Z nienawiści wziąłem banicję i wygnanie jak na życzenie  Zapomnienie o mnie to by było dobre Wielkie Pierwsze Słowo niech nie doda mnie może gdy po wersie który przekona czas by zaczął wszystko dla nas żyjących na zasadzie jego (czasu) do przodu zawsze uplywania by ma osoba nie była cyfrą jeden w równaniach Stwórcy i jego planach wyliczenia granic nieskończenie długiego ciągu jedynek kolejno ustawianych na poziomej linii aż ta ostatnia nazwana jakimś krótkim słowem dla definicji i ułatwienia myślenia o niej rozpocznie Rajską epokę po sądzie który skończyć się może miłością i szczęściem wszystkich pojednaniem początku z końcem  czerni z bielą  gdzie zaczniemy być po środku każdej przeciwności jak w ziarnie z którego wszystko powstało  pogodzeni z historią docenimy dobro znając moc zła i strachu  nie będzie mowy tam w tym drugim Raju na którym się skończy koło historii zatoczy obrót i jak od Raju się zaczęło tak Rajem się skończy  ale z.madroscia historii która sprawi że zakazany smak owocu drzewa poznania będzie w genach dusz dzieci Boga które wydała Gaja ku skonczonosci materialnych dni by przekonać każdy byt jak to jest żyć z grzechem pierworodnym  i zostanie w nas miejsce gdzie pacierz to tylko krótkie Amen jak pozdrowienie obecnych które wszystko tłumaczy i czyni zrozumiałym  miejsce maleńkie które pomieści wszechświat cały by czuł się jednym i doskonałym  który w skromności swej wspólnej cząstki nie upoi się zachwytem własnej istoty jako doskonałości i zapragnie stworzyć na podobieństwo swoje Pierwsze Słowo by rozpoczęło nieskończoność Bożych istnień  ku towarzystwu i ku możliwości poznania zachwytu nad cudem  życia śmierci świata w obrazkach i kolorach i dusz rzędu z których każda dokona kolejnego obrotu osi koła czasu   na przepraszam nie mam czasu leżę na kanapie odwrócony plecami do świata z którym chciałem się pogodzić wojnami który chciałem przekonać ranami gasząc i tłukąc ogień i szkła okien i luster źrenice moje puste a podobno to miejsce gdzie widać duszę      za długie ale op dzięki za inspirację do niepotrzebnie nieistotnego komentarza tu który się ku jutrzejszym chęciom by się nievwydarzllyl uswiadomi mnie że nie jestem jak czas tylko jak sekundbik na zegarze pędzący tylko w jedną stronę  koniec
    • Ara, Ic - raf oto farciara.    
    • @KOBIETA   Dominika...      
    • Ada na łodzi: zdoła - nada.   Ja po statek, a jak etat - stop, aj.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...